Witamy Fora Rozmowy DDA/DDD Relacja starszy brat – młodsza siostra

Przeglądasz 10 wpisów - od 1 do 10 (z 21)
  • Autor
    Wpisy
  • Anonim
      Liczba postów: 20551

      Witam serdecznie,
      Chciałabym poruszyć temat, relacji młodsza siostra – starszy brat w domu gdzie ojciec alkoholik i wiecznie rozwśieczona matka.
      Jestem obecnie w sytuacji kryzysowej i mega bosko bo „przypadkiem okazalo”, ze zupelnie nie moge liczyc na swojego brata…… i jakże wielkie bylo moje zdziwienie bo w wieku 31 lat odkrylam, ze nie tylko, że nigdy nie moglam na niego liczyć ale, rownież że nieświadomie wybrałam go sobie jako męski autorytet, zastępujący ojca którego sie bałam i wstydziłam. ( Być może dlatego wybrałam bo jego nie musiałam sie wstydzić i bać – i chyba to mi wystarczało aby był dla mnie autorytetem i byl bardzo przyzwoita reprezentacja meskiej czesci mojego domu)
      Jestem najmlodsza z trojki rodzenstwa. Moja o 8 lat siostra i 7 lat starszy brat musieli szybko zalozyc swoje rodziny i wyprowadzili sie z domu. Moj brat byl „madrzejszy” ode mnie i siostry, gdyz potarfil sie odciac od rodziny ja i siostra nie. Zostalam w domu sama z koszmarem- mialam 11 lat. Na pomoc siostry i szwagra w czestych awanturach z przemoca fizyczna moglam liczyc, natomiast na mojego starszego brata nie. Gdy tylko prosilam o pomoc czulam z jego strony wielka niechec, co pociagalo za soba poczucie winy za obarczanie go moimi problemami, jakbym nie miala prawa sie do niego zwracac o pomoc, byl wyniosly i niedostepny, czulam sie nie godna jego uwagi, przeszkadzajaca w jego niezwykle waznym i pelnym zajec i innych wazniejszych odemnie osob w zyciu. Jednoczesnie byl moim autorytetem a ja stawałam na głowie żeby mnie zauważył i docenił, chwaliłam sie nim, byłam dumna i kompletnie ślepa na jego oziębłość, ignorancje, brak wsparcia, troski, dobrego słowa.
      Z jednej strony czuje ze jako starszy brat mnie pozucil, ze zostawil mnie samą z potworami, jako model mężczyzny – zrujnował do spolki z moim ojcem moje kobiece poczucie wartośći.

      W domu z problemem alkoholowym kazdy sobie jakos radzi, radzeniem mojego brata bylo oddzielenie sie od rodziny i chronienie siebie i swojej rodziny, czy moge miec mu to za zle?

      Czy macie podobne doświadczenia? jak sobie poradziliśćie z odtrąceniem i brakiem zainteresowania, troski od starszego brata?
      Bede bardzo wdzięczna za rady.

      pozdrawiam,
      Kasia

      pompejusz
      Uczestnik
        Liczba postów: 13243

        Hmm ciekawy wątek bardzo… Sam mam siostrę i myślę że nigdy nie miała powodów by czuć, się tak jak Ty. Ciekawi mnie opinia osób, które mają starszego brata:)

        drozdzyk
        Uczestnik
          Liczba postów: 2536

          Ja mam dwóch starszych braci, ale oni dość wcześnie wyfrunęli z domu i tak jak piszesz odcięli się – jeden jest za granicą, drugi w innym mieście. Odwiedzają dom na zasadzie – na święta, okazje itp.

