Witamy Fora Rozmowy DDA/DDD Potrzebuje rozmowy i porady…

Przeglądasz 10 wpisów - od 1 do 10 (z 10)
  • Autor
    Wpisy
  • dari
    Uczestnik
      Liczba postów: 7

      Mam 30 lat i jestem DDA.

      Przepraszam z góry za tak długi tekst…

      Ostatnio czuję, że się duszę, że dłużej tego nie wytrzymam, a wszystko przez to w jakiej sytuacji się znalazłam.

      Mieszkam poza granicami Polski, jestem tu praktycznie sama. Przyjechałam tu do kogoś kogo bardzo kochałam ale nasz związek się rozpadł. Po kilku próbach bycia z innymi facetami, nic.. traciłam zainteresowanie i nie potrafiłam pokochać. Poznając jego, mającego już swój bagaż doświadczeń, postanowiłam go tu ściągnąć i z nim być. On jest alkoholikiem. Nie pije codziennie. Czasami nawet zdarza mu się nie pić parę miesięcy, ale się zdarza. Zdarzyło się kilka razy, ale ostatni raz przelał czarę goryczy. Przestałam mu ufać, nie wierzę w jego słowa, w jego zapewnienia, mam lęki, ataki paniki, biegunki jak jestem w pracy i nie wiem co się dzieje w domu. Jak mi nie odpisze albo nie odbierze telefonu, mam czarne myśli i panikuje. Dodam też że on nie pracuje, szuka pracy i załatwia obowiązki domowe, gotuje. Dba o mnie, chociaż wolałabym żeby pracował. Gdy już pije to notorycznie kłamie i mi wmawia że nie pił, a potem ma kaca moralnego i doła. Nie jest agresywny. On ma dosyć moich podejrzeń a ja mam dosyć ciągłego martwienia się i myślenia czy się napił. Wykańcza mnie to psychicznie i boję się że nie dam rady. Mam ciężka depresje, przytyłam, nic mi się nie chce, stałam się bardzo leniwa, moim jedynym pocieszeniem są słodycze (sama nie piję alkoholu). On mówi mi że jest już w innym stadium, że już nie chce pić itp.. chodzi na AA (chyba, bo też mu w to nie wierzę, bo jestem wtedy w pracy, ale raz pojechał jak byłam w domu) nie mamy dzieci ani ślubu. Męczą go moje podejrzenia a ja mam wrażenie, że mnie w ogóle mnie nie rozumie, mówię mu że mu nie ufam, że potrzebuje kontrolować sytuację. Wracając dziś z pracy znalazłam go śpiącego na kanapie w ubraniu, wypiera się że coś pił ale ja myślę, że się napił bo dziś go ?wkurzyłam? moimi podejrzeniami i kontrolowaniem. Boję się tęgo, nie chce przeżywać alkoholowego koszmaru. Widząc go takiego, robi mi się niedobrze, a on mając kaca często mówi, że nie chce mu się żyć, manipuluje mną i muszę go pocieszać. To jest pewnie główny powód dlaczego z nim jestem jeszcze, kilka razy już obiecywałam sobie że jak jeszcze raz się napije to z nami koniec… ale boję się, że gdy powiem koniec, on sobie coś zrobi, albo że będzie mnie szantażował, będzie miał pretensje, że całe życie dla mnie poświecił a ja powiedziałam mu do widzenia, że zostanę sama znowu jak palec, że nie dam rady finansowo (mam ogromne długi) że już nigdy nie będę szczęśliwa. Chciałabym już myśleć o założeniu rodziny, ale nie z nim, nie widzę tego. Nie chcę takiego życia, nie wierzę mu, moje uczucia chyba się wypaliły a to wszystko przez jego alkoholizm. Czasami on nawet nie chce ze mną rozmawiać bo już ma dosyć tego tematu.. Co ja mam zrobić? Jak żyć w takim związku? Czy kiedykolwiek nabiorę odwagi żeby powiedzieć dość? Czy to się kiedyś zmieni? Czy utracone zaufanie można odzyskać? Nie wiem czemu życie mnie tak kopie po dupie….ja chciałabym po prostu żyć spokojnie i być szczęśliwa…

