Witamy › Fora › Rozmowy DDA/DDD › problem z motywacją
-
AutorWpisy
-
nie umiem sie zmotywować.Ani trochę.Niby chcę działac,bo wiem że muszę to i tamto w koncu zrobić,ale odkładam.Koniec koncow będzie tak że znow coś mi przejdzie koło nosa bo palcem nie kiwnęłam.Byc moze w starszych watkach już o tym było,ale mi sie jakoś nie chce szukać,mam powolne łacze, a poza tym lubię mieć podane na tacy 😉 Macie linki albo jakieś tytuły nt.? a możem jest len zwyczajny i nieuleczalny i tyle filozofii
qrcze chcę cos zrobić ale sie boję palcem ruszyc,choć wiem ze w koncu muszę uffZależy co Cię interesuje… Sprecyzuj, coś tam mam, podzielę się:-)
ktoś kiedyś gdzieś napisał…że najbardziej boimy się co zrobić, zadziałaś nie dlatego, że boimy się porażki ale dlatego, że boimy się odkryć w sobie jakiś potencjał, że może okazać się, że przy odrobinie wysiłku naprawdę sporo można osiagnać…i to nas blokuje przed działaniem..
hmm coś może i w tym jest…ja bynajmniej czasami boję się bardziej sukcesu niż porażki bo do tego drugiego jestem przyzwyczajona…a sukces jest czymś okazjonalnym (na szczęście to się zaczyna pozytywnie zmieniać:)
wracajac do motywacji, wydaje mi się (po analizie teorii psychlogiczno-pedagogicznej i mojego dziecinstwa) że wpływ na to może mieć system kar i nagrod jaki był stosowany wobec nas w dziecinstwie.
Ja byłam karana i nagradzana w sumie bez powodu, a raczej z powodu atmosfery w domu, nastroju rodzicow. Mama żeby mi wynagrodzić cierpienia kupowała mi rożne rzeczy, ojciec nigdy nie był zadowolony z moich ocen, tego jak się zachowuje, jak wygladam. Wiele rzeczy robiłam bo musiałam, bo ojciec kazał, a mama mowiła "zrob to,tamto, id¼ po te gwo¼dzie, śrobki, posied¼ z ojcem bo inaczej będzie awantura"…nawet lubiane przeze mnie układanie puzzli sprowadzone zostało do nieprzyjemnego przymusu…to wpłynęlo na moje poczucie, że nic co robie nie przynosi mi przyjemności, a to co robię jest musem więc kiedy wiem, że kara za to nie będzie większa od tych jakie dotychczas dostałam to mogę sobie robienie tej nieprzyjemnego odpuścić i z pokora przyjać karę.
Pewnie nie tylko to miało wpływ na moj wcześniejszy problem z motywacja i len też się tutaj dołacza …być może to tylko tłumaczenie, usprawiedliwienie tego, że pewnych rzeczy nie robiłam choć powinnam, albo nie przykładałam się wystarczajaco…nie mniej jednak widze połaczenie między tym czego doświadczałam w dziecinstwie a tym jaka jestem teraz i daje mi to możliwość pracy nad konkretnymi kawałkami mojego życia, charakteru…
teraz dla motywacji mam karteczkę na monitorze z napisem "uczę się dla siebie, i to jest moja motywacja! ", bo motywacja powinna wypływać z nas a nie z korzyści zewnętrznych…tak mi się wydaje przynajmniej…
życzę powodzenia 🙂 i pozdrawiam motywujaco wszystkich DDA 🙂Anonim
14 lutego 2007 o 17:24Liczba postów: 20551zakrecona napisał:
” bo motywacja powinna wypływać z nas a nie z korzyści zewnętrznych”
