Witamy Fora Rozmowy DDA/DDD przebaczyć

Przeglądasz 10 wpisów - od 51 do 60 (z 63)
  • Autor
    Wpisy
  • YokoOno
    Uczestnik
      Liczba postów: 339

      Ale coś w tym jest ?
      Wolę być ostrożna i wybadać.Nie ma skutku bez przyczyny.Już się przekonałam nieraz.

      Eugenia
      Uczestnik
        Liczba postów: 7086

        No tak, bo to święta prawda YokoOno. Tyle, że podzieliłabym ludzi na dwie grupy: na tych, którzy mieli swoją historię i widac wyraźnie, że próbują i chcą żyć inaczej, ze taki był to ich etap w życiu i na tych u których niestety jest to teraźniejszosć niestety. To właśnie jest najtrudniej moim zdaniem wybadać, co to jest czy przeszłosc czy teraźniejszosć. I niestety coś w tym jest, ze bardzo rzadko ktoś w prost rozstał się z kimś, bo stwierdzili, ze do siebie nie pasują, albo że ktoś w konia został zrobiony. Później okazuje się, ze są grubsze przyczyny…..
        Ja myslę, ze jednak cały bajer polega na tym zeby dobrały się dwie osoby warte siebie i wtedy jest ok, najgorsze są zbyt nierówne układy….
        Ze mnie chyba jest tez taka naiwna idealistka, bo uważam,że każdy ma prawo się zmienić i chcieć żyć inaczej, ale już sama wiem, że to dotyczy niestety nielicznych przypadków, reszta będzie robiła cały czas to samo choćby deklarowali coś zupełnie innego. Przykre ale prawdziwe….

        YokoOno
        Uczestnik
          Liczba postów: 339

          Nikt nie ma takiej mocy aby zmienić drugiego człowieka.Na zmianę może jednak mieć wpływ inna osoba,wydarzenia.Tak myślę.
          Ale zmiana jest możliwa,ja jestem tego żywym dowodem.
          Mój mąż powiedział mi kiedyś (uznałam to za wielki komplement),że nie zostało z dawnej mnie nawet ćwierć.:)
          Inni też to potwierdzają.Miłe.

          Eugenia
          Uczestnik
            Liczba postów: 7086

            Tak, zmiana jest możliwa:) I ludzie mogą sobie nawzajem pomagać:) Ale ostatecznie ta osoba musi sama chcieć przejść coś na kształt odrodzenia w swoim życiu. Piękna rzecz Cię spotkała YokoOno:)

            YokoOno
            Uczestnik
              Liczba postów: 339

              Musi też chcieć zaryzykować aby coś się zmieniło.Czasem bolało,był lęk ale szłam ciągle uparcie do przodu.W pewnym momencie powiedziałam sobie,że ja tak nie chcę żyć,że życie jest zbyt krótkie aby je marnować i zaczęłam wdrażać zmiany.
              Na początku moich zmian mój mąż nie był zadowolony,bo jego świat wywrócił się do góry nogami.Powiedział mi nawet,że on mnie takiej nie kocha.Ja stwierdziłam,że dawnej mnie już nie ma i nie będzie.Przeszliśmy kryzys,było ciężko,ale chcąc być ze mną nadal musiał się wziąć za siebie,pracować nad sobą.Dużo rozmawialiśmy.Udało się.Także moja zmiana, wpłynęła na zmianę u niego.Pozytywną oczywiście.Jestem z niego dumna.Dziś jest zupełnie innym facetem:)

              Vis
              Uczestnik
                Liczba postów: 95

                O czym rozmawiamy?
                Myślę że o uczuciach, bo uważam, że mało jest innych ważniejszych spraw. Ale nie było łatwo. Czasami jej pytania byly jak w sądzie. A ja musiałem wg niej odpowiaadać tak albo nie, tzn bardzo konkretnie. To jej duży minus. Ale mówiłem jej ostatnio i kiedyś. Próbuje zmieniać te rzeczy które są niemiłe, bądź poprostu bolą. Wydaje mi się że historię to ona ma właśnie za sobą, przeżycia. Ze chce to zmienić. Mówiła mi dawno, że "przygody to ona ma za sobą i chce prawdziwego związku" ale nie jest pewna, że ze mną, że bardzo by chciała. Nie pamiętam czy powiedziała to czy dało się odczuć, że jak nie ze mną to chyba nigdy jej się już nie uda.

