Witamy Fora Rozmowy DDA/DDD Poczucie opóźnienia w życiu

Przeglądasz 10 wpisów - od 51 do 60 (z 103)
  • Autor
    Wpisy
  • Martini
    Uczestnik
      Liczba postów: 24

      Ja sobie zawsze tłumaczę, że wszystko, co spotkało mnie w życiu, miało przyczynę, sens i cel. Nie ma bezsensownych doświadczeń, wszystko może czemuś służyć. Od nas to zależy.

      Też jestem pod wieloma względami „opóźniona”, ale podchodzę do tego tak jak napisałam wyżej.

      • Ta odpowiedź została zmodyfikowana 2 lat, temu przez Martini.
      aktywny187
      Uczestnik
        Liczba postów: 87

        Moim zdaniem to opóźnienie w życiu nie istnieje. Zawsze trzeba porównywać się wzgledem SIEBIE kim byłem, jak miałem 20 lat. A kim jak mam 30….

        Wzór miary zawsze powinien być jeden zawsze ten sam… Tylko wtedy pomiar jest rzetelny….. I tylko wtedy dowiemy się prawdy…

        Nie ma co się powownywac z innymi… . Dlaczego?

        Bo zawsze znajdą się lepsi od nas i gorsi…. A poza tym jaką cechę swojego życia wybrać co jest ważniejsze posiadanie rodziny, czy wykształcenie, a może własną firma… Odziedziczony majątek, a może uroda, albo inteligencja….

        Kto bardziej zasluguje na szacunek, uznanie, podziw… Lekarz, czy prawnik, hydraulik czy sprzątaczka… kierowca autobusu czy kasierka w Biedronce….

        Wypadałoby by tych „gorszych” zagazaować i przerobić na mydło…

        Życie ludzkie wycenione na 4 zł z groszami…. Żeby Ci godni mogli myć sobie pachy… i nie było czuć potu…..

        Więcej, jeszcze więcej, ciągle w biegu…, wewnętrzny niepokój, robić by nie czuć….

        To nie osiągnięcia, sukcesy stanowia esencję życia, nadają mu sens tylko UCZUCIA I EMOCJE….. Osiągnięcia i sukcesy też wywołują emocje, ale to tylko dodatki do naszego życia… Są jak przyprawy do zupy…. np. sól, pieprz… Albo jak tort….

        To nie „opóźnienie” jest problemem….

        Ale jak człowiek nie umie docenić, tego co ma…, ciągle porównuje się z innymi, ale tylko na własną niekorzyść… Własne sukcesy osiągnięcia bagatelizuje, twierdzi że to nic takiego każdy to może zrobić….

        Ciągle mu mało, bo taki człowiek tak naprawdę pragnie aby ktoś mu powiedział: ” Jesteś taki, jaki powinieneś/powinnaś być i twoje życie również. Zasługujesz na miłość, szacunek, uznanie, podziw, akceptację….bez względu na to jak oceniają Cię inni i co o tobie myślą… ”

        Uwolnić się od wstydu.

        A wstyd to lęk przed tym że nie zasługujemy na szacunek…. tylko musimy spełnić określone warunki…. (dom, samochod, firma….)…. A jeśli nie spełniamy tych warunków to inni mogą nami pomiatać, wyzwać, pobić, opluć,poniżyć….

        A gdybym miał wszystko i straciłem, to już nie zasługuje, a przecież miałem, to że względu na pamięć mi się szacunek należy….

        Za osiągnięcia, sukcesy można dostać uznanie, podziw, uwielbienie…., ale NIGDY nie dostanie się miłości od innych ludzi, samego siebie…. Uznanie, podziw jest jak tort, smaczny, ale człowiek się nim nie naje. Jak będzie ciągle jadł to po miesiącu wyląduje w szpitalu…

        To  wszystko jest tylko kamuflażem dla  brak kontaktu z własnymi uczuciami… emocjami, własnymi Opiniami, brakiem umiejętności troski o siebie, pocieszenia siebie…

        Ocenianiem tunelowym, widzę fragment rzeczywiśtosci a nie całość (wpatruje się w jedno drzewo, a nie widzę całego lasu), widzenie czarno – białe… Albo moje życie jest super, albo do niczego, albo ja jestem super albo dziecko nie chciane, najlepiej idź stad i nigdy nie wracaj… A przecież życie to różne odcienie szarości….

        Ból w życiu jest nie unikniony, a cierpienie jest opcjonalne… To nie rzeczywistość wywołuje cierpienie tylko co my myślimy o niej i jak ją odnosimy do siebie….

