Witamy Fora Rozmowy DDA/DDD Przerwanie terapii

Przeglądasz 3 wpisy - od 1 do 3 (z 3)
  • Autor
    Wpisy
  • Avatargrzesio_d
    Uczestnik
    Liczba postów: 2

    Stało się. Mój drugi wątek na forum (sam jestem w szoku).

    Chciałbym spytać was o opinię.

    Może na początek choć odrobine o sobie: Jestem DDA, 34 lata. Na codzień nie do rozpoznania – jestem człowiekiem towarzyskim, przeważnie maska błazna. Nie lubię jednak nawiązywać głębszych relacji. Bardzo łatwo przychodzi mi urywanie kontaktu z innymi. Generalnie jestem człowiekiem bardzo nieufnym.

    Jak w temacie: Przerwałem terapię grupową. Długo mi to nie zajęło bo po 5 sesji. Nawet kontraktu nie udało się skończyć a właściwie kontrakt był między innymi powodem mojej rezygnacji (innym brak wydawania paragonów przez terapeutę ponieważ pierwszy raz się z tym spotkałem i mi się lampka zapaliła)

    Podczas ustalania kontraktu wyszły 2 punkty na które nie chciałem się zgodzić:
    – Płacenie za spotkania na których nie brało się udziału. – Generalnie popieram pomysł ponieważ zawsze jest to jakiś motywator żeby się pojawić. Jednak wyraziłem swoje zdanie że w wyjątkowych sytuacjach nie powinno się wymagać od klienta płacenia. Chociaż mi o sytuacje kiedy klient wyląduje w szpitalu i nie jest w stanie się zgłosić na terapie. Terapeuta na to się nie zgodził twierdząc że to jest przerzucanie „ciężaru” na niego. Wyszła z tego mała dyskusja ale grupa finalnie opowiedziała się za terapeutą. Trudno zagryzłem zęby i przystałem na to.

    – kolejna rzecz to „omawianie na forum grupy” jeżeli ktoś ma myśli o porzuceniu terapii. Tu też powiedziałem że powinno to być dobrowolne ponieważ nie dla każdego może być to takie łatwe i nie powinno się przymuszać do tego. Moją propozycją było omówienie tego z terapeutą jeżeli ktoś np nie chce omawiać tego z grupą. I tu się zaczęła dyskusja… Powiedziałem w prost że po 5 sesjach nie odczuwam żadnej więzi z grupą i jeżeli nie będę chciał to zwyczajnie tego nie zrobię. Tak samo uszanuję jeżeli ktoś inny opuści grupę nie mówiąc czemu. Sam byłem kiedyś mocno zamknięty w sobie i rozumiem jakie to może być ciężkie. Później tylko usłyszałem że zaczynam wkurzać (nie od terapeuty) a od innej osoby z grupy kiedy odpowiedziałem potwierdzająco na jej pytanie: czy serio nie przejąłbym się jakby ktoś teraz odszedł z grupy bez słowa – nie wierzę w to.

    Na zakończenie od terapeuty usłyszałem: Musisz zrozumieć że komuś może na tobie zależeć. No i koniec tematu. Kolejny raz osamotniony ze swoim zdaniem w grupie.
    Chciałem odpowiedzieć że może to niektórzy powinni zrozumieć że dla innych mogą być po prostu obojętni ale już stwierdziłem że nie ma to sensu.

    Wczoraj napisałem SMS do terapeuty że rezygnuję (w sumie postawiłem na swoim że jak nie będę miał ochoty to nie będę tego omawiał na forum) ponieważ to nie jest dla mnie. Szybka odpowiedź że pozostaje pogodzić się z moją decyzją i tyle.

    I powiem wam… że to mi nie daje spać od początku tygodnia. Cały czas o tym myślę czy zrobiłem dobrze czy nie. Tak już mam że jak mi coś nie pasuje to o tym mówię a jeżeli nie ma szans na negocjacje to zwyczajnie rezygnuję. Z wyższej wypowiedzi można zauważyć że mam typowe opory DDA – nieufność, terapeuta myśli tylko o kasie itd. Jestem tego świadomy więc staram się na to patrzeć jak najbardziej obiektywnie ale… ciężko. Sam zaczynam się zastanawiać czy jestem faktycznie jakiś bezduszny czy co… Faktem jest że nie lubię bliskości, nie lubię kiedy ktoś się do mnie zbliża. nienawidzę o sobie mówić jeżeli chodzi o problemy i też jak ktoś się nade mną rozczula.

    Z góry dzięki za wasze odpowiedzi.

