Witamy Fora Rozmowy DDA/DDD poradźcie mi

Przeglądasz 10 wpisów - od 1 do 10 (z 12)
  • Autor
    Wpisy
  • Anonim
      Liczba postów: 20551

      Mam taką gonitwę myśli i mętlik w głowie, że sama nie umiem podjąć decyzji. Potrzebuję spojrzenia osób, którym łatwiej będzie zrozumieć moje problemy. Od czasów skończenia liceum nie radzę sobie z dorosłym życiem. Z powodów finansowych, nerwicy lękowej, lekkiej depresji rzuciłam po zaliczeniu jednego roku studia. Właściwie podchodziłam do drugiego roku dwukrotnie, po czym finalnie rzuciłam studia. Zmieniałam miejsce zamieszkania, miasto, szukałam pracy. Jednak towarzyszył temu ogromny stres, nigdzie nie mogłam się odnaleźć, objawy nerwicy nasilały się. Na siłę pracowałam w jednym miejscu, ale każdy dzień był dla mnie katorgą. Później wyjechałam zagranicę do pracy. Tam też czułam się obco i źle z samą sobą, ale miałam silną motywację. Wiedziałam, że za zarobione pieniądze znów uda mi się wrócić na studia (przez to, że nie mogę ich skończyć jeszcze bardziej maleje moje i tak niskie poczucie wartości) Ciągle jednak się oszukuję, że ten następny rok będzie lepszy. Wiem,że jednak teraz, nic się nie zmieni póki mam w sobie lęki, ograniczenia. Obecnie po powrocie znów wróciłam na poprzednie studia, ale wcale nie jestem do nich przekonana. Nie mogę znaleźć pracy, bo same rozmowy kwalifikacyjne są dla mnie panicznym przeżyciem i nie umiem tego lęku powstrzymać. Nawet jeżeli jakimś cudem gdzieś się załapię, tak źle się tam czuję, że zaraz rezygnuję i nienawidzę siebie jeszcze bardziej. Zmierzam donikąd, a lata lecą. Stoję przed wyborem: studia i szukanie pracy (choć boję się, że znów w pewnym momencie nie wytrzymam i rzucę wszystko), bądź pójście na płatną terapię, praca nad swoimi lękami, dodatkowo chciałabym pójść na jakieś kursy językowe i rozpoczęłabym studia za rok. Nie mogę studiować i chodzić na terapię jednocześnie, bo zwyczajnie nie starczy mi na wszystko pieniedzy. Terapia bezpłatna też odpada, gdyż spotkania raz w miesiącu, jakie mi proponowano są zbyt rzadkie jak dla mnie. Co o tym wszytki sądzicie? Proszę doradźcie.

      Gonzo
      Uczestnik
        Liczba postów: 512

        Ja się ciesze że Ty szukasz dla siebie pomocy, trafiłaś w dobre miejsce dla takich osób.

        Mogę polecić książki z DDA-owego chomika

        http://chomikuj.pl/dda

        Ktoś mi kiedyś powiedział

        "nie można mieć wszystkiego"

        Zauważyłem ze u mnie jest tak że każda godzina spędzona z psychologiem – a było ich już 4 w mojej "terapii" która trwa już ponad 2 lata coś mi dała.

        Nie stać mnie na "pełen serwis" co tydzień przez pół roku
        ale ja mam książki w necie i bibliotece i ludzi dookoła.

        Czuję się lepiej, dołuję krócej. Skończyłem studia, pracuję tam gdzie chcę…

        Może meetingi, tam to trzeba chcieć …
        Zyczę świadomego życia z miejscem na luzik…

