Witamy Fora Rozmowy DDA/DDD Poczucie odrzucenia i ciągła chęć imponowania

Przeglądasz 8 wpisów - od 1 do 8 (z 8)
  • Autor
    Wpisy
  • patricken
    Uczestnik
      Liczba postów: 5

      Cześć. To mój pierwszy post tutaj – Witam wszystkich 🙂

      Jestem na psychoterapii już od ponad 2 lat. Znacząco mi się poprawiło, choć większość syndromów DDA mam w dalszym ciągu, a niektóre wciąż odkrywam.

      Moim kamieniem milowym nie do przeskoczenia okazuje się być problem z nawiązywaniem trwałych relacji. Podczas terapii próbowałem zbudować kilka związków, jednak wszystkie rozpadły się w bardzo szybkim czasie. Co lepsze – sam nie wiem dlaczego 🙂 żadna z dziewczyn nie powiedziała mi dlaczego odchodzi – wszystkie napisały sms w stylu że to nie to, jedna powiedziała to samo w twarz. Dopowiem że raczej nie chodzi o wygląd. Od jednej chciałem się dowiedzieć o co jej chodziło, ale nie chciała się ze mną już spotkać.

      No i teraz… Mogę się tylko domyślać co ze mną jest nie tak. Mój terapeuta twierdzi że nic, że mam tendencję do widzenia siebie jak ktoś zupełnie inny, nienormalny w porównaniu z innymi ludźmi (tak jakby mi brakowało 5 klepki). Zgadzam się z tym, jednak na codzień: w pracy, przy znajomych wyleczyłem już ten problem. Podczas bliższych spotkań z kobietą, takie coś mi się uruchamia – automatycznie robię się sztywny i zestresowany przy niej. Nie wiem jak się mam przy niej zachowywać: jak próbuję się wyluzować to jest źle, jak próbuję zadbać żeby jej było przy mnie dobrze to też jest źle. Czuję się niepotrzebny dla kobiet, mimo że mam dobrą pracę, dużo znajomych i uważam siebie za zaradną, nienachalną osobę.

      Czuję się samotny, odrzucany, zrezygnowany. Jestem najstarszy z rodzeństwa – rola DDA bohater. Chcę pomóc sobie, żeby móc pomóc też rodzeństwu, innym i udowodnić że DDA potrafi budować szczęśliwe związki.

      Może ktoś ma/miał podobnie? Jak sobie z czymś takim poradzić? Nie rozpisywałem wszystkiego w szczegółach jak to u mnie wygląda, żeby nie zamęczać wszystkich długimi tekstami o moich problemach… 😉

       

       

       

       

      Fenix
      Uczestnik
        Liczba postów: 2551

        Może problem tkwi w tym, że za bardzo zależy Ci na stworzeniu związku, na akceptacji ze strony kobiety i skupiasz się na tym żeby dostosować się do swojego własnego wyobrażenia o tym co ona uważa za atrakcyjne. W ten sposób kreujesz jakby pewną rolę, nie pokazujesz siebie takim jaki jesteś naprawdę a kobiety to wyczuwają.
        Myślę także, że sam sobie odpowiedziałeś na pytanie gdzie leży główny problem – w tym co Ty sam myślisz o sobie, dlatego w pierwszej kolejności skupiłabym się na budowaniu samooceny, tak żeby zaakceptować siebie. Wtedy nie ma już potrzeby odgrywania ról, bo nie potrzeba akceptacji z zewnątrz.

        Pozdrawiam

        Fenix

        dorotaa77
        Uczestnik
          Liczba postów: 171

          A może odzywa się w tobie syndrom takiego małego dziecka podczas kontaktu z tymi kobietami.

          Relacje w pracy są inne, bez większej głębi. Tego rodzaju kontakty buduje się czy wchodzi w nie w inny sposób niż w relacje rodzinne, które są bliższe.

          Być może to jest tylko takie twoje subiektywne odczucie względem tych kobiet. Jakiś lęk być może się w tobie uruchamia przed stratą i stąd tego typu reakcje. Na koniec, kiedy coś się kończy, nie umiesz się z tym pogodzić  i chciałbyś tkwić w jakiejś iluzji, że jednak jakaś więź istnieje.

          Albo, te kobiety, z którymi wchodzisz relacje są niedostępne emocjonalnie, być może na wzór matki (bo takie masz z nią doświadczenia, być może też taką jest osobą). Być może są to kobiety od samego początku obojętne (niedostępne emocjonalnie), jednak ty z jakichś przyczyn zauważasz to dopiero wtedy, kiedy relacja się kończy…

          patricken
          Uczestnik
            Liczba postów: 5

            Dzięki Fenix i Dorota. Przechodziłyście przez coś podobnego?

