Witamy Fora Rozmowy DDA/DDD Pomóżcie uratować małżeństwo z DDA

Przeglądasz 10 wpisów - od 11 do 20 (z 45)
  • Autor
    Wpisy
  • Anonim
      Liczba postów: 20551

      Dario, masz ogromny problem. Ja też go mam, choć nieco w innej formie.
      Może zadaj sobie pytanie, czy i jaki wpływ mają rodzice/inne osoby na Wasze decyzje dotyczące Waszego małżeństwa. Co chcesz z tym zrobić, wiedząc że rozwiązywanie Waszych problemów przez osoby z zewnątrz (nieważne czy to matka, ojciec, babcia, siostra, koleżanka, szef z pracy) prowadzi do coraz większych nieporozumień małżeńskich, kłótni i w efekcie końcowym do rozpadu. Oni (ci z zewnątrz) mogą być jedynie "ciałem doradczym", a decyzje w małżeństwie podejmują małżonkowie.
      Inne pytanie warte zadania, to czy Twój mąż jest świadom tego, że w momencie zawarcia związku małżeńskiego staliście się "jednym ciałem" (w sensie komórki organizacyjnej) i jednocześnie miał opuścić swoich rodziców (w sensie domu rodzinnego), że zobowiązał się do odpowiedzialnego podejścia do problemów, które pojawiają/pojawią się w Waszym małżeńskim życiu i życiu każdego z Was z osobna?
      Przyznam, że na początku małżeństwa miałam wyobrażenie życia w wielkiej rodzinie bez "granic", … z mężem, rodzicami, rodzeństwem, innymi krewnymi. Dostawałam potężne ciosy od życia i nie rozumiałam czemu muszę tak cierpieć. Teraz wiem, że popełniłam ogromny błąd: pozwoliłam wielu ludziom mieszać się w sprawy małżeńskie i bezgranicznie zaufałam rodzinie (mojej i męża), że oni wiedzą lepiej od nas/ ode mnie co dla nas dobre.Nie zaufałam sobie. Jak bardzo się pomyliłam… zapłaciłam za to wielką cenę, ale teraz nikt już nie decyduje o mnie, także staram się aby sprawy naszego małżeństwa pozostawały w nasze gestii małżonków-chociaż niestety są wyjątki, gdy mąż nie zawsze postępuje wg tej reguły. Jednak cały czas pracuję na to, aby nasza małżeńska świadomość się rozwijała, poprzez zmianę mnie,… a mąż się też zmienia.
      Niektórzy nazywają to "wychowywaniem męża" 😉 .
      Zyczę Tobie szybkiego odnalezienia właściwej drogi do "wychowywania" w duchu Waszego małżeństwa zarówno Siebie samej jak i … męża B) .
      🙂

      ex żona
      Uczestnik
        Liczba postów: 65

        nikt nam nie doradza pisze ze on mieszka u rodziców mama jest wspóluzalezniona a ojciec juz nie wie na jakim swiecie zyje

        ex żona
        Uczestnik
          Liczba postów: 65

          tu nie sa problemem nasze rodziny tylko przypadlosc mojego meza DDA ktory postepuje irracjonalnie i zdaje sobie sprawe z sakramentu bo jest wierzący ale te schematy w jego psychice sa silniejsze od wszystkiego nawet Pan Bóg go nie zatrzyma

          skandal
          Uczestnik
            Liczba postów: 139

            Masz duży zapał widocznie aby coś zrobić ale chcieć to tu nie znaczy móc. Możesz przeczytać 100 książek i "zrozumieć" jak to całe dda działa ale to nie wystarczy choć może pomóc na pewno. To co się dziej w jego głowie to już tylko on wie..choć może nie wie dlaczego bo na pewno musi czuc sam, że coś z nim nie tak skoro później wraca z poczuciem winy. W przypadku alkoholików takim punktem zwrotnym jest osiągnięcie "dna". Ja myślę, że ja jako dda osiągnąłem takie "dno" dla dda i życie wtedy było na prawdę do dupy. Gdybym o dda dowiedział się mając 18 lat pewnie bym z terapii nie skorzystał ale dotarłem tam gdzie nic nie miało sensu… Różnie można się meczyć zanim osiągnie się to dno i wiem że nawet szczere chęci osób z otocznia nie są w stanie przebić muru, który mamy we własnej głowie.
            Uparłaś się, żeby było dobrze i fajnie bo tobie zależy…ale nie za wszelką cenę bo możesz zatracić tam siebie. Facet może wróci może nie ale możesz przygotować się z nim na rozmowę na temat dda, na warunki jakie stawiasz w związku z tym, że też należy ci się szczęśłiwe życie i to chyba tyle co możesz zrobić.
            To że wraca do rodziny jaka on aby nie była to normalne..w końcu to pierwsze miejsce gdzie uczył się żyć, gdzie stawiał pierwsze kroki a zarazem miejsce, które stworzyło jego wypaczone przekonania i zachowania. Jest tak samo współuzależniony i współtworzy ten chory układ rodzinny póki tego nie przerwie jakieś wydarzenie olśnienie co przebije jego mur zaprzeczeń …ale to może trwać bardzo długo i może nie nastąpić nigdy.
            Póki co to może zadbaj o siebie i jak chcesz go zrozumieć poszerzaj wiedze na temat dda i może kiedyś będzie lepszy czas aby ją wykorzystać.
            Powodzenia

