Witamy › Fora › Rozmowy DDA/DDD › (NIE)powiedzieć ?
-
AutorWpisy
-
Zastanawiałam się tak ostatnio, dlaczego mówimy o swoim dzieciństwie, problemach czy życiowych rozterkach innym? Czy dlatego, że jest to ktoś dla nas bliski, ważny? Czyli w domyśle ktoś, względem kogo mamy ogromne zaufanie albo zwyczajnie zależy nam na tej osobie. Czy po prostu: bo trzeba się komuś wygadać? Niekiedy usprawiedliwić swoje wcześniejsze zachowania…
Albo patrząc z drugiej strony: dlaczego niekiedy boimy się otworzyć przed innymi? Tak sobie myślę, że pewnie z obawy przed odrzuceniem i nie zrozumieniem, bo tak jest bezpieczniej… Im mniej o mnie wiedzą tym lepiej…
Bardzo mnie to ostatnio wszystko zastanawia.
Temat,który idealnie wpasowuje się w moje ostatnie zawirowania, życiowe…
Trochę naświetlę sytuacje… Byłąm przewodniczącą grupy wolontariuszy, ale w pewnej ważnej kwestii okłamałam resztę zarządu. Wiem jaka była motywacja mojego zachowania, ale reszta nie wie. I od tamtego czasu zastanawiam się czy im powiedzieć dlaczego postąpiłam tak a nie inaczej…
W moim przypadku byłoby to usprawiedliwianie się i manipulacja, aby mi wybaczyły i wszystko wróciło do normy… Ale i z drugiej strony, zadały mi pytanie co mną kierowało podczas kłamstwa, i jeżeli naprawdę chcą wiedzieć to może powinny, ale nie wiem, czy moje problemy potraktują poważnie.
Nie wiem, czy wiesz co chcę Ci powiedzieć 🙂 Z jednej strony chce się wybielić, usprawiedliwić, a a z drugiej strony zasługują na szczerość, ale i z trzeciej strony wiem, że będą mnie postrzegały przez pryzmat tej wiadomości… i tak wiszę już dłuższy czas między młotem, a kowadłem…Ysha zapisz:
„Zastanawiałam się tak ostatnio, dlaczego mówimy o swoim dzieciństwie, problemach czy życiowych rozterkach innym? Czy dlatego, że jest to ktoś dla nas bliski, ważny? Czyli w domyśle ktoś, względem kogo mamy ogromne zaufanie albo zwyczajnie zależy nam na tej osobie. Czy po prostu: bo trzeba się komuś wygadać? Niekiedy usprawiedliwić swoje wcześniejsze zachowania…Albo patrząc z drugiej strony: dlaczego niekiedy boimy się otworzyć przed innymi? Tak sobie myślę, że pewnie z obawy przed odrzuceniem i nie zrozumieniem, bo tak jest bezpieczniej… Im mniej o mnie wiedzą tym lepiej…
Bardzo mnie to ostatnio wszystko zastanawia.”
W sumie trafiłaś z tym tematem, bo mnie też od dawna to zastanawia:) Bo doprawdy zauważyłam u siebie różne intencje kiedy o tym wszystkim mówię….Najczęściej jest to wyrazem mojego zaufania do danej osoby i następuje to po jakimś czasie. I właśnie rzadko stosuję to jako "usprawiedliwiacza" moich zachowań, oczywiście zdarzało mi się tak robić, ale jakieś takie nie fair mi się to mimo wszystko wydaje…..Poza tym spotkałam się już tez z próbą wykorzystywania tych informacji przeciwko mnie i robieniem ze mnie prawie wariata, który na bank całkowicie źle widzi rzeczywistosć, a w relacji może się tylko mylić, bo nie wie jak wygląda prawidłowa relacja. Dlatego staram się teraz być ostrożna, bo sorki, ale nie będzie mi nikt wmawiał, że wszystko co się dzieje jest winą tego, ze ja jestem DDA:)
Wiele lat natomiast stosowałam taktykę-im mniej o mnie wiedzą tym lepiej dla mnie;) I szczerze mówiąc bardzo się to opłacało, ale z drugiej strony takie duszenie w sobie tez za dobre nie było, ale doprawdy bezpieczne….
