Witamy › Fora › Rozmowy DDA/DDD › "Miłość w czasach popkultury"
-
AutorWpisy
-
Na tym forum często pojawiają się topiki na temat kłopotów z miłością – część z nich powiem szczerze irytuje mnie no ale co poradzić. Postanowiłem podzielić się z tymi którzy są ciekawi moich poglądów. Na początku kilka założeń początkowych:
1. Są to moje poglądy, nie służą narzucania wymuszania czegokolwiek od kogokolwiek.
2. W odróżnieniu od niektórych nie dopatruje sie wszelkiego co złe w byciu DDA – jest to bardziej ogólna diagnoza społeczeństwa.
3. Ewentualne niedomówienia, czy też źle naświetlone elementy postaram się wytłumaczyć w dalszej części ewentualnej dyskusji.Należało by najpierw wytłumaczyć pokrótce co takiego autor miał na myśli (chodzi mi oczywiście o Rojka). Czym jest popkultura? To angielski skrót od kultury popularnej – pojęcia przyjętego w drugiej połowie zeszłego wieku. Opisuje ona zjawisko kulturowe w którym to coraz większa ilość ludzi zaczęła aktywnie uczestniczyć we wszelkich jej objawach. Spowodowało to rozwarstwienie na kulturę wysoką i niską. Najprawdopodobniej chodziło Rojkowi o stan miłości we współczesności kiedy to k. popularna jest wiodącym rodzajem kultury. W dalszej części swojego wywodu uzupełnił bym taki sposób spojrzenia o pojęcie postmodernizmu. Myślę że jest to konieczne gdyż to postmoderna (bądź postnowoczesność) wydaje się wywierać największy wpływ na wszelkie dziedziny ludzkiej egzystencji. Postnowoczesność to najogólniej mówiąc określenie czasów po II wojnie światowej do dzisiaj (pojecie podobne do średniowiecza, renesansu czy modernizmu). Określa się nim podstawę zwątpienia w modernizm – czyli optymistyczne postrzeganie nowoczesnego świata z wynalazkami, rozwojem itd. Na postnowoczesność największy wpływ miał okres holokaustu i dopuszczenia się największego okrucieństwa przez cywilizowane i rozwinięte narody.
Czym post nowoczesność jest obecnie? Mówi się najczęściej o nim w świetle tzw metafizyki słabej (zainteresowanych odsyłam do prac krakowskiego prof. Ryszard Nycza). Chodzi w niej przede wszystkim o utracenie wszelkich pt odniesienia dostępnych do tej pory (religia, etyka itd.) gdzie człowiek jest zagubiony. W tym miejscu zaczyna się główna część tego wywodu.Postmodernizm odcisnął głębokie piętno na wszelkich dziedzinach życia. Dziećmi postmoderny są feministki, wyznawcy New-Ageu, hipisi czy właśnie tytułowa popkultura. Podobnie rzecz ma się ze współczesną wizją miłości. Kilka mitów post nowoczesności w dziedzinie miłości zaobserwowanych przeze mnie:
1. Pełne zaspokojenie w miłości związane jest jedynie z indywidualnością i pełną swobodą.
2. Niezbędnym elementem miłości jest pokochanie siebie – bez tego elementu nie można nikogo pokochać.
3. Zdrowy egoizm – nie można działać wbrew swoim popędom, pragnieniom czy zachciankom.
4. Jedynie udane życie erotyczne jest podstawą udanego związku.Jestem pewny ze coś pominąłem ale myślę że te cztery punkty wystarczą do naświetlenia głównych problemów i wynikłych z nich stresów współczesnego życia.
1. Indywidualizm i swoboda to wynalazki wypracowane przez czasy post nowoczesne. To po drugiej wojnie światowej stały się one głównym celem każdego człowieka. W milości takie podejście jest najbardziej destruktywnym. Współcześni zapomnieli już o oddaniu, zapomnieniu o własnym ja. nie mówiąc o platońskim zespoleniu w jedność. Gdy własne indywidualne ego stanowi podstawę łatwo zapomnieć o tym co najważniejsze.
2. Zastanówmy się nad tą kwestią odrobinę dłużej. Na pierwszy rzut oka wydaje się bardzo mądrym podejściem do życia i miłości. Ale prześledźmy ją od początku. Nie będę prowadził tu wywodu że miłość do samego siebie była przez wieki potępiana (najjaskrawszy przykład to Narcyz) i dopiero czasy współczesne przyniosły odmianę.
