Witamy › Fora › Rozmowy DDA/DDD › przykładowa rozmowa
-
AutorWpisy
-
ok, przyznaję się że jestem upośledzony w odczytywaniu uczuć, ale może ktoś mi poda jakiś słowniczek żebym zrozumiał o co chodzi w takiej rozmowie.
Rozmowa zaczęła się od mojego pytania "co w moim zachowaniu było dla ciebie najgorsze?" – pojawia się lista historii, potem wejście na bardziej ogólny ton narzekania na mnie i wreszcie finał:
Z: – żebyś ty wiedział ile ja listów do ciebie napisałam, ale nie dałam ci ich bo i tak byś ich nie zrozumiał
Ja: – no ale jednak trzeba mi je było dać, a poza tym proponuję żebyśmy zachowywali się wobec siebie z szacunkiem, to znaczy mówmy o tym co sami czujemy a nie oceniajmy tak drugiej strony słowami "nie zrozumiałbyś"
Z: – a teraz wchodzisz w taki ton jaki ty jesteś mądry a ja głupia, nie chce mi się z tobą gadaćno i powiedzcie mi ludzie – dla mnie jest to zła wola i tworzenie sytuacji bez dobrego rozwiązania – gdybym ja użył słów "i tak byś nie zrozumiała" to miałbym jak nic zarzut że umniejszam i znęcam się psychicznie, ale kiedy ja wychwytuję umniejszanie i próbuję sprowadzić rozmowę na spokojniejsze tory, to znaczy że się wywyższam.
Proszę o propozycje dobrego skryptu takiej rozmowy
Zastanów się, czy przypadkiem kiedyś w dyskusji nie wyśmiałeś się bezmyślnie z tego, co ona do Ciebie mówi? Czy nie skwitowałeś jej zdania jakimś tekstem w stylu – wydaje Ci się? Może parokrotnie pokazywała Ci w subtelny sposób swoje odczucia, uczucia, a Ty je zbagatelizowałeś?
Może Twoja żona ma problem z okazywaniem uczuć, ze szczerością, dlatego pisała te listy, a skoro Ty masz jeszcze problem z ich odczytywaniem koło się zamyka.
Brak szczerości nie oznacza jednak tego co pozornie mogłoby oznaczać, ale obawę przed odrzuceniem, przed pokazaniem swoich prawdziwych odczuć, myśli, z powodu obawy przed niezrozumieniem (jednak nie z powodu "ułomności" drugiej strony). Chodzi o głębiej rozumiany brak akceptacji, obawę przed czymś takim. To pewnie się bierze z dzieciństwa. A nie lepsza byłaby dla was wspólna terapia? Konfrontacja z trzecią osobą?”
Nidda:
Zastanów się, czy przypadkiem kiedyś w dyskusji nie wyśmiałeś się bezmyślnie z tego, co ona do Ciebie mówi? Czy nie skwitowałeś jej zdania jakimś tekstem w stylu – wydaje Ci się?
”kiedyś być może tak, ale już od dłuższego czasu (od przeczytania Wrednych Ludzi Cartera) jestem świadomy słów jakie wypowiadam (przez większość czasu przynajmniej)
”
Onaczylija:
A nie lepsza byłaby dla was wspólna terapia? Konfrontacja z trzecią osobą?
”jeżeli zdążymy przed rozwodem to chyba będzie jedyne rozwiązanie bo ona sama nie pójdzie, nie widzi po swojej stronie nic niepokojącego.
świeży przykład: powiedziałem że mówiąc o czyimś dziecku upośledzonym umysłowo, bardziej eleganckie będzie właśnie słowo "upośledzone" niż "nienormalne" (którego używa moja żona). potraktowała to jako atak personalny, łącznie z przerwaniem rozmowy (była prowadzona spokojnym tonem) i wybiegnięciem z pokoju.
innymi słowy: mam prawo wypowiedzieć swoje zdanie tylko jeżeli się zgadzam z nią w 100%, a jeżeli jest różnica opinii, to mam siedzieć cicho?
Mam nadzieje ze nie dostane ze to po glowie ale….. wydaje mi sie ze tutaj, z was obojga, wiekszy problem z prowadzeniem rozmowy i interpretowaniem slow ma Twoja zona…nie Ty.
„Z: – żebyś ty wiedział ile ja listów do ciebie napisałam, ale nie dałam ci ich bo i tak byś ich nie zrozumiał
Ja: – no ale jednak trzeba mi je było dać, a poza tym proponuję żebyśmy zachowywali się wobec siebie z szacunkiem, to znaczy mówmy o tym co sami czujemy a nie oceniajmy tak drugiej strony słowami "nie zrozumiałbyś"
Z: – a teraz wchodzisz w taki ton jaki ty jesteś mądry a ja głupia, nie chce mi się z tobą gadać
”ja wyczytuje z tej rozmowy tylko tyle, ze ona Ci zarzuca brak umiejetnosci czytania w myslach. Bo przeciez ona tyle listow pisala?! Przeciez powinienes sie domyslic nie?
