Witamy › Fora › Rozmowy DDA/DDD › Porozmawiajmy o złości na rodziców
-
AutorWpisy
-
Witam wszystkich ludzi dobrej woli, zastanawiam się ostatnio nad złością, ale nie że sobie taki temat wymyśliłem, tylko pojawia się u mnie ta złość, nawet wściekłość, szczególnie nasila się jak mam rozmawiać z rodzicielką, albo jej ojcem ( oni najbardziej krzywdzili). Zyje już z tą złością tyle lat, raczej przed nimi jej nie ukrywam, czy to mnie kiedyś opuści? Może coś się kryje za tą złością? Siedzi to we mnie i nie chce ruszyć z miejsca, to jest taka złość połączona z obwinianiem, oskarżaniem i ogólnie złym samopoczuciem. Na pewno mi jest dobrze z nią, bo mogę zwalić na nich winę, złościć się i nic nie robić-może to jest główny motor? Ludzie czasami mi mówili żeby już dać spokój, co było to było, już się pozłościłem, ale coś we mnie ciągle chce przypominać te krzywdy i udowadniać, że cierpiałem. Jak to u was jest z tym wszystkim?
ja czasami mam ogromne poczucie winy że moja zlosc bywa wieksz ana mame niz na ojca alkoholika…bo jego juz spuscila na strty, wiem ze on nie zasługuje na zadne moje emocje juz dzis…a ona?? kocham nad zycie ale czasem w klótni wypomina mi ze to ona z nim przezyła ponad 20 lat…czy to egoizm?? ja też przezylam z nim wiekszosc mojego zycia…ale ona mogla cos zmienic ja bylam tlyko dzieckiem…niera zw nocy sni m iise ze on wraca a ona go przyjmuje i zaczyna sie od nowa…i ze snu pameitam tlyko tę zosc na mame, tę zlosc któą znam od zawsze kiedy po ciagu alkoholowym znów udawala sczesliwaą zonę… czy to zle???? czy ja mam prawo byc na nią zla, z racji moich studió i pracy lic. któą pisze (a włąsciwie psiałam bo mam kryzys) wiem że złosc na tego drugiego rodzica jest normalna…ale ja czuje sie winna….
Anonim
20 stycznia 2009 o 02:20Liczba postów: 20551nie rozmawiam z mama od roku, nie liczac telefonu na urodziny.. odkad pamietam bronilam jej w czasie awantur i walczac o zazegnanie problemow,
tlumaczylam wszystkim, ze ona jest ofiara. w efekcie nie mialam mlodosci, milosci, nie mialam nic oprocz tej walki..
dwa lata temu zaczellam zyc dla siebie, wyszlam troche do ludzi i zobaczylam jakie moze byc zycie i ile mnie ominello-dobre zwiazki znajomych, dzieci, wspomnienia ze studiow i lat beztroski. i nagle caly moj bol stal sie nienawiscia, poczuciem krzywdy i zalem, ze mnie nie obronila, ze zabrala mi to wszystko.
takie to dla mnie trudne, najtrudniejsze chyba- czuc tak. wiem, ze to nie jest sprawiedliwe wzgledem niej, robila co mogla i ciagle zapewnia jak bardzo mnie kocha. boje sie tej mojej zacietosci, boje, ze nie odzyskam straconego czasu, ale nie umiem zapanowac nad moja zloscia. poczucie winy wpedza mnie depresje. nie chce z nia rozmawiac, na jakakolwiek wiadomosc, sms dostaje szalu, obwiniam ja za to kim jestem i za moja nieumiejetnosc i niechec do bliskosci. jednoczesnie niczego nie tlumacze, wszystko jest we mnie. pyta dlaczego ja tak traktuje, czym zasluzyla a ja chce wykrzyczec-zniszczylas mi zycie!! bo jakie ma znaczenie, ze moj ojczym jest chory a ona wspoluzaleniona-zabrali mi dziecinstwo i szanse na normalnosc-mam dosc tlumaczenia i usprawiedliwiania przeszlosci.
nie chce sie koncetrowac na poczuciu krzywdy i uzalaniu nad soba. chodze na yoge, duzo czytam i pracuje ciezko, zeby nie dac sie depresji, zeby budowac swoje szczescie. nie chce byc jednym z tych, ktorzy czerpia satysfakcje z obwiniania innych. ale nie mam potrzeby rozmowy ani jej obecnosci, wrecz przeciwnie, nie moge tego zniesc.. nie chce juz grac roli rodzica a to jedyne co znam..
przyjaciolka mowi mi, zeby skonczyc z nienawiscia ale ja jej nie wywoluje specjalnie, ona mnie zalewa w momentach samotnosc,bezradnosci, braku nadziei na zmiane.jak zmienic to co wtedy czuje?.. jestem samotnikiem, ktoremu bardzo trudno czuc sie dobrze wsrod ludzi.. jestem trudnym czlowiekiem a w kazdym facecie widze ojczyma.. probuje zapelnic moja pustke, dac sobie ta milosc i radosc, ale ciagle w koncu odnajduje sie na dnie i mo bol zamianiasie w zlosc..poczucie winy mnie zabija, odbiera energie i sile do walki.. przedtem przynajmniej bylam nieszczesliwa ze soba , ale w porzadku wobec niej i reszty rodziny..
