Witamy Fora Rozmowy DDA/DDD poczucie winy

Przeglądasz 10 wpisów - od 1 do 10 (z 20)
  • Autor
    Wpisy
  • yenny
    Uczestnik
      Liczba postów: 21

      wiem już że poczucie winy za wszystkie grzechy świata jest typowe dla DDA, ale jak sobie z tym radzicie?
      Ojciec nie jest winny bo jest alkoholikiem a to choroba. Tak mi mama powiedziała już w dzieciństwie… Mama nie jest winna bo miała depresje. To kogo mam obwiniać za nieszczęśliwe dzieciństwo? Jakbym sie zwróciła do babci to bym usłyszała "była komuna i straszna bieda, mieliśmy już 5 dzieci, musieliśmy twoją mame wydać do ciotki" (gdzie nie zaznała miłości). Do matki taty? " twój dziedek był alkoholikem, ale był wysoko postawionym urzędnikiem, udawałam przed dziećmi że wszystko jest w porządku żeby im stworzyć normalny dom". Oczywiśnie nie zadałam im tych pytań, ale podejrzewam że takie odpowiedzi mogłyby paść. To kto jest w końcu winny? wszytko samo sie przytrafia?
      Czy słowa mojej matki wypowiedziane w gniewie ok 15 lat temu "nie przepraszaj tylko zmień zachowanie" aż tak wpłyneły na mnie?
      Dlaczego wszyscy są niewinni tylko ja wchodząc do kościoła mam wrażenie jakbym bezcześciła święte miejsce?
      Dodam jeszcze że jak ktoś mnie przeprosi za swoje zachowanie otrzymuje rozgrzeszenie od ręki i sto nowych szans.

      Andrew15553
      Uczestnik
        Liczba postów: 25

        Hej! Powiem tak- dobry temat, przynajmniej dla mnie.
        Kto jest winien? Można by tak się cofać w czasie może aż do wojny. A może to też zbyt blisko?
        Ja nie staram się obwiniać nikogo. Dlaczego? To proste , bo co to mi da?!
        Nic! Ja wiem,że każdy szuka wytłumaczenia przed sobą i przed innymi swojej nieudolności życiowej. Ja też tak robię w gorszych chwilach. Ale to tylko przyczynia się do rozczulania się nad sobą i szukania odpowiedzi na pytanie- "czym ja na to sobie zasłużyłem?".
        Nikt z nas i niczym sobie na to nie zasłużył. I drążenie tego tematu nie nastraja nikogo pozytywnie.
        To jest tak jak z chorym na raka , który myśli "dlaczego ja?"
        Tego nie wie nikt!!!!
        Ja myślę, że będąc świadomym swojego problemu, z diagnozą w reku trzeba się złapać z życiem za bary i walczyć o swoje lepsze jutro. Nie ma co rozmyślać nad wczoraj. A jeżeli już, to trzeba tam szukać w tych wszystkich złych rzeczach i chwilach tych dobrych stron. Bo nie wierzę nikomu , że wszystko tam było złe!!
        Ja na swoim przykładzie mogę za to ręczyć.
        Poszukajcie tam tego co może się przydać i wykorzystajcie to w swojej potyczce z życiem. O tym co złe pamiętajcie ale nie zabierajcie tego ze sobą w swoją drogę.
        Spróbujcie!!!
        Ja tak staram się robić! I wiecie co? To działa!
        Powolutku ale działa!
        Pozdrawiam wszystkich.

        myszkowoz
        Uczestnik
          Liczba postów: 147

          No coz. Ja dopoki nie pogoodzilam sie z moja mama, i nie doszlysmy do porozumienia, wolalam moich rodzicow obwiniac za to co mi wyrzadzili. I w sumie nadal, uwazam ze to oni sa winni tego, ze jestem niesmiala,cicha osobka, unikajaca wiekszego towarzystwa, o sztywnych, czasem durnych zasadach… Jedyna roznica to polega na tym, ze sie juz pogodzilam z tym ze taka jestem i zaczelam siebie taka lubic… Ale i tak wiem, ze to ich wina ze mam niska samoocene, i ze mialam jeszcze gorsza. I ze wymagalo to odemnie wiele wysilku, aby troche podreperowac to. Oni byli winni. Oni mnie nie szanowali, nie akceptowali… a do nich nalezal ten obowiazek… tylko mowie juz to bez tej zlosci co mialam. Faktycznie przestalo to dla mnie miec znaczenie, jedynie to to ze wiem, dlaczego jestem taka jaka jestem 🙂 i komu to zawdzieczam.