       

       

      • Ten temat został zmodyfikowany , temu przez dari.
      E.
      Uczestnik
        Liczba postów: 32

        Hej,

        jeśli nic Ci się nie chce i ciało mówi „dość”, to trzeba go słuchać. Ono jest tak genialnie skonstruowane, że nie ma co z nim negocjować.  Jeśli jesteś zmęczona, leżąc obwiniasz się, to nie korzystasz z tego odpoczynku, którego żąda Twoje ciało. Twój organizm próbuje Cię uchronić, na siłę kładzie Cię do łóżka, żeby Cię zregenerować.

        Nie jesteś pierwszą ani ostatnią osobą, która żyje w związku bardziej ze strachu niż z miłości. Człowiek, który boi się, biegnie na oślep, nie wącha kwiatów, nie widzi nieba, on szuka schronienia. Tym schronieniem okazać się może każdy dom, każdy człowiek, ten, który się nawinie. Wchodzenie w relacje pod wpływem strachu to kiepski pomysł. Znam to. Przerabiałam. Wskakuje się w schemat z dzieciństwa. Tyle.

        Pozdrawiam Cię

        truskawek
        Uczestnik
          Liczba postów: 627

          Hej, dari!

          Dużo napisałaś (lubię dłuższe opowieści) i dużo mi się z tym kojarzy. Chciałem ci napisać, że nie jesteś za niego odpowiedzialna (choć rozumiem, że tak się czujesz) i co byś nie próbowała, to on zrobi tylko to, co sam zechce, i to niezależnie od tego co mówi i jak słaby się wydaje. Nawet jeśli będziesz go pilnowała dzień i noc, to on i tak może sobie zrobić krzywdę. Ponieważ brnie w problemy z alkoholem, to moim zdaniem już sobie robi krzywdę.

          Nie znam sposobu żeby zmusić drugiego dorosłego człowieka do czegokolwiek, wszystko jedno czy alkoholika czy nie. Tylko on sam może coś zmienić. Owszem, to nie jest łatwe, ale o ile wiem bez jego chęci to jest w ogóle niemożliwe. Nie wiem też jak niby można w kimś wzbudzić taką chęć – mnie się w każdym razie nie udało gdy próbowałem tym sposobem (i to nawet nie chodziło o alkohol).

          Najwyraźniej jesteś mu do czegoś potrzebna, skoro stara się, żebyś nie odeszła, i taki układ mu pasuje. DDA/DDD z kolei potrzebuje znanych ról z domu, bo to jest okropne, ale znane i przez to paradoksalnie bezpieczne no i łatwe, bo wyćwiczone latami w domu. To się nie dzieje świadomie ani celowo żeby było mi gorzej. Sam bym nie uwierzył gdyby mi ktoś tak to wprost powiedział, ale jak widzę jak funkcjonowałem w związku, to właśnie tak wyglądało. Bo takich wzorców się nauczyłem i dopóki nie poćwiczyłem innych, nowych, to automatycznie uruchamiały mi się stare.

          Na szczęście twoje uczucia (między innymi lęk o niego) są w tobie, a nie w nim. Tylko dlatego reagujesz na jego manipulacje, że masz w sobie taką gotowość i potrzebę. Nie jest to choroba (ani abstrakcyjne „życie”), tylko zestaw nawyków, jednak można się nauczyć innych nawyków.

