Witamy › Fora › Rozmowy DDA/DDD › Przyjażń – co to takiego?
-
AutorWpisy
-
Zaryzykuję stwierdzenie, że nie mam przyjacioł …..
Mam męża, ktory jest jednoczesnie moim przyjacielem, ale on jest moją rodziną, więc się nie liczy:)
Mam kolegę, z którym siękumpluję, bezinteresownie całkiem, któremu się mogę zwierzyć, ale nigdy tej znajomości nie sprawdziłam. Nie prosilam o konkretną pomoc i sama takowej nie udzieliłam.
Mam jeszcze kilkoro takich znajomych, których bardzo lubię, z którymi szczerze rozmawiam, ktorzy są dla mnie ważni ale … No właśnie, ja nie umiem się tak zaprzyjaźnić, żeby prosić o coś co wykracza poza drobną przysługę. I to wynika z tego jak zostałam wychowana: w duchu nie ufania ludziom i zwracania się o pomoc tylko do rodziny (hehe, na rodzinę nie moglam w praktyce liczyć, ale teorii owszem).
Nie mam pretensji do ludzi, że są tacy jacy są ponieważ sama nie jestem idealna! Brak mi umiejętności nawiązywania bliskich kontaktów z ludźmi. Ale może się jeszcze nauczę:)
hej wszystkim 🙂
Ja niestety tez nie mam dobrych doswiadczen z przyjazniom. Mialam dwie cudne kobiety przy sobie do niedawna, ale jakis czas temu to sie zmienilo, one sie skumplowaly a ja poszłam w odstawke… Zastanawiam sie tylko kiedy przyjda po jakas pomoc do mnie, bo niestety tak przewaznie bylo z moimi znajomymi. Jak ja czegos potrzebowalam to albo ktos nie mial czasu, albo uzywal jakiejs innej wymowki i zawsze musialam poradzic sobie sama (przynajmniej w wiekszosci przypadkow), natomiast jak Oni czegos potrzebuja to zawsze wiedza do kogo przyjsc…. bo wiedza ze jest taka naiwna ktora nie umie nie pomoc….Pozdrawiam G.
Loretka – mam podobnie, nie potrafie odmówić pomocy, bo potem wyrzuty sumienia i obwinianie siebie, że może jakbym pomogła byłoby inaczej. Zawsze byłam traktowana jak karetka pogotowia – jak ktoś z przyjaciół potrzebował pocieszenia czy wsparcia tel do mnie, ja wszystko rzucałam i biegłam na złamanie karku. I to sie zdarzało często. Kiedy sama załczełam mieć problmey a przyjaciele nie zwracali na nie uwagi, pomimo moich sygnałów, zaczełam sie zastanawiać czy to są moi przyjaciele. Raz nawet usłyszałam w odpowiedzi na moje zwierzenia "sory że bede taraz samolubna, ale ja jestem bardziej nieszczęśliwa, bo rzucił mnie chłopak" :blink: Ale naszczęście jeszcze mam siłe krzyczeć i powiedziałam im że mam depresje, że biore leki i widze że też chcą mi pomóc. Karetka pogotowia też sie czasem psuje, zwłaszcza jak wiezie za dużo osób 😉
Hej Curious! W odpowiedzi na twoje zapytanie myślę, iz możliwa jest przyjaźń między wami a po przykładzie mojej przyjaciółki jestem pewna na 100% iz możliwa jest przyjaźń miedzy kobieta a mężczyzną ( nigdy nie wierzyłam, iż po zerwaniu coś takiego może istnieć, a jednak miałam tego przykład wśród bliskich mi osób). Szczerze mówiąc, czytając twoje posty i analizując je głębiej wydaje mi się iż Ty jesteś gotów dalej z Nią być i chyba cieżko Ci jest pogodzić się z zerwaniem z Nią jakiekokolwiek kontaktu. I wcale Ci się nie dziwie, byliście ze soba 8 lat! A to co napisałam Ci w odpowiedzi na post Co robić? to była tylko odpowiedz z mojego punktu widzenia w/g mojego dotychczasowego życia, chociaż sama nie zostawiłam męża mimo iż bez mojej wiedzy wpędził nas w masakryczne problemy. Niektórzy z moich znajomych, ba nawet rodzina mojego męża twierdzili, że powinnam Go zostawić! Nie zrobiłam tego posłuchałam się głosu serca i chyba po raz pierwszy w życiu mojej mamy. Na dzień dzisiejszy na razie nie żałuję, chociaż czasem mam ciężkie chwile, ale staram sie jak moge od nowa mu zaufać i pomóc wykaraskać się z problemów! Nie patrz na czyjeś opinie zrób tak jak Ci podpowiada intuicja i serce! Bo tak naprawde NIKT PRÓCZ CIEBIE NIE WIE CO CZUJESZ TAK NAPRAWDE!