TerazJa może ta złosć jest czymś co w ogóle umożliwia kontakt z Twoją matka i jej ojcem. Złość daje siłę do tego by się przeciwstawić, by BYC i nie wchodzić pod czyjś pantofel, nie czuć sie tak jakby nas nie było, by nie być ofiarą. Duża złość pojawiająca się w kontakcie z drugą osobą, jest (może być) wskazówką,. że ta osoba jest z jakiegos powodu dla Ciebie groźna. Kontakt w złości to też kontakt, choć taki powiedziałabym trudny i męczący, ale może tylko taki jest na ten moment możliwy. Zastanów się co byś czuł do tych osób gdyby wymazać złość, jaka emocja byłaby następna i też jak one by się zachowały gdybyś był potulny i miły, może wtedy to te osoby byłyby napastliwe, obwiniające, może bronisz się w ten sposób przed spodziewanym atakiem. Powodów może być wiele.
Czesc
Ja kiedys idealizowalam swoja matke…wydawalo mi sie ze wszystko potoczyloby sie inaczej, gdyby zyla. Dopiero po smierci ojca, gdy znalazlam pewien dokument przy porzadkowaniu jego papierow, zrozumialam co mi oboje zrobili… Teraz jest we mnie juz tylko zal i olbrzymi gniew do obojga. Caly czas zadaje sobie pytanie…"kim trzeba byc, zeby tak potraktowac swoje dziecko?…" Nawet nie wiem dlaczego tak postapila i juz nigdy sie nie dowiem… teraz nawet nie jezdze na ich grob…nie mam im nic do powiedzenia…chciało by sie powiedziec ze tzeba wybaczyc i isc dalej…podobno bez tego ani rusz… Kościół glosi ze wybaczenie daje wolnosc….chcialabym wybaczyc ojcu, ale nie potrafie moze kiedys nam się uda, czy jestescie na tyle religijni ze to pomaga wam w tym wybaczaniu rodzicom? bo ja sie zastanawialam jak to jest gdy sie mocno wierzzy gdy "czcij ojca swego i matke swoja" i "zlo dobrem zwyciezaj" niweluje zlosc jaka sie czuje…
Złość jest chyba dla mnie obroną właśnie, ale taką podwójną, bo i mogę obwiniać rodziców o wszystko i nic ze sobą nie robić, tylko się złościć( baaaaardzo to lubiłem, i czasami jeszcze tak robię), a z drugiej strony właśnie w kontakcie z nimi, nie potrafię jeszcze reagować bez złości, chyba "dmucham na zimne" bo wiem do czego są zdolni i nie wierzę w ich dobre intencje. Zresztą cały czas czuję jakiś fałsz w tych kontaktach i mi się to strasznie nie podoba, dlatego staram się unikać ich jak tylko mogę.A jeszcze co do przebaczenia, to ja uważam , żę to bzdura na resorach i tyle. Moim zdaniem to chyba jest jedno z końcowych stadiów zdrowienia, a nie żeby zacząć od wybaczenia i sprawa załatwoina. I co Ci póżniej zostaje? Dalej trzeba dusić to wszystko w sobie, bo przecież trzeba wybaczyć i zapomnieć i nie dopuszczać złości i gniewu.
Ja o wybaczaniu. Wybaczanie na poczatku to tak jakby zacząć sie ubierać od zakładania butów… Zmuszanie siebie do wybaczania, żal że nie umie sie wybaczyć może być wręcz zachowaniem autoagresywnym. Dlaczego mialabym wybaczyć, skoro czuje coś innego? Nie lepiej zacząc od tego co czuje i pracowac nad tym a nie narzucać sobie co czuć powinnam. Mówi się, że ten kto umie wybaczyć jest człowiekiem dojrzałym, ale to nie wynika z tego że zmusił siebie do wybaczenia, ale że przeszedł cały etap do wybaczenia prowadzący.
Nie czuje ani nienawiści ani że wybaczyłam, rozpoczęłam swoje (naprawdę swoje) zycie, przeszłość zostawiam coraz bardziej z tyłu, życie moich rodziców to ich sprawa, i ani nie czuje że nie wybaczyłam ani że wybaczyłam, w ogóle o tym nie myślę, mam ciekawsze zajęcia. I nie rozumiem dlaczego to wybaczenie w ogóle miałoby być takie ważne. I w ogóle czym jest wybaczenie? Uczuciem braku żalu, uczuciem miłości poza wszystkim co sie stało, a może po prostu uczuciem, że to co było juz nas nie rusza, było minęło i jest tylko wspomnieniem… Jak myślicie?
Może to jest takie zakończenie pewnych spraw, może właśnie taki brak złości i pogodzenie się z tym wszystkim i życie teraźniejszością a nie przeszłością? Może to jest takie nic-nie-chcenie od tych naszych krzywdzicieli? Tzn. chodzi mi oto, że nawet jak się złoszczę, albo mam żal do nich to raczej znaczy, że czegoś od nich oczekuję cały czas, tak mi się wydaje. To mi właśnie chodzi po głowie ostatnio, co ja jeszcze od niej chcę? Złoszczę się, chcę jej udowodnić, że mnie skrzywdziła, ale po co? Na pewno do wybaczenia w moim przypadku droga dłuuuuuuuuuuuga. Ale kiedyś byłą na pewno dłuższa 🙂
Na mamę za to, że gdy jest dobrze to włazi w tyłek ojcu i Nas ma gdzieś. Za to, że jest chłodna i nie poznałam, co to prawdziwa kochająca mama.
N ojca, że znowu wrócił do kochanki i znowu pije.
(zawsze jak do tamtej wraca, to pije i ma nas w d.upie ;( ).Nie kocham ich. Chyba nawet gardzę nimi… i sobą.:dry:
Edytowany przez: dziuba^, w: 2009/01/25 18:11
-
AutorWpisy
- Musisz być zalogowany aby odpowiedzieć na ten temat.