            Myślę że tak troche jest jak piszecie. Chcę pokazać kobiecie pewien zestaw cech, po których będzie chciała ze mną być. Zaczynam dostrzegać ułomność takiego podejścia.

            Apropo budowania więzi, tutaj jest chyba mój największy problem. Ja tak naprawde nigdy nie wiem jaka jest moja relacja z drugim człowiekiem. Zawsze jestem niepewny swojej pozycji – tego jak ona mnie widzi i czy cokolwiek między nami jest. Owszem, są fajne momenty, niby jest wszystko – ale zarazem czuję pustke. Nie mam żadnych trwałych więzi w swoim życiu: bliskich przyjaciół, czy kobiet, z którymi byłem i byłbym teraz blisko. Mam pełno znajomych, ale wszystkie te relacje są takie same, nie ma w tym więzi, która by nas trzymała.

            Ja nie wiem jak się takie więzi buduje. Prawdopodobnie z mojej winy ta więź się nie tworzy, ale nie doszedłem jeszcze do tego, dlaczego? Dlaczego nikt nie zostaje przy mnie na stałe?

            Więzi z matką. To jest temat dość zawiły. Bywało bardzo różnie i nie było stabilności. Raz była dla mnie czuła, po czym przez 2 tygodnie była dla mnie kompletnie obojętna i niedostępna, by następnie przychodzić do mnie małego dziecka z płaczem i opowiadać jaki to ojciec jest zły bo się opił, albo ogólnie że żale że pije. Do ojca mam pretensję że pił. Na terapii dowiedziałem się że część moich obecnych problemów wynika też z postawy matki.

            Z dzieciństwa została mi do teraz choroba sieroca. Codziennie kiwam się i popadam w melancholię jak jestem sam. To prawdopodobnie wzięło się z powyższego.

             

             

             

            dorotaa77
            Uczestnik
              Liczba postów: 171

              Tak, ja przechodzę coś podobnego, więc raczej recepty ci tu nie dam.

              Ja np. ostatnio pracuję nad pewnością siebie. Już tak bardzo nie przejmuję się tym, że te moje relacje są nie takie, jakbym tego oczekiwała. Nie zamierzam też robić niczego na siłę i udowadniać świtu, że mam siłę czy nadludzką moc. Czasem pewność siebie można wyrazić w zwyczajnych ludzkich słabościach: przyznać się, że czegoś nie potrafię; nie robić czegoś na siłę; odmówić i powiedzieć nie (bo tak czuję); pogodzić się z porażką… Staram się też ludzi trzymać na dystans – niejednokrotnie miałam tak, że pokazywałam jak bardzo mi zależy a oni to wykorzystywali.

              Poza tym nie na tym polega życie, żeby tkwić w jakiejś relacji na siłę. Czasem też nie ma sensu podtrzymywać relacji na siłę, bo to np. utrudnia rozstanie i pogodzenie się ze stratą.

              W twoim przypadku może być istotna praca nad pewnością siebie. Możesz ją wzmacniać od wewnątrz poprzez pracę np. z psychologiem i równocześnie możesz też popracować nad wizerunkiem zewnętrznym poprzez odpowiednie ćwiczenia, ubranie, fryzurę. Ogólnie, to jak wyglądam też dodaje mi pewności siebie. No bo jak się odpowiednio ubiorę, umaluję, zrobię fryzurę to i humor mi się poprawia i pewność siebie też.

               

              Suzy
              Uczestnik
                Liczba postów: 4

                Zgadzam się z przedmówcami i mam podobnie- za każdym razem kiedy zaczynam się z kimś spotykać kreuję się na postać, którą nie jestem, bo dana cecha wydaje mi się być atrakcyjna dla drugiej strony. Też nie potrafię zbudować trwałej relacji (udało mi się raz w życiu, a  mam aż 27 lat!) i często słyszałam, że „to nie to”, co przy i tak już niskim poczuciu własnej wartości było dramatycznym kopem w dupę i bodźcem do pytań: dlaczego ciągle ktoś mnie zostawia? My- DDA/DDD też często pragniemy miłości tak bardzo, że przymykamy oczy na przewinienia naszych partnerów- założę się, że wielokrotnie w związkach intuicja Ci podpowiadała, że coś jest nie tak, zmieniło się zachowanie drugiej strony, albo też Tobie coś nie odpowiada. Wolimy na ten głos nie zwracać uwagi, zagłuszać go, a potem jesteśmy zdziwieni, że druga strona nagle nam oświadcza, że „to nie to”. Myślę, że kluczem do wyjścia z tego schematu jest terapia i budowanie swojej własnej tożsamości, poczucia wartości. Musimy sobie uświadomić, że jeśli nam coś nie pasuje to też możemy odejść i mamy obowiązek mieć swoje standardy. Jeśli to wypracujesz to z pewnością uda Ci się uspokoić wewnętrznie przy kobiecie, bo będziesz miał poczucie, że jesteście w tej relacji na tych samych prawach, że Ty także masz wiele do zaoferowania i też możesz trzasnąć drzwiami, jeśli pewne granice zostaną przekroczone.

