Witamy Fora Rozmowy DDA/DDD Po prostu muszę to z siebie wypuścić

Przeglądasz 5 wpisów - od 1 do 5 (z 5)
  • Autor
    Wpisy
  • Avatarpat-sta
    Uczestnik
    Liczba postów: 2

    Moja żona ma DDA. Generalnie, jak czytam forum – to klasyka. Unikanie rozmów, reakcja agresją na wszystko co w jej oczach ją „atakuje”, dobieranie sobie „przyjaciółek” które poklepują ja po plecach. Problemy z obowiązkami domowymi, stałą pracą, właściwie czymkolwiek co można nazwać „rutyną dnia codziennego”. Poniżanie mnie, oskarżanie o rzeczy które nie istnieją, które są tylko argumentami w danej chwili aby uciąć dyskusje. Założyła mi niebieską kartę, jednak sprawa nie wyszła, bo to jednak poważny temat i sprawa jest dość dobrze badana. Na dodatek jej rodzina potwierdziła moja wersję. No szał. Nie pisze o po to, żeby otrzymać jakieś dobre rady od Was. Wiem, że nie ma panaceum, że wszystko wymaga pracy czasu itp a i tak nie ma gwarancji sukcesu. Pisze tu, bo po prostu potrzebuje zrozumienia. Bo mam już dość udowadniania ciągle swojej niewinności, obalania jakiś wyimaginowanych oskarżeń, znoszenia ciągłego poniżania, szantażu emocjonalnego … chce Wam po prostu powiedzieć, że mi ciężko. Moja żona to na prawdę bardzo mądra i inteligentna osoba, empatyczna, piękna, zaradna życiowo. Jednak za każdym razem koncertowo niszczy to co ją otacza, bo czuje się gorsza, brzydka, zagrożoną i Bóg jeden wie co jeszcze. Ten sam Bóg wie, że w moich oczach jest właśnie najpiękniejsza, najmądrzejsza, najwspanialsza na świecie i tylko z nią chce być.  Co lepsze, w oczach całego otoczenia własnie za taką uchodzi, z tym że większość także wie, ze koncertowo niszczy siebie i otoczenie. Ale nie mam już siły. Nie wiem co mam robić lub nie robić. Właściwie, to nie wiem jak mam znaleźć w sobie siłę, by to znosić. Tak strasznie bolą mnie jej czyny tudzież zaniechania, tak strasznie boli mnie jej ostentacyjna obojętność, tak bardzo raną mnie jej słowa i milczenie. I to nie tak, że jestem sam jeden na świecie, że znajomi czy rodzina (jej i moja) nie widzą problemu – mam to szczęście, że w sumie nie jestem w tym sam. Mogę liczyć na zrozumienie. Jednak, teraz w takich chwilach, o 22:13 jestem sam. Wiem, że nie da się inaczej, ale ta samotność mnie zabija. Niszczy mnie wewnętrznie. Chciałbym po tym dniu pracy, przyjść do domu w którym czeka na mnie żona. Czeka na mnie, to znaczy chciała by żebym przyszedł. Cieszy się z mojego przyjścia. Nie szuka pretekstu do kłótni, tylko po to aby uniknąć niewygodnych rozmów, aby złością zagłuszyć wyrzuty sumienia. Ona jest jak alkoholik, tyle, że nie upija się alkoholem, ale złością. Ta złość ją uodparnia, zagłusza ból, strach, pobudza do działania, paradoksalnie daje ukojenie. Mnie jednak zabija, każdego dnia ginie kawałek mnie. Kawałek nadziei, radości, tęsknoty do niej. Czuje, że w odruchu obronnym zaczynam ją deprecjonować. „Nie przejmować” się jej słowami. Ale nie da się nie przejmować wybiórczo. Czuje, że stoję na granicy. Po jednej stronie jest empatia, zrozumienie, troska, ale i ból oraz strach. Po drugiej zaś stronie, jest cynizm, pogarda, interesowność, ale nie ma bólu i nie ma strachu. Nie chce iść w stronę cynizmu, ale nie tak strasznie boli mnie empatia. Gdybym miał opisać jakie uczucia są we mnie, to powiedział bym, że jakaś niezrozumiała mieszanka strachu, bólu i miłości. Nie ma czegoś więcej, czy czegoś mniej. Te uczucia się wzajemnie przenikają. Często czuje, że jestem o krok od szaleństwa, że nie da się tego znieść, że jak przeciążony silnik w końcu się zatrze, tak moja jaźń po prostu zwariuje. Po prostu chciałem Wam o tym powiedzieć. Nie mam siły to udowadniać, argumentować, po prostu chce żeby ktoś uwierzył mi na słowo. Kilka ostatnich lat życia spędziłem na przekonywaniu mojego otoczenia, co się właściwie dzieje. Sprawa musiała na prawdę zajść daleko, żeby ludzie zrozumieli, ale nie tylko zrozumieli, ale bazując na empatii współodczuli o co właściwie chodzi. Czemu to robiłem? Bo walczyłem z ciągłymi oskarżeniami mojej osoby. O wszystko. O przemoc, o agresje, o bark chęci do rozmów, o pieniądze, o dzieci, o …. wszystko. A ja bym chciał, tak po prostu Wam powiedzieć, że mi na prawdę ciężko. Że mam 180 cm wzrostu, 36 lat, ważę 100 kg, jest ze mnie kawał byka, że jestem zaradny życiowo, że potrafię wykafelkować, wyprasować, negocjować, zarządzać, pracuje w gigantycznej korpo, zarabiam dobre pieniądze, że jestem instruktorem harcerskim, mam 3 cudownych dzieci, najpiękniejsza i najmądrzejszą żonę na świecie – ale jestem niesamowicie nieszczęśliwy, bo przez cały czas się boje o co tym razem będzie kłótnia. Że czuje się wykastrowany przez żonę, że tracę do siebie szacunek, że zaczynam czuć się nikim, bo pomimo że naprawdę dużo w życiu osiągnąłem, że zaczynałem w małym mieszkaniu gdzieś na jednym z polskich blokowisk, a doszedłem dalej niż bym kiedykolwiek marzył i to w zgodzie z własnym sumieniem, nie kradnąc, nie oszukując, ale pracując naprawdę ciężko – to czuje się zgnojony, bezbronny i nieporadny w obliczu mojej żony. Po prostu chciałem Wam to powiedzieć. Nie wiem co dalej.