        Gonzo

        sayurisan
        Uczestnik
          Liczba postów: 2

          Z perspektywy własnych doświadczeń uważam, że lepiej jest pracować nad sobą w wolniejszym tempie niż wcale. Kiedyś moje życie było jednym wielkim lękiem. Byłam w depresji, miałam myśli samobójcze. Miałam szczęście trafić na wspaniałego terapeutę, chodziłam indywidualnie, prywatnie. Jak miałam pieniądze byłam co tydzień. Jak nie miałam – bywało, że raz w miesiącu lub rzadziej. W pewnym momencie poczułam, że pewniej stoję na nogach, nie mam tych koszmarnych, paraliżujących lęków i postanowiłam dalej pracować sama (literatura, mityngi) w swoim tempie. Dla mnie najtrudniejszy był moment zmierzenia się ze wspomnieniami z dzieciństwa, z żalem, bólem, który niewyrażony tkwił we mnie bardzo głęboko. Bez pomocy z zewnątrz nie poradziłabym sobie z tym.
          Teraz jest dużo lepiej, nie znaczy że różowo i tak jak bym chciała, ale chyba zaczęłam dorastać i zrozumiałam, że wiele ode mnie zależy, po przeszłość to nie wyrok. Jestem świadoma tego co się dzieje w moim życiu, nie zawsze wiem co robić ale uczę się, szukam rozwiązań, bardzo pomagają mi mityngi.

          Agatko, cieszę się, że chcesz sobie pomóc, to naprawdę dużo, pozdrawiam 🙂

          justyś
          Uczestnik
            Liczba postów: 187

            Rozumiem Cię. Chociaż studia jeszcze przede mną. Ale jestem tak zniechęcona, że nie wiem, jak sobie poradzę z maturą.
            Myślę, że dobrze by było, żebyś pochodziła na terapię zanim podejmiesz studia. Poduczysz się języków, nabierzesz siły i z większą chęcią zabierzesz się do nauki. Nie trzeba się za bardzo spieszyć; chyba, że czujesz się na siłach. Byle byś znalazła dobrą pracę. Myślę, że będzie dobrze :).
            Są ośrodki, które proponują pomoc bezpłatną młodzieży do 24 roku życia (np. w Warszawie). Nie wiem, ile masz lat, ale możesz skorzystać z różnych telefonów zaufania i popytać o różne oferty.

            Pozdrawiam, trzymam kciuki 🙂

            Edytowany przez: justyś, w: 2008/10/26 01:17

            agatka23
            Uczestnik
              Liczba postów: 20

              Dziękuję za wsparcie, chociaż Wy potraficie jakoś podnieść mnie na duchu. Podjęłam decyzję, że póki co odłożę studia, bo choć boli mnie strata kolejnego roku, to czuję, że jak tego nie zrobię, całkiem wykończę się nerwowo.Wczoraj jednak rodzina dowiedziała się o moich zamiarach no i znów się zaczęło. Już wcześniej rzucałam naukę i teraz widzą, że sytuacja się powtarza. Zapowiedzieli mi, że nie pozwolą na to, łzy w oczach, wyrzuty itp… Poczułam się jakbym faktycznie popełniała zły krok, pojawił się strach przed marnowanym życiem, wątpliwości i znów jestem gotowa zmienić zdanie. Owszem mają we wszystkim rację. Ja też bardzo nie chcę tego robić, czuję jednak, że nie mogę się oszukiwać. Nie uda mi się jednocześnie studiwać, nadrobić zaległości, które już mam i pracować (przy czym pracę musiałabym dopiero znaleźć). To jest wykonalne, ale nie dla mnie. I bądź tu pewny siebie człowieku.