Ja nie raz się sparzyłam i zawiodłam, ale tez nie raz okazało się, ze mam na kogo liczyc i ze moi dobrzy znajomi, byli gdy ich potrzebowałam.
I tak na prawdę uważam,ze przyczyna była we mnie. To ja kiedyś "przyjaźniłam" się z ludźmi, którzy potrzebowali mojej pomocy. Uważałam, ze jak ja coś z siebie daję to oni też dadzą coś z siebie, myślałam ze jak się z nimi spotykam, pomagam gdy tego potrzebują to jestem ich przyjacielem. Tylko przyjaźń na tym po prostu nie polega.W sumie nie umiem jej zdefiniować, ale wydaje mi się, ze przyjaciel to po prostu dobry znajomy, który w trudnych chwilach sie od nas nie odsuwa, ktoremu pozniej coraz bardziej ufamy, z którym czujemy sie swietnie i ktoremu mozemy o wszystkim powiedziec i miec pewnosc, ze jak trzeba bedzie to nas zjedzie.
Zeby miec przyjaciół trzeba po prostu sie otworzyć, zaufac i byc sobą, nawet gdy to bycie sobą nie wiąze się tylko z miłymi słówkami.
A co do przyjazni z kims kogo się kochało, to nie wiem, mysle, ze jest to bardzo trudne, gdy nie mozna sie przytulic do czlowieka, który był kiedys dla nas wszystkim, mysle, ze ciezko by było patrzec na naszego przyjaciela, gdy pozna kogos nowego. Moze jest mozliwa przyjazn, ale na pewno nie bedzie to ławe gdy do tej osoby cos sie czuje. Moze z czasem mozna sie zaprzyjaznic w czystym słowa tego znaczeniu, moze pozostanie sentyment? A nie jakas zazdrosc i chec posiadania "przyjaciela" na wyłaczność, bo przecież kiedyś był tylko nasz.
Wydaje mi się, ze trzeba bardzo dużo czasu by moc sie przyjaznic i by jakies nie zabite uczucia nam w tym nie przeszkodziły. W miłości jest coś co psuje i zanieczyszcza czystą przyjaźń. Moze to poządanie, namiętność, nie wiem sama. Ale coś co sprawia ból i niszczy coś tak fundamentalnego jak przyjaźń. Chciałabym umiec sie przyjaznic, chciałabym,zeby moj były był szczesliwy, ale nie umiałabym słuchac o jego miłosci, nie chciałabym widzieć go z kims innym i wiem,ze on też nie umiałby się ze mną przyjaźnić. Wydaje mi się, ze patrzyłabym na niego jak na faceta i przyjaciela, a nie tylko przyjaciela.No i znowu nie moge sie zgodzic z tym co agus pisze. Przytaczasz historie swojej kolezanki. Ale w jej przypadku mysle ze wiadacymi uczuciami byla litosc i czlowieczenstwo. Nie przyjazn. A litosc to jest ostatnia rzecz jaka nieodszla zona curiousa potrzebuje. Ona musi stanac sama na nogi, i jakos nauczyc sie sama dawac sobie rade. I jego litosc tu nic nie wskura. A co do przyjazni miedzy bylymi kochankami? Jesli curious ma taka sile, ze moze sie widziec, rozmawiac z kobieta, ktora tyle dla niego znaczyla, a juz nie moze dla niego tyle znaczyc, to gratuluje. Ja bym tyle tej sily nie miala. Cala energie musialabym zainwestowac w to, zeby samej jakos stanac na nogi…
A jak ja rozumiem przyjazn?