Gdy człowiek zaczyna kochać samego siebie – jest mu coraz lepiej ze sobą, w pełni sie kakceptuje, uważa że jest wspaniały (a przynajmniej ok.). Poświęca coraz więcej czasu dla samego siebie, zgłębianiu własnego wnętrza. Poznaje kogoś innego i postanawia z tym kimś być. I tu pojawia się pytanie po co temu komuś ktoś bliski? Czy miłość do siebie nie rodzi egoizmu? Nie rodzi potrzeby żeby ktoś mnie pokochał – a nie ja jego? Czyż taka postawa nie prowadzi do…3. Egoizm – w sumie wszystkie te cztery pt. prowadzą prostą ścieżką do tej postawy życiowej. Wydaje się że jest to największa choroba dzisiejszego świata. W miłości liczy sie MOJE zaspokojenie, MOJE życzenia, MOJE dobre samopoczucie. To tak zwany zdrowy egoizm. Wystarczy że moje ciało powie mi wybierz kogoś innego, jesteś znudzony obecnym partnerem, a może gdzieś indziej jest lepiej? Czy takie podszepty starczą by szukać szczęścia gdzie indziej?
4 Seks – to następny Signum Temporis – remedium na wszelkie kłopoty, powód wszelkich wypaczeń i spaczeń. Nie układa ci się w życiu znaczy nie masz dobrego seksu. czasami zastanawiam się jak to się stało że cały świat (zwłaszcza kobiecy) tak łatwo w to uwierzył? Zawdzięczamy to oczywiście wujkowi Zygmuntowi (o nim przy innej okazji gdy postaram się napisać coś o współczesnym zastępniku religii czyli psychologii). Tu chyba nie trzeba zbyt wiele pisać – stawianie seksu jako priorytetu wypacza i zubaża miłość o całą piękną warstwę duchową.
Współcześnie miłość to mieszanina egoizmu i spełniania chuci. Gdy cywilizacja zamiast dążyć do spełnienia wizji Platona czy św Augusta bardziej dąży do hedonistycznych i atawistycznych pragnień. Ludzie zapominają że miłość to przede wszystkim oddanie i odpowiedzialność za własne czyny. Drugi człowiek nie służy do spełniania naszych zachcianek, nie jest to ktoś kogo można "wymienić na nowszy model". Ludzie dzisiaj tracą z oczu to co najistotniejsze – drugiego człowieka, wpatrzeni w siebie, otumanieni wizją kolorowego świata wiecznego karnawału. Postępująca dehumanizacja świata prowadzi paradoksalnie (a być może i nie…) do narastającej samotności. Wbrew iluzji samo zadowalanie sie (w każdej sferze) nie przynosi tyle szczęścia. Narastająca pustka, brak zaspokojenia duchowego prowadzi ludzi wprost w ramiona… psychologii, albo amerykańskiego "chemicznego uśmiechu" (prozak na prozę życia).
Jakie jest wyjście? Tego nie wiem. Niestety nie mam zbyt dobrych prognoz. Ludzie otoczeni iluzorycznym wizerunkiem miłości. Bombardowani ze wszelkich stron że jedynie szczęście i młodość jest wartością samą w sobie. Rosnący infantylizm. Brak chęci brania odpowiedzialności za własne czyny i słowa. To wszystko prowadzi świat w stronę zubożałego duchowo (więc i w sferze miłości) tworu konsumpcyjnego i tu wracamy do czasu popkultury.
Edytowany przez: Danuel, w: 2007/09/06 20:43
zgodze sie ino ze ja to troche np w swoim przypadku widze u innych ludzi nie u mnie jasne nie kazdy ale … i co to nam da ze to wiemy ludzi nie zmienimy jesli sami nie beda chcieli sie zmienic ;/ to mzoe by do nich dołaczyc …
Anonim
6 września 2007 o 21:56Liczba postów: 20551Danuel, e tam, chrzanić wzorce kulturowe.
Wyrzućmy telewizory 😛
Miłość to coś, to dzieje się między dwójką ludzi, to jest coś intymnego, własnego, i ze wzorcami może nie mieć nic wspólnego. W każdym razie stworzenie tego świata mam w swoich rękach i mogę wybierać, jaki model miłości w nim realizować. Tak więc jeszcze raz – chrzanić wzorce kulturowe. Ja tam uważam, że wybór mam.
Poza tym – wszystko co piszesz może jest okej (nie ma pewności, bo nie wiem, jak to jest być jednostką normalną), ale wg mnie w przypadku ludzi, którzy mieszczą się w tzw. zdrowej części społeczeństwa. Ja się nie mieszczę i mam za sobą miłość, która o mało mnie nie zabiła (dosłownie). Roztopiłam się w drugim człowieku, zapomniałam o sobie, byłam samą czystą miłością. I nigdy nie chciałabym tego doświadczenia powtórzyć.