Spotkałam się natomiast z jedną ciekawą intencją opowiadania o dzieciństwie i różnych swoich przeżyciach…Bo tak się składa, ze dośc łatwo mnie złapac na czyjeś bóle, dlatego, ze sama wiem co znaczy cierpieć z różnych powodów i momentalnie daję jakby takiej osobie z racji jej przejść taryfę ulgową. No własnie……i chyba tym osobom o to chodziło, o to usprawiedliwianie ze swoich złych zachowań w stosunku do mnie:) I podobnie o zaszczepienie poczucia winy, jesli bym powtórzyła zachowania, które ich spotkały w przeszłości i ich zraniły:) Czyli celem było zapewnienie sobie odpowiednich zachowań z mojej strony, no bo w końcu chyba nie chcę ranić tak samo jak ktoś tam w przeszłości….Nie ufam zbytnio więc osobom, które za szybko wylewają swoje bóle z dzieciństwa albo ze związków, bo rzadko jest to dowodem zaufania podszyte…..Dzisiaj sobie myślę-a co to kogo obchodzi jak to u mnie było, podobnie co mnie to obchodzi jak u kogoś było, przecież takie informacje są zastrzeżone dla wieloletnich głębokich relacji, takich naprawdę wypróbowanych. Bo wychodzi na to, ze nie mam nic nikomu innego do zaoferowania jak tylko poczęstunek swoimi bólami z dzieciństwa. Z tym nie trzeba się śpieszyć, to nie jest trup pod łóżkiem do ukrycia przecież…I niestety ale może to wygladac na łapanie na litość.
Dziękuję Wam za odpowiedzi:)
Malaika08 – chyba wiem o czym mówisz… Rozumiem, że te osoby na pewno zasługują na szczerość, ale zapewne tak samo jak Ty mogłabym mieć obawy, że po wyjawieniu „tej” konkretnej informacji dane relacje w grupie mogłyby ulec zmianie i faktycznie już inaczej mogliby patrzeć na twoją osobę właśnie przez pryzmat tej sytuacji.
Felicja – dziękuje za to co napisałaś: „ i chyba tym osobom o to chodziło, o to usprawiedliwianie ze swoich złych zachowań w stosunku do mnie 🙂 I podobnie o zaszczepienie poczucia winy, jeśli bym powtórzyła zachowania, które ich spotkały w przeszłości i ich zraniły:) czyli celem było zapewnienie sobie odpowiednich zachowań z mojej strony, no bo w końcu chyba nie chcę ranić tak samo jak ktoś tam w przeszłości”
Inaczej zaczęłam patrzeć na moją sytuację, w której tkwię od jakiegoś czasu…
Otworzyłaś mi oczy. Trochę w tym racji, takie łapanie na litość tej „niby bliskiej” osoby…Edytowany przez: Ysha, w: 2012/11/05 22:21
Ten temat nie dawał mi spokoju już od dłuższego czasu… Dlatego napisałam żeby poznać Wasze zdanie i to jak Wy radzicie sobie z podobnymi sytuacjami.
Sama bardzo często się zamykam w sobie i nie jest mi łatwo mówić o moich problemach czy o sprawach związanych z moją rodziną. Myślę sobie wtedy: „Po co o tym mówić, kogo to tak naprawdę interesuje?” I właśnie zastanawiam się komu tak naprawdę chcę mówić o sobie. Z mojej strony wygląda to tak, że musi to być ktoś wyjątkowo bliski.
Opiszę jeszcze taką sytuację w bardzo dużym skrócie: osoba, z którą byłam, odeszła ode mnie bez żadnego słowa, nazwę to takim powolnym urywaniem kontaktu (swoją drogą chyba najgorszy sposób na zrywanie relacji jaki tylko może być)… Takie powolne zamieranie. Po iluś tam miesiącach, wtedy kiedy ja dałam już sobie jakoś z tym wszystkim radę, czyli z jego odejściem, odezwał się do mnie ponownie. Takie po prostu „jakby nigdy nic się nie wydarzyło” i powiedział mi, że jest DDA…
Dziwne, prawda? Bo po co otwierać się przed kimś i opowiadać o niełatwych sprawach dotyczących swojego życia… Szczerze to po dziś dzień zastanawiam się w jakim celu to uczynił?
