Witamy Fora Rozmowy DDA/DDD Ojciec DDA – wybuchowy flegmatyk?

Przeglądasz 10 wpisów - od 1 do 10 (z 30)
  • Autor
    Wpisy
  • Avatarqwerty1234
    Uczestnik
    Liczba postów: 2

    Cześć. Przeszukałem Internet, ale nie znalazłem nic na ten temat, a męczy mnie on już od jakiegoś czasu i blokuje we własnej terapii.

    Jestem dzieckiem człowieka DDA. Ojciec jest wycofany emocjonalnie, jednak nie mogę nazwać go chłodnym. Bardziej poszedłbym w stronę takiej… nieporadności? Tak jakby nikt go nigdy nie nauczył okazywać otwarcie emocji i nie wstydzić się ich – co jest zrozumiałe, biorąc pod uwagę jego dzieciństwo. On sam zerwał ze schematem, nie ma nic wspólnego z nałogami, wysoki standard życia, tutaj nie ma żadnych zastrzeżeń, wyrwał się zupełnie z „rodzinnej tradycji”. Jest spokojny, ciepły, można się na nim oprzeć. Pomoże na ile potrafi, widzę też, ile go to kosztuje energii, aby wyjść ze skorupy.

    A jednak od zawsze, odkąd pamiętam, tata miał problemy z agresją. Nie taką ciągłą, regularną, ale w stosunku do mnie zdarzały mu się wybuchy. Byłem niegrzeczny, a ojciec kopniakami potrafił mnie wysłać do mojego pokoju, a tam mi jeszcze poprawić, waląc gdzie popadnie, gdzie tylko trafił. Zdarzało mi się moczyć w trakcie takiego ataku, zdarzało mi się mieć sińce. Zdarzało mi się czuć do niego palącą nienawiść, strach, gniew – wszystko na raz. Nie działo się to często, nie mogę tego nazwać regularną przemocą, ale czasami tacie kończyła się cierpliwość i wybuchał, a ja byłem ofiarą. Kiedy podrosłem, skończyłem może podstawówkę, wtedy wybuchy się skończyły. Zostały okazyjne słowne awantury, też sporadyczne i w formie wybuchu.

    Nie jest mi łatwo pisać to wszystko. Przez lata wypierałem problem, bagatelizowałem go – a, kto nie dostał w latach 90. od ojca po tyłku, przecież to normalne, w końcu wyszedłem na ludzi, byłem nieznośnym dzieckiem, nic dziwnego. Nawet się z tego śmiałem. Ojca uwielbiam do dzisiaj, to dobry człowiek, skrzywdzony przez życie, ale dobry, mam do niego sporą dawkę wyrozumiałości. Tylko że teraz w wyniku terapii i dojścia do tych wspomnień, okazało się, że prawdopodobnie jednak ten problem jest we mnie cały czas. I zatruwa życie. Mam ogromne wyrzuty sumienia, bo nie umiem jednoznacznie powiedzieć „tak, mój ojciec to zły człowiek”, on jest dobry, ale chyba nie radził sobie z własną krzywdą i zrobił przez to krzywdę mi.

    Czy ktoś z was jest w stanie jakoś utożsamić się z postacią mojego taty lub moją? Z jego wybuchami? Z tym, że jest spokojną taflą wody, która potrafi w mgnieniu oka zamienić się w tsunami? Czy flegmatyk może mieć choleryczne nacieki?

    Przepraszam, jeśli użyłem sformułowań albo słów, których wasze środowisko nie lubi – moja wiedza na temat DDA jest bardzo powierzchowna, ale z chęcią dowiem się więcej. Mam nadzieję, że wszyscy macie dzisiaj dobry dzień, pozdrawiam.

     

    • Ten temat został zmodyfikowany 1 miesiąc, 2 tygodni temu przez Avatarqwerty1234.
    Avatardda93
    Uczestnik
    Liczba postów: 142

    Cześć. Zdaje się, że jestem trochę podobny do Twojego ojca – w moim przypadku na pewno nie na taką skalę, raczej walnięcie pięścią w ścianę albo stół, wiązanka przekleństw, trzaśnięcie drzwiami albo krzyk – ale dobrze wiem, co to znaczy eksplodować.

