Witamy Fora Rozmowy DDA/DDD Poczucie opóźnienia w życiu

Przeglądasz 10 wpisów - od 21 do 30 (z 103)
  • Autor
    Wpisy
  • j.b
    Uczestnik
      Liczba postów: 54

      Przez to wszystko upływ czasu mnie przeraża. Nie zdążyłam w odpowiednim czasie przeżyć pewnych fundamentalnych rzeczy, które są potrzebne do prawidłowego rozwoju emocjonalnego, a na których realizację jest za późno. Chodzi mi zwłaszcza o relację matka – dziecko. Nie mam wzorca kobiecości, nie było też tej kobiety, która by mi dała bezwarunkową akceptację, przez co teraz podświadomie w starszych od siebie kobietach doszukuję się jakiegoś matczynego lub siostrzanego „wzorca” i źródła owej akceptacji. Bardzo brakuje mi aprobaty ze strony kobiet i kiedy kobieta powie mi coś miłego, to już „przepadłam”. Wspominam to później godzinami jakby to było nie wiadomo jakie święto lasu. Jest mi źle z tym, bo jestem już dorosłą kobietą i sama powinnam być już dawno ukształtowana a czuję, że nigdy nie będę. Zawsze świat kobiet będzie dla mnie czymś nieosiągalnym, jestem na etapie małej dziewczynki, która się zastanawia, jak to będzie kiedyś, być dorosłą kobietą. Ale dla mnie to „kiedyś” nigdy nie nadeszło na poziomie mentalnym.

      zytka
      Uczestnik
        Liczba postów: 156

        Cześć:)

        J.b czuję jakbym czytała o sobie.

        Mam 36 lat , a czuje jakby zatrzymałam się na poziomie 16 latki. Jestem zamknięta ,wycofaną ,nie potrafiąca wyrazić swojego zdania małą dziewczynką…Też nie mam wzorca kobiecości ( nie miałam zdrowej relacji z Mamą), nie wiem do końca czym jest dojrzała kobiecość?

        Lepiej czuję się ze starszymi kobietami, które są bardziej stonowane , mają głębsze spojrzenie na życie, a  wśród rówieśniczek jestem zbyt sztywna( nie potrafię się śmiać z wulgarnych żartów ,filmików ,wyśmiewania innych).

        Brakuje  mi wiedzy i doświadczenia w wielu kwestiach życiowych i dlatego też to poczucie opóźnienia…Nie mam w życiu dużo materialnego( nie przywiązuję wagi ,żeby mieć ), jedynie na czym mi najbardziej zależy to być dojrzałą ,normalną kobietą 🙂  Nie wiem do końca jak ma to wyglądać …?Jak rozpoznać czy już osiągnęłam ten stan ?  Trudno dojrzewać do czegoś jak nie ma się wzorca…

        Może zachciałabyś się podzielić , jak również  i inni czym jest dla Ciebie/Was  ta dorosła kobiecość ?

        Ja zaczęłam się powoli zmieniać w kwestiach zewnętrznych np. chodzenie na paznokcie, noszenie biżuterii , zmiana garderoby na bardziej kobiecą , co do tej pory nie było dla mnie istotne, teraz zaczynam się „stroić” i taka zmiana zewnętrzna powoduje też przemianę wewnętrzna ( wzmaga poczucie wartości itd.)

        Generalnie jestem taka szarą myszką  i taka zmiana zewnętrzna zawsze szokuje otoczenie 🙂 Każdy myśli ,że szukam partnera albo się zakochałam , a mi nie o to chodzi 🙂

        Pozdrawiam serdecznie 🙂

        Jakubek
        Uczestnik
          Liczba postów: 937

          Prawie każdy pisze, że ma poczucie opóźnienia w porównaniu z życiorysami rówieśników. Przyszło mi na myśl, że za takim porównywaniem się może ukrywać się jakaś szczególna cecha DDA. Chodzi mi o jakąś potrzebę wyrównania do reszty, nie wychylania się, nie odróżniania, stania się jak inni. Zastanawiam się, czy nie jest to skrywana potrzeba udowodnienia swojej normalności. Takie pragnienie, aby każdy spoglądając na nas, mógł od razu stwierdzić: „U tego/tej wszystko jest w porządku. Nie ma się do czego przyczepić. Radzi sobie dobrze. Idzie mu/jej świetnie. Nie żyje gorzej niż inni.”.

