Witamy › Fora › Rozmowy DDA/DDD › obcowanie z ludźmi
-
AutorWpisy
-
Nie lubię samotności, gdy siedzę sama cały dzień w domu, bo mąż w pracy. Chciałabym się z kimś spotkać, ale jakoś nie ma kogoś takiego. Gdy raz na jakiś czas przyjedzie ktoś z rodziny do mnie, niby się cieszę, bo wreszcie nie jestem sama, a jednak po pewnym czasie mam dość i chciałabym już być sama. Sama nie wiem jaka jestem, czy wolę być wśród ludzi czy jednak sama…
TRUDNO MÓWIC O TOWAZYSTWIE JAKO LEKARSTWIE NA SANOTNOSC BO PRAWDOPODOBNIE JESTES DLA NICH SZYBA .DLA TEGO UKLONY DO MĘZA MUSI PAMIĘTAC ZE CIE MA A TY MU O TYM PRZYPOMINAJ BO ZLE SIĘ TO SKOŃCZY
Człowiek jest zwierzęciem stadnym;)
Trzeba umieć to wypośrodkować. Ja lubię bardzo obcować z ludźmi lecz czasem lubię pobyć sam ze sobą tak dla własnej higieny duchowej:) Moim zdaniem nie powinnaś szukać na siłę odpowiedzi na to pytanie…po prostu rób to na co masz ochotę:)pompejusz- to wydaje się takie proste 😀 szkoda, że takie proste nie jest… a może jednak jest … 🙂
Bardzo dużo spraw życiowych sami sobie komplikujemy:) a trzeba sobie ułatwiać;)
Właśnie – nie komplikuj, upraszczaj 🙂
Spotykaj się z tymi, z którymi chcesz, zostawaj sama, kiedy ci pasuje, ale jak cie zacznie denerwować samotność, poszukaj …. koleżanek 🙂
Ja znalazłam na mityngach sporo takich osób i część z nich nadal jest moimi "znajomymi"…. a mój mąż może się spotykać razem ze mną – jeśli chce 🙂😛 😛 😛 😛 😉 😉
Ogólnie często słyszę , że " wszystko jest trudne zanim stanie się proste". Myślę, że coś w tym jest. Mam to zakodowane i często "wchodzę" w trudne z mojego punktu widzenia sytuacje po to aby się z nimi oswoic. A tych płaszczyzn w moim życiu jest wiele.
Sprawia mi trudnośc np. bycie samym, zabranie głosu przy dużej liczbie osób, sytuacje związane z zazdroscią o żonę, itd tak jak większości z nas.
Takie działanie przynosi niezłe skutki. Bo gdy przechodzę przez to zwycięsko czuje satysfakcje i chęc działania. Jest dla mnie niezła samoterapia.
Miłego dnia.Zgadzam się z wiekowym.
W zasadzie inaczej się chyba nie da zmienić pewnych kwestii – bez wchodzenia w trudne dla nas sytuacje.
Kiedyś np. ogromnym problemem było dla mnie zadzwonienie do kogoś i zaproponowanie spotkania. Od razu miałam miliony czarnych scenariuszy w głowie, co ta osoba sobie o mnie pomyśli, że na pewno odmówi, że może nie będzie czym rozmawiać, itd… Kiedy powiedziałam o tym na terapii, terapeutka mnie zapytała: "No i co się stanie, jeśli zadzwonisz do kogoś? Jeśli odmówi, to przecież świat się nie zawali, możecie się przecież umówić na inny termin. Jeżeli nie odbierze, to oddzwoni później albo Ty to zrobisz. Powiedz mi, co może się stać złego w takiej sytuacji?" Takie logiczne i realne postawienie sprawy zadziałało na mnie jak kubeł zimnej wody, dotarło do mnie, ile noszę w sobie chorych obaw i myśli. Kilka dni później zadzwoniłam do koleżanki, z którą miewałam różny kontakt, ale chciałam się z nią spotkać (dzisiaj bardzo się przyjaźnimy 🙂 ). Faktycznie, wtedy odmówiła, bo nie miała czasu. Usiadłam i tak sobie pomyślałam… udało się, przełamałam się i naprawdę nic się nie stało. Był jeden z takich pierwszych, dla mnie bardzo przełomowych kroków w terapii 🙂 dzięki kolejnym próbom przełamania się, udało mi się zyskać kilka bliskich mi osób 🙂 no i to uczucie wygranej nad swoją słabością, to naprawdę coś świetnego i bardzo motywującego do dalszych zmian 🙂
Proste to nie jest. Trzeba znaleśc w sobie siłę żeby to zrobic. Ale jest skuteczne.Za ktoryms razem jest łatwiej chociaż tak super dobrze to chyba u mnie już nie będzie. Zakładam, że nie wszystko da się poprawic. Ale wszystko co przynosi chociażby małą poprawę staram się wykorzystac.
-
AutorWpisy
- Musisz być zalogowany aby odpowiedzieć na ten temat.