Witamy Fora Szukam Ciebie Przyciąganie odpychanie

Przeglądasz 10 wpisów - od 1 do 10 (z 13)
  • Autor
    Wpisy
  • Avatarolinka
    Uczestnik
    Liczba postów: 6

    Hej, jestem w związku z DDA, oboje jesteśmy jedynakami. Proponowałam mieszkanie razem ale nie chciał, twierdzi, że ” musi mieć spokój bo bym go zamęczyła pytaniami”. W złości potrafi powiedzieć wszystko co przykre i najgorsze tylko żebym przestała pisać lub dzwonić. Często bez powodu funduje mi karę w postaci ciszy. Boje się jego humorów, że wstanie lewą nogą i znowu mi się oberwie. Niczego od siebie nie daje bo jak twierdzi, nie lubi, jak dostanie ode mnie prezent to mnie wyzywa i jest bardzo niemiły. Na słowo kocham Cię odpowiada ” miło, dziękuję” wielokrotnie mnie już kochał i nie kochał. Ośmiesza mnie, wyzywa… Przy osobach trzecich jest miły i kochany. Zgłębiłam temat DDA i tych różnych cech które on posiada, milczałam żeby nie wszczynać kłótni, swoje zdanie zawsze przemilcze by nie był na mnie zły.  Na początku, kiedy się poznaliśmy pierwsze o czym mnie poinformował to że jego ojciec pił i codziennie gnębił go psychicznie, matkę też. Powiedział że nigdy nie kochał i nie wie co to znaczy – pomyślałam że to bzdura. Uznałamże dam mu tyle miłości ile zdołam z siebie wycisnąć. Niestety to chyba nie był dobry pomysł, bo zaczęłam go niańczyć no i teraz ma dwie matki – jest chol…nym mamin synkiem. Przez pierwszy rok był na prawdę miło, z różnymi atrakcyjami jak to w związku. Od pewnego czasu non stop mnie upokarza, wyzywa twierdzi że sie dusi w związku ciągle odchodzi i wraca na chwilę jak bumerang. Czemu najpierw bombardował mnie ogromną miłością a potem nagle stał się oschły. To ciągle odchodze – zostsje mnie wykończy. Prosze powiedźcie czy Wy też tacy jesteście dla swoich partnerów? Moim błędem jest to że zawsze jestem nigdy mnie nie przeprasza bo jestem na każde zawołanie. Też mam ciężki charakter ale dla niego serce jak na dłoni które on ciągle kroi nożem. Nie umiem odejść, po prostu nie umiem. Jestem DDD

    Avatardda93
    Uczestnik
    Liczba postów: 465

    Olinko, czy to, w jaki sposób traktuje Cię Twój partner, nie przypomina Ci przypadkiem tego, jak traktowało Ciebie jedno lub oboje z Twoich rodziców?

    Być może podświadomie lokujesz uczucia w kimś, kto jest trudny, niedostępny i Twoich uczuć nie odwzajemnia? Bo może boisz się, że gdyby ktoś je odwzajemniał, nie za bardzo wiedziałbyś jak się z tym masz czuć i co z tym zrobić? – bo nigdy Cię to jeszcze nie spotkało.

    Twój chłopak z opisu wygląda na ostre objawy DDA i borderline. Jeżeli sam nie dojrzeje do decyzji o pójściu na terapię, prawdopodobnie jedyne, co Cię z nim czeka, to ciągła niepewność i cierpienie.

    Czy na pewno właśnie takiego losu dla siebie chcesz? Wiem… Czarodziejskie słowo „miłość” – ale mnie ono w takim kontekście w ogóle nie przekonuje…

    Avatardda93
    Uczestnik
    Liczba postów: 465

    Jest w tym pewien paradoks, bo jeżeli rzeczywiście chcesz dobra tego człowieka, najlepsze co możesz zrobić, to od niego odejść – inaczej pewnie nie zauważy, że to on ma jakiś problem, bo wszystko będzie zwalał na Ciebie.

    Jeżeli zaś Ty chcesz pozostawać w tak krzywdzącej relacji za wszelką cenę, może to oznaczać, że nie kochasz siebie.

    Avatarolinka
    Uczestnik
    Liczba postów: 6

    W obu Waszych wpisach jest dużo prawdy. Byłam chowana twardą ręką. Zawsze w strachu. I tak jest teraz, ciągły strach, że powiem/ zrobię coś nie tak i on się zezłości, obrazi i będzie milczał kilka dni.
    Bardzo bym chciała odejść, bo gnębi mnie psychicznie – ciągle krytykuje. Wczoraj powiedział że jestem najbrzydsza na świecie, żebym waliła się na ryj i mnie zablokował bo go katuje. – zadzwoniłam i go niechcący obudziłam.