        Trzeba iść na terapię, by DOSWIADCZYC i móc UWIERZYĆ , że są na tym swiecie ludzie, którzy akceptują mnie takim jakim jestem. Zasługuje na SZACUNEK… I w ich oczach jestem „Kimś” wyjątkowym…

        To są takie doświadczenia „korygujące”… Na terapii inni mnie szanują, więc ja z czasem zaczynam szanować siebie…, a z czasem zaczynam oczekiwać szacunku od innych…..

        Tak przynajmniej ja to tak ogarniam i widzę ten problem….Taka jest moja opinia… Oczywiście mogę się mylić, i za 5 lat napisać , pomyliłem się…. 😁

         

         

        • Ta odpowiedź została zmodyfikowana 2 lat, temu przez aktywny187.
        j.b
        Uczestnik
          Liczba postów: 54

          Nie mam przyjaciół i trudno jest mi bronić się przed zgorzknieniem. Bardzo szybko przywiązuję się do ludzi, ale dla nich jestem tylko elementem tła. Nikt o mnie nie pamięta. Mówię tu o relacjach koleżeńskich. Kiedy jeszcze pracowałam, z trudem przeżywałam różne zmiany personalne w pracy, choć to byli przecież obcy mi ludzie. Teraz, kiedy ja odeszłam z pracy, też zapewne nikomu z moich byłych współpracowników nie przeszła przez głowę nawet myśl o mnie. A ja tęsknię za tą pracą, za tymi ludźmi, za tymi pomieszczeniami, a nawet urządzeniami. Dlaczego nie mogę być obojętna, zmieniać pracę i otoczenie bez jakichś dziwnych sentymentów.

          dda93
          Uczestnik
            Liczba postów: 641

            A jaki był Twój schemat w dzieciństwie? Czy byłaś „dzieckiem niewidzialnym”?

            Choć jeśli przyzwyczajasz się do ludzi i miejsc może to oznaczać dużą potrzebę więzi, przynależności, wrażliwość. Nic złego – a moim zdaniem wręcz przeciwnie.

            Ciekaw jestem jak czułaś się (lub czułabyś się) w grupie na terapii lub na mityngach Wspólnoty DDA…

            aktywny187
            Uczestnik
              Liczba postów: 87

              Życie to zmiana… ruch, wdech i wdech… Smutek, radość, niepewność, ryzyko…..lęk co przyniesie przyszłość…

              Każdy tak ma nic nigdy nie jest stałe.

              Ja też nie mam wielu przyjaciół…. Najlepszym przyjacielem jakiego mam to moja psycholog…. 😁

              I to mi w zupełności wystarczy, lepszy jeden prawdziwy niż 1200 na Facebooku falszywych…. Po co kontynuować znajomości w „realu” które nic dobrego nie wnoszą… Toksyczne….

              “Wiedzę Cię ” bo Cię potrzebuję taka zapchaj dziura…. skończyło się dobre….. 😁 Nie dam się wiecej wykorzystywać….

               

              Ja już z 7 pracy odeszlem…. I taki brak kontaktu to norma…. Trochę może wynikać z zazdrości…. poszedł sobie pewnie do lepszej pracy… A ja dalej tu tyram… Ludzie odwracają głowę…. Zadzwoń i opowiedz jak Ci jest źle… Podejrzewam, że będą dzwonić częściej… 😁

              Dlaczego nie można czuć obojętności…?

              Albo się czuje wszystkie emocje albo żadnej – depresja….

              Poczuj to smutek, rozpacz, złość (i uwolnij się od tego) , albo żyj tym (zawsze nie wyrażonym) …

              „Żadne drzewo nie wzrośnie do nieba, jeśli jego korzenie nie sięgają do piekła.” C. G. Jung

              • Ta odpowiedź została zmodyfikowana 2 lat, temu przez aktywny187.
              • Ta odpowiedź została zmodyfikowana 2 lat, temu przez aktywny187.
              aktywny187
              Uczestnik
                Liczba postów: 87

                Dopiero teraz zauważyłem pytanie?

                dda93

                Mój schemat….

                Jeden który mi przeszkadza najbardziej … Nie pokazuję złości, że mi coś się podoba, bo w ogóle to że trzeba sobie zasłużyć na akceptacje, szacunek bycie „dobrym” miłym dla innych…. A na sam koniec uciekam, zrywam znajomość…. Na grupie też…

                Trudno mi połączyć(wyobrazić sobie) w jedno, że ktoś może być na mnie zły… I jednocześnie lubić mnie, że mu na mnie zależy….

                Z jednej strony ojciec zachowywał się jak tyran, z drugiej strony matka była bardzo uległa….

                U dziadków(ojciec) odwrotnie babka agresywna, a dziadek trochę mniej…. A dziadki (od matki) matka agresywna, a dziadek bardzo uległy….

                W mojej rodzinie zawsze był duży problem ze złością, niechęcią, z przekraczaniem granic szacunku podczas Ich wyrażania….

