Witamy Fora Rozmowy DDA/DDD Poczucie opóźnienia w życiu

Przeglądasz 10 wpisów - od 41 do 50 (z 103)
  • Autor
    Wpisy
  • 2wprzod1wtyl
    Uczestnik
      Liczba postów: 1177

      Osoby, ktôre nie zauważają problemu u siebie a jednocześnie kierują snop światła na innych nie tylko mają bardzo niskie poczucie wartości, ale też często bywają takie zachowania u osòb narcystycznych zwłaszcza wymowna jest reakcja na osoby z problemami psychicznymi. (brak empatii i wspòłczucia)

      Nawet nie o to chodzi aby kogoś charakteryzować i na ile jest to trafne (raczej mało trafne bo nie znam człowieka) ważniejsze jest to jak Ty się czujesz w obecności tego człowieka?

      Czy czujesz jakiś lęk? Czy bywa tak, że wolisz coś przemilczeć, bo druga strona wpada w złość lub zaczyna atakować? (bardzo częste zachowanie gdzie kobieta wycisza się, bo boi się reakcji partnera).

      Odnośnie zmieniania nie chodzi też przecież aby ktoś zmieniał się dla Ciebie lub pod Ciebie (zmienianie się dla kogoś zawsze kończy się porażką-tak przynajmniej było wyjaśnione w jednym z artykułòw w charakterach- zmieniamy się dla siebie).

      Jeżeli druga osoba nie wzbudza naszego zaufania (obawiamy się jej reakcji) to ważne jest aby w takich momentach gòrę nie wziął lęk przed odrzuceniem.

      Z drugiej jednak strony warto sobie przemyśleć w jakiej części dana relacja jest dla nas dobra, bo nie ma stu procent. Jeżeli dobre jest osiemdziesiąt procent a słabe dwadzieścia to też nie patrzymy przez pryzmat tych dwudziestu a przez pozostałe 80 procent i ew. przyglądamy się pozostałym 20 procentom (procenty są umowne) – tak aby z drugiej strony nie wpadać w lęk przed bliskością (takie szukanie hakòw w relacji by coś znaleźć, uzasadnić i porzucić).

      W każdym razie ze swej strony stronię od relacji w ktòrych nie mogę być sobą, w ktòrych coś przemilczam aby kogoś nie zezłościć ( albo ktoś mnie akceptuje albo nie-przy czym tutaj też nie chodzi o to aby się okopać, ale o to aby uwzględniać potrzeby innych zwłaszcza gdy nie kolidują z moimi potrzebami)

      • Ta odpowiedź została zmodyfikowana 2 lat, temu przez 2wprzod1wtyl.
      Makadamia
      Uczestnik
        Liczba postów: 35

        Dzięki Jakubek za te słowa. Faktycznie czasem kusi mnie by robić już tylko to co dla mnie dobre bez oglądania się na innych. Taki zdrowy egoizm. Staram się sprawiać sobie jakieś małe przyjemności, ale skutek jest średni, bo ostatnio nic mnie nie cieszy. Najgorszy jest ten brak motywacji i poczucie bezsensu wszystkiego. Ostatnio często dopada mnie to uczucie braku sensu życia. I świadomość, że jednak mam jakieś zobowiązania wobec innych, jakiś dług wdzięczności może i powinnam się nieraz poświęcić robiąc coś, co nie do końca mi odpowiada. Zaraz pojawia się poczucie winy, bo inni tyle dla mnie zrobili a mnie nie stać nawet na mały wysiłek.

        Mary Yellan
        Uczestnik
          Liczba postów: 63

          Jeśli chodzi o taą osobę to czasami wydaje mi, się że brakuje mu empatii i, że to wyniósł z domu. Była spora rywalizacja i jest nadal między nim i jego rodzeństwem. I być może stąd brak głębszych uczuć. Albo to też kolejny dowód na istnienie maski. Zadziwiające jest dla mnie łatwość rozmowy z nim na tematy które kiedyś nie przeszłyby mi przez gardło. Widzę w nim siebie sprzed kilku lat. I chyba głównie dlatego dobrze się czuję w jego obecności. Z resztą to jak się okazuje pierwszy wyznacznik dobrej relacji dla mnie: zrozumienie, albo może brak umniejszania moich problemów czy nakazywanie ich tłumienia. On ich nie kwestiinuje. Przyjmuje to jak u mnie wyglądało życie w domu i ja przyjmuję to jaki on miał start. Jedynie to wypieranie problemu u siebie może być dla mnie taką lampką ostrzegawczą. Więc staram się obserwować na ile jego przejścia wyostrzyły w nim cechy utrudniające życie w związku. A już kilka takich znalazłam. Aby być sprawiedliwą i u siebie kilka podobnych widzę, więc dlatego nie chcę skazywać na szybkie zakończenie znajomości. Tym razem chcę zaryzykować. Tu akurat odnajduję te 80 procent.