    Zachowuje się często jakby miał problemy, kiedyś schował się przede mną pod łóżko jak chciałam pogadać poważnie. Buja się, trzęsie, piszczy w dziwny sposób. Jest nadprzecietnie inteligentny, ale wybiera myśl o DDA. Mama go namawia na terapie ja już nie próbuje. Jestem dla niego jak matka niż partnerka, nawet pasty do zębów nie kupi jak mu się skończy. Ma 34 lata a najlepsze co dla niego jest poza godzinami pracy to leżenie w swoim pokoju. Jest uzależniony od używki – nie alkoholu.

    Nie umiem odejść bo ciągle myślę, że się zmieni w tego kochanego mężczyznę którym był wcześniej. To pierwsza osoba, która zaprosiłam do domu i pokazałam mu życie prywatne mimo że moi rodzice są specyficzni. Pokazałam mu cząstkę siebie której nigdy nikt nie widział. A ta osoba która jest teraz – to nie wiem kto to. Jest bardzo toksyczny, manipuluje mną, szantażuje a potem ja jestem winna. Uważa że powinnam go ciągle przepraszać i mu dziękować, jak coś powie przykrego to potem dodaje ŻARTOWAŁEM.

    Jak odejść od kogoś kto funduje miesiąc miodowy żeby zgotować piekło. Moja samoocena spadła do -1000. Oglądając tv ocenia inne kobiety w taki sposób żebym poczuła się smutna. Wie że mi jest przykro i specjalnie to robi. Nienawidzę siebie przez to że nie potrafię być silna. Co robić? Na terapi wstydzę się o tym mówić, wstydzę się przyznać że się na to zgadzam.

    Dziękuję za wasze odpowiedzi.

    Avatardda93
    Uczestnik
    Liczba postów: 465

    To bardzo dobrze, jeśli chodzisz na terapię.

    Moim zdaniem mogłabyś przełamać wstyd i o tym mówić, mówić, jeszcze raz mówić. Po to, żeby usłyszeć, co powie o całej tej sytuacji terapeuta, co powiedzą o tym inni uczestnicy, co zobaczysz, gdy spróbujesz spojrzeć na tę sytuację oczami kogoś obok.

    Myślę, że wstyd jest bardzo adekwatną i zdrową reakcją, bo „dajesz ciała” w kwestii ochrony własnej osoby wiążąc się z kimś, kto traktuje Cię w tak karygodny sposób.

    To nie Twoja wina, bo na taką osobę „do poniżania” uformowali Cię widać rodzice. Ale to Ty możesz ten stan zmienić.

    Bujanie się, piszczenie, chowanie się pod łóżko u trzydziestoparoletniego faceta? Dwie różne osoby w jednej? Żeby się nie okazało zaraz, że nie masz do czynienia z DDA, tylko z osobą, u której rozwija się poważna choroba psychiczna. I która w nosie ma jej leczenie.

    Masz prawo do bycia kochaną, lubianą, docenianą i szanowaną, niezależnie od tego, czy jesteś wysoka czy niska, gruba czy chuda, blondynką czy brunetką. Tym bardziej, jeśli potrafisz zadbać o kogoś, na kim Ci będzie zależało.

    Zacznij od szanowania samej siebie.

    Zabieraj tę fajną dziewczynę z tego bagna. Do roboty! 🙂

    Avatarolinka
    Uczestnik
    Liczba postów: 6

    Najgorsze jest to, że tak bardzo pragnę by mnie zauważył i choć trochę polubił w taki sposób jak ja jego.

    Często mówi, że jest pusty w środku, nic nie czuję do nikogo nawet do własnej mamy bo ojca nienawidzi. Z tą chorobą psychiczną może i trochę tak być. Podobno takie osoby często lubią powtórzyć jedno zdanie wielokrotnie bez powodu a on tak robi. Twierdzi, że musi być sam po czym za 2-3tyg staje się miły jakby zrozumiał swoje błędy. Trwa to krótko bo potem nagle z dnia na dzień jestem najgorsza. Nie umie być spontaniczny, nic mu się wiecznie nie podoba. Ma wieczne rzadania wobec mnie a sam nic nie robi.

    Raz mówi że jestem jego dziewczyna a raz że tylko się kolegujemy. W ostatnim czasie tak poglebiła się jego alienacja, że przestał rozmawiać z dwojgiem najlepszych przyjaciół, jak się poznaliśmy to byłam nawet trochę zazdrosna o te kontakty ale nie ujawniłam zazdrości bo każdy maprswo mieć przyjaciół. Czasem mam wrażenie, że mam obsesję na jego punkcie i dlatego nie umiem odejść.

    Chciałam jakoś usprawiedliwić jego zachowanie przeglądając jego telefon w ukryciu, myślałam że może kogoś sobie znalazł. To nie ten typ, stroni od kobiet. Było mi nawet głupio że go podejrzewałam o zdradę bo nic na to nie wskazywało. Przykre uczucie wytłumaczenia go to wszystko.

