Witamy › Fora › Rozmowy DDA/DDD › Pobudzenie i rozdrażnienie.
-
AutorWpisy
-
Bardzo często dopada mnie dziwny i cholernie uciążliwy stan – stan, kiedy jestem pobudzony i rozdrażniony i nie potrafię się uspokoić. Chciałbym się czymś zająć – czy to jakąś pracą, czytaniem, słuchaniem muzyki, czy po prostu położyć się, ale czego się nie chwycę, to nie potrafię się nad tym skupić i rzucam to w cholerę, co jeszcze bardziej mnie frustruje i gdyby nie tabletka uspokajająca, to chyba bym oszalał. Powiem szczerze, że zupełnie tego nie rozumiem i jestem wobec takich okresów całkowicie bezsilny, a one przychodzą coraz częściej i coraz częściej jestem po prostu bezużyteczny, wyczerpują mnie psychicznie i nie jestem w stanie niczym się zająć, co przyniosłoby dla mnie jakiś pożytek. Wszystko przestaje mieć dla mnie znaczenie, a chcę tylko wyciszyć te emocje. Czasami mija po kilku godzinach, a czasami utrzymuje się cały dzień.
Może ktoś z forum ma, lub miał podobnie i wie dlaczego tak się dzieje, może ktoś omawiał ten problem na terapii i uzyskał jakieś wyjaśnienia od psychologa?Ja też tak mam i nie powiem Ci skąd to cholerstwo się bierze. Może z braku kontaktu ze swoimi potrzebami i wypieraniem różnych rzeczy ze swojej świadomości, blokowaniem ich. Konkretów niestety nie mam, bo te różne rzeczy w Tobie się zmieniają w ciągu dni, miesięcy i lat i w różnych momentach to mogą być rózne rzeczy. To może być wszystko to na co się nie zgadzasz i co chcesz ominąć, ukryć .
Może to jest rodzaj frustracji u Ciebie? Niezgody na swoje życie i na siebie? Masz jakieś oczekiwania, ale one nie są spełniane i pojawia się rozdrażnienie i frustracja.Anonim
9 listopada 2009 o 18:17Liczba postów: 218Torquemado. Zamiast iść do przychodni po poradę lekarską 🙂
Chyba zdajesz sobie sprawę z tego, że może się z tego Twojego postu zrobić zawężony wątek o truizmach w wersji dla ubogich? Czy innych osobiste doświadczenia i poglądy będą dla Ciebie podstawą w orzekaniu o tym co naprawdę się z Tobą dzieje?
Byszek, też myślałem o tym, że to z powodu niezadowolenia z życia te emocje się pojawiają. Nie ma co ukrywać, że z życia nie jestem zadowolony i oczywiście to mnie frustruje. Wczoraj też byłem od rana pobudzony i rozdrażniony i później jak się położyłem, to dopadł mnie lęk, silny lęk, trwało to chwilę i potem ustąpiło, a potem znowu się pojawił, więc może to lęk jest tu przyczyną? Lęk w końcu powoduje, że na niczym nie można się skupić, człowiek jest jak nakręcony, wszystko go drażni i chce tylko ten lęk uciszyć, uspokoić.
Droga Daszko, u lekarza byłem i nic konkretnego mi nie powiedział, więc próbuję znaleźć rozwiązanie na forum. W kupie siła! 😉
Anonim
9 listopada 2009 o 21:49Liczba postów: 218Ale ile można gadać? Napisałam tak bo ponieważ niektórzy tu zdobywają niepisany dyplom z przenikania motywów działania i nieomylności w ich rozpoznawaniu – szczególnie innych ludzi. Naprawdę chciałabym żeby wzrósł Ci poziom endorfin i poczucie szczęśliwości.
Nie masz jakichś doświadczeń zdobytych na szczytach, które pozostają w pamięci i dają uspokojenie? Taka pełna harmonia, a nad nim lata motylek i przed nim bieży baranek
Może to dysonanse poznawcze, które prędzej czy później pojawiają się w umysłach ludzi samodzielnie myślących: co innego widzisz, co innego słyszysz. Albo żyjesz między pragnieniami i ich realizacją. Może taki duży koszt ponosisz zaprzeczając uczuciom i własnej logice, nakazującej myśleć zgodnie z nawykami. Nie może też być inaczej gdy wewnątrz siebie czuje się tylko nienawiść do siebie. Możesz sobie krzyczec ile chcesz żeby ktoś, na kim ci zależy, wyszedł z klatki-i tak nie uwierzy, że jest odbierany pozytywnie i kochany. A to wcale nie musi być równie prawdopodobne, jak skonstruowanie perpetuum mobile a także liberum veto , nie mówiąc już o circulum curiosum :).