          Bracia są ode mnie 7 i 14 lat starsi. Ten młodszy – kiedyśz z nim miałam lepszy kontakt i dużo rozmawialiśmy z tym drugim prawie wcale nie mieliśmy kontaktu – właściwie jak obcy ludzie… Jednak teraz to się odwróciło. Nie będę zagłębiać się w szczegóły ale to z tym starszym teraz mam lepszy kontakt. Często do mnie dzwoni interesuje się, to jako jemu jedynemu z rodziny powiedziałam o swoich problemach i terapii. Co nie zmienia faktu iż też mam wrażenie, że bracia umyli ręce od tego co dzieje się w domu. Na początku miałam żal o to, że ja z tym zostałam.. ale teraz właściwie nie myślę o tym. Każdy ma swoje życie – także rodzeństwo. Ja też sobie poradzę.
          Relacje między rodzeństwem nie są wcale takie łatwe. ALe ja na pewno nie mogę powiedzieć że bracia nie są za mną – są i mam nadzieję że nigdy to się nie zmieni.

          Powiem CI że wszystko da się poskładać. Ja kiedyś bratu po prostu powiedziałam szczerze, że jest mi przykro że jesteśmy rodzeństwem a prawie nie rozmawiamy – i on naprawdę wziął sobie to do serca i dzięki temu nasze kontakty są teraz o 180 stopni inne niż np rok czy dwa lata temu.
          🙂

          lol
          Uczestnik
            Liczba postów: 5504

            katvie zapisz:
            „Witam serdecznie,
            Chciałabym poruszyć temat, relacji młodsza siostra – starszy brat w domu gdzie ojciec alkoholik i wiecznie rozwśieczona matka.
            Jestem obecnie w sytuacji kryzysowej i mega bosko bo „przypadkiem okazalo”, ze zupelnie nie moge liczyc na swojego brata…… i jakże wielkie bylo moje zdziwienie bo w wieku 31 lat odkrylam, ze nie tylko, że nigdy nie moglam na niego liczyć ale, rownież że nieświadomie wybrałam go sobie jako męski autorytet, zastępujący ojca którego sie bałam i wstydziłam. ( Być może dlatego wybrałam bo jego nie musiałam sie wstydzić i bać – i chyba to mi wystarczało aby był dla mnie autorytetem i byl bardzo przyzwoita reprezentacja meskiej czesci mojego domu)
            Jestem najmlodsza z trojki rodzenstwa. Moja o 8 lat siostra i 7 lat starszy brat musieli szybko zalozyc swoje rodziny i wyprowadzili sie z domu. Moj brat byl „madrzejszy” ode mnie i siostry, gdyz potarfil sie odciac od rodziny ja i siostra nie. Zostalam w domu sama z koszmarem- mialam 11 lat. Na pomoc siostry i szwagra w czestych awanturach z przemoca fizyczna moglam liczyc, natomiast na mojego starszego brata nie. Gdy tylko prosilam o pomoc czulam z jego strony wielka niechec, co pociagalo za soba poczucie winy za obarczanie go moimi problemami, jakbym nie miala prawa sie do niego zwracac o pomoc, byl wyniosly i niedostepny, czulam sie nie godna jego uwagi, przeszkadzajaca w jego niezwykle waznym i pelnym zajec i innych wazniejszych odemnie osob w zyciu. Jednoczesnie byl moim autorytetem a ja stawałam na głowie żeby mnie zauważył i docenił, chwaliłam sie nim, byłam dumna i kompletnie ślepa na jego oziębłość, ignorancje, brak wsparcia, troski, dobrego słowa.
            Z jednej strony czuje ze jako starszy brat mnie pozucil, ze zostawil mnie samą z potworami, jako model mężczyzny – zrujnował do spolki z moim ojcem moje kobiece poczucie wartośći.

            W domu z problemem alkoholowym kazdy sobie jakos radzi, radzeniem mojego brata bylo oddzielenie sie od rodziny i chronienie siebie i swojej rodziny, czy moge miec mu to za zle?