    szorstkiczopekszorstkiczopek
    Uczestnik
    Liczba postów: 55

    Idź na psychoterapię. To dalej.

    truskawektruskawek
    Uczestnik
    Liczba postów: 451

    Hej,

    Rozumiem i współczuję ci. A czy ty sam masz podobną historię z domu (DDA/DDD)? Czy szukasz wsparcia dla siebie w tej sytuacji?

    Avatarpaulina
    Uczestnik
    Liczba postów: 6

    Pat-sta nie poddawaj się mówi Ci to taka żona z DDA ,poprostu twardo powiedz żonie że musi iść na terapię , mitingi,zacząć coś robić z sobą. Ja zaczęłam ,jest ciężko ale mini kroczkami walczę z tym ,nie jest łatwo bo ranie często swojego męża 🤔 wiem o tym ,staram się coraz rzadziej ale jest to naprawdę ciężkie.Wiem że komuś kto nie zna tych tematów ,wydaje się że przecież to wszystko jest normalne.

    Nie jest latwo-czasem wolę spaść parę metrów w dół ,niż wziąsc męża za rękę,tak było dziś na stromym szlaku🙄czemu tak jest nie wiem – ale walczę z tym …Więc jeszcze raz trzymaj się i też Wałcz✊✊✊

    AvatarHipis
    Uczestnik
    Liczba postów: 6

    Oboje powinniście natychmiast udać się do psychologa rodzinnego oraz powinniscie poszukać razem wsparcia u specjalisty od DDA, i to jak nayszybciej. Czyli jak nie zrobiłeś tego dziś to zrobiłbym to jutro o 8 rano. Ja spędziłem sporo życia z DDA i tego się nie da naprawić samemu, nie ma szans. Jak ktoś mówi że rozumie dda i pracuje nad mężem czy żoną dda to wlewa wodę do pustej studni. Tylko specjalista wam pomoże, i to oboje musicie chcieć. Dodam że nie pomogą wam rozmowy na te same tematy, zmiany w życiu, wspólne wyjazdy, czy spojrzenie na fakt że macie razem dzieci, kredyt czy mieszkanie. Tylko specjalista Wam pomoże. I najważniejsze to Ty i Twoja żona powinniście iść do psychologa, nie wysyłaj jej samej sam też musisz iść. Inaczej będzie jeszcze gorzej.

    • Ta odpowiedź została zmodyfikowana 1 tydzień, 1 dzień temu przez AvatarHipis.
    • Ta odpowiedź została zmodyfikowana 1 tydzień, 1 dzień temu przez AvatarHipis.
    • Ta odpowiedź została zmodyfikowana 1 tydzień, 1 dzień temu przez AvatarHipis.
    • Ta odpowiedź została zmodyfikowana 1 tydzień, 1 dzień temu przez AvatarHipis.
Przeglądasz 5 wpisów - od 1 do 5 (z 5)
  • Musisz być zalogowany aby odpowiedzieć na ten temat.