Ja akurat potrzebuję nauczyć się egoizmu w miłości, dbania o swoje potrzeby (bo o potrzeby innych dbam perfekcyjnie), bycia jednostką odrębną, działania w taki sposób, żeby to mnie było dobrze (bo innym zawsze było).
Jako byt patologiczny takie akurat lekcje mam do odrobienia.
Nie sądzę, że jak te lekcje wreszcie odrobię, to stanę się bezlitosną podrywaczką 😆
Nie ten charakter, nie ta wrażliość, nie ten życiorys.
Raczej osiągnę zdrową równowagę.Mogłabym jeszcze długo się odnosić do tego, co napisałeś, ale czasu mam mało.
Ogólnie mam więcej niż Ty optymizmu w temacie, chociaż moje doświadczenia życiowe wcale do tego optymizmu podstaw nie dają.
I jeszcze jedno – jeśl to prawda (gdzieś wyczytana), że 40% dorosłych ludzi w Polsce to DDA, to mówienie o kursie na egoizm i własne potrzeby w miłości (i nie tylko) ma sens. Inaczej wychowamy sobie kolejne pokolenie motek-polek albo innego szkaradzieństwa.
I jeszcze zauważ proszę, że nasza aktualna rzeczywistość pasie się na ludziach takich jak my. Takich, którzy centrum sterowania mają na zewnątrz, a nie w sobie, którzy zrobią, kupią, pójdą, bo będą chcieli mieć lepszy nastrój, większy prestiż, uznanie sąsiada itd. Nasz kultura kocha współuzależnionych, bo świetnie może nimi manipulować. Nie lepiej zostać zdrowym egoistą i chrzanić kulturę in toto?
A potem znaleźć sobie taką miłość, jakiej się chce i mieć swój intymny mały świat?Ja tam kocham wszystkich, którzy piszą o egoizmie i własnych potrzebach w miłości.
Dobranoc 🙂
Może i coś w tym jest. Choć denerwuje mnie stwierdzenie, że w większości u kobiet seks nabrał takiego znaczenia. Sama jestem kobietą i obracając się w dzisiejszym świecie i w swoim własnym towarzystwie mam odmienne wrażenie. Jakoś w tym kobiecym świecie nie obił mi się o uszy seks jako powód zerwania. W ogóle pojawia się on w rozmowach jakoś tak rzadko. Częściej słyszę o innych problemach. Miałam też tę przyjemność obracać się w męskim gronie, gdzie temat seksu nie schodził z wokandy. Nie wiem więc czy obracam się w jakimś marginalnym gronie kobiet czy jednak jest z tym trochę inaczej. Mam jednak wrażenie, że w większości to mężczyznom zależy na seksie.
dzisiaj tylko krótkie sprostowanie dla Estery. Nie napisałem że zwłaszcza kobieca część społeczeństwa jest jakoś zafascynowana sexem. Chodzi mi bardziej o to że dziwi mnie to bardziej (i w sumie smuci) że kobiety przykładają do tego aż taka wielką wagę (albo próbuje się im to wmówić). Nie chodzi mi również o jakieś specyficzne środowisko raczej to czym sie bombarduje kobiety z tv, gazet dla nich przeznaczonych czy też "feministycznej propagandy".
Danuel, ja tradycyjnie juz chyba sie z Toba nie zgodze. Wydaje mi sie, ze tego w ogolenie czujesz, weic i nie rozumiesz. Wszystkkie te stwierdzenia odbierasz za bardzo literalnie nie zastanawiajac sie nad ich sensem i znaczeniem.
1. Pełne zaspokojenie w miłości związane jest jedynie z indywidualnością i pełną swobodą. –
Ja bardzo to czuje, bo wierze, ze ludzie sa jak puzzzelki, kazdy jest osobna istota i kazdy realizuje samego siebie. Realizujac samego siebie, realizuje tez potrzeby spoleczne i potrzeby grupy. Indywidulanosc to nasza sila wewnetrzna i bogactwo, ktore rozni jednego od drugiego. Kazdy czlowiek jest inny i taki powinien pozostac, a w zwiazku odpowiedni dobor sprawia, ze ludzie sie uzupelniaja tworzac calosc (rodzine) ukladanki. I zdowowlony ze swojego zycia puzzelek, nie szuka innego tylko rozwiaja siebie w srodowisku, w ktorym jest mu dobrze i ktore zapewnia mu rozwoj. Jesli chodzi o pelna swobode i sugerowane zdrady, ja jestem zdania, ze czlowiek jest z natury monogamiczny. Jesli sie z kims wize i jest z kims szczesliwy tzn. ta osoba go nie ogranicza, pozwala mu rozkwitac, zaspakajac swoje potrzeby to czlowiek wiazac sie z jednym partnerem, pozostaje z nim do konca zycia. Uwazam, ze szukanie innych "opcji" to znak, ze cos nie gra, gdzies sa nezaspokojone potrzeby, jakies niezadowolenie z obecnej sytuacji.2. Niezbędnym elementem miłości jest pokochanie siebie – bez tego elementu nie można nikogo pokochać.