właśnie.i tu leży pies pogrzebany.Mnie tylko i wyłacznie jakieś okoliczności zewnętrzne motywuja.Takie w rodzaju miecza wiszacego nad głowa.Chyba że mam zrobić coś dla kogoś-wtedy żadnych problemow,a lenistwo jakoś nie dochodzi do głosu.Jeśli natomiast powinnam zadbac o własny interes,i nawet jesli od tego zalezy moja przyszłość,praca,zdrowie,to zachowuję się jak samobojca.Czuję wręcz paraliżujacy opor przed działaniem.Niby wiem co jest na rzeczy i staram sie walczyć-np postanawiam że zrobię TO już,ale jest jakieś ale.Więc za chwilę, po¼niej, wieczorem,jutro.Bo tu i teraz nie mam warunkow,bo muszę przygotować pole do działania,bo to,bo tamto…Efekty sa takie,że nie osiagnęłam w życiu wielu rzeczy (nie mam bron boże na myśli dobr materialnych),na co teoretycznie byłoby mnie stać.Ludzie kiedys twierdzili,że mam duzy potencjał,co gorsza,sama tak myślałam,hehe
Mam wrazenie iż tkwi we mnie taki wredny ludzik,ktory z pełna premedytacja działa mi na szkodę 🙁
Podsumowujac-chodzi mi to,że dopoki sie jest czy to w liceum czy na studiach,człowiek jest w gruncie rzeczy kontrolowany,i motywowawany jak nie kijem to marchewka.Koncza sie studia,nie ma już bata,twoje życie zaczyna zależec wyłacznie od ciebie,i okazuje się że zero ambicji,w ogole mniej niż zero..piękne plany i cele życiowe sa,a jakże,tylko niestety nie do zrealizowania.Bo co z tego że bardzo chcę,i teoretycznie MOGE,skoro NIE POTRAFIE.Wiem że to pewnie tylko jeden z wielu skutkow wychowania w rodzinie dysfunkcyjnej,i abstrahujac od terapii,czy można samemu,małymi kroczkami zwalczyć te najbardziej utrudniajace życie..jak to zachowanie ktore opisałam powyzej.Dla mnie to jest naprawde problem,bo jestem na takim etapie życia,gdy przyszłość zależy od motywacji,od chwili obecnej…nie mam "zewnętrznego czynnika" ktory bedzie mnie dopingował do działania ;( jeszcze jeden uboczny skutek bycia singlem 🙂
Wisz,zakrecona,co do tego systemu nagradzania i karania w dziecinstwie-pewnie masz rację.
Do Czasem:chodzi mi o tytuły opracowan,linki itd na ten konkretnie temat:motywacja,lęk przed działaniem,autodestrukcja u dda.Będę bardzo wdzięczna.Na wszelki wypadek zostawiam mail: mamalygga@gazeta.pl
pozdrawiamMaia – j a mam tak samo, jak komus mam cos zrobic, pomoc to ok, albo jak ktos stoi z batem to tez potrafie. Jak mam cos dla siebie zrobic, dla wlasnego interesu to mi sie niechce, i zwlekam na ostania chwile :/ ostatni przyklad to sesja, czas byl ale len we mnie wygrywal. Nie ma we mnie entuzjazmu do dzialania, wiekszosc spraw wydaje mi sie byc ciezkim obowiazkiem albo jakas kara. To jedna z cech ktora mi bardzo doskwiera… terapia idze powoli, a chcialbym juz moc przerabiac ten problem z terapeutka.
hej,Kenshin
no więc wyglada na to że ten problem jest tylko Twoj,moj,i Zakręconej:(
trza wziać się w garść i tyle
ale Ty masz dobrze,wcześniej czy po¼niej terapia dojdzie do tego punktu,i już bedziesz miał po sprawie 😉
pozdrawiamMaiu
To nie tak, że tylko wy tak macie. Ja np nawet nie wiem co mogłabym na temat napisać.
Tak jak domyślam się powodow swoich pewnych zachowan w kontaktach międzyludzkich, to nie potrafię znależć usprawiedliwienia dla tego "lenistwa". Mam podobnie jak Ty i jak się zatnę w jakimś temacie to nie potrafie tego czasami przejść ,jeśli faktycznie miecz nad głowa nie wisi.
Najczęściej usprawiedliwiam sama siebie tym, że to nie dla mnie, nie dam rady i po prostu nic nie robię. Zła jestem i wstyd mi przed sama soba. Nie potrafię z tym skutecznie walczyć. Wywołuje to we mnie spory stres, i nie lubię tego stanu. No ale coż. Gdyby wziać to na logikę, to trza się wziać w garść, bo nikt za nas roboty nie odwali.