W "Malym ksieciu" S-Exupery jest to swietnie zoobrazowane. NA przykladzie liska i ksieca. Aby mogla zaistniec przyjazn, trzeba najpierw sie ze soba oswoic. TO jest tak jak ze zwierzetami. Krok po kroku zwierzak bardziej ufa czlowiekowi. Tak samo jest w przyjazni, krok po kroku, sprawdzajac sie w roznych sytuacjach, czlowiek ufa bardziej drugiemu czlowiekowi. I wie na co moze liczyc. Ze ta druga osoba bedzie, pomoze jak trzeba, w taki sposob w jaki potrafi. I mam taka nadzieje ze curious ma w swoim otoczeniu przyjaciol. MAm nadzieje i zycze mu tego, ze jak siadzie tak z paroma osobami i opowie im, co to wszystko dla niego oznacza, jak on sie z tym wszystkim czuje, to ze znajdzie sie jakas osoba ktora go zrozumie, i go weesprze. Choc w duzej mierze wydaje mi sie, ze w jego sytuacji jest tak, ze ludzie wokol niego nie maja pojecia co mowic, jak sie zachowac, wogole co myslec. Znalazl sie w bardzo nietypowej i bardzo trudnej sytuacji, gdzie trudno jest naprawde wiedziec co jest wlasciwe.Anonim
27 czerwca 2008 o 12:49Liczba postów: 20551Cerebri! Tam naprawde nie było litości ! Tam była przyjaźń. PIĘKNA PRAWDZIWA, NAJPRAWDZIWSZA NA SWIECIE PRZYJAZŃ. PRZYJAZŃ TO TEZ W PEWNYM SENSIE ZROZUMIENIE I LITOSC! Nie możesz przyjaźnić się z kimś kto cię nie rozumie, kto nie potrafi pokazać Ci współczucia w danej chwili! Nie musiała przy nim być, ponieważ miała już swoje życie, a Ona nie jest takim człowiekiem, który lubi użalać się nad kimś znam ją bardzo dobrze 16 lat i do tej pory jesteśmy w bliskim kontakcie mimo iż meszka daleko! A co do dziewczyny Curiousa, to my tak naprawde nie wiemy jaki był ich związek, a z tego co wywnioskowałam ona była i jest do tej pory dla niego wszystkim dobrym co miał na tej ziemi! Zgodze się iż może nie poradzic sobie z jej chorobą i nie nakłaniam Go do tego aby z Nią był ( sam musi podjąć tę decyzję), lecz popatrz z jej punktu widzenia na całą tę sprawe: jak On potrzebował pomocy to ona przy nim była, a teraz jak ona jest w potrzebie ma go przy niej nie być? A co z ich 8 letnim związkiem? Miłością? Czy tak wygląda miłość, że jak drugiej osobie jest żle to ta pierwsza ucieka? . Ja nie zostawiłam swojego meża, jak narobił strasznego bałaganu w naszym życiu, chociaż mogłam ( rozwód dostałabym od ręki z jego winy)! Ale dla mnie miłość to: przyjaźń, zrozumienie, na dobre i złe! może ja jestem inna i mało wyrahowana, i nie myślę tylko o sobie, ale zawsze w złych sytuacjach staram się postawić w miejscu drugiej osoby ( jak ja bym się czuła?)! Dlatego często dostaje od życia po dupie! A na to też mam wytłumaczenie: zbieram punkty do nieba! Kiedyś jak byłam nastolatką mój tatuś mówił mi, że jestem : MATKA TERESA, ponieważ wkoło mnie zawsze są ludzie , którzy potrzybują pomocy, a ja zawsze się muszę w to zaangażować! No cóż taki mam charakter! Nie twierdzę, ze zawsze mam racje i jestem nieomylna!
Nie chce aby tu forum dochodziło między wami do sprzeczek;) Poprostu nie chciałem sie tu skupić na swoim zwiżku tylko na ogólnym pojęciu jakim jest PRZYJAżń i tylko przyjażń!!Z moją nie doszłą żoną nigdy nie bede juz w małżęństwie i boję sie ze nicteż nie wyjdzie z przyjażni!Tak poprostu!
Zgadzam sie z przyslowiem ze ”prawdziwych przyjaciol poznaje sie w biedzie”Kazdy z nas sie o tym w zyciu przekonuje.Przyjaciel to ten z ktorym umiemy plakac, smiac, kto akceptuje nas takich jakimi jestesmy.Przyjaciel to ten kto nie glaska nas zawsze po glowie i mowi jacy jestesmy cudowni.Prawdziwa przyjazn to mowienie sobie prawdy nawet tej najgorszej i stawianie nas czasem do pionu jak ja to nazywam.Bardzo smutne to, ze straciles kogos tak bliskiego i nie znajdujesz osoby u ktorej moglobys poplakac na ramieniu.Ja przez ostatnie 2 miesiace stracilam wszystko mozna powiedziec.Prace, chlopaka,przezylam wypadek samochodowy.Teraz kiedy nie moge pracowac i czeka mnie dluga rehabilitacja przekonalam sie kto jest naprawde moim przyjacielem.
Kiedy bylo wszystko oki pelno ludzi bylo wokol….Kiedy teraz swiat sie zawalil zostaly mi zaledwie 3 osoby.Bardzo to bolesne ale przynajmniej przekonalam sie dla kogo jestem wazna i na kogo mozna liczyc.Mimo tego wszystkiego wierze w przyjazn i wiem ze sa ludzie na ktorych mozna liczyc.Zycze CI SPOTKANIA tych prawdziwych przyjaciol.Glowa do gory:) -
AutorWpisy
- Musisz być zalogowany aby odpowiedzieć na ten temat.