Witamy Fora Rozmowy DDA/DDD Przykładowe rozwiązanie mojej sytuacji

Przeglądasz 5 wpisów - od 1 do 5 (z 5)
  • Autor
    Wpisy
  • AaMaska
    Uczestnik
      Liczba postów: 9

      Witam. Piszę o interpretacji jednej z moich sytuacji życiowych która sprawia, że źle się poczułem. Może kogoś zainspiruje albo podzieli się swoją opinią.

        <li style=”list-style-type: none;”>
      1. Analiza: Rano, praca dorywcza. Pracuję z kolegą, 75% powierzonego mi zadania wykonałem dobrze. Przychodzi błąd. Kolega podchodzi do mnie, mówi, że coś jest źle, zaczyna się. Pojawia się strach, poczucie winy, czuję się zły, gorszy. Przez te uczucia dochodzi smutek. Wyobrażam sobie, jak kolega krzyczy po mnie, jest zły, wkurzony, obwinia mnie, upokarza przed drugim kolegą który z nami pracuje. Rozpowiada to wszystkim znajomym, rodzinie, upokarza mnie przed wszystkimi. Boję się tego. Rzeczywiście, jego ton jest podniosły ale kolega obok się śmieję i mówi, że to nic. Poprawiamy błąd, idziemy dalej. Pisząc to zauważam, że resztę dnia pracowałem jakbym chciał odrobić winy, popędzam się, pracuje jak szalony, nie odpoczywam. Do końca dnia wszystko robie dobrze.
      2. Rozmowa z samym sobą: No ku*wa. Jeden cholerny błąd przekreśla mój cały dzień ciężkiej, fizycznej pracy. Wyobrażam sobie tego kolegę jako złego gbura, a on normalnie tłumaczy, poprawia i nie ma pretensji. Pracuję kilka dni bo to tylko praca dorywcza w czasie wolnym od studiów więc no widzę, ze nie doceniam się w ogóle bo niektórzy tylko siedzą i nic nie robią. Bez sensu. Ja pracuję, staram się, zarabiam i inwestuję w siebie a tego nie widzę wcale. Widzę tylko swój błąd który tak naprawdę nic nie znaczy, zabrał mi jakieś 10 minut na poprawienie. To wszystko. Ten jeden cholerny błąd nie może mnie jakoś ograniczać, nie może sprawiać, że czuję się gorzej. Nie jestem budowlańcem tylko pomagierem na budowie a i tak wszystko robię dobrze i wszyscy mnie chwalą. Nie może być tak, że nie pozwalam sobie na błędy bo one się zdarzają i każdy ma prawo je popełniać, nawet największy fachowiec popełnia błędy ale jakie one mają znaczenie skoro poprawiasz je i jedziesz dalej? Żadne. Wszystkie negatywne odczucia pewnie pochodzą z dzieciństwa gdy rodzice karali mnie jak zrobiłem coś źle (bo nie pamiętam nawet, żeby nagradzali mnie gdy zrobie coś dobrze). Ale jestem już dorosłym mężczyzną, żyje, staram się, pracuje i się uczę. Zasługuję na trochę radości a jak narazie się tylko karze, obwiniam. Mam tego dość, pierdzielę to. Nie jestem winny, nie jestem zły. Nie muszę niczego odrabiać. Błąd to błąd i tyle. Mam prawo być szczęśliwy. Jestem tylko człowiekiem a dzięki temu jestem wyjątkowy jak każdy.

      Dziękuję za dotarcie do końca. Napisałem to bo sam tak analizuję swoje życie, swoje złe chwile. To mi pomaga, dzieki temu czuję się lepiej i rozwiązuję swoje problemy.Chciałbym poznać wasze opinie na temat mojej samoanalizy i samopomocy (ja to tak nazywam) i może macie jakieś inne spojrzenie na sytuacje? Podzielcie się spostrzeżeniami (chciałbym aby były same chwalące ale te krytykujące też zaakceptuję i sprawdzę w sobie :)) Pozdrawiam was ciepło.

      dda93
      Uczestnik
        Liczba postów: 619

        Sporo swojej historii odnajduję w tym, co napisałeś 🙂

        Zawsze sobie w takich sytuacjach próbuję powtarzać, że gdybym był człowiekiem wierzącym, wiedziałbym, że na świecie jest tylko jedna Doskonałość – i nie jestem nią ja 😉

        Bardzo otwierające jest też dla mnie spojrzenie na moich rodziców oczyma dorosłego człowieka. Że ci, którzy tak bardzo wymagali ode mnie i uczyli „bycia idealnym”, sami wcale takimi chodzącymi ideałami nie są.