    Nieporadność? Masz na myśli „niewidzialnego” gościa, który – w czasie gdy jego rodzina zaśmiewa się z byle czego za stołem – na przykład wychodzi na długi samotny spacer, chowa się w szopie, albo zamyka się z gołębiami w gołębniku? Też by się zgadzało 🙂

    Co do Twojego poczucia winy, wydaje mi się ono niepotrzebne. Nie ma nic złego w tym, by pamiętać rzeczy takimi, jakimi były, albo takimi, jak je pamiętasz. Duży plus dla Ciebie za to, że potrafisz zauważyć zarówno dobre, jak i złe strony w swoim ojcu. To w każdym razie nie Ty zawiniłeś – jeśli nawet doprowadzałeś ojca swoimi zachowaniami do szewskiej pasji (moje dzieci tak potrafią), to byłeś tylko dzieckiem, nie do końca świadomym skutków swoich zachowań.

    Co do poczucia winy u Twojego ojca, jeśli działa to tak jak u mnie, na pewno je miał lub wciąż ma. I to podwójne. Raz – dlatego, że mógł komuś zrobić krzywdę. Lekkim pacnięciem nastolatka w głowę (jak to robi czasem Ludwik w serialu Rodzinka.pl), gdy się włoży w nie zbyt dużo złości, można zrobić krzywdę. Dwa – dlatego, że tracił kontrolę i wtedy źle się czuł z samym sobą.

    Jeśli chodzi o przyczyny takich wybuchów, mogą być różne. Ponoć ludzie z natury spokojni są bardziej nieobliczalni w gniewie, gdyż mają mniej „obycia” ze swoją złością niż notoryczni narwańcy. DDA mogą w sobie nosić wściekłość nie tylko na rodziców, ale też na świat – gdy wychowywano ich tak, żeby byli dla świata prawie idealni, a świat okazał się nie fair (przynajmniej ja tak mam).

    Czasem powody mogą być prozaiczne i natury zdrowotnej – zaburzenia krążenia, nadmierne spożycie kawy, problemy hormonalne (to ostatnie raczej u kobiet). Wielkim magazynem gniewu mogą być też nieudane życie erotyczne i/lub ciągnący się konflikt z partnerką (u mnie przeszło to z ojca na syna), czy na przykład nierówne traktowanie w pracy…

    Nie to, żebym kogokolwiek usprawiedliwiał – błąd zawsze pozostaje błędem – ale próbuję Ci tylko wyjaśnić przyczyny takich zachowań z perspektywy „od wewnątrz” i z mojej obserwacji. Masz prawo czuć się tak, jak się czujesz. Jeśli poczułeś się przez kogoś (nawet kochającego Cię rodzica) skrzywdzony, to pewnie tak było.

    A kiedy już sam będziesz rodzicem, może zobaczysz to też z drugiej strony – że to czasem wcale nie jest takie łatwe. U mnie to dość solidna droga do przebaczenia moim rodzicom, gdy łapię się na tym, że czasem popełniam te same błędy co oni. Choć dzieci zawsze mogą ze mną porozmawiać czy się do mnie przytulić – czego w moim rodzinnym domu w najmniejszym stopniu nie było… A z moich ataków złości czasem najzwyczajniej się śmieją 😉

    JakubekJakubek
    Uczestnik
    Liczba postów: 369

    Bardzo duże podobieństwo do mojego ojca. Z ta różnicą, że ja nie potrafię pisać o nim tak ciepło. Zastanawiam się, czy to wynika z mojego nieprzerobienia tematu, a przerobienia przez Ciebie – czy na odwrót.