Tez nie lubie slowa pokochanie sie, ale generalnie ta dea tez ni odpowiada. Ja rozumiem to raczej jako akceptacje siebie, bycie szczesliwym samym ze soba. Bo tylko szczesliwy czlowiek, moze szczesciem obdarowac innych, a byc szczesliwym mozna tylko wtedy jak sie siebie akceptuje, poweidzmy lubi, jak sie jest dla siebie waznym. Jesli tak nie jest, zaczynamy w zwiazku realizowac swoje problemy emocjonalne. I np osoba o niskim poczuciu wartosci zaczyna byc podejrzliwa, zazdrosna. Osoba o niezaspokojonym poczuciu bezpieczenstwa i bliskosci z dziecinstwa, szuka w partnerze rodzica, a nie dojrzalej milosci itd. Prze kochanie siebie rozumiem, brak problemow emocjonalnych, ktore ujemnie wplywaja na nasza samoocene i przez to sa destrukcyjne dla zwiazku. O taka milosc do siebie chodzi. O taka, ktora nie niszczy innych, tylko pozwala budowac. O taka ktora daje solidne fundamenty do tworzenia zwiazku dojrzalego i odpowiedzialnego. Narcyzm-zupelnie inna rzecz.
3. Zdrowy egoizm – nie można działać wbrew swoim popędom, pragnieniom czy zachciankom.
Nie chodzi o popedy, zachcianki czy jakies male pragnienia. Chodzi o dzialanie zgodne ze swoim sumieniem i pragnieniami, ktore u zdrowego czlowieka nie sa w sprzecznosci ze zwiazkiem. One go buduja. Chodzi o to, ze np. jesli chlopak bardzo lubi grac w pilke to powinien moc to robic, a nie rezygnowac dlatego, ze partnerka tego nie chce. W tym wszystkim duza role odgrywa tez szacunek dla innej osoby i takie dzialanie, zeby wyszlo na dobre zwiazkowi. Zdrowy egoizm nie wyklucza kompromisow i rezygnacji, ale tylko do granic w ktorych nasza dusza i sumienie nie zaczna krzyczec "nie"!! Dlaczeto jest to "zdrowy egoizm", a nie "egoizm". Miedzy tymi dwoma pojeciami jest ogromna roznica, ktorej wydajesz sie nie zauwazac. Zdrowy egoizm pozwala na porozumienia, rezygnacje i kompromisy, nawet najdalej posuniete, ale ktore nie zaburzaja naszego systemu wartosci. Tzn. jesli ja np. jestem osoba niewierzaca, a moj maz poweidzmy jest to: moglby mnie poprosic, zebym z nim chodzila do kosciola. Ja w takiej sytuacji musialabym rozwazyc, czy moge to dla niego zrobic czy nie. Czy jest to cos co sprawi mu przyjemnosc, a dla mnie to tylko odsiedzenie dla niego tej godziny w kosciele, czy jest to cos niezgodne z moim sumieniem i sprawialo by, ze mialabym poczucie ze gwalce sama siebie. Egoista powiedzialby "nie bede chodzic do kosciola bo mi sie nie chce i nie mam ochoty", a zdrowy egoista poweidzialby, "ok bo nie jest to dla mnie cos co jest sprzeczne ze mna" lub "nie moge tego dla Ciebie zrobic, bo w ten sposob nie uszanowalbym swoich przekonan i robil bym cos na sile wbrew sobie, to sprawialo by, ze czulbym ogrmna sprzecznosc miedzy dzialaniem, a uczuciami".
4. Jedynie udane życie erotyczne jest podstawą udanego związku.- tutaj sie zgdzam. Nie jest to jedyna podstawa, ale jej jakosc wynika z szacunku, milosci, przyjazni, bliskosci itd. Udane zyecie erotyczne to rezultat, a nie podstawa udanego zwaizku.