          To mogłoby być powiązane z wczesnodziecięcym poczuciem odmienności i wstydu z powodu tego, kim jesteśmy. Większość z nas dość wcześnie musiała zaprzeć się siebie. Toczone chorobą domy niszczyły naszą indywidualność, odbierały autonomię, nie pozwalały na budowanie własnej tożsamości. Żyliśmy w zaprzeczeniu i to na kilku poziomach. W domu najczęściej musieliśmy ukryć nasze prawdziwe pragnienia i potrzeby, wyzbyć się ich, przyjąć narzucone przez okoliczności/rodziców role (kilka typowych ról DDA), zapominać o sobie, podporządkować się interesom lub kaprysom nieporadnych dorosłych, żyć w lęku i niepewności. Poza domem musieliśmy ubrać fałszywą maskę, udawać kogoś innego (kogoś z innego domu), chronić rodzinną „tajemnicę”, ukrywać przed światem swoją Prawdę (którą czasem chciało się wykrzyczeć w twarz całemu światu), sprawiać wrażenie, że wszystko jest OK.

          Żyjąc w takich okolicznościach, w dość naturalny sposób kierowaliśmy uwagę na otoczenie, by tam szukać „wzorca” normalności. Obserwowaliśmy, co ludzie cenią, poważają i do czego dążą, po czym staraliśmy się ich naśladować – lub popadaliśmy w frustrację, zniechęcenie, smutek i rozczarowanie sobą, kiedy naśladować się ich nie udawało lub  wręcz nie było to możliwe. Z mojego rozeznania wynika, że dość powszechnym uczuciem w dzieciństwie DDA była ZAZDROŚĆ o cudze domy i rodziny. Większość z nas chciała mieć taki dom, jaki miał ten kolega lub tamta koleżanka. Cudzy ojciec lub cudza matka budzili nasz podziw, nasz pragnienie, by nasz rodzic był podobny. Wielu z nas wręcz chciało być jak kolega lub koleżanka – zamiast być sobą. Za tym szło również pragnienie cudzego stylu życia.

          Czyli, generalnie przestaliśmy być ważni dla samych siebie. Przestaliśmy zaglądać we własne najgłębsze zakamarki, by poznać nasze prawdziwe pragnienia. Już pogodziliśmy się, że one nie zasługują na spełnienie. Nie mogą się spełnić. Łatwiej próbować naśladować innych, tych, którym się udaje – bo przecież nikt, kto na nich spojrzy, nie zaprzeczy, że im się udało (cokolwiek, rodzina, wykształcenie, kariera, finanse, itp.). Jeśli jednak naśladownictwo się nie powiedzie, to już prosta stąd droga do myślenia, że samorealizacja, powodzenie, dobrobyt, szczęście są dla innych, ale nie dla nas. Dla nas jest zamykanie tyłu tego peletonu, oglądanie pleców, tych, którzy nas wyprzedzili, używając kolarskiej nomenklatury.

          Dlatego, radą chyba jest to, o czym niektórzy piszą. Zmiana. Nawet najdrobniejsza na początek. Po to, żeby przełamać schemat. Zatrzymać się, zsiąść z tego wyścigowego roweru i zejść na pobocze, żeby wyciągnąć się na trawie. Niech inni sobie jadą dalej, ścigają się, walczą o nagrody i sławę. Ja teraz leżę i wącham polne kwiatki. I tak zajmowałem ostatnie miejsce, więc nic nie stracę odpoczywając. Zwłaszcza muszę odpocząć od uporczywej myśli, że nie ma dla mnie innego sposobu życia niż ten wyścig. Oczywiście zatrzymanie się spowoduje wiele lęków – bo przecież oni odjadą jeszcze dalej. Z drugiej strony i tak zawsze przyjeżdżałem ostatni. Czego więc się obawiać. Tego, że nie przegram jak zwykle?

          To może być rozwijanie skrywanej dotąd kobiecości lub męskości. Może pójście na mityng DDA albo na konsultację terapeutyczną. Może rozwijanie innej niż do tej pory postawy wobec rodzica (np. współczucia zamiast nienawiści). Może stanięcie przed lustrem i powiedzenie do niego „kocham cię”. Może zapisanie się na jakiś kurs, o którym od dawna myślałem. Może zaproszenie kogoś na kawę. I tak dalej. Chodzi o to, że by zrobić coś dobrego TYLKO dla siebie. Żeby nadać sobie ważność.