Zachęcam Cię, drogi Torquemando, żebyś poszukał bezpośredniego lub pośredniego powodu do ewakuacji emocjonalnej i fizycznej z domu, może popracuj sobie radośnie po 23 godziny na dobę gdzieś, poszukaj swojej drugiej połówki żebyście nie chodzili osobno. Nie wiem. Tylko proszę Cię nie daj się tu zapuszkować bo fajny masz potencjał i szkoda by było żeby miał pójść w niebyt. Nie dajesz mu tutaj drogi wyjścia i w końcu wybuchniesz i nikt zapewne Ci tu nie wyjaśni dlaczego wyleciałeś w powietrze.
Lęk nie jest problemem, a oznaką problemu. Najczęściej istniejącego konfliktu – między tym co chcesz a co powinieneś, między potrzebami a niemożnością ich realizacji, między oczekiwaniami innych a własnymi pragnieniami. Jak nie rozwiązesz tego konfliktu to lęk będzie narastał az w końcu znajdziesz sie na krawędzi szaleństwa i silnych prochach (wiem co mówię). I myślę, ze jest tak jak pisze Daszka – musisz się wyzwolić z zależności od rodziców, koniecznie.Separacja -najpierw fizyczna, emocjonalna bedzie trudniejsza, ale przyjdzie z czasem – jest jedyną drogą do odnalezienia siebie. Jeśli to za trudne póki co to postaw to sobie za cel i pracuj nad tym na terapii. Ale uwierz że bez tego terapia bedzie jak leczenie objawowe – na dłuższą metę nieskuteczne.
Dzięki za odpowiedzi. Oczywiście zgadzam się, że wyprowadzka z domu jest pożądana, już nawet dwa miesiące pomieszkiwałem w stolicy, ale całe te gówno zawsze ciągnę ze sobą, i tam, mimo, że miałem spokój też było mi źle, a lęki i stany depresyjne były nawet silniejsze, bo środowisko zupełnie obce, a każda przeszkoda wydaje się nie na moje wątłe siły. Prochy też nie są mi obce – jadłem kiedyś uspkakajaące, a teraz antydepresanty, niestety coraz słabiej na mnie działają.
W sumie to od dziewczyn dostałeś najlepsze rady jakie mogłeś dostać :), wiesz co robić, więc do dzieła! Wiem, że łatwo mówić, a trudniej zrobić, ale chyba wyjścia nie ma, trzeba coś działać bo naprawdę mozna zwariować jak się przebywa non stop ze sobą tylko i ze swoimi myslami. A najgorsze moim zdaniem jest to, że te myśli są takie przekonujące…ale niekoniecznie oddają prawdę i to jest najlepsze, ze nie możesz sobie ufać za bardzo bo zginiesz. Ale to chyba tez paradoks jest, bo w końcu musisz sobie i tak zaufać.
Pozwolę sobie dorzucić do wątku jedną uwagę. Czy zwracałeś uwagę na okoliczności powstawania tego specyficznego stanu? Dla mnie z opisu wygląda to na rosnące napięcie, które z jednej strony domaga się rozładowania (spuszcenia pary na przykład przez zachowanie kompulsywne) ale jednocześnie zwkle ma jakieś żródło.
Myślę, że warto przeanalizwoać co się dzieje w tobie i w otaczającej ciebie rzeczywistosći w tym czasie.
Przed, w trakcie, i po. Warto sobie to zapisywać. Chociaż to też, samo w sobie, może być rozdrażnijące. Nawet jeżeli to nie jest dobry trop, to nic nie możesz stracić na lepszym poznaniu siebie 🙂Pozdr.
Ja miewam takie okresy, że mnie "nosi". Jestem znudzona codziennością i rutyną. Chciałabym zrobić coś innego a nic nie robię z powodu ograniczonego pola manewru. Mam wówczas uczucie, że życie przepływa obok. Moje jedyne życie. A ja nic nie robię, żeby to zmienić.
Mam wrażenie, że inni żyją a ja tylko egzystuję. Zazdroszczę ludziom, którzy mają jakiś talent lub pasję i umieją się im poświęcić. Ludziom, którzy są bardzo dobrzy chociaż w jednej dziedzinie. -
AutorWpisy
- Musisz być zalogowany aby odpowiedzieć na ten temat.