            Czy macie podobne doświadczenia? jak sobie poradziliśćie z odtrąceniem i brakiem zainteresowania, troski od starszego brata?
            Bede bardzo wdzięczna za rady.

            pozdrawiam,
            Kasia”

            Ja sie wypowiem, bo mam dwoch starszych braci. Na jednego kompletnie nie moge liczyć, ma w sobie tyle biernej agresji, z ejakby wybuchnoł to by pomordował wszystkich w koło. Jak go poprosisz o coś zaraz powie Ci "Osdwal sie" -jak ci powie co kolwiek. okropnie jest zamkniety w sobie, kompletnie nie do ludzi. Nastepny brat jak pisałam gdzie indziej jak byliśmy nastolatkami używał wobec mnie przemocy fizycznej i słownej. Właśnie Kungfu mi teraz go przypomina z tamtych czasów. Moż enie używał słów typu "dziwka", ale użuywał "najgorszy szkodnik na świecie", do tego też wyśmiewał sie i obrażał mnie, ze wogóle nie powinnam sie urodzić-to były wielkie ciosy słowne, wzmocnione szturchnieciami , siłą fizyczną. Generalnie jako tako jak się o coś go teraz poprosi takiego życiowego to raczej zrobi, ale wole by to matka robiła, ja jak poprosze to raczej unika pomocy. Chyba że to jest jakiś problem życiowy np. pożyczenie pieniedzy-to akurat jak by mógł to to zrobi.
            Ja zaczełam patrzeć na to ze strony, by nie winić nikogo-ani siebie ani ich.
            To jest tak pokrecone strasznie, ze nawet nie umiem ująć jak każdemu z nas w rodzinie odbiło sie wiele sytuacji-nie tylko alkocholizm ojca.
            Owszem Kasia jak nie masz żadnego wsparcia to szukasz u rodziny a jak oni krzywdzą to niestety jest Ci bardzo trudno-musisz chyba ocenić sytuacje i pomysleć jak sobie ztym poradzic.

            milkaa
            Uczestnik
              Liczba postów: 136

              Temat bardzo ciekawy…

              Podobała mi się uwaga drożdżyka:
              ” Ja kiedyś bratu po prostu powiedziałam szczerze, że jest mi przykro że jesteśmy rodzeństwem a prawie nie rozmawiamy – i on naprawdę wziął sobie to do serca i dzięki temu nasze kontakty są teraz o 180 stopni inne niż np rok czy dwa lata temu.”

              Szczera rozmowa to chyba zawsze dobre lekarstwo 🙂

              Cóż, ja mam jednego brata, jest ode mnie starszy o 6 lat. Nie uważam, żebyśmy mieli jakieś szczególnie dobre relacje. Mieszkam w akademiku i kiedy nie ma mnie w domu, prawie w ogóle nie mamy ze sobą kontaktu. Zawsze to ja się do niego odzywam, a i tak najczęściej nie jestem w stanie się dowiedzieć, co się u niego dzieje. Jest bardzo zamknięty w sobie i tak naprawdę trudno powiedzieć, co mu w głowie siedzi.

              Ostatnio zaczęłam się przed nim bardziej uzewnętrzniać i opowiadać o swoich osobistych problemach dotyczących związku – oczywiście wtedy, kiedy akurat chciało mu się słuchać, bo z tym też jest problem 😛 zwykle jest bardo zajęty swoimi sprawami, ale mimo wszystko w codziennych sprawach zawsze mogę na niego liczyć. W każdym razie mam wrażenie, że po kilku takich razach, kiedy się otworzyłam (fakt, temat go akurat interesuje), on wydaje się bardziej otwarty. Nie mówi mi dużo, ale sama postawa chyba się troszkę zmieniła. Muszę przyznać niestety, że też mam czasami wrażenie, że zachowujemy się, jak byśmy byli dla siebie obcymi ludźmi i strasznie to jest przygnębiające 🙁

