Witamy Fora Rozmowy DDA/DDD O przeszłości i teraźniejszości

Przeglądasz 2 wpisy - od 1 do 2 (z 2)
  • Autor
    Wpisy
  • AvatarAaMaska
    Uczestnik
    Liczba postów: 3

    Czuję strach przed tym, że nie wiem od czego zacząć. Boję się, że coś pominę.

    Mam 24 lata. Jestem mężczyzną na studiach, w trakcie 3 roku. Uczęszczałem na terapię dla dda, grupową oraz indywidualną. Aktualnie zakończyłem obydwie, pierwszą z powodu ukończenia a drugą z powodu zbieżnego planu z moim psychoterapeutą. Zacząłem chodzić prywatnie do psychoterapeuty, nie chcąc blokować miejsca osobom które potrzebują pomocy jak najszybciej, tak jak ja na początku drogi do uzdrowienia.

    Chcę tyle napisać ale boję się, że kogoś to znudzi, będzie za długie lub, że coś pominę.

    Dziś jest dobrze. Chce szukać siebie, odnaleźć swój świat, zerwać lub raczej pogodzić się z lękami które ciągle ciągną mnie w dół.

    Rodzice pili od kiedy pamiętam. Matka przestała gdy w wieku 7-8 lat, podczas odrabiania lekcji, otworzyła piwo i wypiła duszkiem a ja powiedziałem jej „mamo, ty już jesteś alkoholiczką”. Wtedy (podobno, bo tego nie pamiętam tylko tak wynika z relacji mojej matki) przestała pić. Ojciec pił około do skończenia przeze mnie 19 lat. Wtedy ja, jako odgrywany bohater znalazłem matce mieszkanie i przeprowadziła się 20 kilometrów dalej. Podyktowane było to coraz ostrzejszym awanturowaniem się przez ojca, wykrzykiwanie, że zabije matkę. Bałem się wtedy o mamę okropnie, nie mogłem wychodzić z domu. e

    W tym miejscu wraca wspomnienie gdy jako mały chłopiec w wieku przedszkolnym na placu zabaw własnie w przedszkolu stałem, wpatrywałem się w niebo a inne dzieci i wychowawczyni pytali co się dzieje. Związane to było z awanturą nocną oraz jej dalszym ciągiem rano przed odwiezieniem mnie przez matkę do przedszkola. Jak dziś pamiętam jak ojciec oblewa szklanką soku przygotowaną do wyjścia mamę. Boję się tego do dziś.

    Wracając do ojca, ojciec po wyprowadzce mamy kierował pijacką złość na mnie i po jednej większej awanturze gdy musiałem uciekać do dziadków w nocy przekonaliśmy go do pójścia na odwyk. Rodzice pogodzili się, ojciec przestał pić i nie pije do dzisiaj. Nie zmienia to jednak faktu, że jest bardzo ciężkim człowiekiem. W życiu dużo się dorobił, prowadzi firmę i ma pieniądze którymi sponsoruje mi moje studia. Ale w relacjach międzyludzkich jest nie do wytrzymania, strasznie ciężki. Gdy jestem w mieście  w którym studiuję potrafię zadzwonić do niego, porozmawiać dłuższą chwilę i nawet się pośmiać. Teraz w dobie studiów online mieszkam z rodzicami i czuję się coraz gorzej. Mam wrażenie, że ojciec też się do tego przyczynia. Czuję strach, pobudzenie gdy wchodzi do pokoju. Nie tylko ja tak mam, mama, babcia czyli jego matka również. Nikt z naszej rodziny go nie darzy sympatią. Moim celem naprawde nie jest przedstawienie go jako tego najgorszego, winowajce moich wszystkich opinii lecz jest to bardziej zbiór tego, co inni mówią o ojcu. Zdaje sobie jednak sprawę z tego, że mogę być nieobiektywny.

    „Po drodze”, czyli w wieku 12 lat zmarła moja 2 lata starsza kuzynka. Zmarła z dnia na dzień, przewróciła się u koleżanki i do dziś nie znam przyczyny śmierci. 3 lata później zmarła jej mama, również z dnia na dzień i również nie znam przyczyny śmierci. Wujek nie pozwolił na sekcję zwłok. Obydwie dziewczyny były mi bardzo bliskie ponieważ u nich się wychowałem, gdy rodzice przeginali z piciem zostawałem u cioci i ona była dla mnie drugą matką a kuzynka jak siostrą. Gdy to piszę, jest mi bardzo przykro. Z dnia śmierci kuzynki pamiętam wszystko jak na tacy, śmierci cioci ani nawet pogrzebu nie pamiętam ani troche, no, może jeden urywek gdy pocieszałem wujka, męża i ojca dziewczyn. Po śmierci kuzynki związałem się z ciocią jeszcze bardziej, byłem jak jej prawdziwy syn, a ona odeszła. Miała próby samobójcze, nie raz mówiła, że chce już być ze swoją córką. Uświadomiłem sobie teraz, że straciłem jakiś azyl, bezpieczeństwo. Jest jeszcze śmierć obydwu dziadków którzy chyba zastępowali mi ojca.