              orchidea
              Uczestnik
                Liczba postów: 31

                Agatko, czegoś chyba nie zrozumiałam. Czy Twoja rodzina chce żebyś studiowała i jednocześnie nie zapewni Ci utrzymania? … bo pisałaś o tym, że musisz pracować jednocześnie studiując.
                Ja też w pewnym okresie chciałam sprostać oczekiwaniom innych: rodziców, męża, siostry (która jest do tej pory moim "guru"), dzieci, szefa w pracy i jeszcze moim skromnym ambicjom. O sobie nie myślałam. W końcu wszystkie "sroki" złapane za ogon zaczęły uciekać, a ja zostałam z poczuciem żadnej wartości. Wtedy usłyszałam mądre słowa mojego ojca: "nie możesz brać wszystkiego na siebie, świata i tak nie zbawisz, nikt od Ciebie tego nie oczekuje". To był dla mnie szok, wiadro zimnej wody. Powolij zaczęłam dochodzić do tego, że najpierw muszę odpowiedzieć sobie na pytanie: co dla mnie jest najlepsze, czego ja oczekuję od życia, co chciałabym ja w nim robić. Bo aspiracje innych (w tym rodziców) często nie idą w parze z naszymi. Jeżeli pragnę zadowolić innych/pomóc innym, to mogę, ale najpierw muszę zadbać o siebie, bo słaba, znerwicowana czy chora przysporzę jedynie kłopotu, często tym, którym chciałam pomóc.
                Zarówno studia jak i praca nie zając, nie uciekną. Studia mają różną formę, można je robić małymi kroczkami i na różne sposoby. Swoje studia podyplomowe zrobiłam w największym dole psychicznym, i to tylko za sprawą mojej wspaniałej lekarki, która powiedziała: studia, to dobra rzecz na ćwiczenie umysłu, napewno nie zaszkodzą. Posłuchałam, nie rzuciłam i teraz mam "papiery" do wykonywania zawodu oraz satysfakcję, że jednak sobie poradziłam. Ale zaznaczam, kierunek studiów wybrałam ja, a nie moi krewni.
                Osobiście chodziłam na terapie raz na tydzień, więc może powinnaś zmienić przychodnię, do której się zapisałaś – może nawet w sąsiedniej miejscowości (podróże kształcą 😉 ) . Dodatkowo chodziłam na grupę wsparcia raz w tygodniu itd. Wszystko bezpłatnie. Poszukaj … kto szuka, ten znajdzie. Tu na forum też jest masa info w tym temacie.
                Zyczę Tobie powodzenia w zmaganiach z dorosłością, jesteś młodziutka i cały świat stoi przed Tobą otworem. W końcu byłaś za granicą i przywiozłaś ogromny bagaż doświadczeń-a to bardzo wiele w życiu (wiem coś o tym z autopsji B) ).
                Pozdrawiam.

                Edytowany przez: orchidea, w: 2008/10/27 12:01

                sayurisan
                Uczestnik
                  Liczba postów: 2

                  Ja jeszcze będąc po trzydziestce pozwalałam na to, by inni kierowali moim życiem. Nie miałam własnego zdania, nie potrafiłam stanąć we własnej obronie. Nie umiałam żyć inaczej, bo taka właśnie wyszłam z rodzinnego domu. Teraz (po terapii) to się zmienia, biorę życie w swoje ręce i ja odpowiadam za własne decyzje ( i czasami błędy). Czasami łapię się na myślach ile czasu straciłam ze swojego życia żyjąc dla innych. Tego czasu nikt mi nie odda.Załuję, że świadomość przyszła do mnie tak późno.

                  ush!
                  Uczestnik
                    Liczba postów: 27

                    agatko!
                    kurcze….nielatwa masz sytuacje.i to wcale nie dlatego tak sadze, bo ciezko jest ci podjac decyzje, jaka droge obrac: studia, terapia,a przy okazji praca.wyobrazam sobie, ze sa to dla ciebie rownie wazne cele.
                    mysle jednak o twojej rodzinie.czuje, ze twoi bliscy maja ogromny wplyw na to, co sie z toba dzieje, ze wywieraja na ciebie presje, ktora tylko podkreca twoje leki, niepewnosc.
                    ja rowniez szepnelabym ci hetnie: zwolnij.
                    napisalas, ze zdecydowalas sie na terapie.i swietnie. napisalas tez, ze wystarczylo zakomunikowac o tym rodzinie.i koniec.znow nie wiesz, co poczac, bo rodzina komentuje i krytykuje.
                    agatko, tym bardziej potrzebna jest ci terapia.nie wiem, czy mozesz sobie w obecnej hwili pozwolic na samodzielne mieszkanie.byloby to bardzo przydatne, kiedy rozpoczniesz terapie.
                    jesli jednak nie masz takiej mozliwosci, i tak dzialaj.pomysl: rodzina bedzie pewnie caly czas cos mowic.beda gadac, niezaleznie od tego jaka decyzje podejmiesz.

                    dasz znac, jaka decyzje TY i TYLKO TY podjelas?
                    sciskam cie mocno,
                    ag.