    Dopiero ostatnio poczułem chęć wybaczenia ojcu i pojednania się z nim (przynajmniej w moim wnętrzu, bo na jego „wspołpracę” już nie liczę). Podziękowałem mu w życzeniach z okazji dnia ojca za to dobro, które wniósł w moje wychowanie. Miałem przy tym refleksję, że nie bardzo umiem wskazać to dobro. Pomyślałem jednak, że niech on sam wypełni treścią te moje podziękowania, zostawiłem go z tym.

    Mimo to, był to przełom w spojrzeniu na niego. Poczułem jakieś głębsze zrozumienie i współczucie dla niego. Nie poradził sobie sprawnie z ojcostwem. W pewnym sensie naznaczył mnie na całe życie. Trudno. Stało się. Muszę to zaakceptować. To moja rzeczywistość. Przeszłość. Teraźniejszość. Przyszłość. To nie zniknie. Mogę jednak mimo to szczęśliwie żyć. A może nawet „dzięki” temu.

    Nie napisałbym jednak, że byłem nieznosnym dzieckiem, więc nic dziwnego. Nie, to nie powinno się wydarzać. Rodzic nie może tak zachowywać się wobec dziecka.

    Z przeszłości pamiętam jeszcze, że po atakach agresji w stanie upojenia alkoholem ojciec twierdził później, że nic nie pamięta. Że matka wmawia mu, że tak się zachowywał. Do oewnego momentu sądziłem, że kłamie w żywe oczy. Że to niemożliwe. Dziś jednak nie wykluczam nawet, że następowało u niego coś w rodzaju „porwania emocjonalnego”. To neurologicznie zdeterminiwany stan psychiczny człowieka, w którym potrafi on nawet zabić drugą osobę, a potem nie mieć w pamięci zapisu tego zdarzenia. To jednak w żadnym razie nie usprawiedliwia takiego rodzica, ani nie zmienia sytuacji jego dziecka.

    • Ta odpowiedź została zmodyfikowana 1 miesiąc, 1 tydzień temu przez JakubekJakubek.
    • Ta odpowiedź została zmodyfikowana 1 miesiąc, 1 tydzień temu przez JakubekJakubek.
    Avatarqwerty1234
    Uczestnik
    Liczba postów: 2

    Mój ojciec zawsze był dla mnie bliższy niż matka. Przenosiła na mnie swoje ambicje, cisnęła na perfekcyjność w każdym calu, na bycie popisowym synem. Tata był kimś, do kogo mogłem przyjść i po prostu z nim pobyć, bez oczekiwań, bez pytań. Nie mam go do końca przepracowanego, właśnie w związku z tym, że nie umiem do tego podejść otwarcie. Zaczynam dyskutować z psychoterapeutą o tej agresji z mojego dzieciństwa, po czym się blokuję, bo cała moja głowa krzyczy, że to nie tak, że on nie chciał, że to nie jego wina.

    Ojciec nigdy nie skorzystał z żadnej formy leczenia psychiatrycznego, terapii, książek na ten temat – jego recepta na wszystko to niestety „trzeba się wziąć w garść”. Omawiałem z nim temat bicia mnie – przeprosił. Powiedział, że żałuje tego każdego dnia. Wie, że to było złe, nieodpowiednie, niedojrzałe z jego strony. Nie wypiera się (u mnie raczej z wypierających jest właśnie matka, która z agresją czy DDA nie miała nic wspólnego, a nawet panicznie zasłaniała mnie przed ojcem – obecnie utrzymuje, że nikt mnie nie bił i wymyślam farmazony). Tylko co z tego, skoro wspomnienia i schematy z tamtych chwil wychodzą mi do dzisiaj, najczęściej w postaci trybu ucieczki (co jest fatalne, bo psuje mi relacje z innymi ludźmi – nie umiem dorośle podejść do konfliktu).

    Najbardziej dręczy mnie fakt, że przez tyle lat żyłem sobie beztrosko, nie myśląc nawet o tamtych wydarzeniach, a ostatni rok z niczego stał się nagle katorgą. Tak jakby wszystkie wspomnienia postanowiły urządzić sobie imprezę w mojej głowie.

