Witamy Fora Rozmowy DDA/DDD Poradzenie sobie ze stratą

Otagowane: 

Przeglądasz 10 wpisów - od 1 do 10 (z 10)
  • Autor
    Wpisy
  • Avatarfenix0
    Uczestnik
    Liczba postów: 5

    Cześć.

    To mój pierwszy post tutaj na forum, więc zarazem chcę się z wami przywitać. 🙂

    Jestem na terapii od 2.5 roku z przerwą półroczną. Wychowywałem się właściwie bez ojca (fizycznie był, ale tak jakby go nie było). Standardowo. Piszę to, żeby naświetlić podłoże.

    Przejdę do tematu posta. Nie mogę sobie poradzić z odejściem koleżanki z pracy. Polubiliśmy się i przez ponad rok byliśmy dla siebie serdeczni, tzn. były między nami przyjacielskie gesty i zachowania. Od czasu do czasu też gadaliśmy poza pracą. Pierwszy raz w życiu poczułem, że w pracy naprawdę ktoś mnie lubi i szanuje. Dziewczyna jest od kilku lat w fajnym związku i obiecałem sobie, że dowiem się na jej przykładzie chociaż jak to jest być w związku, bo sam nigdy nie byłem. To zadanie trochę udało mi się zrealizować i jestem bogatszy o tę wiedzę. I to chyba tyle z pozytywnych wiadomości.

    Ja niestety nie mogę przeboleć jej odejścia. Odczuwam to jako stratę kogoś bliskiego, np. ojca, z którym nie mam relacji od 10 lat. W chwilach słabości po prostu płaczę i mam ochotę więcej nie kontaktować się z tą dziewczyną. Z drugiej dobija mnie to, że również chciałbym pójść do lepiej płatnej pracy, a to mnie będzie kosztować dużo pracy i czasu. Od kilkunastu dni mam kiepski humor, nie chce mi się nigdzie wychodzić, nawet nie mam za bardzo ochoty rozwijać swoich zainteresowań. Zastanawiam się nad wizytą u psychiatry, ale muszę chyba na razie odłożyć to na maj. Zresztą nie wiem czy to dobre rozwiązanie łykać kilka lat sertra albo wenla. Chciałbym mieć wątrobę w dobrym stanie, bo to nie jedyne leki, które biorę.

    Ehh, chciałem się wam trochę wyżalić. Może macie jakieś przemyślenia. Chętnie poczytam i odniosę się do nich, jeśli trzeba.

    Pozdrawiam 🙂

    truskawektruskawek
    Uczestnik
    Liczba postów: 519

    Cześć, fenix0!

    Ja też miałem taką koleżankę z pracy. Ona opowiadał mi sporo o swoim związku i innych ważnych relacjach, a ja się z nią dzieliłem co mi przyniosła terapia, każde z nas słuchało czegoś z innego świata. Kiedy odeszła, było mi bardzo żal, choć rozumiałem, co jej przeszkadzało w pracy i że oczywiście nie była tam specjalnie dla mnie. Ale cieszyłem się, że z tej okazji skorzystałem w pełni póki była.

    Przyszło mi do głowy coś, o co chcę cię zapytać: czy poza nią masz jakieś bliskie osoby, jakichś przyjaciół, wsparcie?

    Avatarfenix0
    Uczestnik
    Liczba postów: 5

    Dzięki za odpowiedź i miło mi, że pochyliłeś się nad moim problemem. Ty też chyba miałeś podobnie jak ja, z tego co czytam.

    Ale odpowiadając na pytanie: to zależy jak zdefiniować bliskie osoby.

    Mam wsparcie w postaci kobiety i mężczyzny z terapii grupowej, na której się poznaliśmy. Oni mieszkają raczej daleko ode mnie, bo i ja się przeprowadziłem do innego miasta w międzyczasie, ale utrzymujemy kontakt przez neta. Oprócz nich jest tylko dwóch znajomych z pracy (1 blisko, 1 daleko). I to tyle w zasadzie. Nie biorę pod uwagę mamy, która jeszcze żyje, ale nie lubię się z nią kontaktować.

    Próbuję kogoś przekonać do siebie z tego miasta bywając na różnych czatach, próbowałem umawiać się z kobietami, ale wszystko jak krew w piach. Albo pandemia albo nie ma zainteresowania.

    Jedyny pomysł jaki mi przychodzi do głowy, żeby poznać więcej kobiet, to szkoła nauki tańca. Chciałbym się nauczyć, ale to też trochę kosztuje, a w pracy raczej słabo zarabiam. No i tak to wygląda.

    Chciałem dodać jeszcze jedną i myślę, że ważną rzecz: byłem w życiu na kilku randkach, ale niestety wszystko kończyło się po 1, 2 spotkaniach. Czuję, że nie chce mi się latać za kobietami, podrywać, świrować, zakochiwać, itd. Z drugiej strony mam już te 28 i raczej nic się nie zapowiada, że będzie lepiej w tej materii.