            ex żona
            Uczestnik
              Liczba postów: 65

              tym razem olałam sprawe wogóle sie do niego nie odzywam i juz nie prosze o powrót ani nie zapewniam ze kocham nawet mu nie podzi ekowałam za zyczenia dla mnie oczywiscie nie zadzwonil bo bal sie ze bedziemy musieli porozmawiac wiec napisał ale olałam to totalnie, caly czas slyszy od naszych znajomych ze sie bawie i ze nie dołuje a zawsze tak było siedzialam w chacie i wyłam w poduche teraz wiem co jest i nie mam zamiaru sie zatracac

              ex żona
              Uczestnik
                Liczba postów: 65

                ani nie dam sie zmanipulowac bo kiedys sie obwiniałam a teraz wiem ze to nie moja wina zadna normalna osoba nie odchodzi na tyle czasu po głupiej kłótni

                cold
                Uczestnik
                  Liczba postów: 11

                  Witajcie,
                  dzisiaj moja DDA miała wysłac ten pozew, tymczasem nastąpił dośc nieoczekiwany wrot akcji: (pomijając okolicznosci) zgodziła sie na wizyte u psychologa. Rzecz jasna nie w celu ratowania małżeństwa oraz pracy nad sobą ("ja jestem zdrowa, jestem bardzo silna i swietnie poradziłam sobie z moim dziecinstwem"), bardziej w celu poprawy wzajemnych relacji, usunięcia z nich wrogości, no i chyba przekoania mnie do dobrowolnej zgody na rozwód.
                  To dopiero pierwszy maleńki krok, ale dla mnie i to jest wielkie osiągniecie, poniewaz od roku na słowo psycholog moja żonka reagowała jak diabeł na wode święconą. Mam nadzieję, że dobry psycholog poradzi sobie z taką sytuacja osoby, która idzie w innym celu niz uważa…
                  Teraz musze taloegp szybko znaleść i sprawić aby go zaakceptowała. Jednego, juz odrzuciła (zna jej historię życia)..

                  pozdrawiam i dziękuje za wsparcie i odzew,

                  orchidea
                  Uczestnik
                    Liczba postów: 31

                    cold, proponuję dmuchać na zimne i wiele sobie nie obiecywać.
                    Byłam w podobnej sytuacji … zaproszony mąż tak pięknie przekonywał, że osoba, która miała pomóc, uległa czarowi jego słów (które mijały się z rzeczywistością) i … był to koniec wizyt, także moich. Na szczęście poradziłam sobie, tylko że zupełnie inaczej.
                    Oby Tobie się udało. Tym bardziej, że małżonka deklaruje współpracę pod kontem poprawy wzajemnych relacji – a to bardzo dużo.