Nie mam potrzeby wyzalania sie znajomym , nawet bardzo bliskim. To co chce opowiedziec powiem (napisze) obcej osobie ktora zechce mnie wysluchac, zrozumiec i ktora bedzie miala zapedy psychologiczne;) Bedzie to jak wylanie kubla z zalami (oby nie komus na glowe) Jak oczyszczenie. Tak to widze, jak bedzie zobaczymy.
Zastanawiam sie dlaczego teraz mi to doskwiera do tego stopnia ze probuje cos z tym zrobic. Juz od dawna nie jestem dzieckiem .To skonczylo sie gdy mialam 16 lat .Od tej pory to byla sielanka. Dlaczego wrocilo cwierc wieku pozniej?Szukał wsparcia i zrozumienia. Zaakceptowania swojego zachowania. Usłyszenia, że nic się nie stało iż to nie jego wina. Wylewając bóle do osób poznanych, wspominanie jak to było i dlaczego, jest niczym innym jak poszukiwaniem akceptacji i zrozumienia. Współczucia za to co się stało. Usłyszenia, że to nie Ty jesteś winny tylko oni. Usprawiedliwienia. Schemat jest zawsze ten sam. Zobacz jak ja cierpię, jaki jestem zły, a później jestem fajny i można mnie lubić. Złość w czystej postaci, rozgoryczenie życiem i swoim postępowaniem. Chęć zrzucenia z siebie tego brzemienia, by móc pójść inną drogą. A, za chwilę znów wrócić na tą samą ścieżkę. Bez akceptacji samego siebie nie jest to możliwe. Znam zbyt dobrze ten ból i sam siebie również jeszcze nie zaakceptowałem. To jest podstawa wg. mnie, by poczuć się szczęśliwym. Szukamy wsparcia u innych, nie u siebie.
Sam mam z tym cholerny problem i pierwsze co jak kogoś poznaję, to wyskakuję z tekstem jak było u mnie źle i jestem DDA. Jakbym nie miał co lepszego do powiedzenia.
Edytowany przez: locek, w: 2012/11/22 12:44
locek zapisz:
”Sam mam z tym cholerny problem i pierwsze co jak kogoś poznaję, to wyskakuję z tekstem jak było u mnie źle i jestem DDA. Jakbym nie miał co lepszego do powiedzenia.”
Dziś widzę to podobnie-po co z tym wyskakiwać dosłownie jakby się nie miało niczego lepszego do powiedzenia. Mówienie o tym jest okazaniem komuś jakiegoś zaufania i przy okazji ten człowiek może sporo różnych zachowań u nas zrozumieć, ale to co już napisałam kiedyś w tym watku-można świadomie lub nie próbowac wpłynąc na czyjś stosunek do nas i to nie jest ok. To tak jakby ktoś mi powiedział: uważaj, bo ja trzy razy w dzieciństwie miałem połamana nogę i uważaj jak łazisz, żeby mi nawet przez przypadek nogi nie podłożyć, bo nie mam ochoty złamac swojej po raz czwarty………………… Niestety, ale może to tak brzmieć. I sama spotkałam się wielokrotnie z różnymi opowieściami różnych osób o swoim dzieciństwie czy innych bólach, tylko po to żeby żeby wymusić na mnie pewną postawę jak się później okazało……..Latwo jak widac pomylić zaufanie z obligowaniem kogoś do jakichś zachowań…..
Pamiętam jak rozmawiałam o tym kiedyś z koleżanką (swoją drogą też DDA i jest tego świadoma) i ona mi powiedziała, że pracuje z uchodźcami i się zastanawia jak oni mieliby się przedstawiać i tłumaczyć, skoro większosc z nich uciekła z krajów ogarniętych wojną i albo widzieli na własne oczy straszne sceny, albo tego doświadczali i aż mrożą krew w żyłach ich opowieści. I jasne, sa tacy którzy korzystają ze swoich przezyć żeby coś uzyskać, ale tak naprawdę ona mówi, że zauwazyła, ze im zalezy na tym żeby po prostu normalnie żyć….cokolwiek to nie znaczy po tym wszystkim…………………..
-
AutorWpisy
- Musisz być zalogowany aby odpowiedzieć na ten temat.