Witamy › Fora › Rozmowy DDA/DDD › Pozegnalam Matke…
-
AutorWpisy
-
Szczęście w nieszczęściu ja nie miałam żadnych problemow z załatwieniem pogrzebu. Bałam się tylko, że matka znowu nie wytrzyma i rzuci się na ciało jak zrobiła to w domu, gdy je zabierano. Do dziś pamiętam jednak, że miałam siniaki na ciele, bo moja siostra waliła we mnie pięściami, gdy dowiedziala się, że ojciec nie żyje. Pamiętam siniaka i bol w lewm nadgrastku po reniamcji (przy reanimacji jedna rękę trzyma się na drugiej, dłonie splecione i przenosi na nie cały ciężar ciała). Obiecałam mu, że nie zapłaczę na jego pogrzebie i słowa dotrzymałam. Zawsze byłam zawzięta i uparta po "tatusiu". Wiem także, że to okropne, ale podobnie jak Wy czuję potworna ulgę po śmierci ojca. To straszne, ale nie umiem tego zmienić. Skonczyły się awantury w domu, nikt nie wrzeszczy z powodu braku piwa w domu, nie je jak świnia przy stole, bo pijany nie może trafić łyżka do ust, nie rozwala alkoholem świat i swoimi złymi, alkoholowymi humorami. To potowrne czuć coś takiego, bo przecież to był moj ojciec, ale czy on choć przez chwilę pomyslał, że rozwala, że niszczy moje życie, że przez niego teraz wszystko muszę z mozołem budować i uczyć się tylu rzeczy jako dorosła kobieta, rzeczy ktore inni wynosza z domu jako dzieci?
Pozdrawiam Was wszystkich serdecznie!Moj ojciec jeszcze żyje, pamietam jak dostał pierwszy zawal serca, w ogole sie tym nie przejelam, mowilam sobie ze na to zasluzyl, z wszystkie krzywdy…jednak myl o tym ze nic nie czuje przerazila mnie, zastanawialam sie sie czy nie jestem potworem. Ojciec wyzdrowial nie pil rok i zacza od nowa, po 6 latach od pierwszego zawalu dostal nastepny, bardzo silny lezal na ojomie… przerazilam sie, gdy poczulam ze moze go juz nie byc czulam sie podle, mialam poczucie winy ze tak zle o nim mowilam, myslaam, za te wszystkie klotnie. W myslach powtaralam sobie ze przeciez on nie byl taki najgorszy…Wyzdrowial, przeszedl operacje serca, przezyl… po 6 miesiacach zaczł stopniowo siegac do alkoholu, dzis po 3 latach od operacji pije duzo, po 5 dni w tygodniu, czasami mniej,, kazdy tel z domu wiecczorem, lub nad ranem spodziewam sie tego ze uslysze ze on nie zyje… martwie sie… ale nie moge pomoc, bo uwaza ze jest zdrowy a nie uzaleznoiony, czasami chcialabym zeby bylo po wszystkim.Czy czyni to ze mnie POtwora???
Martus!
Na pewno nie czyni to z Ciebie potwora. Ja choc cztery lata nie mieszkalam juz z matka to caly czas sie liczylam z takim telefonem. Gdy zadzwonil do mnie policjant z informacja bylam w gruncie rzeczy spokojna, az za spokojna.
Teraz juz minely prawie trzy tygodnie, zaczynam wracac do rownowagi…i tylko jeszcze nie moge sobie poradzic z tym uczuciem ulgi i uwolnienia. Mam wyrzuty sumienia, ze tak czuje, choc rozsadek podpowiada mi, ze to normalne w mojej sytuacji…
I jeszcze jedna wazna rzecz, ktorej sie nauczylam bedac dzieckiem alkoholikow…"Zawsze spodziewaj sie niespodziewanego…"Pozdrawiam!
