Witamy Fora Rozmowy DDA/DDD Psychoterapia

Otagowane: ,

Przeglądasz 4 wpisy - od 1 do 4 (z 4)
  • Autor
    Wpisy
  • Avatarrelative
    Uczestnik
    Liczba postów: 2

    Cześć,

     

    Domyślam się, że takie tematy już były, ale pewnie trochę przygasły, a w życiu udzielających się osób mogły nastąpić pewne zmiany.

    Jakie zaobserwowaliście zmiany w sobie po terapii (Wy lub ktoś z zewnątrz)? Czy faktycznie czujecie, że Wasze życie jest inne – wyszliście z depresji, macie lepsze relacje z innymi, wyższą samoocenę, znaleźliście „sens życia”? Chodzę jakiś czas i jest minimalnie lepiej, ale mam czarne myśli, że może z mojego życia nie da się jednak wycisnąć więcej, że za dużo złego w moim dzieciństwie było, żeby mogło być okej i tak dalej… 🙁 Będzie mi bardzo miło, jeśli podzielicie się swoimi spostrzeżeniami dot. terapii i tego, jak się podczas niej i po niej czuliście.

     

    Wesołych świąt 🙂

    truskawektruskawek
    Uczestnik
    Liczba postów: 452

    Cześć,

    Jak dla mnie to temat rzeka i sam się temu przyglądam. Tak zupełnie najkrócej to w trakcie terapii miałem takie poczucie, że trzymam się czegoś (tej grupy, tych regularnych spotkań przez wiele miesięcy) i staram się za tym iść, przeżyć trochę jak przygodę. Nie czułem wielkiej zmiany, ale też nie oczekiwałem jej. Na ile coś mi się poruszyło (a nie otwierało mi się łatwo), na tyle coś z tym robiłem. Pod koniec miałem dość, byłem wymęczony i czułem w związku z tym głównie niechęć i wstręt. Trudno było mi się rozkręcić, ale jak już się rozkręciło, to nie dało się tego tak po prostu zatrzymać, żeby chociaż odpocząć.

    W ogóle sobie nie wyobrażałem co potem, ale na zakończenie poczułem ulgę i nie bardzo nawet czułem tęsknotę za tym procesem, choć tęskniłem za ludźmi (i nadal czasem mi brakuje różnych osób z grupy). Ale ćwiczyłem nadal najprostsze rzeczy (czyli nazywanie emocji prawie codziennie) i szukałem sobie innych rzeczy, których mi zabrakło na terapii.

    Minęły ponad 2 lata i teraz mam poczucie jakby dopiero niektóre rzeczy się otwierały albo zamykały. Tym razem jest mi dużo prościej i lżej, nie mam poczucia tego niepokoju, wstydu i zmęczenia. Emocje mam teraz bliżej pod skórą, łatwiej mi o nich mówić i łatwiej je puszczać swobodnie zamiast przytrzymywać te miłe albo odpychać te niemiłe. Mam poczucie, że to już nie jakieś dziwne siły mną miotają, tylko ja wybieram czego chcę, a jak nie chcę, to odrzucam. Nie wiedziałem, że można tak bardzo się sobą zajmować i że to daje takie zadowolenie i spełnienie, i nie widzę, żeby komuś to robiło krzywdę albo coś zabierało. Nie czuję ostatnio na przykład tęsknoty za związkiem, nie czekam na kogoś, tylko robię swoje. A jak tęsknię, to dużo prościej, nie buduję wokół tego swoich planów i wyobrażeń.

    Sens życia po prostu czuję, i to bez żadnej siły wyższej, wiary w bóstwa ani duchowość. Nie stoi za tym żadna teoria, tylko praktyka, odczucie. Na przykład nie mam w tym roku obniżonego nastroju na jesień, po prostu pogoda i światło nie wpływa na mój nastrój i to jest bardzo przyjemne, że nie mam się czego obawiać, że mi nagle wyskoczy i przygniecie jak kiedyś. Rzeczy przykre i smutne są w małej skali i nie oznaczają czegoś specjalnego, z czym musiałbym sobie jakoś specjalnie radzić. Jak już są, to dokładnie wiem skąd się to wzięło i nie ma zaskoczenia i takiej bezradności. Zawsze zastanawiam się jak mogę o siebie zadbać w takiej sytuacji i zazwyczaj nie zostawiam już siebie na łaskę i niełaskę świata, tylko robię to, co mi się wydaje, że jest mi najbardziej potrzebne i dostępne. Trudno mi ocenić relacje z innymi, nadal bardzo lubię kontakt z ludźmi, nie wiem, czy łatwiej mówię co czuję i czego chcę, ale na pewno mniej czekam aż ktoś się odezwie i znajdzie dla mnie czas. W tym sensie jest mi dużo lżej z ludźmi, bo to ciągłe czekanie było chyba najgorsze. Teraz ludzie mają dla mnie chyba tyle samo czasu co kiedyś, tylko jak ich nie ma, to nie czuję się zdany na cudzą łaskę i bardziej jestem ze sobą. Nie wiem czy mam wyższą samoocenę – chyba w ogóle mniej siebie oceniam, a bardziej słucham i za tym podążam. Łatwiej mi przyjąć odmowę, choć nadal odbiera mi to energię.