                 

                Anulka870
                Uczestnik
                  Liczba postów: 1

                  Ja mam  32 lata , w związku prawdziwym nie byłam nigdy , raz próbowałam  ale trafiłam na kłamliwą mendę i szybko sie zraziłam nad dalszymi próbami, nie lubię jak ktoś zaczepia mnie , że jestem sama , nie mam dzieci , że nawet nie próbuje wyjść do ludzi.  Jestem przerazliwie prostolinijna zamknięta i zawsze wszystkiemu przeciwna , wszelkie formy zaczepek  duszę w zarodku. Siostra mówi , że od razu miażdżę wszelką próbę poruszenia tematu i  przy okazji  odszczekam się tak , że nikt nie ma ochoty zapytać ponownie. Jestem agresywna i strasznie nerwowa , nienawidzę ludzi , którzy starają się zgnieść inne słabsze osobowości . Nie jestem dzieckiem najstarszym , choć mam wyrobioną cheć ochrony ludzi gnębionych i przede wszystkim dzieci.  Nie cierpię dotyku obcych ludzi poza najblizszymi jak mama i siostry . Jestem spięta przy nawiązywaniu relacji , nieśmiałość skrywam pod agresją lub nawet pod poczuciem humoru.  Nienawidzę kłamstwa , czasem czuję się brudna gdy czuję sie zmuszona do przemilczenia ;pewnych spraw by nie kłamać lub  do odmawiania odpowiedzi.  Zawsze w każdym kolejnym spotkanym chłopaku lub mężczyżnie widzę tylko negatywne rzeczy a widok  lub wiedza  ,że ten ktoś spożywa choćby tylko czasem alkohol mnie odrzuca.  Nie wiem jakim typem jestem wg  klasyfikacji ,ale jestem czasem tak twarda w srodku , że wydaje mi się , że jak w końcu pęknę to nic już mnie nie złoży spowrotem . Mam liczne problemy  , ze zdrowiem także z  wątrobą powstałe przez  leczenie inych chorób i teraz czasem myślę , że te liczne dolegliwości które do mnie przez ostatnie 10 lat przylgnęły , mogły by się okazać czymś śmiertelnym a ja  w końcu miałabym powód żeby odpuścićsobie walkę.  Tylko co z tymi , których zostawię za sobą i dołożę im dodatkowy powód do smutku. Nie mówię o samobójstwie , tylko o pozwoleniu na to by świat wreszcie dał mi spokój, nawet nie rozważam  związku , bo już na żaden dramat więcej nie mam siły.

                  ruda_pchla
                  Uczestnik
                    Liczba postów: 12

                    Hej,

                    Mam podobny problem niestety. W związku obecnym ciągłe udawanie, skrywanie się za maską. Czasem tylko się odsłaniam. Wszystko to z powodu panicznego lęku przed porzuceniem oraz z poczucia „nie jestem wystarczająco dobra taka jaka jestem, jak on dowie się jaka jestem naprawdę, to na pewno mnie zostawi, dlatego muszę grać idealną”. Ja o ironio (chociaż nie do końca jest to ironia) wybrałam sobie mężczyznę bojącego się bliskości i walczącego o taką swoją „niezależność”, nie okazującego ciepłych emocji. Do takich facetów najprawdopodobniej mnie ciągnie, tacy są atrakcyjni. Nie są dla mnie pociągający mężczyźni, którzy pokazują uczucia, prawią komplementy, są mili. Gustuję w takich,  na których dobre słowo, aprobatę, trzeba sobie bardzo mocno zasłużyć, wręcz jest to prawie nieosiągalne. Oczywiście wszystko podświadomie. Domyślam się, że ma to związek z moim ojcem, który był również osobą surową i wymagającą. Wydaje mi się, że mojego ojca projektuję sobie na obecnego partnera, próbuję zasłużyć na jego miłość i dobre słowo i jakoś „odkupić” sobie przeszłość. Bardzo mnie to męczy, chciałabym budować zdrowe relacje.

                  Przeglądasz 8 wpisów - od 1 do 8 (z 8)
                  • Musisz być zalogowany aby odpowiedzieć na ten temat.