Witamy Fora Rozmowy DDA/DDD Pomoc?

Przeglądasz 4 wpisy - od 101 do 104 (z 104)
  • Autor
    Wpisy
  • truskawek
    Uczestnik
      Liczba postów: 650

      Czy możesz się zapisać na terapię na NFZ? Ewentualnie do szpitala, o ile pamiętam?

      Widzę, że naprawdę ci ciężko i nie znam się na pomocy w takich sytuacjach. Ja w kryzysie staram się działać wielotorowo – jeśli jest jakaś rzecz na później, to ją próbuję obstawić (z pełną świadomością, że wiele się może zmienić, ale to już jakiś stały element, który może się przydać potem), a jednocześnie na bieżąco korzystać z tego, co mi daje choćby ulgę jednocześnie nie wkopując mnie głębiej w kryzys (bo to i tak się pewnie automatycznie mi uruchomi, więc świadomie działam w innym kierunku).

      A jak wygląda to bieżące wsparcie? Znalazłaś jakąś grupę w sieci albo na żywo? Czego ci w tym brakuje, czy wyłącznie chodzi o to, że jest bieżące a nie długoterminowe?

      olkar
      Uczestnik
        Liczba postów: 54

        W zasadzie miałam na myśli rodzinę i znajomych jako wsparcie. I tak, jest to głównie doraźne – to psychiczne wsparcie.
        Problem polega na tym, że naprawdę muszę podjąć jakieś przyszłościowe decyzje, żeby nie skończyć jako bezdomna za kilkanaście lat. A zarazem chciałabym, żeby tych kilkanaście lat to nie było przymieranie głodem. Waham się między kilkoma opcjami, a każda z nich oznacza wieloletnie obciążenie bez gwarancji sukcesu. Rezygnacja z mieszkania tutaj oznacza też prawdopodobnie brak możliwości powrotu do tego miasta. Emerytury pewnie w ogóle nie zobaczę. I z jednej strony wiem, że jestem za siebie odpowiedzialna w tym wieku, a z drugiej… czuje się wściekła i bezradna i wściekła na to, że czuję się bezradna. Nie wiem, jak to najlepiej dla siebie poukładać. Nie chcę też znów wpakować się w jakąś potwornie ciężką sytuację nie do rozwiązania. I nie chcę rezygnować z marzeń, ale czuję, że nie da się bez tego. Boję się że z niczym nie zdążę, że za dziesięć lat będę znów w tym samym miejscu. Konieczność podjęcia decyzji mnie paraliżuje. Planowanie mnie paraliżuje.
        Wsparcia grupy takiego profesjonalnego nie mam. Nie mam takiej możliwości przez conajmniej najbliższy miesiąc.

        truskawek
        Uczestnik
          Liczba postów: 650

          Dlatego pytałem, czy możesz się zapisać na przyszłość, czyli za ponad miesiąc, niezależnie od bieżącego wsparcia (żeby do tamtego w ogóle jakoś doczekać)?

          Czyli ta bieżąca pomoc dla ciebie działa i ci faktycznie pomaga, tylko na krótko, dobrze rozumiem?

          aktywny187
          Uczestnik
            Liczba postów: 94

            Od dziecka właściwie czułam się jak gówno i byłam potwornie samotna.

            To że tak się czyjesz ,nie oznacza ze tak jest. Jak czuję lęk,  a wiem że nic mi nie grozi.

            Marzyłam, że będę „kimś”, że „jeszcze udowodnię, pokażę”.

            Zapomnij o tym. To nie wykonalne. Nigdy nie będziesz kimś. Bo już jesteś KIMŚ. Wartość człowieka wypływa ,nie z osiągnięć tylko z samego faktu istnienia. Masz odwagę powiedzieć matce dziecka, chorego które nigdy nie pójdzie do pracy, że to dziecko jest bezwartościowe i nie ma prawa żyć ?

            córce siostry mamy, to był taki „lepszy świat”,

            Ja nie wiem czy lepszy. Na pewno INNY Ten lepszy świat za 100 lat to bedzie przeżytek. Jedyne co w życiu pewne to zmiana.

            różnica między nami jest ogromna także finansowo – kuzynka żyła, żyje i na 99% będzie żyć na o wiele wyższym poziomie i ona dobrze zdaje sobie z tego sprawę.

            Pieniądze ułatwiają życie. Ale szczęścia nie dają.  Kiedyś czytałem o szejku arabskim. Ma 10 roznych Maybachow.  Dla niego kupić kolejnego, to mu daje tyle radości co Polakowi kupić rower.

            On się poprostu przyzwyczaił do takich kwot. Takie pieniądze nie robią na nim żadnego wrażenia. Od kuzynki są jeszcze bogaci bardziej. A ona jednak o nich nie myśli.

            Obawiam się, że resztę życia tak właśnie przewegetuję.

            Ja uważam, ze każdy stara się żyje tak jak umiera najlepiej.

            W idiotycznych pracach, w poczuciu zmarnowanego życia, czując się gorsza od całej rodziny.

            To bym określił jako głód emocjonalny. Brakowało Ci docenienia, akceptacji, uznania, podziwu.

            A zaraz potem wraca ten upiorny stan i realizacja: ch*ja osiągnę, już po ptakach.

            Jak się pokona jedną górę,  pojawia się następna. Problem będą całe zycie.

             

          Przeglądasz 4 wpisy - od 101 do 104 (z 104)
          • Musisz być zalogowany aby odpowiedzieć na ten temat.