          A co do yenny… moze poczucia winy mozna sie tylko pozbyc, jak czlowiek sam siebie zaakceptuje, polubi siebie takiego jakim jest. Ze wszystkimi zaletami i wadami. A w szczegolnosci z wadami. Lubie rzucac cytatami wiec prosze kolejny (tylko juz nie wiem z ajkiej to zas ksiazki ;))

          "Pewna dziewczyna bardzo chciala siebie zmienic. Az pewnego razu doszla do wniosku : nie chce sie zmienic. Podobam sie sobie taka jaka jestem :
          I w tym momencie sie zmienila"

          yenny
          Uczestnik
            Liczba postów: 21

            ale ja sie lubie, tzn lubie to jak wyglądam i jak sie zachowuje. Nie lubie tylko swoich błędów i nie potrafie ich sobie wybaczać
            zerwałam nawet z paroma chłopakami z powodu moich błędów których oni byli świadkami – nie chciałam żeby ktoś je pamiętał.

            Edytowany przez: yenny, w: 2008/06/26 21:00

            Anonim
              Liczba postów: 20551

              Kazdy nie lubi swoich bledow! Przewaznie nas zawstydzaja, stawiaja w najgorszym swietle i w niezrecznych sytuacjach (przynajmniej w naszym przekonaniu) i czesto nienawidzimy sie za nasze zachowania, bledy… Ale jedno musimy sobie uswiadomic: jestesmy ludzmi i kazdy czlowiek ma prawo do bledow.
              Czesto zycze mojemu ojcu nieleczonemu alkoholikowi zle, czasem nawet bardzo zle, potem sama siebie nienawidze za te mysli i jak sie gorzej poczuje (ojciec)to wzrasta we mnie poczucie winy za to ze tak myslalam, chociaz ja alkoholizmu nie uwazam za chorobe a przynajmniej nie w 100 %, dla mnie to jest to choroba z wyboru…
              Nie mozna tez obwiniac nikogo ani niczego za to ze mamy takie zycie, za to trzeba wyciagnac wnioski i starac sie zrobic wszystko zeby nie popelnic bledow naszych rodzicow. Ja np. cale dziecinstwo zamiast slowa "przepraszam" slyszalam "pit.j", nie slyszalam od mojego ojca slow "dziekuje", "prosze" itp. a dzisiaj zwracam na to szczegolna uwage i zawsze staram sie wypowiadac glosno moje pozytywne uczucia do tego jeszcze troche usmiechu i zycie staje sie lepsze 🙂
              Zycze Wszystkim i sobie szybkiego wyjscia z poczucia winy 🙂

              Bronislavus
              Uczestnik
                Liczba postów: 212

                Yenny,

                Ty dorosła jesteś w stanie zrozumieć, że ojciec alkoholik jest/był chory, czy matka miała depresję, więc zachowywała się tak, a nie inaczej. Natomiast małe dziecko, którym kiedyś byłaś i które nadal jest w Tobie tego nie mogło zrozumieć, ono chciało być kochane, rozumiane, akceptowane, otoczone opieką. To wszystko i jeszcze wiele rzeczy było zadaniem Twoich rodziców, sama sobie tego dać nie mogłaś. Nie jesteś winna temu, że Twoi rodzice nie zaspokoili Twoich potrzeb. Te uczucia i myśli, które Ci towarzyszą (poczucie winy, autokrytyka, piętnowanie własnych błędów itd.) są uczuciami tego małego dziecka, które uważa, że nie wolno mu wściekać się na rodziców, obwiniać ich, złościć się, mówić, że je skrzywdzili. Natomiast ewidentnie rodzice zaniedbali Twoje potrzeby i to im "zawdzięczasz" uczucia, które Cie "atakują". Zastanów się nad terapią, to bolesny proces, ale pozwala oddać odpowiedzialność za własne dzieciństwo tym, do których ona należy.

                Powodzenia
                Bronek

                yenny
                Uczestnik
                  Liczba postów: 21

                  Dziekuje bardzo za słowa otuchy i zrozumienia Bronku 🙂
                  Zdecydowałam sie już na terapie, ale okazało sie że musze najpierw wyleczyć sie z depresji. Teraz już wszytko idzie w dobrym kierunku 🙂

