Witamy Fora Rozmowy DDA/DDD Odradzam związków z DDA/DDD

Otagowane: , , ,

Przeglądasz 10 wpisów - od 1 do 10 (z 18)
  • Autor
    Wpisy
  • AvatarHipis
    Uczestnik
    Liczba postów: 6

    Cześć wszystkim!,

    Opuściła mnie moja dziewczyna DDA, zabrała wszystkie rzeczy, tak jak stała, zawinęła się i poszła, sądzi pewnie, że ułoży sobie nowe życie, ale wszędzie gdzie pójdzie nie będzie miała stabilizacji, nie miała w domu, w moim domu też nie znalazła, u swojej rodziny również nie. Nie da się odczepić głowy i udawać że gdzieś jest świat stabilniejszy. Mam szczerze dosyć już DDA/DDD bo to mój kolejny związek z DDA/DDD na który natrafiam i znów to samo.  Jestem wykończony fizycznie i psychicznie, wciąż trzeba domyślać się czego DDA/DDD chce, raz coś postawione nie może się zmienić, jakakolwiek uwaga odbierana jest jako krytyka na honorze, ta cholerna rola bohatera, wszystko załatwi za ciebie, wciąż musi chronić rodzinę, i ma do ciebie o to pretensje, że wszystko robi sama, nawet jak zwiewa to sama, bez konsultacji. Wymagane w związku, to tylko czytanie w myślach, nie rozwiązywanie problemów, konieczność rozpoznawanie emocji, jasność sytuacji w związku, bo inaczej ciągłe poczucie zagrożenia. Oczywiście nie można o niczym dyskutować bo przypominasz Ojca alkoholika, ale z drugiej strony dobrze by było gdybyś takim Ojcem się stał.  A i jedynym rozwiązaniem problemu jest ucieczka, ja pie*dole, remedium na Wszystkie problemy.

    Pochodzę z fajnego domu, mam rodzinę której ufam, mam rodzinę na której mogę się oprzeć. Proszę Was jako normalny facet, zanim wejdziecie w związek, i zrobicie z tego związku koszmar, a z człowieka psychola,  pójdźcie na meetingi DDA, dołączcie do grup DDA z psychoterapeutą, i jak nie przejdziecie tych 12 kroków to to znów zniszczycie ludzi, ja mam serdecznie dosyć DDA/DDD. Powiedzcie na randce, że jesteście DDA, może ktoś skojarzy i Wy również nie stracicie czasu.

    DDA/DDD to jest choroba niszcząca nie gorzej niż alkoholizm. Wpędza zwykłego człowieka, w poczucie jakiejś chorej winy, niszczącego poczucia beznadziejności swojej osoby. Mam dzięki DDA/DDD tak niską samoocenę, że będę pewnie kolejny rok to przepracowywał to z psychologiem. To jest chory układ, a winni są Wasi rodzicie, a nie my zwykli ludzie.

    Możecie wylać na mnie pomyje, ale jestem już Wami wykończony.

    • Ten temat został zmodyfikowany 3 tygodni, 1 dzień temu przez AvatarHipis.
    • Ten temat został zmodyfikowany 3 tygodni, 1 dzień temu przez AvatarHipis.
    • Ten temat został zmodyfikowany 3 tygodni, 1 dzień temu przez AvatarHipis.
    Avatarrasputnik
    Uczestnik
    Liczba postów: 9

    No cóż, przykro mi że opuściła Cię dziewczyna, no ale jeśli już dawno temu ją zdiagnozowałeś i uznałeś że z Tobą wszystko OK tylko ona jest chora i wszystkiemu winna, to może czuła że wylogowanie się to jedyne wyjście?

    AvatarHipis
    Uczestnik
    Liczba postów: 6

    Zawsze rozpad związku to wina obu osób, twierdze jedynie, że ten schemat DDA/DDD, którego jesteście nauczeni w domach, bez psychoterapii, bez meetingów, zniszczy każdy normalny związek.

    Avatarrasputnik
    Uczestnik
    Liczba postów: 9

    jakoś zapala mi się czerwona lampka gdy ktoś od razu winę zrzuca na innych. Wcześniej dziewczyna była winna, teraz wszyscy DDA mają się wziąć za siebie i nie niszczyć normalnych związków 🙂 A to już Twój drugi przypadek w którym sytuacja się powtórzyła… jak będziesz pracował z psychologiem to może sprawdź skąd te problemy z samooceną i sprawdź czy czasami sam nie masz jakiegoś bagażu którego nie chcesz zobaczyć

    • Ta odpowiedź została zmodyfikowana 3 tygodni, 1 dzień temu przez Avatarrasputnik.
    truskawektruskawek
    Uczestnik
    Liczba postów: 451

    Cześć,

    Jeśli nie masz nic przeciwko, to zamiast lania pomyj chętnie bym pogadał, bo mało znam osób, które deklarują fajne relacje z rodziną (inna sprawa, że nie zawsze ta deklaracja mnie przekonuje) i to dla mnie w zasadzie nieznany świat.