    • Ta odpowiedź została zmodyfikowana 3 tygodni, temu przez Avatarfenix0.
    • Ta odpowiedź została zmodyfikowana 3 tygodni, temu przez Avatarfenix0.
    Avatardda93
    Uczestnik
    Liczba postów: 254

    Fenix0, co do przemyśleń – sądzę, że masz rację – jeśli nie masz zaburzeń osobowości czy poważnych chorób o podłożu np. genetycznym, leki mogą nie być potrzebne. Antydepresanty nie ułożą Ci życia za Ciebie…

    Przepraszam, ale trochę rozbawiło mnie Twoje stwierdzenie, że masz 28 lat, a już Ci się nie chce. Czy myślisz, że jak będziesz miał więcej lat, chciało Ci się będzie bardziej?:-)

    Jeśli chodzi o poszukiwanie drugiej połówki. Czy zastanawiałeś się, dlaczego kończyło się po 1-2 randkach? Jeżeli są to znajomości z internetu trzeba się liczyć z tym, że „współczynnik odrzuceń” będzie wysoki (na poziomie 80% lub więcej), bo z wirtualnymi znajomościami po prostu tak jest.

    Też kiedyś próbowałem kogoś poznać idąc na lekcje tańca, ale jak zobaczyłem moją partnerkę na pierwsze zajęcia, to uciekłem;-) Zupełnie inny typ dziewczyn możesz poznać na spotkaniach grup przykościelnych, a inny w nocnym klubie. Poruszany był tutaj już kilkakrotnie temat, z jakim ryzykiem wiąże się poznawanie swojej drugiej połowy na terapii lub na mityngu, ale zawsze jest szansa, że np. na spotkanie przyjdzie w charakterze obserwatora jakaś fajna pani psycholog;-)

    Avatarfenix0
    Uczestnik
    Liczba postów: 5

    Dzięki za odpowiedź, dda93.

    Hmm. No nie mogę wykluczyć jakichś zaburzeń osobowości, bo pewne cechy u siebie rozpoznaję i odczuwam coś w postaci lęku adaptacyjnego przed nowymi sytuacjami. W kontekście posta to chyba raczej lęk przed stratą albo nieumiejętność poradzenia sobie z nią. W każdym razie może nawet dobrze, że coś takiego mi się przytrafiło, bo uruchomiło we mnie pewne zasoby, z których mogę skorzystać.

    Dlaczego kończyło się na 1-2 spotkaniach? Myślę, że to jest raczej suma czynników, a nie jeden, który się pojawił i pod jego wpływem wszystko się sypało. Trudno mi powiedzieć co to dokładnie było, ponieważ „porządny” feedback dostałem tylko raz i musiałem w głównej mierze na nim bazować. Od momentu ostatniej porażki dużo się u mnie zmieniło i myślę, że nie jest ze mną tak źle, ale mam o wiele trudniej niż inni i to mnie dobija czasem. U mnie czasem to były kontakty internetowe, czasem takie z miejsc gdzie chodziłem często. Ale w jednym jak i drugim przypadku nic z tego nie wychodziło.

    A tak ogólnie to fajnie, że napisałeś, bo to co jest dla mnie ważne i motywuje mnie do następnych zmian, tak aby coś polepszyć albo może podejść inaczej do tematu. 🙂

    Avatardda93
    Uczestnik
    Liczba postów: 254

    Sprawa bywa czasem trudna, bo z jednej strony – zdrowiejąc z DDA/DDD – musimy nauczyć się ufać sobie. Z drugiej strony jednak musimy traktować swoje własne myśli i przekonania czasem z dozą podejrzliwości – żeby nie wpadać w pewne mity typowe dla DDA, takie jak na przykład:

    „Na pewno coś jest ze mną nie tak” – oczywiście, można się doszukać czegoś nawet w najzdrowszym człowieku. Ale, jeżeli chodzi na przykład o zaburzenia osobowości, jedynie specjalista jest w stanie stwierdzić, czy czas trwania i natężenie jakiegoś problemu kwalifikują się pod jednostkę chorobową. Idealnie zdrowi ludzie istnieją tylko w podręcznikach medycznych:-)

    „Inni nie odczuwają lęku” – kolejny mit. Nieprawda, że „normalni” ludzie nigdy nie stresują się przed ważnym egzaminem albo rozmową kwalifikacyjną, i że nigdy nie pocą im się dłonie ani nie więźnie w gardle głos na pierwszej randce. Czasem jednak podświadomie wyolbrzymiamy nasze lęki, przez co urastają one do rangi totalnej blokady.

    „Inni mają łatwiej” – także nieprawda. Ktoś może czuć się niepewnie, bo miał traumatyczne dzieciństwo i nie okazywano mu miłości w domu, i stąd ma niskie poczucie własnej wartości. Ktoś inny może jednak mieć wadę serca, astygmatyzm i wielkie okulary, krótszą nogę albo brzydkie pryszcze na twarzy. Czy rzeczywiście mu łatwiej?