    • Ta odpowiedź została zmodyfikowana 1 miesiąc, 1 tydzień temu przez Avatarqwerty1234.
    FenixFenix
    Uczestnik
    Liczba postów: 2417

    @Jakubek a czy przyglądałeś się swoim dziadkom i ich relacjom z Twoimi rodzicami. Mnie to bardzo dużo dało. Nie chodzi o tłumaczenie niewłaściwych zachowań a o takie spojrzenie na tych ludzi jakbyś patrzył na ludzi, z którymi nie jesteś tak emocjonalnie związany. Wtedy możliwe jest wyłączenie własnych emocji zranionego dziecka. Nasze pokolenie „starych byków” 😉(bo chyba jesteśmy w podobnym wieku) i kolejne młodsze jest w o tyle lepszej sytuacji, że znacznie rozwinęła się popularność psychologii i różnego rodzaju terapii. Nasi rodzice i dziadkowie tego szczęścia nie mieli. I to jest nasza wygrana, jeżeli chcemy, możemy przełamywać schematy i szczęśliwie, spokojnie żyć. 🙂 A poczucie zrozumienia daje możliwość wybaczenia(przede wszystkim dla własnego spokoju), co nie znaczy zapomnienia. Na zmianę zachowania rodziców nie ma co liczyć, podobnie na przeprosiny. Bo najtrudniej jest przeprosić własne dziecko nawet jeżeli jest to normalna rodzina.

    Avatardda93
    Uczestnik
    Liczba postów: 142

    Może po prostu te uczucia były w Tobie przez cały czas, tylko zamrożone, a teraz zaczęły się odmrażać pod wpływem terapii. Może przez jakiś czas będzie w Tobie  burza, bo musisz teraz „przetrawić zaległe uczucia”, a potem to z Ciebie spłynie…

    Skoro Twój ojciec przeprosił i powiedział to, co powiedział, chyba niewiele z jego strony już można zrobić. Chyba, że z czasem Wasze kontakty staną się bardziej równoprawne, przyjacielskie niż dziecko – rodzic.

    Może pozostawać w Tobie jednak pewien schemat, „węzeł emocjonalny” (często myląco zwany brakiem przebaczenia) w reakcji na tamte sytuacje, który trzeba będzie jakoś rozplątać, w czym może pomożesz sobie Ty sam, Bóg, czas albo terapeuta.

    Jakubku, myślę, że dotknąłeś tu pewnej ważnej różnicy: Człowiek w ataku gniewu, mimo, że traci kontrolę, jednak pozostaje sobą i zachowuje własną świadomość. Człowiek, który doznaje ataku szału pod wpływem alkoholu czasem „nie jest sobą” – albo włącza mu się druga osobowość, albo wręcz, jakby to powiedziano z innej perspektywy jest „pod wpływem demona”.

    FenixFenix
    Uczestnik
    Liczba postów: 2417

    qwarty1234 jako osoba, która miała sporo rzeczy do uporządkowania napiszę Ci, że całe szczęście dla Ciebie. Bo to co kiedyś staraliśmy się zakopać i tak w końcu wyjdzie w jakiejś formie.

    Myślę, że jest Ci trudniej przepracowywać relację z tatą, bo z tego co piszesz zmienił się i przeprosił.

    Czy coś się wydarzyło, że te wspomnienia zaczęły wracać?

    Czy Ty masz problem z agresją? Nawet taką nie wyrażoną wprost czy fizyczną. Ale np. różnego typu prowokacyjne zachowania „a powiem coś, żeby wkurzyć innych”, prowokowanie kłótni i awantur, żeby rozładować własne napięcie.

    FenixFenix
    Uczestnik
    Liczba postów: 2417

    @Jakubek nie wiesz za co podziękować tacie? Podziękuj za to, że jesteś i paradoksalnie za to jaki był.

