Witamy › Fora › Rozmowy DDA/DDD › Pierwszy raz na meetingu
-
AutorWpisy
-
Dzisiaj byłem pierwszy raz na meetingu,
nikt nie wyzywał, nie kpił, nie ubliżał
Wszyscy słuchali po kolei, tacy nieidealni, normalni …Gonzo
😉 To milo slyszec 😉 Powodzenia!
Pierwszy raz zawsze jest najgorszy, później okazuję się, że to najlepsze co mogliśmy zrobić.
Pamiętam swój pierwszy raz, jakieś 17 lat temu, nie zapomnę tego nigdy, a co najlepsze to chciałem więcej i więcej.Tak myślę że po którymś razie, powiem mojemu ojcu ze ja go nie nienawidzę …
tylko ze przez 20-pare lat nie zdążyłem go poznać, bo zawsze mnie poniżał i gnębił, a nigdy nie miał najmniejszej ochoty spędzić ze mną czas…
i już nie będę sie przejmował moimi uczuciami do niego bo to w sumie obcy człowiek któremu trzeba wszystko podać i jak mu się podoba to znieważy bądź udeży …
I będę żył swoim życiem…
Tak myślę że po którymś razie, powiem mojemu ojcu ze ja go nie nienawidzę …
tylko ze przez 20-pare lat nie zdążyłem go poznać, bo zawsze mnie poniżał i gnębił, a nigdy nie miał najmniejszej ochoty spędzić ze mną czas…
i już nie będę sie przejmował moimi uczuciami do niego bo to w sumie obcy człowiek któremu trzeba wszystko podać i jak mu się podoba to znieważy bądź udeży …
I będę żył swoim życiem…
Kiedys trza zrobic ten pierwszy krok, ja tak własnie uczyniłem wczoraj. szedłem z wielkim starchem , tak jak idę przez swoje zycie, a tam .. otwartośc, szczerośc , szacunek, wartosci ktoruch nigdy nie mialem w domu. Nie ma krzyku , wrzasku , kazdy słucha , nie ocenia…. Wrócę tam na pewno
PozdrawiamWiem, że to dziwne, ale nie mogę znaleźć mityngu DDA w swoich okolicach (Warszawa- Zoliborz, ale mogą być też przyległe dzielnice). A bardzo chętnie bym poszła!
Chciałabym przebaczyć ojcu, ale póki co zupełnie sobie tego nie wyobrażam.Pewnie dlatego, ze dopiero zaczęłam terapię. Poza tym mój ojciec twierdzi, że wszystko jest OK. I z zewnątrz rzeczywiście tak jest! W końcu nigdy nikogo nie uderzył, nie był agresywny, nie było awantur, przepijania pensji, molestowania seksualnego, a że facet przychodził raz na jakiś czas urżnięty z pracy, że się pokątnie napił piwa czy setki wódki (ostatnimi czasy robi to chyba codziennie), to co takiego? W końcu każdy normalny facet nie stroni od alkoholu- to takie męskie, taki sposób radzenia sobie z ciężkim życiem. Taki artystyczny sposób, nieprawdaż, wiecie, ból istnienia i te sprawy… A że mi było wstyd, jak upijał się przy rodzinnym stole i bredził głupoty, że nienawidziłam go po wódzie, że bałam się awantur w "dzień po", ze wysłuchiwałam jako kilkuletnie dziecko żalów matki… No przecież nic takiego się nie stało! Przecież gdy było trzeba, to załatwił mi basen, miejsce na kursie niemieckiego i zagraniczny wyjazd organizowany przez jego pracodawcę. Był kochanym ojcem…Więc skąd to moje rozdwojenie jaźni?
Nie umiem z nim rozmawiać. Był wiecznie nieobecny, nie umiał mnie wychowywać, choć było parę rzeczy, które robiłam TYLKO z nim (np jazda na łyżwach). Ale rozmawiać z nim nie umiem. On zdaje się być niezdolny do "głębszych" rozmów. A jeśli chodzi o alkohol, to albo zaprzecza, albo ucina rozmowę w zarodku, albo się denerwuje i wychodzi z trzaskiem drzwi…Droga Babsy!
To świetnie ze zauważyłaś już teraz ze coś jest nie tak.
Alkohol to zazwyczaj tylko przykrywka,
a uzależnienia sa rożne ale mimo to podobne.Możesz asertywnie zaproponować tacie ze wizyta u secjalisty lekarza psyciatry lub psychologa,( do tego pierwszego nie trzeba skierowania)
spowodowalaby ze sie bedzie mniej martwił i przejdą mu smutkiNawet jeśli nie pójdzie od razu to może sie zastanowi.
Samemu tez warto sie przejść żeby dowiedzieć sie co robić a czego nie
to sa sympatyczni ludzie.Pozdrawiam Gonzo
Anonim
27 stycznia 2008 o 11:16Liczba postów: 233tacy nieidealni, normalni …
Tacy zyciowi? Bliscy?
Edytowany przez: edziatko, w: 2008/01/27 11:19
Gonzo, nie można proponować nikomu aby poszedł sam na spotkanie.
Każdy musi to zrozumieć sam. Każdy ma innego doła,czy inaczej ma swoje dno. Jedni wypijają i przepijają wszystko tracąc, inni inteligentnie pija i mają wszystko oprócz swojej duszy. Kiedy usłyszałem od swojej mamy informację, słuchaj idę się leczyć, to śmiałem się chyba z trzy dni, nie mogłem w to uwierzyć. Na pierwszy mój miting poszedłem tylko dlatego, że mama powiedziała, że będzie za darmo ciasto i są ładne dziewczyny, a nie dlatego, że chciałem coś z sobą zrobić. Dopiero po kilku spotkaniach tak naprawdę zrozumiałem z czym to się je. Na początku wogóle mi się to niepodobało, wszyscy jakby mówili o mnie, nie do mnie. To wszystko zmienia się latami. Nawet teraz po 17 latach od pierwszego spotkani, a byłem już naprawdę na wielu, zrozumiałem co to znaczy problem alkoholowy, aczkolwiek nadal się uczę. -
AutorWpisy
- Musisz być zalogowany aby odpowiedzieć na ten temat.