Witamy Fora Rozmowy DDA/DDD Pierwszy raz na meetingu

Przeglądasz 3 wpisy - od 11 do 13 (z 13)
  • Autor
    Wpisy
  • kiya
    Uczestnik
      Liczba postów: 22

      Witam
      Mi ciągle brakuje odwagi aby dotrzeć na meeting, jestem nieśmiała a tam trzeba mówić o sobie, a ja nie mam odwagi. Wiem, że na te spotkania przychodzą osoby z podobnymi problemami, ale mam blokadę.
      Nawet ostatnio ktoś podpowiedział mi gdzie takie meeting jest we Wrocławiu, ale muszę chyba dojrzeć jeszcze do tej decyzji 🙂
      pozdrawiam wszystkich:)

      artur
      Uczestnik
        Liczba postów: 296

        Tez pamietam swoj pierwszy raz na spotkaniu DDA, tak go sie obawialem, a wyszedlem bardzo milo zaskoczony.:)

        babsy
        Uczestnik
          Liczba postów: 155

          U mnie jest zupełnie inaczej. Sama zgłaszałam się po pomoc, najpierw w związku z moim ADHD, potem z depresją, teraz z DDA. Wszyscy psychologowie nie mogli się nadziwić, że ja "tyle o sobie wiem", "mam tak ogromną świadomość problemów oraz ich przyczyn", "tyle widzę" i w ogóle. A ja myślałam sobie w duchu: "no i co z tego? Może wiem co i dlaczego, ale nie wiem kompletnie, co z tym zrobić!" Nigdy nie miałam problemu z opowiadaniem o swoim przechlapanym dzieciństwie i innych problemach, bo skoro idę już do psychologa, to po konkretne efekty, a nie po zabawę w kotka i myszkę, w trakcie której ja się kryguję, a psycholog ciągnie mnie za język. Strasznie chcę trafić na mityng, bo nie mogę się już doczekać wprowadzania pozytywnych zmian w moim życiu. Mam 25 lat i wreszcie pojawiła się przede mną szansa na pozbycie się tego odwiecznego strachu, poczucia krzywdy, fatalizmu i- przede wszystkim- nienawiści i poczucia skrzywdzenia.
          Mój ojciec nie pójdzie na terapię. On po prostu "nie ma problemu", "pije gdy jest jakaś uroczystość", albo "jedno piwo do meczu, przecież każdy mężczyzna to robi!". Jak już pisałam- dna nie osiągnie, moi rodzice są dość dobrze sytuowani, a mama nie pozwoli, by ojciec za nisko się stoczył. Zawsze zapewni mu miękkie lądowanie, o co nie mam do końca pretensji, bo trudno uznać, że dla dobra kogoś trzeba mu pozwolić osiągnąć dno. Na razie nie zamierzam myśleć za niego, muszę skupić się na sobie, sobie samej pomóc. A ojciec może się opamięta, jeśli jeszcze bardziej podupadnie na zdrowiu i np. lekarz powie mu wprost: musi pan przestać pić, bo się pan wykończy. Innego wyjścia nie widzę.

        Przeglądasz 3 wpisy - od 11 do 13 (z 13)
        • Musisz być zalogowany aby odpowiedzieć na ten temat.