    Nie raz, nie dwa mówił mi że jest ze mną z litości, że mu mnie szkoda. A potem zachowywał się jak normalny mężczyzna w związku. Nigdy nie mana nic ochoty, kino czy pójść coś zjeść. Po co skoro można zamówić i oglądać przed tv? Nie obchodzą go moje potrzeby ani to kiedy potrzebuje jego wsparcia. Wtedy najbardziej ucieka ode mnie. Uważa, że jakbym była niedostępna to wtedy mógłby się mną interesować

    Przykro mi, że nie umiem przestać kochać tego człowieka bo na to nie zasluguje.

    Dziękuję.

    AvatarAggy
    Uczestnik
    Liczba postów: 17

    Olinko cały czas prawie pieszesz o NIM i o tym ja ON wpływa na ciebie. Robisz sobie straszną krzywdę, na razie wykazujesz mocne cechy osoby współuzależnionej.

    On się nie zmieni, nie dla Ciebie i nie pod wpływem Twojej dobroci, zrozumienia i opieki.

    Otwórz się na terapii, inaczej ona nic nie da. Dużym krokiem jest, że napisałaś na forum co czujesz. Nie obwiniaj się, że nie możesz odejść., tylko obserwuj sytuację dalej. Zaufaj swojej intuicji-sama wiesz że to nie jest dobry dla ciebie związek. Posłuchaj miłości do siebie samej i szukaj pomocy dla siebie. W końcu będziesz silna dla siebie i odejdziesz.

    Wiele kobiet trwa w złych, niszczących związkach bo mają tą nadzieję, że ich los będzie inny, że on się zmieni, że będzie jak kiedyś, To żaden wstyd pragnąć szczęścia w  miłości, ale miłość tak nie wygląda. Pozwól sobie pomóc na terapii  – nie jesteś odosobnionym przypadkiem.

    A on? Pewnie skiśnie w swoim towarzystwie jeśli sam dla siebie (nie dla ciebie ani nikogo innego) nie poszuka pomocy. Nie jesteś za niego odpowiedzialna.

     

    • Ta odpowiedź została zmodyfikowana 3 miesięcy, 2 tygodni temu przez AvatarAggy.
    • Ta odpowiedź została zmodyfikowana 3 miesięcy, 2 tygodni temu przez AvatarAggy.
    Avatardda93
    Uczestnik
    Liczba postów: 465

    Olinko, przepraszam, ale jak się to czyta, to ręce opadają. Jakbym słyszał żonę alkoholika, który pije dzień w dzień od 30 lat, ale ona wciąż wierzy, że on jutro albo pojutrze przestanie, bo przecież pół roku temu przez jeden dzień nie pił, „kiedyś” nie pił. Jeśli masz czegoś w sobie nie lubić, to takiego współuzależnionego myślenia.

    Terapia, terapia i jeszcze raz terapia. Dla Ciebie. I nie ma zmiłuj…

    Avatarolinka
    Uczestnik
    Liczba postów: 6

    Dziękuje wam za te rady i wyrażenia zdania na ten temat.

    Chciałabym tylko móc raz mu się postawić, raz odpysknąć na to wszystko. Żeby choć raz nie zabrało mi języka w buzi, nawet jeśli to go nie obchodzi, czy też niedotrze. Czemu tak trudno mi jest postawić tą granicę i pokazać mu że nie jestem ” głupią kozą” ?

    Avatardda93
    Uczestnik
    Liczba postów: 465

    Prawdopodobnie dzieje się tak dlatego, że tego człowieka „oprawiłaś w ramki po swoich rodzicach”.

    Gdy byłaś małym, bezradnym dzieckiem Twoje przeciwstawienie się rodzicom mogło Ci się kojarzyć z utratą wszystkiego, co miałaś (lub czego nie miałaś) – miłości, akceptacji, rozmowy, miejsca do życia, zaspokojenia potrzeb fizycznych, przetrwania.

    Twój umysł nie rozróżnia, że ten facet teraz tak naprawdę nie jest Ci do niczego potrzebny (oprócz pozostawania w toksycznym schemacie lub nauki wyrwania się z tego) i możesz zdecydowanie (pełniej i szczęśliwiej) żyć bez niego.

    Być może dopadło Cię zaburzenie, które nazywa się „osobowość zależna”.

    Druga sprawa, że nikt nie wie tego, kim jesteś w środku, dopóki nie zaczniesz otwarcie mówić o swoich uczuciach i potrzebach. Możesz myśleć, że inni ludzie mają Cię za tchórza, nieudacznika, dziwadło… Co gorsza, możesz też tak o sobie myśleć Ty sama.

    Gdy otworzysz się w grupie życzliwych Ci ludzi (na terapii?), efekty mogą Cię pozytywnie zaskoczyć 🙂

Przeglądasz 10 wpisów - od 1 do 10 (z 13)
  • Musisz być zalogowany aby odpowiedzieć na ten temat.