          • Ta odpowiedź została zmodyfikowana 3 lat, 1 miesiąc temu przez Jakubek.
          • Ta odpowiedź została zmodyfikowana 3 lat, 1 miesiąc temu przez Jakubek.
          • Ta odpowiedź została zmodyfikowana 3 lat, 1 miesiąc temu przez Jakubek.
          j.b
          Uczestnik
            Liczba postów: 54

            Jakubek, Twoje wpisy są mega wartościowe, wkład w to forum nieoceniony 🙂

            Myślę, że to dobry trop z tym pragnieniem „nieodstawania”. Przyznam, że ja nawet przez pewien czas subskrybowałam biuletyn mailowy GUS-u i śledziłam różne dane statystyczne, jeśli znalazłam się zbyt daleko od średniej w czymkolwiek, co dotyczyło mnie, natychmiast obniżał mi się nastrój…

             

            Może zachciałabyś się podzielić , jak również i inni czym jest dla Ciebie/Was ta dorosła kobiecość ?

            Zytko, Twoje pytanie uświadomiło mi, że też nie do końca łatwo uchwycić mi istotę tej „kobiecości”, ale na postawie tych kobiet, które mi imponują w tym zakresie, udało mi się wyszczególnić kilka takich cech. Są to taka życiowa dojrzałość, ogarnięcie, osiągnięcie w odpowiednim czasie odpowiednich w moim subiektywnym mniemaniu rzeczy (ten motyw, który przewija się przez cały ten mój wątek), do tego taka nieskrępowana swoboda bycia przy jednoczesnej umiejętności taktownego zachowania się… W sumie to tak płasko brzmi, gdy to wymieniam, to zupełnie inna jakość na żywo.

             

            Ephik
            Uczestnik
              Liczba postów: 3

              Temat  dla mnie bardzo aktualny. Ostatnio mocno się tym nakręcam. Pewnie dlatego, że w tym roku kończę 40lat i wzięło mnie na podsumowania. Z jednej strony czuję się jakbym miała 20 lat i jeszcze całe życie przed sobą a z drugiej mam świadomość, że już połowa życia za mną i że nie jest to takie życie jak sobie wyobrażałam. Nie udało mi się stać dorosłą, samodzielną, ogarnietą kobietą. Nadal jestem przerażonym dzieckiem.

               

              Ciężko jest się nie porównywać z innymi. Kiedy widzi się jak wszyscy dookoła żyją a samemu się tylko egzystuje. Ale z drugiej strony staram się też dostrzegać te rzeczy które udało mi  się zrobić . Niektóre etapy przyszły trochę później (pierwsza praca w wieku 25 lat, maturę zdałam w wieku 30 lat i poszłam na studia), ale za to satysfakcja ogromna, że pomimo wszystkich leków, ograniczeń, problemów i syfu w głowie dałam radę zrobić coś co wydawało się nieosiągalne. Ktoś wyżej napisał, że czuje się śmieszny próbując zrobić coś co inni już dawno zaliczyli. Właśnie nie. Powinniśmy czuć się dumni, że jeszcze próbujemy zawalczyć, coś zmienić, spróbować czegoś co może wcześniej było poza zasięgiem, albo tylko nam się wydawało, że jest to szczyt nie do zdobycia.

               

              Ja najbardziej odczuwam to opóźnienie na gruncie życia prywatnego. Ludzie się zakochują, rozstają, podróżują, robią fajne rzeczy. A ja niestety odizolowałam się od wszystkich. Nigdy nie marzyła mi się kariera, wielkie pieniądze itd Zawsze marzyłam o tym żeby mieć swoje mieszkanie które będę dzieliła z bliska osobą, z którą będziemy fajnie ciekawie żyć. Niestety moje niskie poczucie wartości i mur budowany latami nie pozwalają mi nikogo do siebie dopuścić.

              Makadamia
              Uczestnik
                Liczba postów: 35

                <p style=”text-align: justify;”>Na pewno można być dumnym z siebie, że mimo trudności  walczy się dalej, jeszcze podejmuje się próby i wysiłek. Porównywania się z innymi trudno jest się pozbyć. Mnie przeszkadza jeszcze to, że ludzie z zewnątrz nie wiedzą jaką walkę trzeba ze sobą stoczyć, ile przeszkód pokonać, jak wiele to kosztuje nerwów i stresu. Można być dumnym z siebie i świętować małe sukcesy. Ale dla innych, którzy nie rozumieją i nie wiedzą co w człowieku siedzi i ile trudu się wkłada w coś co innym przychodzi łatwo, jest się po prostu opóźnionym w stosunku do reszty. Wnioski u nich są takie, że pewnie coś z nim/z nią jest nie tak.</p>

                j.b
                Uczestnik
                  Liczba postów: 54

                  Przeczytałam bardzo niewiele publikacji na temat DDA, ale w każdej z nich powtarza się motyw konieczności pogodzenia się z tym, że pewnych braków, emocjonalnych deficytów z dzieciństwa już nie uda się nam zrekompensować w życiu dorosłym. To zrozumiałe, jednak czytając te fragmenty mrozi mnie zimny dreszcz… Nie wiem, czy kiedykolwiek będę w stanie tak prawdziwie zaakceptować, że moje najbardziej fundamentalne potrzeby emocjonalne nigdy nie zostaną spełnione i czy w końcu uda mi się zaprzestać tej kompulsywnej pogoni za wiatrem 🙁 a wy jak to czujecie?