    Gdyby nie wydarzyło się to wszystko co się wydarzyło nie znalazłbyś się tutaj podobnie jak ja. Jesteś tutaj już trzy lata, pracujesz nad sobą i to czuć w Twoich wypowiedziach. Masz coraz większą wiedzę i jesteś coraz bardziej świadomy siebie. Dzielisz się tym wszystkim z innymi a dzięki temu pomagasz innym, nie tylko sobie. 🙂

    Z własnego doświadczenia wiem, że największą nadzieję na odnalezienie spokoju dał mi blog kobiety DDA i współuzależnionej, która ten spokój znalazła.

    Avatardda93
    Uczestnik
    Liczba postów: 142

    Nie wiesz za co podziękować tacie? Podziękuj za to, że jesteś i paradoksalnie za to jaki był.

    Gdyby nie wydarzyło się to wszystko co się wydarzyło nie znalazłbyś się tutaj […]

    Sorry, ale dawno nie czytałem nic, co tak wzbudzałoby moją irytację i głęboki sprzeciw. W moim odczuciu tu już wchodzimy na obszar jałowego filozofowania, które nie ma zbyt wiele wspólnego ani z życiem, ani ze zdrowym rozsądkiem, ani z uczuciami.

    W jednej interpretacji „naszym obecnym rodzicem jest Siła Wyższa”, nie jesteśmy własnością naszych rodziców, oni stali się tylko „narzędziami naszego powstania”, więc jedyne za co możemy im być wdzięczni, to fakt, że zgodzili się wypełnić taki „kontrakt”.

    Wedle innej: proponuję pójść na zebranie koła feministek, wyjść z tezą, że każda kobieta zgwałcona w ciemnej uliczce powinna się rzucić z wdzięcznością na szyję swojego oprawcy i… czekać na reakcję zainteresowanych. Może jest to tok myślenia niektórych buddyjskich mnichów, ale w normalnym życiu raczej nieakceptowalny.

    Owszem jestem wdzięczny swojemu ojcu za wiele rzeczy: za wycieczki autem marki Warszawa nad okoliczną rzeczkę, gdzie jako malcy z bratem mogliśmy brodzić w wodzie; za pójście pewnej zimowej niedzieli pod dziurawy mur jednostki, gdzie ojciec opowiadał nam o wojskowości; za spotkania z jego przyjacielem, dzięki którym poznaliśmy smak pływania pontonem, strzelania z wiatrówki i gry w pierwszego komputerowego ping-ponga; za pewną opasłą książkę, na której bardzo mi zależało; za nauczenie mnie zachwytu nad udanymi dziełami filmowymi itd. itd.

    Ale NIE jestem wdzięczny rodzicom za to, że musiałem być świadkiem ich ciągłych awantur, latających talerzy, butelek z niemowlęcym mlekiem przebijających się przez szybę, nerwowych rozmów w tym samym (naszym jedynym) pokoju do późna w nocy. Jak również za to, że mając 10-12 lat wiedziałem już, co znaczą słowa „sąd”, „prokurator”, „kochanka”, „księżowska dziwka”, „spirala antykoncepcyjna”, „sprawa o znęcanie” i „interwencja patrolu milicji”.

    Owszem, gdybym miał wybór pomiędzy byciem między DDA a brakiem ręki lub nogi lub umieraniem na raka odbytu, zdecydowanie wybrałbym bycie DDA 🙂 Ale czy znowu jest to też aż taki powód do szczęścia, szczerze wątpię…

    • Ta odpowiedź została zmodyfikowana 1 miesiąc, 1 tydzień temu przez Avatardda93.
    FenixFenix
    Uczestnik
    Liczba postów: 2417

    @dda93 i dlatego jesteśmy już w różnych miejscach. Dlatego w Twojej ocenie może są to brednie a dla mnie nie. Wiem kim jestem, czego tak naprawdę chcę w życiu i co mi dały te doświadczenia, które miałam.

    To, że ktoś inaczej patrzy na świat, ma inne zdanie niż Ty nie oznacza bredni. Ma do tego prawo a Ty masz prawo do swojego punktu widzenia.

    Pozdrawiam i życzę spokoju ducha.

Przeglądasz 10 wpisów - od 1 do 10 (z 30)
  • Musisz być zalogowany aby odpowiedzieć na ten temat.