Pozdrawiam
A ja pójdę za tropem Hausfina. Coż z tego, ze świat moze i w jakimś stopniu i niektorych kręgach odpowiada Twojej wizji? Ty się nie zmienisz jesli to wychwycisz i opiszesz, a co gorsza – NIC SIĘ OD TEGO NIE ZMIENI.
W ogóle pytanie co sprawia, ze niektórzy piszą takie długie monologi o świecie, ludziach, ich podejsciu, milosci, etc.? W tym czasie mógłbyś rozbroić jakiś wewnętrzny mechanizm obronny, zrozumiec cos lub kogos poznać lub iść na dobry obiad lub… ogólnie zrobic coś co sprawi ze bedziesz sie lepiej czuł, bo to co robisz to strata czasu – takich opisujących świat wypowiedzi na samym forum bylo od metra, a nic się od tego nie zmieniło. Oczywiście masz prawo się wypowiadac, okreslać, tylko dlaczego nie robisz tego sam dla siebie, bezpiecznie, jaki mechanizm powoduje iż wrzucasz to na forum i chcesz konfrontacji?
Twoja wypowiedz, jakby nie patrzec dośc osobista jesli nie wrecz intymna styka się z czytelnikami o róznych upodobaniach, i jak to na Ciebie działa? Dlaczego nie bronisz tej delikatnej jakby nei patrzeć częsci siebie, a wtecz przeciwnie, wystawiasz ją na łaskę i niełaskę nieznajomych ludzi? Przeciez gdyby pojawil sie ktoś kto ma takie same zapędy to mógłby pojechac po twoich poglądach (ktore jak mniemam są dość ważną czescią Ciebie) jak po starej szmacie, wyśmieć je, opluc i wyrzucic do kosza, nawet nie zapamietując Twojego nicka… Tak sobie gadam bo chcialabym poznać cel i sens takich zachowań u innych. Sama swego czasu mialam taką potrzebę, udało mi się ją pojąc i było to dość ciekawe.
Chcialam poprzez swoje dość krytyczne i bulwersujące niektorych wypowiedzi (czego bylam na pół świadoma) utwierdzić się w przekonaniu, ze ludzie mnie odrzucą,aby podsycic w sobie swoje mechanizmy obronne, słowem by świat pasowal do moich wizji z dziecinstwa, gdy bylam ciagle odpychana emocjonalnie przez matkę.
Oczywiscie ja nie mialam takich świadomych pobudek, nie robilam tego z czystą premedytacją, ale odrzucając rzeczy wiadome (np. to ze ludzie atakuja poglądy tych ktorzy atakują ich poglądy) w mojej głowie triumfowal błąd poprzez ktory oczekiwalam od innych aby to oni byli wyrozumiali, akceptujący, choc sama sobie tej dyrektywy nie narzucałam, wcale nie bylam akceptująca tylko wręcz przeciwnie. Zachowywalam sie jak psiak ktory kąsa, a potem piszczy i jest nieszczesliwy jak go ktos kopnie. Układając sobie w swoejej psiej głowie ciagłe wizje zła i zadając wciaż to same pytanie Why, lub why my??? Ale czy ja sobie dalam szanse na to by móc doświadczyc dobra? NIE NIE i jeszcze raz NIE!!!
Starałam się ciągle dostawać kopa w dupę, by mi sie wizja świata trzymala kupy.
Inną sprawą bylo to ze kazdą wypowiedz nie zgadzającą się traktowalam jako atak na moje poglądy i na niej sie skupialam (pomijam juz fakt ze bylam tak przywiązana do swoich poglądów, że atak na nie odbieralam osobiscie). Co tylko potwierdza wczesniejszą tezę. Bo skoro wiesz, ze nie wszyscy sie z toba zgodzą (chocby dlatego ze ludzie są rózni), a te głosy niezgody weźmiesz za atak na ciebie i twoje poglady (co tez utwierdza w tym, ze ludzie są zepsuci a swiat nietolerancyjny), i zapomnisz o tych ktore Ci przyznają rację, tak ze jedyne co wyniesiesz to poczucie odrzucenia, to po co to robisz? (oczywiscie ja o sobie pisze).Opisuje to bo moze ktos cos z tego wyniesie dla siebie, lecz równiez dla siebie, by poukladac conieco w głowce. By pokazać ze czasem sami indukujemy swój ból, choc to wcale tak nie wygląda, a zdaje sie ze to świat jest powodem i źródlem naszego bólu.