                Nauczyłem się tłumić złość od matki, a ona od ojca….

                Tłumić, nie okazywać bo tak lepiej, panuje spokój, zrozumienie, miłość… wszystko oczywiście udawane! … Wszyscy są zadowoleni, tylko we mnie z każdym dniem narasta flustacja….

                I pewnego dnia albo zrywam znajomość (tak jak na grupie, wszyscy są w szoku, nikt nie wie co mi się stało), albo przełączam się na taki tryb „wściekłości”… Wyrażam wtedy już nie złość, ale wściekłość….

                Dzieckiem niewidzialnym raczej nie byłem, raczej za dużo swobodny w domu nie miałem…, szkoła… w domu ciągle coś do zrobienia… Nigdy nie pamietam czasu wolnego dla siebie…. Jeśli chodzi o uczucia, problemy to bliższy kontakt miale. z matką niż z ojcem…

                Jakubek
                Uczestnik
                  Liczba postów: 932

                  Zainspirowała mnie wypowiedź o złości. Nigdy nie zastanawiałem się, ile ZŁOŚCI moja matka musiała mieć w stosunku do ojca, który nie dawał jej wsparcia w małżeństwie.

                  Czy matka tę niewykrzyczaną złość mogła przelewać na relację z synem? W końcu byłem jednym z trzech najważniejszych mężczyzn w jej życiu (ci mężczyźni to: jej ojciec, jej mąż, jej syn). Tylko ten ostatni był od niej całkowicie zależny. Do swego ojca miała sporo pretensji i żalu. Mąż był rozczarowaniem. A co ze mną? Relacja oparta na materialnej i cielesnej trosce bez przyzwolenia na słabość emocjonalną u dziecka („Trzeba brać się w garść i liczyć tylko na siebie”. ). Może „karała” mnie za niedostępność emocjonalną tych dwóch ważnych mężczyzn w jej życiu?

                  aktywny187
                  Uczestnik
                    Liczba postów: 87

                    Nie wiem czy pytanie do mnie ale napiszę…. 😁… Oczywiście nie prawdę, tylko OPINIĘ…..

                    Oczywiście mogę kogoś zawsze urazić, bo nie znam danej osoby….

                    „Nigdy nie zastanawiałem się, ile ZŁOŚCI moja matka musiała mieć w stosunku do ojca, który nie dawał jej wsparcia w małżeństwie.”

                    Problem moim zdaniem nigdy nie tkwi w ilości „złości”, tylko w sposobie jej wyrażania…..

                    Można na kogoś na krzyczeć, zwyzywać, od idiotow, chamów, debili…. (złość która nie ma granic…), presja emocjonalna… Tak Ci dokucze, że zrobisz tak ja chce… Brak szacunku dla drugiego człowieka…. jego uczuć wrażliwości…

                    A można powiedzieć

                    „Nie spodobało mi się twoje zachowanie” , „Jest bardzo nie zadowolona z twojego zachowania”, „Nie rób tak więcej”, „” Przestań”,” Ja mam inne zdanie” Złość ma granice. – nie przekracza granic szacunku do drugiego człowieka….

                    Złość dobrze jest połączyć z szacunkiem np. złoszczę się, mówię o niej ale nie podnoszę głosu…

                    Złość to tak naprawdę „miłość do samego siebie” .

                    Czy matka tę niewykrzyczaną złość mogła przelewać na relację z synem?

                    Złości, żeby wyrazić nie trzeba wykrzyczeć… 😁 Wystarczy powiedzieć… o niej… już sam fakt, że powiemy o niej i że druga osoba ma świadomość daje ulgę….

                    Trudno mi to ocenić, prawdopodobnie mogła, ale na pewno nie robiła tego świadomie….

                    Wystarczy, że człowieka coś po złości w pracy, popsuje się samochód, brakuje pieniędzy… kredyty… Przychodzi do domu dziecko ma lekcje nie odrobione… I taka osoba o byle głupotę dostaje ataku szału… Ale dziecko nie wie, że to nie onie chodzi, i myśli, że ono jest wszystkiemu winę, źle, niedobre, bezwartościowe, nie zasługuje na nic dobrego….

                    Do swego ojca miała sporo pretensji i żalu.

                    Myślę jakby poszła na terapię, opowiedziała o tym co przeżyła, wyraziła złość, oburzenie.. Byłaby innym człowiekiem, inaczej by się zachowywała…. Nie odzywały by się te stare emocje, bo ona by je uwolniła….

                    Ludzie stanowczy, łagodni nie mają problemów ze złością, bo wyrażają ją na bieżąco  i do WŁAŚCIWEJ osoby i w konkretnej SYTUACJI..

                    Mąż był rozczarowaniem.