Jedna rzecz jednak jest charakterystyczna. Powtarza się tutaj jedna sprawa. Ja ronież nie poddaję się gdy chodzi o innych. Potrafiłam ruszyć niebo i ziemię gdy miałam zabiegać o coś co nie dotyczyło mojej osoby. Taki dziwny brak konsekwencji.
Sama tego nie rozumiem więc nie oczekuję zrozumienia od innych. 🙁AnnaMaria napisał:
„Sama tego nie rozumiem więc nie oczekuję zrozumienia od innych. :(”
..ale może sa jednak tacy,korzy rozumieja???ktorych terapeuta oświecił???(jak np Zakrecona)
a moze nie ma co dorabiac ideologii/szukać usprawiedliwionka.Lenistwo smierdzace i tyle
kolorowych i trojwymiarowych
snowmaia napisał:
Lenistwo smierdzace i tyleNo właśnie ja tak siebie widzę :laugh:
Anonim
16 lutego 2007 o 12:39Liczba postów: 20551Dziewczyny, to chyba jednak nie jest lenistwo.
Maju, mogłabym się podpisać pod tym, co napisałaś o motywowaniu się przez tzw. "okoliczności zewnętrzne".
Mnie zwykle do działania motywowaly kopy, od życia albo od ludzi. Wtedy budził sie we mnie buntownik, zacinałam się w sobie i "pokazywałam", że wcale nie jestem taka głupia, beznadziejna, do niczego, za jaka ktoś mnie uważa. W takich chwilach szłam przez życie jak mały czołg 😆
Poza tym zwykle motywowały mnie rzeczy, ktore mogłam zrobić dla kogoś. Wtedy też umiałam walczyć aż do skutku. Nie było rzeczy niemożliwych. ¦wiadomość, że działam dla kogoś albo w jakiejś "dobrej sprawie" po prostu mnie uskrzydlała. Byłby ze mnie dobry obronca praw ludzkości, heh.
Ale sama dla siebie nie jestem żadna motywacja. A jeśli jestem pod presja, bo coś muszę, bo mnie czas goni albo inne zobowiazania, to jest jeszcze gorzej. Zero działania, ogolny marazm, no bo dla siebie nie warto, nie ma sensu. Przecież i tak skonczę w rowie.
Myślę, że to trochę wynika z tego, że nas nikt nie nauczył dbać o siebie. Ja tego zupełnie nie umiem. Co to w ogole jest to dbanie o siebie?! Oczywiście, jeśli dbaniem o siebie nie jest zjedzenie ciasteczka albo zakupy :y32b4:
A to całe zabieganie o własny, hm, interes. Fe! To takie nieładne, egoistyczne, a egoizm to przecież coś najgorszego na świecie. Rodziciele przez lata mi to wbijali do głowy (Tobie się wydaje, że jesteś pępkiem świata, Ty-taka-owaka, no, nie będę raczej cytować, bo mnie cenzura obetnie).
Poza tym u mnie to jeszcze jest lęk przed odpowiedzialnościa. Za siebie. Czyli chyba tchorzostwo?
W zasadzie pierwsza rzecza w moim życiu, ktora robię TYLKO dla siebie jest terapia, chwała niech będzie losowi czy mojemu aniołowi-strożowi, o ile istnieje, że mnie na nia przywiodł 🙂
PS Wczoraj dokonałam rzeczy niemożliwej, tzn. osiagnęłam coś, co jeszcze kilka miesięcy temu wydawało się zupełna abstrakcja. Tak jak wejście na 8-tysięcznik. I zrobiłam to tylko dla siebie. Cud!
Ale to sa efekty terapii.
No i nie przyznam się ile razy przez te kilka miesięcy upadałam (no bo przecież i tak skonczę w rowie) i wstawałam (no bo nie chcę skonczyć w rowie).
Ogolnie – warto było. Nawet dla tej jednej chwili 🙂 -
AutorWpisy
- Musisz być zalogowany aby odpowiedzieć na ten temat.