Ale… skoro wiesz ze świat jest zły (nietolerancyjny, zepsuty, tchnie popkultura, milosc jest g warta), to czemu wciaz sie do niego pchasz, czemu nie zamkniesz sie za szczelnymi drzwiami, czemu piszesz rzeczy ktore moga ci tylko przyniesc rany bądz utwierdzenie w tym przekonaniu, co cie do tego sklania? Czy niedobre jedzenie też wciaz jesz by Cie brzuch bolał? Oczywiscie to moje spekulacje oparte na włanych doświadczeniach.
Danuelu, świat nie jest ani dobry, ani zły, on jest…(świat, milosc, egoizm, brak egoizmu i wszystkie te rzeczy o ktorych wspominasz) i tylko od nas zalezy jak będziemy go postrzegać. Jesli wciąż bedziemy wierzyć, że my mamy racje, jesli bedziemy wierzyć ze nasi rodzice wszystko robili przemyslanie i z premedytacja, jesli wciaz bedziemy rozciagać moralne podejscie (nazywanie cos złem lub dobrem i takież traktowanie, postrzeganie) na wszystkie aspekty istnienia, to nigdy zza tego magicznego muru nie wyjdziemy i zaszkodzimy sami sobie, a czesto i tym ktorzy nas kochają, lubią i próbują pomóc. Czy nie jest tak, ze wciaz im zarzucamy ze nie są tacy jak powinni, ze nie kochają nas tak jak tego chcemy?
Jest taka świetna książka o mechanizmach obronnych, nazywa się "Dlaczego tak nam trudno żyć". Niepozorna ksiązeczka ktora otwiera oczy na potrzebę powtarzania róznych zachowań i przenoszenia ogólnie obrazu wyniesionego z dziecinstwa na całe zycie. Pisze to ogólnie, nie Tylko dla Ciebie, ale dla wszystkich ktorzy są dda, lub zostali skrzywdzeni w dziecinstwie. Koszt ksiązki ok 20 zł, mi bardzo pomogła i wciaz pomaga. Tam jest własnie duzo o tym dlaczego świat na nas naciska, dlaczego my naciskamy sami na siebie, i o mechanizmach dzieki ktorycm cale lata, a nawet do konca zycia jestesmy w stanie wierzyc w to czego nauczylismy sie w pierwszych latach życia. Co w przypadku osob skrzywdzonych jest po prostu sposobem na cierpienie w imie bezsensownych mitów.
Danuel napisał:
”
Jakie jest wyjście? Tego nie wiem. Niestety nie mam zbyt dobrych prognoz. Ludzie otoczeni iluzorycznym wizerunkiem miłości. Bombardowani ze wszelkich stron że jedynie szczęście i młodość jest wartością samą w sobie. Rosnący infantylizm. Brak chęci brania odpowiedzialności za własne czyny i słowa. To wszystko prowadzi świat w stronę zubożałego duchowo (więc i w sferze miłości) tworu konsumpcyjnego i tu wracamy do czasu popkultury.”Widzisz, krytykujesz w jakis sposob to co jest, nie dając żadnej alternatywy. Czemu to służy jesli nie katowaniu siebie ? – ten świat jest do bani, ale nie wiem jak to zmienić… wiec sie tym zajmuje i cierpie w jakis sposob ale nic nie potrafię zrobić. Przeciez biorąc to na tzw chłopski rozum – jest to kompletnie bez sensu, niekreatywne, nie niasące niczego pozytywnego, jakby odmrazanie sobie uszu na złość babci… No chyba ze jest w tym jakiś głęboki cel ktory nagradza te wszystkie rany, przykrości i dyskomforty, ale jaki to cel i jaka nagroda, czy warta gra świeczki?
A mozesz zrobić wiele, ale od innej strony. Swiat się zmienia, gdy ludzie się zmieniają. Czesto zadziwiają mnie osoby ktore nie mają nic, mieszkają w skromnych chatynkach, pracują dużo na nieurodzajnych poletkach by miec co jesc i sa szczesliwi, spokojni, duchowo oczyszczeni.
Mogliby siedziec na spruchnialym progu wlasnego domu i plakać, że świat jest zły, ze schodzi na psy, że nie moga się w nim realizować. A oni żyją, śmieją się i mają cały świat w głębokim poważaniu, bo ICH świat jest piękny, poukladany i są z nim pogodzeni. I to nie jest kwestia ograniczonych horyzontow. Gdy stajesz sie żaglem i steram dla siebie, to nie chcesz sterowac tym co na zewnątrz, nie masz takiej potrzeby bo realizujesz tępotrzebę na sobie samym. Polecam z calego serca zastanowienie się nad tym. Wszyscy mamy szansę uratować resztę swojego życia i co najsmutniejsze, nikt nam w tym nie pomoze jesli postawimy mur miedzy nami a światem.