          Co do cech osób narcystycznych to miewałam znajomości, które właśnie objawiły się bardzo szybko, albo może też akurat ja jako przewrażliwiona na punkcie manipulacji uczuciami je widzę szybciej niżbym nawet chciała. Przez to nie potrafiłam się zakochać albo bylo i jest to bardzo trudne. Więc wydaje mi się, że potrafię się przed takim toksycznym związkiem ustrzec. Inna sprawa, że moja niewiara we własną wartość jako człowieka, kobiety jest tak wielka, iż nie potrafię uwierzyć ani w oznaki ani ani zapewnienia o miłości ze strony mężczyzn. Więc komuś kto chce mnie oszukać jest na prawdę trudno 🙂 albo poczucie bliskości jest u mnie jednak mniejsze niż strach przed schematem uwięziania w manipulacjach i szantażach emocjonalnych jest silniejszy niż ta potrzeba.

          Z kolei tą zasadę, że muszę ciągłe dopasowywać się do kogoś by mnie akceptował odrzuciłam przy zwykłych przyjacielskich znajomościach. I póki co się sprawdza. Dlatego mam niewielu znajomych. Często z tego powodu myslalam  sobie, że jestem aspołeczna. I to ogromnie podbijało niskie poczucie wlasnej wartości.

          Zauważylam również, że im mniej się przejmuję krytyką i robię swoje tym przybywa tych pozytywnych ludzi obok mnie a znikają ci toksyczni.

          Żadnej z tych cech nie widzę w najnowszej znajomości, więc zastanawiam się z której strony coś zaskoczy. Ale ciągłe analizowanie to norma u dda.

          • Ta odpowiedź została zmodyfikowana 2 lat, temu przez Mary Yellan.
          j.b
          Uczestnik
            Liczba postów: 54

            Ciekawy cytat

             

            Nasza zdrowiejąca psychika dochodzi do ładu nie tylko z tym, co się z nami wydarzyło, lecz również z tym, co się nie wydarzyło. (…) Częścią dochodzenia do dojrzałości emocjonalnej jest uświadomienie sobie, że moment na otrzymanie pewnych rzeczy być może już minął. (…) Musimy wyswobodzić swój umysł dziecka od niespełnionej tęsknoty, tak by mógł zwrócić się ku temu, co jest dla nas dostępne tu i teraz. W konsekwencji nie blokujemy sobie dostępu do tego, co możemy mieć, bo nie jest to tym samym, czego kiedyś bezskutecznie pragnęliśmy. (…) W miarę przepracowywania emocjonalnych konfliktów (…) przestajemy odpychać to, co znajduje się wokół nas, tylko dlatego, że nie jest dokładnie jak to upragnione, a zaczynamy otwierać się na wszystko, co dostępne. Duchowa tajemnica polega na tym, że gdy pozwalamy odejść jednemu, napełnia nas coś innego. Napełnia nas samo życie, energia duchowa, teraźniejsza chwila i zawarta w niej magia. Możemy stanąć ze świeżym spojrzeniem, rozejrzeć się po świecie i dokonać świadomych wyborów, gdzie i jak będziemy zaspokajać swoje potrzeby.

             

            Tian Dayton, „Znajdź spokój wewnętrzny – pomoc dla DDD i DDA”

            Jakubek
            Uczestnik
              Liczba postów: 932

              @j.b. Super cytat! Kwintesencja tego wątku.

              Mary Yellan
              Uczestnik
                Liczba postów: 63

                I powracające natrętne pytania dlaczego o pewnych rozwiązaniach nie wiedziało się wcześniej jakby przestają mieć znaczenie 🙂

                Dzięki

                j.b
                Uczestnik
                  Liczba postów: 54

                  „Zmiana jest nieodłączną towarzyszką życia – wszystko, co żyje, ulega zmianom. Brzmi to dość banalnie, dopóki nie uświadomimy sobie, że w odniesieniu do wielu zjawisk żywimy wewnętrznie sprzeczne pragnienia, aby żyły, a jednocześnie nie ulegały żadnym zmianom.” – B. Wojciszke, „Psychologia miłości”

                   