                    Anonim
                      Liczba postów: 20551

                      Dario, napisałaś słowa opisujące mądrość, do której ja dochodziłam latami:
                      trzeba starać się nie dać się zmanipulować, nie należy obwiniać się za cudze winy. Dzięki temu nasz "kręgosłup" pozostaje nadal prosty.
                      Odnośnie ucieczek do domu rodzinnego, gdzie jest "źle", zadałam sobie właśnie pytanie: czemu ja uciekałam z moimi problemami (fizycznie nie uciekałam od męża, ale to akurat szczegół, choć napewno zadający ogromny ból) do takiego "zwichrowanego" domu? Postępowałam tak, bo postawa małżonka nie gwarantowała zrozumienia mnie, nie dawała mi poczucia bezpieczeństwa (zaś podświadomie utkwiło mi, że rodzice odzieją, nakarmią, dadzą dach nad głową>>>dlaczego więc nie mieliby pomóc w rozwiązaniu jakiegoś problemu? – oczywiście myliłam się, bo automat w tym przypadku nie działa), bo bardziej ufałam rodzinie niż sobie czy mężowi, bo chciałam tworzyć "wielką" rodzinę, nie tylko z mężem, ale i z rodzicami, dziadkami, rodzeństwem, bo nikt mi nie powiedział, że mam prawo i jednocześnie (wynikający z tego prawa) obowiązek stanowienia o kształcie własnego życia i małżeństwa, że mam prawo do słowa "NIE"(zdaję sobie sprawę, że to brzmi abstrakcyjnie, ale o tym dowiedziałam się z ust psychologa w wieku trzydziestu kilku lat). Poczucie bezpieczeństwa buduję teraz sama, w pełni świadomie, niestety od "zera", czasem muszę się podeprzeć tym pochądzącym od mojej mamy/siostry, ale wtedy płacę olbrzymią cenę poczucia moralnego długu (cenę, którą ustaliły one). Narazie nie liczę na męża, raczej na to co los przyniesie. Jestem na etapie świadomego poznawania osoby, za którą wyszłam za mąż, taką jaką naprawdę jest, a nie taką jaką chciałabym żeby była. Zaś kształtowanie postaw może odbywać się cały czas poprzez słuchanie, okazywanie zrozumienia, rozmowy, własną przykładną postawę. Kłótnie do niczego dobrego nie prowadzą, tym bardziej, że dla jednego ten sam epitet/zdanie/decyzja jest "żartem/prezentem", dla innego perfidną złośliwością/obelgą(prawie śmiertelną)/ogromnym cierpieniem/wprowadzeniem w stan, w którym pomagają już jedynie silne środki uspokajające. To mówię z autopsji i oceny postawy konkretnej osoby przez wielu niespokrewnionych ze sobą ludzi.
                      Czemu cierpieć w małżeństwie? W moim przypadku w imię Miłości, dzieci, przysięgi małżeńskiej (…na złe, …w chrobie, … nie opuszczę …), prostego "kręgosłupa" naszych potomków – to tak na dziś, ale wiem, że jest Coś więcej, o czym jeszcze nie wiem, a co jest bardzo ważne dla mnie, mojego męża i naszych dzieci. 🙂

                      Anonim
                        Liczba postów: 20551

                        Cold, ja też jestem taką żoną, żoną DDA, która jutro zamierza wysłać do sądu pozew przeciwko mężowi.
                        O tyle moja sytuacja różna jest od tej, jaką Opisujesz, że to ja pierwsza w tym związku (dobrowolnie!) zdecydowałam się na terapię i w miarę jej trwania utwierdzałam się w przekonaniu, że dokonałam złego wyboru. Ze jako DDA wybrałam partnera, wobec którego stosuję pewne "typowe dla DDA" schematy. Ale wybrałam jednoczesnie partnera, który traktował mnie równie "podręcznikowo".Wyszłam za mąż za moją matkę alkoholiczkę. nie ma sensu tego opisywać.
                        Jedno jest pewne- mój mąż, również DDA, postępował przez długi czas tak, jak Twoja żona- totalna negacja tematu DDA, wściekłość, etc….
                        Wreszcie, kiedy powiedziałam mu, że zamierzam wniesc pozew o rozwod, postanowił rozpocząć terapię indywidualną. Bardzo chciałam wierzyć, że to nam pomoże.
                        Niedawno jednak dotarło do mnie (sam mąż mi to zresztą uświadomił), że nie mogę być pewna, że on w terapii wytrwa.Powiedział, że sam sobie nie ufa, a ja zrozumiałam, że do tej pory robił to z przymusu: dla dobra sprawy, dla mnie, dla świętego spokoju……cokolwiek.I nie ma takiej siły, która może go zmobilizować do zmian. Tylko on sam musi naprawdę chcieć otworzyć oczy.Wiem już, że ja nie mam na to wpływu.
                        Dlatego postanowiłam jednak odejść, bo nie zamierzam dłużej się poświęcać i chcieć mu pomagać.Coś się we mnie wypaliło. Przez te wszystkie lata nie byłam oczywiście idealna partnerką, niejednokrotnie prowokowałam awantury, dążyłam do zniszczenia tego związku, ale z perspektywy kilku miesięcy pracy na terapii rozumiem, że oprócz typowego dla DDA destruktora, powodowało mną również stłumione poczucie, że to nie to. Ze źle wybrałam i tkwiłam przez lata w związku wiernie oddającym klimat mojego dzieciństwa.
                        Piszę Ci to wszystko po to, żeby dać Ci do zrozumienia, iż do ratowania związku nie wystarczą chęci jednej ze stron. Zgadzam się z opinią, że możesz walczyć wnosząc w sądzie o skierowanie was na terapię małżeńską, bądź Twoją żonę na terapię DDA. Sąd z pewnością sam zasugeruje wam takie rozwiązanie.Obyś wytrwał w walce o ten związek.
                        ale….obys nie pozostawał dłużej w tej walce sam.

                      Przeglądasz 10 wpisów - od 11 do 20 (z 45)
                      • Musisz być zalogowany aby odpowiedzieć na ten temat.