Pink floyd (Poza murem)
Wszyscy, samotnie lub dwójkami
Ci, którzy naprawdę cię kochają
Chodzą tam i z powrotem poza murem
Niektórzy trzymając się za ręce
Niektórzy zebrani w grupki
Romantycy i artyści
Przyjmują pozycje
A gdy już dali z siebie wszystko
Niektórzy chwieją się i upadają, bo wcale nie jest łatwo
Walić swym sercem o mur jakiegoś szaleńcainne tłumaczenie (oba są dość ciekawe)
Za MuremSamotnie, lub parami
Ci, którzy naprawdę Cię kochają
Chodzą w tą i z powrotem za Murem
Ramię w ramię
Zbierają się w grupy
Krwawiące serca i artyści
Stawiają opór
Kiedy cali Ci się oddają
Zataczają się i upadają, gdyż nie jest takie proste
Walić sercem w ten pieprzony Mur.Mi ten tekst siega głębi serca, nawet teraz , choc znam go na pamiec, gdy go czytam to mam dreszcze i łzy w oczach.
Przepraszam, jesli moja wypowiedz ma w sobie za dużo patosu. Dzieki niej również sama sobie sporo poukladalam, dzieki za wenę i nie jest to, podkreslam, osobisty atak czy agresja – to tak dla pewności 😉
Pozdrawiam
yuccaNajpierw Yucca – będzie szybko bo tak naprawdę mimo rozciągłości posta nie ma się co rozpisywać. Swoją wypowiedzią przekreśliłaś wieki analiz ludzkiej duszy, stanu świata czy procesów zachodzących w społeczeństwie. poczynając od państwa Platona kończąc na makdonaldyzacji Ritzera. Oczywiście nie przyrównuję się do tej całej tradycji badaczy uczonych czy inteligentów, ale uważam że mam prawdo do wyrażania swoich własnych poglądów. Oczywiście dzisiejszy świat (tak znów postnowoczesność) odrzuca tradycję, naukę i systematykę skupiając sie na przeżyciach jednostki i uprawomocnienia różnych interpretacji. Nie mogę więc cię dziwić za tę część krytyki – wpisujesz się po prostu doskonale w poglądy większej części populacji. jest jednak coś inngo co mi się nie podoba – mianowicie to że twój tekst to zwykły wyjazd osobisty. Widać po nim że nie potrafisz się bezpośrednio ustosunkować do mojego tekstu więc starasz się atakować samego autora. Co ma do rzeczy to jakim jestem człowiekiem, czy jestem dda kolekcjonerem znaczków czy afroamerykaninem. Staram się odrzucić własne przekonania (gdybym brał je pod uwagę tekst był by o wiele bardziej pesymistyczny) w zamian za to podpieram się zdaniem prognostyków, socjologów kultury. jest to raczej tekst przetwarzający i podający w łatwej formie to co już wiem. A ty mi piszesz że coś jest nie tak ze mną, że zamiast pisać głupoty powinienem się leczyć i najprawdopodobniej chcę żeby ktoś na mnie napluł. Oczywiście można nierozmawiań, można nie analizować świata, można nie starać się tłumaczyć i pchać go w stronę rozwoju i tylko skupić się na własnym ego…
Zresztą to co przedstawiasz w swoim poście to zwykły ekschibicjonizm emocjonalny i takiego ekshibicjonizmu oczekujesz od innych. Jeśli ktoś nie pisze o swoich najskrytszych brudach, problemach to jego tekst jest do niczego nie przydatny. Czyżbyś szukała jedynie taniej rozrywki kosztem uczuć innych?
I jeszcze jedno na twój następny post niezwiązany z tematem po prostu nie odpoweim bo szkoda mojego zdrowia.Po wyjaśnieniu tej sprawy przejdźmy do kwestii najistotniejszych czyli właściwej dyskusji:
1. Biedronka – muszę cię rozczarować wzorce kulturowe są wszechobecne i są w każdym z nas. Nawet największy socjopata w swoich dizłaniach przejawia czynności społeczne. możemy starać się łamać pewne z nich, zmieniać – czasami rewolucja się udaje czasami nie (inna sprawa żę bunt, rewolucja jest również wpisana w społeczeństwo i jako taka jest niezbędnym jego elementem. No ale mowa tu o wzorach i miłości. bardziej skomplikowane struktury oczywiście podlegają zmianą (choćby model rodziny, rola poszczegulnych elementów – mężczyzna kobieta dziecko itd itd) ale atawistyczne (pierwotne,prymarne) elementy pozostają niezmienne. Chemia dobór partnera pod względem dopasowania genetycznego – te wszystkie czynności wciąż pozostają poza czynnościami umysłowymi więc jako takie nie podlegają kontroli.