          Ja w pewnym momencie miałem dość czekania na partnerkę aż jej się coś zmieni i sam poszedłem na terapię. Grupową, bo dowiedziałem się, że to jest bardziej skuteczne niż indywidualna (a najlepiej jak są równolegle). Jestem już po terapii. Skończyłem ten związek, bo nie widziałem chęci zmian i otwarcia z drugiej strony, ale już miałem świadomość, że na to nie mam wpływu. Czuję się teraz lepiej i uczę się ustawiać relacje z ludźmi nie biorąc odpowiedzialności za nich, bo już wiem, że jak nie z jedną osobą, to znajdę sobie (nieświadomie) inną podobną i też będę cierpiał (i to wcale niekoniecznie w związku). Inni ludzie korzystają z kolei z grup wsparcia, np. 12 kroków.

          Czy ty masz jakieś wsparcie, jakąś bliską osobę, której możesz się zwierzyć ze swoich problemów? Czy myślałaś o terapii albo takiej grupie?

          dari
          Uczestnik
            Liczba postów: 7

            Dziękuje za odpowiedzi. Myślę, że właśnie tak jest, że czuję się odpowiedzialna za niego, że przyjechał, rzucił wszystko dla mnie a tutaj się nic nie układa. Czuję, że to ja wszystko dźwigam, że to ja muszę się o wszystko martwić, że to ja jestem silniejsza, że nie mogę sobie pozwolić na chwilę słabości, bo ktoś musi ten wózek pchać..

            Wczoraj jednak się napił i ze złości musiałam przejść w tryb pocieszania bo dostał moralnego kaca i miał już dosyć tego że sprawia tyle problemów i powiedział że ze sobą skończy, bo taki człowiek jak on nie jest nic warty..

            Nie mam tutaj wsparcia, nikogo. Nie chcę obarczać innych moimi problemami, nie leczyłam się nigdy, bo nigdy nie miałam większych problemów. Był taki czas, że myślałam nawet, że mnie to nie dotyczy, ale teraz wiem, że powinnam, że jednak jestem DDA i powinnam coś z tym robić.

            Nowa05
            Uczestnik
              Liczba postów: 317

              Uciekaj od niego puki możesz. Miałam taką samą sytuację z moim byłym mężem, nie pracował, ćpał i cały czas użalał się nad sobą. Związek zakończyłam po 5 latach i cieszę się, bo teraz wiem, że żyję. Szkoda że tak długo zwlekałam, ale też miałam nad nim poczucie odpowiedzialności. Nie marnuj sobie życia przez kogoś puki nie ma dzieci, bo jak przyjdą dzieci to wtedy będzie problem. Szkoda ciebie dla kogoś, kto na ciebie nie zasługuje.

              dorotaa77
              Uczestnik
                Liczba postów: 172

                Magiczne 5 lat – chyba coś w tym jest. Też byłam w toksycznym związku i mniej więcej gdzieś po tym okresie czasu związek się rozpadł. Kręci się i kręci, pomimo przeciwności widzisz sens… aż pewnego dnia zaczynasz czuć, że toniesz – stwierdzasz, że już dłużej tak nie dasz rady. Jesteś jak wydmuszka – tyle taki związek z ciebie wysysa.

                Najtrudniej to się potem z tego wydostać, bo wir cię wciągnął…

                Gatosa
                Uczestnik
                  Liczba postów: 6

                  Miłość opiera się na zaufaniu. Jeżeli nie masz zaufania do osoby, z którą chcesz tworzyć rodzinę tzn. że nigdy nię będziesz z ta osobą szczesliwa. Chyba każdy tutaj poradzi Tobie podobnie. Może właśnie odcięcie się od tej osoby umozliwi Ci poznanie kogoś nowego: znajomych przyjaciół, w których odnajdziesz szczęście. Na dziecko przyjdzie pora jak pojawi się ten jedyny, w którym będziesz miała calkowite oparcie. Bezpieczeństwo i zaufanie w związku przede wszystkim!

                  SmutnaPrawda
                  Uczestnik
                    Liczba postów: 24

                    Nie jestes w tym sama.Prosze odezwij sie na email esterarosenstein@wp.pl porozmawiamy i mysle ze mozemy sobie pomoc.Kasia .Pozdrawiam czekam na wiadomosc o kazdej porze

                    dari
                    Uczestnik
                      Liczba postów: 7

                      Wiem co powinnam zrobić…

                      tylko jak?