                  I ja tak mam, jak w tym cytacie. Chciałabym zamrozić swój stan dzieciństwa i móc stale przeżywać relacje na sposób dziecięcy. Chłonąć relacje typu dziecko – matka. A już dawno nadszedł czas, by odciąć pępowinę od wspomnień niezrealizowanych relacji i realizować relacje na sposób dojrzały…

                  j.b
                  Uczestnik
                    Liczba postów: 54

                    Jest mi bardzo źle. Chciałabym móc cofnąć czas i wpłynąć na rodziców, aby nie pili. Męczy mnie poczucie, że nie zrobiłam wszystkiego, co było możliwe, by ich uchronić przed alkoholem. Jednak oni byli dorosłymi ludźmi i podejmowali decyzje niezależnie ode mnie. Nikt by na nich nie wpłynął, a tym bardziej dziecko – nawet mama sama mi powtarzała, że jestem dzieckiem, że nie znam życia, że nie będę jej pouczać i inne typowe dla alkoholików wymówki. Robiłam co mogłam aby im pomóc, ale jeśli druga osoba nie współpracuje, to nie da się wszystkiego zrobić za nich. Nawet tropienie i wylewanie alkoholu nie pomagało. Mama zdecydowanie nie była mi wdzięczna za te próby ratowania jej zdrowia i trzeźwości. Ona chciała inaczej. Ona wybrała. Ja nie mogę siebie za to wiecznie winić.

                    aktywny187
                    Uczestnik
                      Liczba postów: 87

                      „Męczy mnie poczucie, że nie zrobiłam wszystkiego, co było możliwe, by ich uchronić przed alkoholem.”

                      Nie możliwe – każdy człowiek robi, w każdej chwili wszystko co możliwe dla niego….

                      Nawet gdyby teoretycznie nawet przestali pić, nic by to nie pomogło…

                      Dla alkoholika nie jest problem przestać pić, problemem jest wytrwać w trzeźwości….

                      Alkohol pomagał im nałogowo regulować emocje…

                      Czyli prawdziwa praca polegałaby

                      Na nawiązaniu kontaktu z własnymi, uczuciami, emocjami…

                      Na nauce ich tolerowania, odczuwania, wyrażania.

                      Nauce okazywania sobie zrozumienie, życzliwość, łagodności, akceptacji

                      Swoich wad, zalet, błędów, słabości… Ogólnie patrząc samego siebie takim jakim się jest i swojego życia….

                      A żeby tego się nauczyć trzeba choć na terapię przynajmniej przez 9 miesiecy….

                      Ale nie którzy, nie chcą się męczyć a po co…. 😁

                      Coś mnie po złości, to walne sobie piwo, coś ma załatwić a się boję to kieliszek na odwagę… Siedzę i czuję smutek coś mi nie wyszło , to pod sklep walne ze trzy i już nie czuję smutku… 😁

                      A wieczorem po ciężkim dniu kieliszek wina. na rozluźnienie.

                      Z czasem zrobi się z tego dwa, potem pół butelki, i na końcu cała…

                      dda93
                      Uczestnik
                        Liczba postów: 641

                        j.b trochę mnie zmroziło to, co napisałaś… Twoi rodzice powinni być co najmniej 20 lat starsi i bardziej doświadczeni życiowo od Ciebie (w sensie mądrości, a nie szukaniu samych ciemnych stron życia). Na jakiej więc podstawie sądzisz, że to Ty powinnaś im obojgu „matkować”?

                        Jedyną osobą w życiu alkoholika, która może chcieć zaprzestania jego picia ma być on sam.

                        Śledzenie alkoholika i wylewanie mu wódy jest jednym z najsilniejszych objawów współuzależnienia.

                        Jeśli ktoś pragnie trzeźwieć za alkoholika, daje mu bardzo wygodną furtkę do NIE zaprzestania picia. Alkoholik musi się stać odpowiedzialny sam za siebie. Odczuć na własnym tyłku skutki swojego nałogu. Bez osób, które mu podkładają pod ten spadający na bruk tyłek miękkie poduszki. Bez tego nigdy nie wytrzeźwieje.

                        Zwłaszcza, kiedy ma obok kogoś, komu może bezkarnie pościemniać („piję, bo takie jest życie…”). Wiele osób ma ciężkie życie i wcale z tego powodu nie piją. Alkoholizm to choroba. A chorobę się leczy.

                        Cokolwiek zrobisz ZA alkoholika, opóźniasz tym jego lub jej wytrzeźwienie. Bo stwarzasz osobie pijącej komfort dalszego picia.

                      Przeglądasz 10 wpisów - od 41 do 50 (z 103)
                      • Musisz być zalogowany aby odpowiedzieć na ten temat.