    W ostatnich latach (może dzięki mediom społecznościowym) chyba jest jakaś moda na to, żeby partner znaleziony w sieci był istnym ideałem. Stąd duży procent odrzuceń. Nie każdy jednak rodzi się Maćkiem Zakościelnym czy Edem Sheeranem;-)

    Czasem strata oznacza pojawienie się miejsca na coś nowego:-)

    Avatarfenix0
    Uczestnik
    Liczba postów: 5

    Tak. To wszystko prawda i ja się z tym zgadzam. Ale ja naprawdę mam problem i ciągle czuję, że jestem niedostosowany społecznie. Nie umiem chyba nawiązywać bliskich relacji z kobietami, no. Nie znam się na modzie, źle się ubieram, nie umiem jakoś chyba zadbać o siebie. Ciągle się denerwuję, że mi coś nie wychodzi. Z kolegami powiedzmy, że lepiej mi szło, ale też te relacje były takie mdłe i nijakie. Nie podoba mi się mój wygląd, to właśnie, że mam wadę wzroku, troszkę gorszy słuch, problemy z kręgosłupem, z drogami oddechowymi, chociaż tego po mnie nie widać. Często choruję i byłem leczony już setkami leków. Ale nie poddaję się i walczę o swoje szczęście. Jestem ponoć szczery, opiekuńczy, mądry, umiem czasem rozbawić innych swoim humorem i dystansem do pewnych spraw. Ale są takie dni, kiedy nie widzę dobrego rozwiązania swoich problemów i sam sobie kopię dołki przez to. Też nie zarabiam jakoś super i nawet nie cieszy mnie premia w pracy, którą obiecał mi szef, więc ogólnie po prostu nie cieszę się z życia, już nawet pomijając te epizody depresyjne.

    • Ta odpowiedź została zmodyfikowana 3 tygodni, 2 dni temu przez Avatarfenix0.
    Avatardda93
    Uczestnik
    Liczba postów: 254

    Tak mi się skojarzyło z tym, co piszesz: Któregoś ranka widziałem w autobusie faceta, zakapturzonego, cuchnącego na kilometr tanimi papierochami, o 7:00 w drodze do pracy (chyba?) pociągającego piwo zza plecaka. Trudno mi sobie wyobrazić kogoś bardziej przystosowanego społecznie do dzisiejszych czasów. Ale czy aby na pewno to jest ten ideał, do którego zmierzamy?

    Jeśli masz wady, których nie widać, to w czym duży problem? Jeżeli zaś ktoś Ciebie odtrąca, bo na pierwszą randkę przyszedłeś w lakierkach, a nie adikach (lub odwrotnie) to może świadczyć tylko o tej osobie – że bardziej niż treści liczą się dla niej pozory. I co by Ci było na dłuższą metę po kimś takim? Traktuj ten „filtr” jako dobrodziejstwo, a nie przekleństwo. Każdy się może komuś nie podobać. Ot tak, po prostu, bo nie. I nie zawsze muszą być ku temu konkretne przyczyny. Może po prostu nie trafiłeś jeszcze na „swoją” osobę.

    Napisz, proszę, czego się spodziewasz lub oczekujesz po wizycie na tym Forum.

    Avatarfenix0
    Uczestnik
    Liczba postów: 5

    Chyba nie za bardzo rozumiem czego dokładnie tyczy się twoja odpowiedź – nie wiem do czego dokładnie odnosi się przykład tego faceta w autobusie, bo i ja się z przedstawionym obrazem nie utożsamiam wewnętrznie.

    A czego oczekuję? Chyba wsparcia i może potwierdzenia, że nie jestem nienormalny i nie jestem jedyny z takimi problemami emocjonalnymi związanymi z sytuacją odejścia kogoś ważnego dla mnie. 😉 Raczej staram się dzisiaj podchodzić do ludzi bez założeń, że ktoś ma być taki i tylko taki. Staram się brać to co jest i z tego coś wyrzeźbić, a jednocześnie walczyć o swój rozwój na kilku (myślę, że naprawdę ważnych) płaszczyznach.🙂

    • Ta odpowiedź została zmodyfikowana 2 tygodni, 2 dni temu przez Avatarfenix0.
    Avatardda93
    Uczestnik
    Liczba postów: 254

    No bo napisałeś wcześniej, że czujesz się niedostosowany społecznie, więc dałem Ci przykład kto moim zdaniem jest – i że takie „dostosowanie się do mainstreamu” wcale nie musi być czymś pozytywnym.

    Fajne masz podejście 🙂 U DDA chyba dość powszechne jest zastanawianie się nad tym, czym jest normalność. Myślę, że gdybyśmy byli nienormalni, raczej byśmy się nad tym nie zastanawiali 😉

Przeglądasz 10 wpisów - od 1 do 10 (z 10)
  • Musisz być zalogowany aby odpowiedzieć na ten temat.