    Avatardda93
    Uczestnik
    Liczba postów: 473

    Bez obrazy czy wrogości – ale jeśli chcesz usłyszeć moje szczere zdanie – wszystko chyba zawarłeś w dwóch zdaniach swojego posta:

    Nie lubię jednak nawiązywać głębszych relacji. Bardzo łatwo przychodzi mi urywanie kontaktu z innymi.

    Wydaje mi się, że masz ogromny lęk przed bliskością (który próbujesz racjonalizować swoim usposobieniem czy innymi „logicznymi” argumentami). Po prostu uciekłeś – pewnie nie pierwszy raz i może nie ostatni…

    Jest jednak pewnie ta przyzwoita głęboka część Ciebie, która mówi Ci, że ucieczka to żadne rozwiązanie – i może to ona nie daje Ci spokoju.

    Może warto sobie czasem uzmysłowić, że prawdziwy rozwój zaczyna się wtedy, kiedy człowiek przestaje uciekać – i zaczyna się sobie i swoim reakcjom przyglądać – z miłością, ale też szczerze i bez ściemniania.

    Jeśli nie ta grupa to inna. Może też nie każdy zdrowieje akurat w takiej grupie. Ale ileż można uciekać. Może lepiej spróbować dowiedzieć się, dlaczego tak, a nie inaczej się zachowujesz. Moim zdaniem z obawy przed zranieniem.

     

    JakubekJakubek
    Uczestnik
    Liczba postów: 776

    A próbowałeś indywidualnej terapii? Grupa to chyba większe wyzwanie, zwłaszcza dla osób, mających problemy z relacjami i bliskością (czyli w zasadzie dla wszystkich DDA).

    Te płatności za odwołane sesje – bez wzajemności ze strony terapeuty – mnie też wkurzały. Miałem różne kontrakty z prawem odwołania bez płacenia np. maksymalnie 3 dni przed. Obecny gość jest dość elastyczny i może nawet wyjątkowo przyjąłby odwołanie z dwudniowym wyprzedzeniem, ale nie doprecyzowaliśmy tego. Nie testuję go pod tym względem. Sam odwołałem z wyprzedzeniem może jedną sesję na przestrzeni roku. On sam odwołał 3 sesje pod rząd bez żadnego tłumaczenia, czyli w zasadzie miałem prawie miesięczna przerwę w terapii – potem przypadkiem wyszło, że był chory (tak się domyśliłem z półsłówek, ale nie miałem odwagi zapytać wprost o przyczynę, chyba z obawy, że okaże się, iż coś błahego było ważniejsze od spotkania ze mną (taki cios w moje ego!) – niemniej zaznaczyłem, że czułem się zignorowany, co i tak nie zmusiło go do jasnego wytłumaczenia się).

    Myślę, że trzeba pogodzić się z tym, że jesteśmy najpierw klientami, a dopiero potem „pacjentami”, albo nawet tylko klientami. Mam duże pokusy, żeby postrzegać siebie jako klienta, bo to daje mi POCZUCIE KONTROLI, płacę = wymagam. Jednak mam świadomość, że takie podejście (pomijając to, że wynika z lęku) zaciemnia prawdę o moim stanie ducha – przecież przychodzę do tego człowieka z powodu bezradności życiowej, w stanie rozpaczy, bo już sam nie umiem sobie pomóc. W zasadzie oddaję mu się cały, odrzucając/chcąc odrzucić mechanizmy obronne i stając w Prawdzie o sobie – być może po raz pierwszy w życiu. On nie potrzebuje ode mnie niczego poza kasą. Trudno zatem tutaj o równość na płaszczyźnie potrzeb, zaufania i ponoszonego ryzyka. Jest to jakby nie było relacja w jakiś sposób sztucznie „wykreowana”. Co nie znaczy, że nie może być uzdrawiająca.

     

    Inna sprawa, że osoby uczestniczące w terapii zazwyczaj nie są super stabilne i mając swobodę postępowania, mogłyby bez hamulców opuszczać sesje. Sam u innych terapeutów przychodziłem na sesje w dni, w których w ogóle nie były one zaplanowane albo nie przychodziłem na sesje bez uprzedzenia, godząc się z tym, że i tak będę musiał zapłacić (i mając niezdrową satysfakcję, że terapeuta jednak w niepewności czekał na mnie(!) do ostatniej chwili, a więc to ja „byłem górą!”). To były moje niestabilne lata.

    Co do paragonów, to „po ludzku” jestem w stanie to zrozumieć. Natomiast niewydanie na żądanie jest sporym ryzykiem ze strony terapeuty. Prawdopodobnie w ogóle nie ujawnia tego dochodu – masz więc na niego haka:)) To jednak żart. Pójście w zemstę byłoby mimo wszystko niezdrowe.

Przeglądasz 3 wpisy - od 1 do 3 (z 3)
  • Musisz być zalogowany aby odpowiedzieć na ten temat.