Niestety muszę to przyznać żaden z nas nie jest w stanie przeciwstawić się wzorcom społecznym …
Podajesz przykład ze swojego życia – nie lubię odnosić się do indywidualnej jednostki, czy też robić osobistych wyjazdów ale tym razem uczynię wyjątek by łatwiej zobrazować swoją wypoweidź. Oczywiście masz rację że takie roztopienie może być negatywne. LAle dla mnie takim nie będzie gdy obie strony podobnie patrzą na sprawę miłości. Inaczej jest gdy jedna ze stron daje inna chce jedynie brać (tak egoizm).
Co do rzeczywistości i wykorzystywania przez nią ludzi takich jak DDA. Musze ci przyznać częściową rację. Jest tylko jedno małe ale – współczesne media, koncerny przemysłowe, popkultura – promując złotą swobodę, niezależność i indywidualizm – tak naprawdę promuje unifikację jednostki. To ukryta manipulacja, taka sama jak wykorzystanie naturalnej skłonności młodych do buntu żeby sprzedać im towar kultury masowej. jednym zdaniem – wolność stała się zniewoleniem które przysłania nam to co najważniejsze – drugiego człowieka.2. kate21 – nie musisz sie ze mną zgadzać tak samo jak ja z tobą – zresztą gdyby wszyscy zgadzali się z każdym to jak by wyglądała dyskusja: -Swiat jest piękny i wszyscy ludzie dobrzy; – no masz racje; – to dobrzy racja; – eee to co dalej; – nie nic pogadaliśmy sobie; – no do następnego razu; – narazie fajnie sobie podyskutować"
Oczywiście każdy jest indywidualną jednostką, jednak największym osiągnięciem cywilizacji jest altruizm – rezygnacja z własnego ego na rzecz innych. Z własnych korzyści na rzecz pomocy niesionej innym. Podobnie jest z pokochaniem siebie i dążeniem do szczęscia i zdrowym egoizmem. Wszystko to brzmi pięknie – powiem szczerze chciałbym sam w to wierzyć – ale zawsze gdy już zaczynam wierzyć w te słowa zadaje sobie jedno pytanie. A co z drugim człowiekiem? Czyż nie jest tak że pragnienie wolności, szczęścia, zadowolenia to wytwory dzisiejszych czasów? być może nie do końca – jednak sama definicja ich się zmieniła. Dzisiaj te pragnienia przysłaniają drugiego człowieka, bliskich rodzinę. Ja rozumiem wazną żeczą jest bycie szczęśliwym tylko że nawet początkujący psycholog wie że szczęście jako takie jest nieosiągalne zawsze pojawia się pragnienie posiadania czegoś więcej (nie tylko oczywiście rzeczy) ale nie o tym.
Myślę że współczesny świat zapomniał że miłość to wyrzeczenia, to oddanie części swojej wolności i suwerenności. Obecnie lansuje się pogląd jakoby do suwerenności i wolności należy dążyć w związkach, ale czy takie związki są zdrowsze od tych które znamy my? Skąd się bierze narastająca samotność? częstotliwość rozwodów? Bo ludzie zamiast szukać kompromisów i porozumienia szukają iluzorycznego szczęścia, całkowitego dopasowania. A niestety wątpię żeby pełne dopasowanie i idealna miłość istniała gdzieś indziej poza szklanym ekranem.[color=#008000]DODAEK I[/color]
Dzisiaj naszła mnie kolejna myśl. Okazało się że zapomniałem o czymś istotny. Kilka razy czytając forum napotykam się na zdanie: "Miłość każdemu sie należy".
Musszę stanowczo zaprotestować – miłość tak samo jak nic wiecej się nikomu nie należy tylko dlatego że się narodził. Tak samo jak miłość się nie nalezy nikomu tak samo nienawiść, szowinizm, rasizm. nic z tego się nie należy tylko dlatego że ktoś się urodził.
Miłość należy się jedynie za oddanie, bycie dobrym, dbanie o innych, altruistyczne podejście do świata. Mówiąc że miłość się należy postępujemy tak tak egoistycznie. -
AutorWpisy
- Musisz być zalogowany aby odpowiedzieć na ten temat.