                Czym mnie ujęła?
                ja myślę, że tym że zaryzykowała spotykanie się ze mną. Bo z kilkoma próbowałem, wtedy właśnie gdy już byłem przekonany by wejść z kimś w związek, ale to właśnie były jedne dwie randki i mojej bądź drugiej strony nie wychodziło. Wiele razy zastanawiałem się tylko czy to ryzyko nie było dla niej poprostu nie wielkie. Skoro spotykała się z kilkoma facetami wcześniej, to można pomyśleć że łatwiej jej przychodziło zrywanie, i zawiązywanie nowych kontaktów. Ale tak naprawdę myślę, że cały czas chce z kimś być i stworzyć rodzinę. Nie udawało jej się bo: miała/ma paskudny charakter jak twierdzi, czyli takie ostre traktowanie osób, konkretne, ja bym to nazwał, kompletny brak takiej matki w niej opiekującej się i czasem przyjmującej kogoś ot tak bez przyczyny. Bez przyczyny, bo zawsze musi być coś za coś. Ale to ja tak myślę. Mówiłem jej i stara się. Ale nie wiem czy jej się uda.

                A ja?
                Teraz wczoraj rozmawialiśmy, i wyszło, że ja też idealny nie jestem. Mówiła mi że sam często się nie interesowałem nią. Trochę za bardzo myślałem o własnych uczuciach koncentrowałem się na tym że ona mi robi krzywdę i unosiłem się na pięcie i czułem się pokrzywdzony. Wtedy oczywiście nic dla niej nie robiłem. Zaskoczyło mnie to bo tak rzeczywiście było. Owszem dostawałem do dupie, ale też trochę zapominałem o niej.

                Tyle z tych związków przeszła ale z tego co mówiła to większość oni ją zostawiali. Na pewno to ją też bolało. Tylko czy aby wyciągnęła wszystkie wnioski. Widać próbuje,
                ale nie wiem czy napewno jej się uda, i przede wszystkim czy będzie się jej chcialo.

                Wiem,że jeżeli nie będzie mi pomagać to albo nie wytrzymam, albo wytrzymam do tzw wypalenia. I zapewne vice versa, ja tez muszę pomagać.
                Ale raczej napewno nie dopuszczę do wypalenie prędzej odejdę. I też oczywiście może być vice versa.

                Wszyscy na tym forum się boimy, osoby tzw normalne pewnie tez boją ryzykować.
                Ja myślę, że jeszcze trochę zobaczę, co wyniknie z tego związku. Obyśmy mieli szczęście.

                Edytowany przez: vis, w: 2012/08/25 15:52

                Eugenia
                Uczestnik
                  Liczba postów: 7086

                  Próbuj jeśli Ci zalezy, wszystko jest możliwe, jesli tylko dwie strony chcą naprawdę coś zmieniać, no i niestety na zmiany potrzeba dużo czasu, a Ty widzę się nie śpieszysz, to dobrze. Nie będziesz miał najwyżej do siebie żalu, że nie próbowaleś.
                  A dlaczego ona robi przesłuchania? To chyba taka forma sprawowania kontroli, a ona potrafiłaby na takie pytania odpowiadać? i zadane w takim stylu?
                  Mówisz, że w niej nie ma tego czegoś matczynego, a jaka Ty miałeś relację z mamą? tzn nie odpowiadaj tutaj jeśli nie chcesz, tylko sam się zastanów, bo zauważyłam, że często męzczyźni wybierają identyczne kobiety jak mieli matki i to chyba nawet częściej niż my facetów podobnych do ojców.

                  Podoba mi się to, że jesteś tak pozytywnie nastawiony, musi Ci bardzo zależeć skoro idziesz dalej pomimo tego wszystkiego:)

                  Aha tylko nie daj się złąpać na to, że jak nie z Tobą to już z nikim trwałego związku nie zbuduje, bo to brzmi tak zobowiązująco bardzo, to nie jest Twój problem, Ty o siebie w razie czego też musisz dbać, jak się nie uda to już nie Twoja sprawa co ona później ze sobą zrobi i czy jej się uda czy nie. Zebyś się wkręcić przypadkiem nie dał;)

                  Vis
                  Uczestnik
                    Liczba postów: 95

                    Tak moja matka była właśnie bardzo opiekuńcza i uczuciowa i takie osoby mi się bardziej podobały. Ale jednocześnie nie radziła sobie ze wszystkim, na początku jej broniłem jako dziecko przed atakami ojca (w sensie słownymi, trochę jako dziecko wyolbrzymiałem itd.) to było bardzo mnie obciązające. Coś jak worek ziemniaków z ktorymi musialem chodzić. To jest moje źródło problemów damsko- męskich, które przerabialem na terapii. Druga sprawa ojciec agresor, brak pieniędzy i wstyd. Więc z jednej strony chciałem takiej opiekuńczej osoby, a z drugiej cholernie się bałem tego worka na plecach…

                    Masz rację nie powinienem dać sobie wmówić, że tylko ja jedyny mogę jej pomóc i pakować się przez w coś co może mnie wypalać.