    Mam wrażenie, że teraz dopiero zbieram owoce terapii, jak już nie realizuję jakiegoś programu ani nie ma żadnych zajęć, na które wystarczyło przyjść regularnie. Terapeuci i grupa to była dla mnie świetna podpora i czuję wdzięczność i zadowolenie, że tam byłem, ale spełniła już swoje zadanie i teraz mogę żyć bez podpórki, po swojemu – nie tylko spokojniej, ale i skuteczniej. A jak potrzebuję, to mogę zawsze poprosić terapeutów o pomoc. Tylko to wychodzi raz na wiele miesięcy, przez większość czasu mam inne pomysły i nie czuję się tak przygnieciony ani zagubiony.

    Ciekaw jestem co będzie dalej i co mi się uda zrealizować z rzeczy, na których mi zależy. Łatwiej jednak zmieniam plany, jeśli coś staje mi na przeszkodzie, więc ustalam co bym chciał i kiedy, ale traktuję to bardziej jako ułatwienia w realizacji, a nie straszne granice, które trzeba zaliczyć, bo inaczej pewnie nic się nie uda. Mniej zamykam oczy, żeby uciec od rzeczywistości, dlatego więcej widzę co się dzieje i łatwiej unikam bezsensownych problemów, i jednocześnie lepiej widzę co mogę zrobić inaczej, żeby wykorzystać szanse zamiast trzymać się sztywno planu.

    Avatarrelative
    Uczestnik
    Liczba postów: 2

    Dziękuję bardzo za odpowiedź 🙂

    Ja póki co widzę (i zauważa to terapeutka – a może tylko dzięki jej uwagom wiem, że tak jest?), że mam lepszy kontakt ze sobą samą, nie uciekam aż tak bardzo od uczuć. Staram się wcielać  w życie to, co mówi i wykonywać zadania, ale ciągle mam poczucie niepewności… płacę sporo za terapię i chciałabym wyciągnąć z niej jak najwięcej w jak najkrótszym czasie… może za dużo wymagam?

    Dzisiaj też byłam na terapii, dostałam mały zastrzyk motywacji, może zacznie coś iść ku lepszemu.

    Najgorsze jest chyba właśnie to poczucie, że może bez sensu to chodzenie, może powinnam radzić sobie sama, może moje problemy nie są aż tak ważne i robię z igły widły, bo po prostu jestem samotna. Z drugiej strony, lekceważenie własnych odczuć i potrzeb to też może być objaw DDA i dlatego potrzebuję terapii?

    truskawek, a próbowałeś terapii indywidualnej? Ja chodzę na indywidualną właśnie, myślę o grupie, ale jakoś nie potrafię się przekonać, chyba potrzebuję 100% uwagi póki co 😀

    truskawektruskawek
    Uczestnik
    Liczba postów: 452

    U mnie było o tyle inaczej, że zacząłem od terapii grupowej i dopiero jak mi właśnie zabrakło uwagi, to pod koniec równocześnie chodziłem też na indywidualną. Pewnie bym tak zrobił od początku, gdyby to tyle nie kosztowało, ale w pewnym momencie nawet nie żal mi było tej dodatkowej forsy, bo było mi wtedy ciężko.

    Grupowa ma tę zaletę (poza tymi oczywistymi, że można na żywo i w bezpiecznych warunkach sprawdzać nowe zachowania w relacjach z ludźmi), że się kończy, nawet gdy jest długa, więc łatwo mi było uznać to jako pewien ciąg skrojony pod nasze potrzeby i cierpliwie przyjmowałem po swojemu cokolwiek się działo. Z indywidualną nie ma wyraźnego punktu kiedy się kończy, więc rozumiem twoje wątpliwości. Być może potrzeba ci jakiegoś konkretu, po którym zdecydujesz co dalej?

    Dla mnie akurat długi czas to zaleta, bo taki mam temperament, więc jak nie widziałem szybkich efektów, to nie byłem tym zaskoczony. Rozpoznaję w tym, co mówisz, swoje (i cudze) zadaniowe podejście z początków terapii i są mi bliskie twoje wątpliwości, że odrzucanie swoich potrzeb bardzo łatwo nam przychodzi. Mnie się wydawało w czasie terapii, że decydowanie co dalej to jest jakby część samego procesu. Ja zdecydowałem zostać, ale iść na tę indywidualną, i jestem z tego wyboru bardzo zadowolony, bo nie był zero-jedynkowy, że albo uciekam, albo zaciskam zęby i odwalam zadanie. Ale kilka osób odeszło wcześniej (albo było bliskie tego) i to była też ich decyzja – być może im to było właśnie wtedy najbardziej potrzebne, żeby coś zakończyć na własnych warunkach, kiedy nikt im tego nie odradzał ani nie zmuszał?

    Nie znam odpowiedzi na pytanie czy za dużo wymagasz, bo niby z czym to porównać? Pewnie chcesz, żeby było ci lżej, być może ta samotność ci doskwiera, więc rozumiem czemu chciałabyś się pozbyć tego ciężaru. Dla mnie terapia to był właśnie sposób na zrzucenie go, ale nie automatycznie i potem wracając do tego samego sprawdzania co „powinienem”, tylko słuchając siebie coraz bardziej. Teraz właściwie polubiłem decydowanie, daje mi satysfakcję i przyjemność (choć niepokój, czy robię dobrze, nie zniknął całkowicie), ale w czasie terapii właśnie przed decyzjami chciałem uciec. Nie wiem jaka będzie twoja droga, mam nadzieję, że będziesz umiała złapać kontakt ze swoimi potrzebami, żeby ją wybrać w zgodzie ze sobą.

Przeglądasz 4 wpisy - od 1 do 4 (z 4)
  • Musisz być zalogowany aby odpowiedzieć na ten temat.