                    agatka23
                    Uczestnik
                      Liczba postów: 20

                      Od ponad roku mieszkam sama, jednak tak naprawdę to wcale do tego dorosłego, samodzielnego mieszkania nie dorosłam. Ze studiów póki co zrezygnowałam, jestem na etapie szukania pracy, ale trudno mi się do tego przełamać, kiedy czuję się co dnia tragicznie. Po raz kolejny dałam się obezwładnić przez własne lęki i trudno mi się od nich uwolnić. Przeraża mnie, że tak długa droga przede mną, by nauczyć się żyć normalnie, tak bez nieuzasadnionych lęków, złego samopoczucia, optymistycznie patrząc w przyszłość, którą świadomie będę budować. Teraz tego nie potrafię i w mych oczach jest to nieosiągalne. Tak niby niewiele, ale jak dużo dla mnie samej. Moją sytuacją interesuje się rodzina, ale nie ta domowa, najbliższa. Nie rozumieją, jak mogę tak marnować kolejne lata, nie mogą pojąć, jak lęki mogą aż tak paraliżować. Ostatnio na wieść o rezygnacji ze studiów (po raz kolejny) powiedzieli, że ciągle na własne życzenie jestem w zawieszeniu, że nie buduję swojej przyszłości, wybieram prace poniżej moich możliwości, a lata uciekają. Tak to prawda, sama nie mogę znieść tej świadomości, ale to tylko oznaka tego, że nie umiem żyć, jak normalni ludzie. Moim życiem rządzi lęk i potrzebuję fachowej, długotrwałej pomocy. Już nie oszukuję się, że sobie sama poradzę, bo tak nie będzie. Kiedyś myślałam, że jak wyprowadzę się z domu, opuszczę to epicentrum własnego cierpienia, moje życie będzie stawało się lepsze. Spadłam jednak z deszczu pod rynnę. Powiedziałabym, że jest jeszcze gorzej, bo nie mam już złudzeń, punktu zawieszenia ku lepszemu. Tam, w domu umiałam żyć, by radzić sobie z pijanym ojcem. Obecnie nie umiem żyć, by radzić sobie z samą sobą.

                      duszekk
                      Uczestnik
                        Liczba postów: 357

                        ja z "tych zdolnych" prawie skończyłam UW ("prawie" bo w moim życiu stało się zbyt wiele, zbyt wiele na siebie wziełam – dwa kierunki i praca na pół etatu no i na pracę mgr nie starczyło mi sił) – i mądrości od zdobytej w ciągu ostatnich miesięcy wiem że "szkoła nie zając nie ucieknie" :))) To wcale tak nie jest że marnujemy kolejne lata nie podejmując nauki – zresztą teraz jest tyle możliwości kształcenia: nie tylko studia ale i szkoły policealne, kursy. Jak ktoś wcześniej napisał: zawsze można studiować wolniej. Zresztą samo wyższe wykształcenie wcale nie jest przepustką do kariery.

                        Akurat w moim wypadku sprawdza się zasada żeby w wypadku ograniczonych sił działać powoli, tyle ile można – za to konsekwentnie, ucieczki to nic dobrego (jest jeszcze wiele spraw od których uciekam :(( ) Troszkę depresja, a troszkę moja decyzja żeby zwolnić uczą mnie jak wybierać sprawy najważniejsze (dla mnie w tej chwili to praca która daje mi utrzymanie i niezależność od rodziców) kosztem innych (np. studia). To wcale niełatwe "zwolnić" bo nie tylko rodzina ale świat wokół potwornie dużo od nas wymaga – mamy być super, spełniać się i sprawdzać we wszystkim co robimy… Jeśli nie robimy dziesięcu rzeczy na raz jesteśmyy bezwartościowi. Wiem, że trzeba dużej odwagi, dużej wolności żeby żyć w zgodzie ze sobą a nie z tymi głupimi oczekiwania… to jeszcze trudniejsze kiedy jest się niepewnym swojej wartości DDA/D które wierzy że jeśli spełni te wszystkie oczekiwania wreszcie zostanie zaakceptowany … ale to chyba jednak możliwe? chyba jednak warto?

                      Przeglądasz 10 wpisów - od 1 do 10 (z 12)
                      • Musisz być zalogowany aby odpowiedzieć na ten temat.