Edytowany przez: OMEGA, w: 2007/05/17 22:11
Omega, czytałam w innym poście, że matka przychodzi do Ciebie we śnie.To tak jest ja to tez przeżywalam po śmierci mojego ojca,Całe życie życzyłam mu śmierci, czując się przy tym bardzo podle.A po jego śmierci, miała tyle róznych uczuć, i żal i złość i mimo wszystko ulgę, taką jak wtedy kiedy stanie się nieszczęście, którego się długo bałam i zwykła ludzką ulgę, że skończyl się ten koszmar i teraz będzie łatwiej,Ale nie jest łatwiej.Znam ludzi, ktorzy nawet 10 lat po śmierci rodziców nadal nie mogą sobie poradzic z tymi uczuciami, wypierają je więc jak złe wspomnienia dzieciństwa.Powiem Ci z wlasnego doświadczenia ,że po prostu trzeba przeżyć żałobę.Ja myślę, ze teraz przychodzi do Ciebie uczucie żalu i smutku, minęło już napięcie i ten stress po śmierci, a teraz przychodzi żal, który minie za kilka miesięcy, jezeli pozwolisz mu do siebie dotrzeć, przeżyć go.To jest tak jak pisałam wcześniej nie tylko żal nad matką, ale też nad sobą, że nie miałas prawdziwej dobrej matki, że nie spelni się to nas wszystkich irracjonalne marzenie,że rrodzice się zmienią na lepsze,Czas żałoby to czas smutku, żalu, rozpaczy . straty .I na to trzeba sobie pozwolić.Bo mamy do tego prawo,mimo że nasi rodzice byli alkoholikami i nie wiadomo czy na ten nasz żal zasłużyli.Ale my zaslugujemy na to żeby się z tym uporać, bo jeżeli nie to te uczucia będą z nami aż do naszej śmierci,I wyjdą wtedy, kiedy się nie będziemy spodziewać,We śnie bo są w naszej podświadomości, albo w chwili depreji czy innej rozpaczy,No , zaczynam się rozklejac,,,,,Omega, wiem co czujesz…..pozwól sobie płakać.
Annaanna
dziekuje Ci…wiem, ze masz racje, ale do pewnych uczuc musze jeszcze dorosnac, choc wydawalo mi sie, ze juz sobie ze soba poradzilam. Chyba rzeczywiscie nie pozwolilam sobie na przezycie prawdziwej zaloby. Moze wydawalo mi sie, ze skoro mialam do Matki jakies zale to zaloba bedzie w tym momencie farsa…wiem, ze to bez sensu. Wiem tez, ze jesli teraz sobie z tymi uczuciami nie poradze to wroca do mnie leki i wszystkie stany z ktorymi myslalam, ze pozegnalam sie na zawsze…Czuje sie zrezygnowana…Myślę ,że żal przyjdzie sam tylko sie przed nim nie zamykaj,Pozwól ,żeby uczucia przepływały przez Ciebie.Zdziwisz się jakie będą.Tylko tak jak mówię nie broń się przed nimi.Nie jesteśmy przecież z kamienia, chociaz nasze dzieciństwo zmusilo nas do twardości i ukrywania uczuc, żeby przetrwać,Ale zasługujemy na to ,zeby cierpieć po stracie naszych rodzicow i naszego dzieciństwa.a nie mozemy pozwolić,żeby wspomnienia naszych rodziców dręczyły nas długo po ich smierci.Daj sobie czas teraz na smutek, na odpoczynek, staraj się robić rzeczy , które Ci przynoszą ulgę.Załoba trwa kilka miesięcy.Zobaczysz w którymś momencie wreszcie poczujesz ulgę.Pozdrawiam serdecznie. :silly::)
Pozegnalam a wlasciwie nie pozegnalam mojego ojca ponad trzy lata temu.Nie pamietam roku w ktorym zmarl.Kiedy chce przypomniec sobie date jego smierci kojarze ja z innym wydarzeniem…Nie przezylam zaloby….poczulam wielka ulge.
Po kilku miesiacach od jego smierci,kiedy trafilam na terapie….przyszla mysl,ze bylam wykorzystywana seksualnie…Przerwalam terapie….ulga jednak zostala i ogromnie duzo leku.kilka dni temu zrozumialam dlaczego spie w ubraniu…..Nie wiem jeszcze dlaczego lubie stac w oknie …..Co wiem?Wiem na co czekam.Zrozumialam to dzisiaj…..czekam na smierc mojej matki….na ulge….
TO jest okropne i nieludzkie…..tak jednak czuje dzisiaj w Dzien matki…..
Pisze o tym…….Bo zrozumialam wreszcie na czym uplywa moje zycie…na czekaniu….
Za kilka dni mam spotkanie z moja psychoterapeutka….wierze,ze uporam sie z tym.Lonely….zycze Ci duzo, duzo sily!!!
rozumiem Cie bardziej niz myslisz, niz mogloby to wynikac z moich postow…jesli chcesz, napisz limba81@o2.plEdytowany przez: OMEGA, w: 2007/05/27 08:35
-
AutorWpisy
- Musisz być zalogowany aby odpowiedzieć na ten temat.