Twoja zona jest samolubna, ale nawet jak jej zwrocisz na to uwage to sie zasloni tym ze jej nie rozumiesz. [url=http://dda.pl/index.php?option=com_mamboboard&Itemid=78&func=view&id=57039&catid=2] nie chce sie powtarzac[/url]
Chyba tylko terapeuta moze jej uswiadomic co robi…
Edytowany przez: niewazne, w: 2009/09/18 16:22
nieważne
Twoja zona jest samolubna, ale nawet jak jej zwrocisz na to uwage to sie zasloni tym ze jej nie rozumieszNie za szybki jesteś z oceną? Nie za mało faktów znamy, żeby móc wyrażać aż tak raniące wnioski? Może jego żona po tylekroć została niezrozumiana, że nie czuje już sensu dalszych tłumaczeń?! Ja mam podobnie, jak ona i też mąż nazywa mnie samolubem tylko dlatego, że nigdy nie wyrzucałam mu, dla dobra rodziny tego, co mnie boli. Nawet jeśli zwracałam na coś uwagę z prośbą o poprawę, nie przyniosło to żadnych skutków poza obietnicami.
„mąż nazywa mnie samolubem tylko dlatego, że nigdy nie wyrzucałam mu, dla dobra rodziny tego, co mnie boli. Nawet jeśli zwracałam na coś uwagę z prośbą o poprawę, nie przyniosło to żadnych skutków poza obietnicami.”
tłumienie tego co boli w dłuższym okresie nic dobrego rodzinie nie daje. toksyny się sączą, a i tak wybuch nastąpi.
a co do braku skutków poza obietnicami – przecież to jest facet a nie kobieta, zadania dla niego powinny być jak w zarządzaniu projektami a nie w Harlequinie.
czyli podpowiem: szczegółowe, mierzalne, wspólnie uzgodnione, realistyczne i określone w czasie. i z tego można go rozliczać, a nie np. za to że w odpowiedniej (tzn. arbitralnie przez kobietę uznanej) chwili i miejscu nie był odpowiednio romantyczny.
(jeżeli takie były Wasze obietnice to oczywiście nie bierz tej uwagi do siebie)po pierwsze
„ja wyczytuje z tej rozmowy tylko tyle”
ktore oznacza tyle co "znajac tylko ta rozmowe, moge powiedziec"
„Nie za szybki jesteś z oceną? Nie za mało faktów znamy, żeby móc wyrażać aż tak raniące wnioski?”
stoja w sprzecznosci. Co wiecej ja jej zbytnio nie ranie, bo raczej sie nie dowie o tym.Po drugie:
„Może jego żona po tylekroć została niezrozumiana, że nie czuje już sensu dalszych tłumaczeń?! ”
i…
„Z: – żebyś ty wiedział ile ja listów do ciebie napisałam, ale nie dałam ci ich bo i tak byś ich nie zrozumiał
”skoro nie czuje sensu tlumaczen, to ta informacja nie ma sensu. Ona mu nie robi zarzutu z tego, ze on nie rozumie, tylko ze ona pisze listy sama do siebie i mu ich nie dala. To brzmi kompletnie bez sensu ale takie jest. Partnerstwo dwoch ludzi nie ma calkowicie sensu, jezeli nie ma komunikacji, a tu wyraznie widac, ze to ona ja zerwala. Moze zostala niezrozumiana kilka razy, ale skoro nie potrafi dalej probowac to dalsze malzenstwo nie ma sensu.
Cold silence has a tendency to atrophy any sense of compassion. Bez rozmowy i wytlumaczenia bledow, nie ma zrozumienia, bez zrozumienia nie ma zaufania, a tu juz o krok od podejrzliwosci i wkoncu do braku milosci.
„a co do braku skutków poza obietnicami – przecież to jest facet a nie kobieta, zadania dla niego powinny być jak w zarządzaniu projektami a nie w Harlequinie.”
Podpowiem inaczej. Skoro mowicie nam jestesmy malo romantyczni, to wypinamy piers i w myslach "jakze to ja" i wtedy pedzimy do sklepu po kwiatka. Wy jestescie zadowolone, my podnieslismy nasze ego i jest super. Tyle ze my poprostu traktujemy to jako problem zalatany nam trzeba przypominac co jakis czas.
My lubimy konkrety, nie rozumiemy Was to wyznaczamy konkretny czas na rozmowy na okreslone tematy, a potem krok po kroku zaczniemy sie zmieniac.
-
AutorWpisy
- Musisz być zalogowany aby odpowiedzieć na ten temat.