                      Czuję się taka bezsilna. Nigdy nie miałam problemu żeby zakończyć związek. Nie mówię, że było to proste ale nigdy tak długo się nie wahałam… zawsze wiedziałam czego chce i jak mi nie pasowało to mówiłam wprost.

                       

                      Odpowiedzialonść za to wszystko mnie dobija. Nie chcę się tak czuć a się czuję.

                      Może gdybym wiedziała, że coś ma(pieniądze i karierę) to byłoby mi łatwiej? Ale znowu czemu ja się przejmuję, powinnam myśleć o sobie, a często słyszałam że zachowuje się egoistycznie… gdzie się podziała ta silna kobieta sprzed kilku lat? Chciałabym ją w sobie znowu odnaleźć.

                       

                      Darek6122
                      Uczestnik
                        Liczba postów: 15

                        Cześć – ważna jest świadomość, że alkohol to nałóg, alkoholizm to choroba której nie da się wyleczyć. Nawet po miesiącach czy latach można w ciągu minuty do tego wrócić. Problem będzie też taki, że nawet jak nie będzie pił przez jakis czas – to tobie być może codziennie będzie się wydawało, że znowu zacznie i zapewne będziesz czekać i o tym myśleć, że wróci pijany. Tak naprawdę raczej nie odzyskasz spokoju.  Jeśli chcesz powalczyć o ten związek to on musi chcieć rzucić picie a nie leczyć okresowo moralnego kaca – przeprosinami i użalaniem się nad sobą. Jestem też niemal pewny, że sam sobie nie da rady i musiałby się zapisać do jakiejś grupy wsparcia. Ale tam zasada jest jedna – musi mieć chęć rzucić. Najczęściej osoby pijące mają duży problem ze słuchaniem od innych o tym że mają problem z alkoholem. I z ich strony jest duży opór przed podjęciem jakiejś terapii lub choćby pójściem na spotkanie. Jednak osoby z takiej grupy mogą mu uświadomić jakie alkohol stanowi zagrożenie, jak nim kieruje i wpływa na jego życie. Może to przykre słowa ale teraz alkohol kieruje waszym życiem – waszym. Wpływa nie tylko na niego ale też na Ciebie. Waszym związkiem kieruje – alkohol. A to bardzo trudny przeciwnik. Wiec i związek bbędzie trudny i niesamowicie męczący dla Ciebie. Dlatego jak nie podejmie się jakiejś terapii to raczej nie licz, że sam rzuci. Napisałaś że prawdopodobnie chodzi na AA. Są tam też meetingi otwarte w określone dni-  gdzie możesz podejść razem z nim i zobaczyć czy faktycznie tam chodzi. Może też potrzebuje tzw 'sponsora’ który będzie go prowadził. Kłamstwo to normalna sprawa u ludzi z problemem alkoholowym. Wiec proponuję to sprawdzić. Na koniec dodam że leczenie alkoholizmu to bardzo skomplikowany proces. A ludzie już niepijący na meetingach dalej przedstawiają się sami jako alkoholicy – żeby nie zapominali kim są  i z czym się zmagają. Na pewno musisz podjąć trudną decyzję, czy być z nim i całe czas się zmagać z alkoholem który wpływa na twoje samopoczucie, twój nastrój – pomimo tego że ty nie pijesz. Czy zdjąć z siebie połowę tego ciężaru który teraz próbujesz udźwignąć. Bo tak naprawdę chyba więcej tracisz niż zyskujesz. A jak pomnożysz swoje jednodniowe cierpienie przez lata jakie cię czekają – ujrzysz co z tego wyjdzie.

                        Mogę Ci tylko życzyć odwagi w podjęciu decyzji..

                         

                      Przeglądasz 10 wpisów - od 1 do 10 (z 10)
                      • Musisz być zalogowany aby odpowiedzieć na ten temat.