                  • Ta odpowiedź została zmodyfikowana 3 lat temu przez j.b.
                  Mary Yellan
                  Uczestnik
                    Liczba postów: 63

                    Ja natomiast mam (tak mi się wydaje) przepracowany żal za tym „opóżnieniem”. Kiedyś -w wieku po 20 bardzo się o to denerwowałam, że inni oczekują, iż będę po kolei realizować podobny plan życia co moi rówiesnicy, drażniły i wręcz kłuły mnie teksty o tym, że powinnam kogoś mieć. Mimo, iż nie czułam fizycznie potrzeby być z kimś w związku. W ogóle nie postrzegałam się jako kobieta mogąca wzbudzać pożądanie.  Chciałam być przezroczysta. Nie potrafiłam rozmawiać  z chłopakami, mężczyznami. Żenowały mnie ich podteksty, flirty. Może dlatego, że kilka lat byłam mobbingowi z w szkole głównie ze strony chłopców, nie miałam wtedy wsparcia w ojcu (nie rozmawiał ze mną nigdy na damsko męskie tematy – to był czas gdy nie pił ale był nieobecny albo wiecznie rozdrażniony. Mama z resztą też jakoś nie liczyła się z moimi emocjami a gdy nieśmiało próbowałam się jej zwierzyć że rozmawialam na chacie z jakimś chłopakiem to wyśmiała mnie dlaczego się tak ekscytuję. To całkiem zbiło mnie z tropu. Potem była jeszcze sytuacja gdy hormony nastolatki sprawiły, że jednak nie jestem martwa w srodku i potrafię odczuwać cos do chlopaka, jednak upokorzenie ze strony znajomych znów zrobiło swoje i zamknęłam się w skorupie na lata. Więcej wolałam nie próbować bliskości z facetami. Potem przyszla praca i jednocześnie studia by pokazać Mamie ze jestem równie dobra jak jej pupilka najstarsza córka. Nie na takim kierunku który mnie interesował i miałam.pewne predyspozycje (przez paru obcych nazywane talentem). Bo i po co skoro moją pasją bylo coś w czym Mama podcięła mi skrzydła. A wtedy myślałam, że jestem jej przedłużeniem i że ona we wszystkich ma rację nawet w tym do czego mam predyspozycje i do czego się nadaję. Dziś wiem, że to nie prawda. I teraz wiem, że wybrałabym inną drogę zawodową, ale nie żałuję bo ostatecznie udało mi się to co chciałam osiągnąć. Wyprowadzić się i odciąć od jej toksycznego wpływu i wiecznej kontroli. Braku prywatności (jestem typem osoby która potrzebuje czasami ciszy ale lubi być wśród.ludzi) z reszta jak wielu z Was pewnie podobnie:). I powróciłam do swej pasji, która realizuję w czasie wolnym po pracy zawodowej. W późniejszym czasie, ale jednak. I dlatego dziś wiem, że wiele siedzi w naszych kompleksach. I ciąglej próbie potwierdzania swej wartości w oczach innych niekoniecznie wartościowych ludzi, na których przez pewien okres życia jestesmy skazani np tak jak ja w małej miejscowości z jedną podstawówką. To wydaje się dziś możliwe do przepracowania. Jedynej rzeczy nie mogę (póki co) przejść. To świadomości straty czasu na bycie matką. Tylko boli mnie dziś najbardziej. Wszystko inne już zrozumiałam, zaakceptowałam. Wiem, że każdy ma swój czas, dojrzewa do pewnych rzeczy w innym terminie niż rowiesnicy z domu w którym mieli wsparcie emocjonalne. I to jest dobre. Ta świadomość. Ma kojący wpływ. Nie miotam się już tak. Jedynie ten żal, że nawet jeśli uda mi się spotkać kogoś wartościowego do założenia rodziny to będę po prostu stara i może też będę kiepskim wsparciem dla dorastającego dziecka, przez zbyt dużą różnicę wieku. I może też przez moje braki emocjonalne. Czy macie takie obawy? Albo czy jest tu ktoś kto zaryzykował macierzyństwem czy tacierzyństwem po 35? Jak podchodzicie do sprawy? Czy może są tu osoby, które pogodziły się z tym i nie chcą być rodzicami. Ja bardzo chcę i to właśnie boli najbardziej, że dopiero teraz widzę ile czasu straciłam na swoje kompleksy i tkwienie wśród toksycznej społeczności. Boli, ale nie ze względu na opinie ludzi, ale właśnje na swiadomość nieublaganego zegaru biologicznego (pomijam krzywdzące opinie ekspertów od oceniania „wygodnych” singielek – bo to czasem zakłuje). Jak przejśc ten etap? Chyba najtrudniejszy. Jak pogodzic się z tym, co być może się nie udać. Przerobienie etapu akceptacji i przebaczenia rodzicom to jedno a pogodzenie się z brakiem czegoś na czym tak na prawdę zawsze zależało to inna sprawa.