    Sam jestem DDD i ostatni związek z DDD też mnie zmęczył i rozczarował. Ale nie posunąłbym się do stwierdzenia, że ta dziewczyna mnie zniszczyła, bo ja ten związek też współtworzyłem. Mogłem nie wchodzić w ten związek albo odejść wcześniej, ale dziś widzę dlaczego tego nie zrobiłem. Ciekaw jestem czemu ty wchodziłeś w takie związki (a nie z osobami, które mówią wprost itp.) i czemu tak głęboko w tym zaszedłeś? Zaskakuje mnie to trochę, bo o ile ja jako DDD wiem jakie mam mechanizmy i co mnie trzyma w takich relacjach, to nie umiem sobie wyobrazić po co ktoś z funkcjonalnego domu wchodzi i trzyma się w takim związku. Bo nawet jeśli nie powiedziała z początku, że jest DDA, to w końcu i tak się przecież zorientowałeś.

    Tak w ogóle to na terapii nas uczyli, że to nie jest choroba, tylko zestaw zachowań, które można zmieniać, pokazywali jak można brać odpowiedzialność za siebie w relacjach, no i wreszcie że terapia jest dla nas, a nie dla partnerów itp.

    AvatarHipis
    Uczestnik
    Liczba postów: 6

    Z tego samego powodu dlaczego kobiety czy mężczyźni żenia się z alkoholikami, na początku nie jest to problem a czas leci.

    truskawektruskawek
    Uczestnik
    Liczba postów: 451

    Czy to aż tak długo trwało, zanim zauważyłeś problemy albo zaczęło ci to przeszkadzać? Rozumiem, że w poprzednich takich związkach też było źle, więc spodziewałbym się raczej, że szybciej miałbyś dość.

    Ja mam tendencję do przymykania oczu na problemy, więc ten czas się wydłuża, bo próbuję wiele usprawiedliwić i daję duży, rozszerzający się z czasem kredyt. Ale nawet mnie się skończyła cierpliwość. Dlatego jestem zaskoczony, że to nie ty jej postawiłeś granicę, tylko ona. Jak to właściwie było (jeśli masz ochotę opowiadać, oczywiście)?

    Avatardda93
    Uczestnik
    Liczba postów: 12

    Generalnie proponowałbym pewne rzeczy rozgraniczyć. Co innego nawiązywanie związku z osobą, która ma problem, ale nie przeszła żadnej terapii – albo co gorsza ją przerwała. Co innego z osobą po (dobrej, skutecznej) terapii. A jeszcze co innego z osobą w trakcie.

    DDA/DDD po terapii wydają się bardziej świadome tego, co się z nimi dzieje. Wiedzą też, kiedy i gdzie szukać pomocy. Niestety, w kwestiach damsko-męskich nie spotkałem na swojej drodze nikogo takiego. Związek z osobą w trakcie terapii to loteria, gdyż osoba taka często się zmienia – może pojawić się bliżej, ale może też się oddalić, zwłaszcza gdy w trakcie leczenia poruszane są główne fundamenty jej osobowości (odgrzebywane są dawne traumatyczne doświadczenia itp.).

    Dla mnie najgorszym co może być jest związek z osobą, która rzuca terapię lub wiedząc, że ma jakiś problem nie chce z nim robić nic. Z kimś takim wiele lat temu się związałem i żałuję… bardzo, bardzo…

    Odrębna kwestia, jeśli w związku nie ma dzieci, nie ma wspólnego domu lub kredytu – w czym problem? Drogi się rozchodzą i życie trwa dalej. Może powie ktoś, że mówiąc tak jestem bez serca, ale w nieudanych związkach (nieudanych z winy drugiej strony i mojej – choćby z powodu źle dokonanego wyboru) wycierpiałem już swoje. I powiem Wam jedno – cierpieć z powodu rozpadu związku nie warto.

    Gdy z takiego związku pojawia się dziecko i przez złą sytuację w związku jemu też rujnujecie życie już na starcie… wtedy dopiero robi się naprawdę przerąbane 🙁

    oskar777oskar777
    Uczestnik
    Liczba postów: 20

    Cześć!

    Zastanawia mnie, dlaczego aż dwa razy trafiłeś na dziewczynę DDA/DDD?

    Dwa razy to już nie przypadek…

    A ja?

    Jestem DDA/AA. Chodzę na meetingi i to mi wystarcza.

    Moja żona jest DDA, używając powyższych określeń ,,nieleczona”.

    Ma za to wiele innych zalet. 🙂

    Jesteśmy razem od wielu lat.

    Gdy występują konflikty zawsze ,,spotykamy się w połowie drogi”.

    Myślę, że nie powinno się generalizować…

    Wszyscy mają jakieś wady i zalety.

    Chociaż rzeczywiście, można czasem trafić nieszczególnie.

    Albo też na kogoś, do kogo mimo pozorów nie pasujemy.

     

    Pozdrawiam

    Avatardda93
    Uczestnik
    Liczba postów: 12

    Ach, „spotykanie się w połowie drogi”. Marzę o tym. Niestety, z reguły trafiam na osoby, które próbują mnie zdominować, a gdy okazuje się to nie takie łatwe, jak się na początku wydaje, narastają konflikty.

    Coś w tym jest – ludzie są różni, niezależnie od tego, jakie etykietki można im przypinać (DDA/DDD, AA, a może inne). Każdy ma też własną drogę do wyzdrowienia. Jednemu najbardziej pomaga terapia, innemu mityngi, trzeciego uzdrawiają najbardziej pozytywne zmiany w samym życiu – to wszystko można określić jako „leczenie”.

Przeglądasz 10 wpisów - od 1 do 10 (z 18)
  • Musisz być zalogowany aby odpowiedzieć na ten temat.