        Uśmiecham się, gdy widzę na przykład, jak u mojej mamy, która nieustannie wymagała ode mnie perfekcji i „bycia bardziej naj”, śmieci same wychodzą na spacer z kosza pod zlewem. A także, gdy przypominam sobie, że goniąc te ideały skończyłem studia jako jedna z wyróżniających się osób na roku, po to żeby teraz, 20 lat później, nie mieć własnego kąta i moc zarabiać najniższą krajową 😁

        W jednej z moich prac mój szef nawet już wiedział, że jeśli coś schrzanię, nie musi na mnie krzyczeć, wystarczy, że powie mi to cicho i spokojnie – a efekt i tak będzie 🙂

        Jakubek
        Uczestnik
          Liczba postów: 930

          Super jest taka uważność. Dostrzeżenie swoich mechanizmów (których niestety nie umiemy na razie wyeliminować) i potem ich rozbrojenie przez racjonalną analizę. To jest właśnie wychodzenie z syndromu DDA.

          Też mam takie „jazdy” psychiczne z powodu moich błędów. Myślę, że w moim przypadku źródłem jest agresywny i krytyczny ojciec (w dzieciństwie byłem zalewany komunikatami w rodzaju: Nie opieraj się o ścianę, jak mówisz! Stój prosto! Wyjmij ręce z kieszeni! Jak ty siedzisz! Jak ty się ubierasz! Jak ty prowadzisz zeszyty! Przepiszesz to sto razy! Jak ty się odzywasz do ludzi przez telefon! (to podczas mojej rozmowy z klientem, którą ojciec podsłuchał), itp.). Oprócz tego szły obraźliwe określenia w rodzaju: głupi, nieuk, nieudacznik, leń, nierób, ofiara losu, itp.

          W efekcie czasem nawet dziś dopada mnie paniczny lęk, przed tym, żebym czegoś przypadkiem „nie spieprzył” (komunikat z dzieciństwa: Ty zawsze wszystko spieprzysz!). A jeśli pojawi się błąd lub nawet tylko wizja błędu (który mogę popełnić), to od razu rusza lawina myśli: Co oni sobie o mnie pomyślą?! Ten lęk przed tym „co oni pomyślą”, jest chyba nawet bardziej przerażający niż lęk przed realnymi/namacalnymi następstwami błędu. Radzę sobie z tymi stanami podobnie jak Ty. Staram się jak najprędzej powstrzymać lawinę tych myśli i łagodnie mówię sobie, że przecież to nie ma żadnego znaczenia, co „oni” sobie o mnie pomyślą. Błąd jest tylko błędem, jakimś rzeczywistym zdarzeniem, które tylko można próbować naprawiać w tej rzeczywistości – a to, co ktoś sobie o mnie myśli nie ma tu nic do rzeczy.

          Gratuluję uważności.

           

           

           

          dda93
          Uczestnik
            Liczba postów: 619

            Tak mi się jeszcze przypomniało: Kiedyś, jako nastolatek, byłem mistrzem w braniu winy na siebie, nawet jeśli to nie ja byłem winny. Często przekształcało się to w postawę typu „przepraszam, że żyję”. Branie całej winy na siebie w głupi sposób kojarzyło mi się z dojrzałością i odpowiedzialnością.

            Potem, jako dwudziestoparo- czy trzydziestolatek, popełniłem parę poważnych błędów, za które dopiero później zaczęło mi być wstyd.

            Teraz staram się podchodzić do swoich błędów w sposób adekwatny do ich skali. Czym innym jest drobna pomyłka w wydawaniu reszty lub niezręczne słowo, a czym innym zły wybór partnera, pracy czy mieszkania. Może być mi dłużej lub krócej smutno, głupio albo wstyd, ale życie polega na popełnianiu błędów i świat się od tego nie kończy.

            Zauważam jeszcze, że czasem popełniam zupełnie głupie błędy, których na zdrowy rozum nie powinienem być w stanie popełnić. A jednak… Interpretuję to tak, że może moja podświadomość próbuje mi w ten sposób coś powiedzieć, że coś robię nie tak, że za tym drobnym błędem kryje się jakiś grubszy…

            Jakubek
            Uczestnik
              Liczba postów: 930

              Ja bym jeszcze dodał, że może nawet lepiej w ogóle nie myśleć o zdarzeniach, jako o naszych błędach, a bardziej jako o doświadczeniach (czasem bardzo bolesnych), z których można wyciągnąć życiową lekcję, by potem żyć lepiej. Błąd, chyba zawsze wiąże się z poczuciem winy. Poczucie winy nie daje nam nic dobrego, tylko obciąża psychicznie i paraliżuje. A tymczasem jesteśmy tylko jednym z miliona elementów, które złożyły się na zdarzenie, które chcemy nazwać błędem. Pozostałe są od nas niezależne.

              • Ta odpowiedź została zmodyfikowana 2 lat, 1 miesiąc temu przez Jakubek.
            Przeglądasz 5 wpisów - od 1 do 5 (z 5)
            • Musisz być zalogowany aby odpowiedzieć na ten temat.