                    YokoOno
                    Uczestnik
                      Liczba postów: 339

                      A mnie się wydaje,że za bardzo ją idealizujesz i łykasz wszystko co ci mówi.
                      Zapytaj dlaczego,z jakiego powodu zostawiali ją faceci ?
                      Ujęła Cię tym,że zaryzykowała spotkanie z Tobą ?
                      Zartujesz,a co ty Quasimodo jesteś ? Może ona Cię nie traktuje poważnie,jak nie Ty to następny.Nie podoba mi się tu coś.
                      Czy uważasz,że po jednej czy dwóch randkach należy już kogoś skreślić ?
                      Potrzeba czasu aby kogoś poznać i nie angażować się za bardzo od początku.Nie traktować każdej kobiety od razu jako kandydatki na żonę.
                      Co do ideału,nie łudź się że taką znajdziesz.Doskonałość nie istnieje.Odbierasz sobie tym samym szansę na poznanie na prawdę ciekawej i interesującej kobiety.

                      Vis
                      Uczestnik
                        Liczba postów: 95

                        Nie wiem czy wierzę we wszystko co mówi, raczej jestem podejrzliwy, nieufny. Najchętniej wszystko weryfikowałbym, każdy sms i to co robi, czy aby gdzieś mnie nie oszukuje. To chyba dość częste u dda.

                        Masz rację nie jestem Quasimodo. Podobno jestem przystojny, ale wiadomo wg jednych, a innym mogę się nie podobać. Ja się czuję raczej przystojny, ale czasem mam wątpliwości.
                        Właściwie wcześniej było różnie albo z mojej winy nie podejmowałem związków, albo ze strony dziewczyn. Kiedy już naprawdę się zdecydowałem, zrozumiałem, że nie warto tak przebierać, spotkałem kilka (trochę przez internet się umawiałem) jedna mi się spodobała, spotkana poza internetem akurat, walczyłem, ale mi się nie udało. Dwie dziewczyny wcześniej spotkane właśnie przez internet – to właśnie były 1-2 randki. Później ta obecna i ta chciała się spotykać i ja chciałem. Dlatego tak napisałem że zaryzykowała. Fakt to trochę obraźliwe wobec samego siebie, raczej ja nareszcie zaryzykowałem, nie patrząc czy aby na pewno jest bliska ideałowi. Po prostu była całkiem niebrzydka, ale nie urody modelek (które zresztą często wcale nie są ładne). Można było z nią pogadać i śmiała się z mojego humoru, pracujemy trochę w podobnej branży. Chciałem też bardzo wreszcie kogoś obejmować, no i oczywiście seksu.

                        Myślę ,że daję jej szansę. Co będzie to będzie. Faktycznie jestem bardzo ostrożny, a ona jest za przeproszeniem cholernie nie idealna. I nie wiem może powinienem mieć oczy bardziej otwarte i patrzeć, może jakaś inna dziewczyna.

                        Co do samego internetu – spotkań. Byłem bardzo sceptyczny. Zdecydowanie wolałem kogoś poznanego od tak. Ale nie mam, nie miałem zbyt wielkiego grona znajomych, bywałem ale najczęściej sam na imprezach – dyskotekach, ale też się nie udało. Kiedyś kolega mnie trochę przekonał – poznał swoją żonę przez gadu gadu. Są szczęśliwi (a przynajmniej tak wyglądają).

                        Mówiła mi też czemu ją zostawiali,ale jeszcze popytam. Przez jej hardość, zosię samosię, złość, mówiła ,że będzie próbować to zmienić. Faktycznie próbuje, ale nie wiem,czy jej się uda.

                        Edytowany przez: vis, w: 2012/08/27 10:48

                      Przeglądasz 10 wpisów - od 51 do 60 (z 63)
                      • Musisz być zalogowany aby odpowiedzieć na ten temat.