                  zbigniewcichon
                  Uczestnik
                    Liczba postów: 89

                    A Ja myślę że to nie kwestia winy a odpowiedzialności. Wiem że moje poglądy są dość kontrowersyjne ale Ja wierzę w to :
                    [color=#000080]Jesteśmy równi Bogu = nie jesteśmy odbiorcami, lecz sprawcami wszystkiego, co nam się przytrafia. Nasze życie wygląda tak, jak wygląda, za sprawą nas samych – i w wyniku wyborów, których dokonujemy lub od których się uchylamy (niepodjęcie decyzji to także decyzja). Wszystko, co się dzieje, cokolwiek miało, ma i będzie miało miejsce stanowi zewnętrzny, fizyczny wyraz naszych najskrytszych myśli, wyborów, zapatrywań odnośnie tego, Kim Jesteśmy i Kim Pragniemy Być.[/color]
                    Wiele wyborów dokonujemy nie świadomie. Pierwotnym wyborem jest wybór jaki dokonała nasza dusza chcąca doświadczyć tego co doświadczamy. Jesteśmy istotami duchowymi doświadczającymi ludzkiego życia. A odpowiedzialność to nie wina nie poczucie winy. Skoro wiemy że to my kształtujemy nasze życie to możemy zmienić to co nam nie służy. Moc jest w nas.

                    myszkowoz
                    Uczestnik
                      Liczba postów: 147

                      Ogolnie Zbigniew masz racje. Z tym ze to my decydujemy co sie z nami dzieje, tzn jakie mysli i decyzjie podejmujemy. Teraz. Ale nie zgadzam sei ze jestesmy rowni Bogu. Oraz w tym ze jestesmy sprawcami wszystkiego co sie nam przytrafia. Juz dajac bardzo drastyczny przyklad, ci wszyscy zydzi spaleni w obozach koncentracyjnych nie byli sprawcami tego co sie im przydazalo. Uwazam, ze w zyciu dzieje sie jak dzieje. I czasami jesst bardzo zle. Czasami za sprawka innych ludzi. Nie jestesmy sami na tym swiecie, tylko sa tez inni ktorzy maja duzy wplyw na nasze zycie. My jedynie mozemy sie ustosunkowywac do tego co inni robia, i albo sie godzic na to, albo nie. I ponosic konsekwencje obydwu decyzji. Ale nie jest tak, ze my jestesmy w stanie wszystko zmienic! Bo nie zmienimy tego jak inni sie zachowuja. Wiec i tego co nam sie przytrafia tez nie mozemy zmienic. I mowiac na zlych rodzicow, ze oni wcale nie sa zli. To jest oszustwo. Nie obwinianie ich o zlo wyrzadzone, to jest oszukiwanie siebie samego.

                      „Skoro wiemy że to my kształtujemy nasze życie to możemy zmienić to co nam nie służy. Moc jest w nas.”
                      I nie mozemy zmienic tego co nam nie sluzy. Mozemy tylko tego unikac! Mam na mysli rzeczy dzialajace z zewnatrz. Wewnetrzne emocje, to mozemy zmieniac. I jesli je miales na mysli to sie zgadzam.

                      zbigniewcichon
                      Uczestnik
                        Liczba postów: 89

                        Kiedyś miałem taką historie. Miałem odłożone około 1000 zł i mówiłem myslałem że to na czarną godzinę jak coś np. stanie się z samochodem. No i stało się miałem wypadek koszt naprawy pochłonął całe to oszczędności. Takich przykładów z życia mógłbym podać kilka.
                        Co do ludzi co nas "krzywdzą" oni się pojawiają w naszym życiu bo ich przyciągamy właśnie poprzez myśli świadome lub nie. Zgadzam się też z tym że od nas zależy jak będziemy odbierać to co nas dotyka, spotyka ale na ten odbiór ma wpływ nasze wewnętrzne "oprogramowanie". Trudno tak w kilku słowach przedstawić swój punkt widzenia. Kształtował się on u mnie przez lata poprzez lektury obserwacje analizy doświadczenie. Nie twierdzę że wiem wszystko a wręcz myślę ze dopiero gdzieś tam pojawia się światełko w tunelu. Oczywiście każdy ma prawo do swej wizji świata i jego roli w nim.

                        p.s. co do żydów oczywiście oni nie byli sprawcami w ziemskim tego słowa znaczeniu. Według mnie to ich dusze chciały tego doświadczyć. Dlaczego tak się dzieje to temat na książkę która pewnie już została napisana. Wiem trudno się z tym zgodzić jak i z wieloma podobnymi sprawami. Dlaczego się tak dzieje to pytanie do Boga.

                        Edytowany przez: zbigniewcichon, w: 2008/06/29 11:03

                      Przeglądasz 10 wpisów - od 1 do 10 (z 20)
                      • Musisz być zalogowany aby odpowiedzieć na ten temat.