                    TO niemożliwe… Każdy człowiek ma określone zalety i wady…. Raczej przestał spełniać preferencje. A może za duże wymagania…

                    „przyzwolenia na słabość emocjonalną u dziecka”

                    Raczej nie słabość, tylko potrzeby emocjonalne….

                    Np. potrzebę szacunku, akceptacji, zrozumienia, uznania, podziwu, przynależności, bycia kim ważnym…

                    Może „karała” mnie za niedostępność emocjonalną tych dwóch ważnych mężczyzn w jej życiu?

                    A jak szanowała samą siebie, jak liczyła się ze swoim zdaniem, uczuciami… Czy lubiła siebie, jak siebie oceniała…. To jakim jest się dla innych pokazuje jakim dla siebie…

                    Pod złościa może być ukryty lęk… boję się bliskości, bo nie wiem jak się zachować więc zaatakuje….

                    Albo smutek…

                    Ja akurat ma inaczej, jak się po złoszczę, to robię się smutny…

                    Chowam złość w sobie, ukrywam, a na zewnacz pokazuje smutek… że mi coś nie pasuje…

                    Złość ma kierunek na zewnacz zmusza do działania – zlikwidować zagrozenie, smutek – waga kieruje się do srodka – zaopiekuj się sobą…

                    Gniew gniewowi nigdy nie jest równy są jeszcze pewne „niuanse”

                    Trzeba patrzy o co nam tak naprawdę „chodzi”, bo może to nie złość, a np niezadowolenie….

                    I tu potrzebne jest „koło uczyć”….

                    • Ta odpowiedź została zmodyfikowana 2 lat, temu przez aktywny187.
                    j.b
                    Uczestnik
                      Liczba postów: 54

                      Zauważyłam, że forum nie odświeża się automatycznie przy każdym wejściu na nie jak większość innych forów, tylko trzeba najpierw wyczyścić cookies i odświeżyć stronę, aby wczytały się posty napisane od ostatniej wizyty.

                       

                      Mam ostatnio obniżony nastrój. Notuję to tutaj, by mieć wszystko zebrane w jednym miejscu na potrzeby psychiatry lub terapeuty, jeśli zajdzie taka potrzeba. Ta pora roku nigdy nie jest łaskawa dla nastroju, a tym bardziej jeśli ma się zaburzenia czy inne trudności. W najbliższym czasie muszę (chcę) pracować nad akceptacją.

                      Moja największa obawa to: że nie zdołam wyjść na emocjonalną prostą, zaznać takiego zwykłego emocjonalnego uspokojenia. W mojej głowie stale szaleje emocjonalny sztorm. Kiedy uporam się z jednym tematem, to jak głowy Hydry pojawiają się kolejne.

                      dda93
                      Uczestnik
                        Liczba postów: 641

                        @aktywny187

                        Przepraszam, nie zauważyłem, że do mnie odpisałeś (pytanie o „niewidzialność” było do j.b, ale temat dla wszystkich 🙂).

                        Myślę, że mechanizm, o którym piszesz jest jednym z najbardziej destrukcyjnych dla DDA/DDD i najgorszych dla ich partnerów.

                        Przykład.

                        Dwoje młodych ludzi bierze ślub. Ale zaraz po tym ślubie on robi coś głupiego (np. nocuje u kolegi lub u mamy, nie mówiąc żonie). Potem robi inne głupie rzeczy.

                        Ale ona cały czas milczy, nic mu nie mówi, że coś jej nie odpowiada.

                        On zaniedbuje coś dalej.

                        Jej złość narasta.

                        On nie wie, o co chodzi.

                        W końcu ona się z nim rozstaje. Wylewa mu na głowę wiadro żali z wielu lat, drobnych i dużych. Bo nawet te drobne już narosły do monstrualnych rozmiarów.

                        On chce się zmienić, naprawić błędy, nadrobić stracony czas.

                        Ale ona już podjęła ostateczną decyzję o rozstaniu…

                        Postępując w ten sposób nie dajemy nikomu szans.

                        Nie dajemy też szansy SOBIE – na oddzielenie tych, którzy naprawdę mają nas w nosie, od tych, którzy czasem popełniają błędy (co jest elementarnym prawem człowieka!).

                        Kolejny dysfunkcyjny mechanizm DDA, który wbija nas w megalomańską samotność. „Bo wszyscy zawiedli”…

                        NIE. To my zawiedliśmy samych siebie. Nie mówiąc, że coś nam przeszkadza w czyimś zachowaniu. Doprowadzając do gromadzenia nadmiaru złości, która na koniec ma już niewiele wspólnego z prawdziwym jej sprawcą i powodem…

                        I która niszczy wszystko wokół.

                      Przeglądasz 10 wpisów - od 51 do 60 (z 103)
                      • Musisz być zalogowany aby odpowiedzieć na ten temat.