    Biorę lęki przeciwlękowe. Lęk towarzyszył mi od zawsze kołataniem serca, potliwością. Dziś te objawy zniknęły a został ten głęboki, podszywający się pod inne rzeczy lęk. Tyle razy próbowałem żyć z nim w zgodzie, lecz to nie pomaga. W myślach odnalazłem tego małego chłopca którym jestem ale nie widzę, bym rozwiązał problemy które go trapią.

    Nie żyje właściwie swoim życiem, żyje życiem innych. Gdy zostaję sam na sam ze sobą szukam podświadomie moich kompulsji w postaci masturbacji, telefonu, alkoholu, telewizji. Obwiniam siebie za to, że nie mam dziewczyny. Byłem w związku 3 lata, wtedy nie potrafiłem rozmawiać z tą dziewczyną, dziś chce do niej wrócić ale nie jest to podyktowane chęcią powrotu do niej lecz raczej zaspokojenia lęków przed samotnością, przed naciskiem innych na bycie „normalnym” czyli nie samotnym. Czuję ciągły narastający w samotności lęk, strach czy może bardziej jakieś parcie na coś, czego nie mam. Boję się, że nigdy nie odnajdę siebie. Marzę o spokoju.

    W tym miejscu pragnę bardzo podziękować wszystkim którzy dotrwali. Dziękuję za każdy wpis, radę czy po prostu za pogląd na sprawę waszymi oczami. Nie napisałem wszystkiego ponieważ to chyba najważniejsze rzeczy a reszta w tym momencie odleciała daleko.

    Avatardda93
    Uczestnik
    Liczba postów: 254

    Witaj, AaMaska! Nie wiem, czego konkretnie od nas oczekujesz – jakich podpowiedzi czy wsparcia – ale pewnie samo to, że chciałeś podzielić się z kimś swoim problemem już jest terapeutyczne:-)

    Na pewno wiele osób przeszło przez takie rzeczy jak Ty (ja sam pod niektórymi bym się podpisał)…

    Wiem, że w czasach wirusa to masakra, ale spróbuj zastąpić swe kompulsje – na ile możesz – wyjściem do ludzi, dziewczyny, kuzynów, przyjaciół. Bo życie Ci umknie nie wiadomo kiedy…

    Z tego co piszesz o tym, jak spędzasz czas sam ze sobą, Ty nie „żyjesz życiem innych”, ale chyba raczej „nie żyjesz”… Też kiedyś przerabiałem ten stan. I może to być „rozbieg” do pełniejszego dorosłego życia, w którym nie tylko o Ciebie trzeba się zatroszczyć, ale też Ty o kogoś się troszczysz i za coś odpowiadasz. Od tego czasu nie raz jeszcze dostałem od życia po głowie (i nie raz też życie mnie trochę „pogłaskało”), ale warto było!

    Pewnie nie jest Ci łatwo z całym tym swoim i nieswoim bagażem, który musisz nieść. Ale z drugiej strony, masz całe życie przed sobą. Idealne ono nigdy pewnie nie będzie – lecz masz jeszcze dużo czasu, żeby je ulepszyć, podreperować. Przykładowo, możesz się nauczyć żyć zarówno będąc tylko sam ze sobą, jak i będąc w związku z kimś. A zamiast telewizora i telefonu (choć rozrywka bywa potrzebna) poczytaj też czasem coś służącego zdrowieniu. Nie święci garnki lepią. Wszystko jest dla ludzi. Proces zdrowienia też:-)

    Jako „bohater rodziny” musiałeś chyba zużyć ogromne pokłady energii na rozwiązywanie nie raz przekraczających Twoje granice i możliwości spraw. To zrozumiałe, jak bardzo możesz się czuć wypalony po tej walce. Teraz jednak otwieramy nowy rozdział Twojego życia, który nazywa się TY. A chociażby to, jak próbujesz układać sobie np. niełatwe relacje ze swoim ojcem – świadczy o tym, że nie jesteś już dzieckiem, ale dorosłym mężczyzną, i tym bardziej dasz temu radę:-)

Przeglądasz 2 wpisy - od 1 do 2 (z 2)
  • Musisz być zalogowany aby odpowiedzieć na ten temat.