                    Jakubek
                    Uczestnik
                      Liczba postów: 937

                      Na pewno u kobiet DDA to opóźnienie w osiąganiu etapów życiowego rozwoju ma inny wymiar niż u mężczyzn DDA, ze względu na marzenia o macierzyństwie, właśnie. My faceci możemy sobie spokojnie „dojrzewać” do tej decyzji. Sam się zastanawiam na ile, i czy w ogóle, w przypadku kobiet to bicie zegara biologicznego i poczucie uciekającej szansy na zostanie matką, może stłumić wewnętrzne przeczucie, że się do roli matki jeszcze nie jest gotowym. Zauważam takie lękowe nastroje u bezdzietnych kobiet w okolicach 35 roku życia. Wydaje im się, że trzeba się spieszyć. Tymczasem patrząc na nie,  dostrzegam w ich życiu wiele deficytów, bałaganu i dysfunkcji, które w mojej ocenie (dokonywanej jednak z „wyżyn” mojej własnej niedojrzałości) wykluczają gotowość do macierzyństwa. Na pewno trudno zgrać te gotowości: biologiczną – psychologiczną – i jeszcze na dodatek rozumową. W każdym razie macierzyństwo w okolicach czterdziestki +/- nie jest dziś niczym zaskakującym.

                      Mary Yellan
                      Uczestnik
                        Liczba postów: 63

                        No właśnie to zgranie biologicznej, psychicznej, rozumowej gotowości jest  czymś niewyobrażalnie trudnym. I rozgraniczenie czy tak na prawdę w tej chwili nie pcha do tego właśnie poczucie paniki przed upływajacym czasem czy faktyczna potrzeba rodzicielstwa. Czy to, że kobieta nie boi się samotnosci, umie być i żyć sama, ale teraz czuje, że CHCE spełnić się jako matka jest wystarczającym wyznacznikiem gotowości? Czy też to, że zaczyna poszukiwać kogoś z kim nawet pomimo ewentualnego braku dzieci widzi podobne cele i spojrzenie na przyszłość też wystarczą do potraktowania kobiety jako gotowej do zdrowej relacji w ogóle? Poza tym ten zegar biologiczny to jest też niestety pułapka przyciągająca toksycznych partnerów, którzy sami nie czują jeszcze potrzeby bycia rodzicem wchodzą w związek z taka kobietą dla innych swoich korzyści. Dochodzi jeszcze strach przed poczuciem, że zostanie odebrana przez partnera jako desperatka. Takie coś raczej nie przetrwa, po czym przychodzi świadomość, że traci się czas, to co się wypracowało i poczucie własnej wartości spada. Drugą stroną medalu jest to, że on czuje się w takim związku jedynie jako dawca, jego uczucia nie są istotne, byleby osiągnęła cel. I znów tworzy się zła relacja trochę nieświadomie. Tak więc Jakubku zgadza się, że mężczyźni mają jednak ten zapas czasu na dojrzewanie. Ale u nich chyba ono polega właśnie też na szukaniu tego etapu u kobiet i wiązania się tylko z tymi na prawdę gotowymi. Chyba łatwiej im to dostrzegać niż kobietom zaabsorbowanym poszukiwaniem jeszcze innych pożądanych cech u partnera nadającego się na potencjalnego ojca. Zwłaszcza innego niż miało się w swoim domu rodzinnym.

                      Przeglądasz 10 wpisów - od 21 do 30 (z 103)
                      • Musisz być zalogowany aby odpowiedzieć na ten temat.