              Niemniej jednak uważam, że jest wspaniałym, dojrzałym człowiekiem , na którym ZAWSZE można polegać. Zwłaszcza, jeśli chodzi o załatwienie czegoś, podwózkę, itd. W naszej relacji dużo gorzej jest ze zwykłymi rozmowami, utrzymywaniem kontaktu… :/ jakby czyny bardziej liczyły się od słów, dlatego z naszą strefą takich relacji emocjonalnych nie jest najlepiej, a właściwie jest bardzo słabo. :/

              lol
              Uczestnik
                Liczba postów: 5504

                Millcia trza jeszcze powiedzieć jeśli starsi bracia chcą rozmawiać. Jeden jest starszy o rok a drugi o 3 lata. Niestety mam obraz z przeszłosci a u jednego brata widze to na codzień, poprostu boje się odezwać, bo czuje jak mnie wysmiewają. Moja choroba, kompulsje ich przerosły i dla nich to był środek do upokarzania słabszego w różne sposoby. A po drugie widze, z eobydwoje są pozamykani a podrugie jakbym chciała szczerze powiedzieć coś, to nie jest na ich poziom. Każdy znas ma inne wartosci w zyciu i one się różnią. Jestem dla nich tylko przeszkadzajacą osobą. I ile razy próbowałam nawiązac rozmowe co prawda kiedy mnie "katowali" i co z tego było-zostałam wyśmiana i upokorzona od szkodników.
                Choć ten brat od premocy fizycznej tak jakby sie poprawił nie ma w sobie , nie uzewnętrznia problemu przemocy, po drugie chyba nie znalazł takiej ofiary jak ja. U mnie było tak, z epo prostu odstawałam od normy zdrowego człowieka i już to był powod do znęcania sie. A jeśli jest coś w normie on jest naprrawde spokojny. Nie wiem jak teraz reaguje na coś takiego-czy naprawde mu to przeszło czy nie-nie umiem tego rozszyfrować, bo tylko na demną się znęcał. Jednak co do teraz rozmów, to nie widze takiej rozmowy by mu powiedzieć ż emnie upokarzał, bo by mnie wyśmiał. widziałam pare razy jego docinki, choć czasem były w żarcie, tylko takie sprawy nie są powodem do żartów.

                milkaa
                Uczestnik
                  Liczba postów: 136

                  Lol, musiałaś naprawdę przez dużo przejść… :/ szczerze mówiąc, aż nie wiem, co napisać. Faktycznie, niestety różnice w postrzeganiu w pewnych spraw (to jest też chyba kwestia dojrzałości), różnice w wartościach, problemy w otwarciu się na drugiego człowieka, jego potrzeby i uczucia są poważną przeszkodą na drodze do jakiejś sensownej komunikacji i porozumienia…

                  lol
                  Uczestnik
                    Liczba postów: 5504

                    millcia01 zapisz:
                    „Lol, musiałaś naprawdę przez dużo przejść… :/ szczerze mówiąc, aż nie wiem, co napisać. Faktycznie, niestety różnice w postrzeganiu w pewnych spraw (to jest też chyba kwestia dojrzałości), różnice w wartościach, problemy w otwarciu się na drugiego człowieka, jego potrzeby i uczucia są poważną przeszkodą na drodze do jakiejś sensownej komunikacji i porozumienia…”

                    pięknie to ujełaś, ale uważam, ze najgorzej jest zrobić by kogoś oskarżać, winić. choc w tamtych czasach była taka bezbronność, że akurat sie do tego posówałam. Jednak teraz z perspektywy czasu wiecej rozumiem i wiem, z enie ma tak ż ektoś krzywdzi dla czystej przyjemności. Przeważnie krzywdzenie wiaze sie z najwiekszą własną krzywdą.
                    Ja też krzywdziłąm objawami nerwicy-kompulsjami. strasznie rodzinie przeszkadzałam, ale tego nie mogłam przeskoczyc bez podjęcia leczenia. A ze dopiero puxniej trafiłam do odpowiednich specjalistow, to przez pare lat robiłam naprawde wiele szkód. I czy mnie też można winić, za to ż epsychika tak działała?

                    milkaa
                    Uczestnik
                      Liczba postów: 136

                      „Jednak teraz z perspektywy czasu wiecej rozumiem i wiem, z enie ma tak ż ektoś krzywdzi dla czystej przyjemności. Przeważnie krzywdzenie wiaze sie z najwiekszą własną krzywdą.”

                      to jest chyba coś, z czym najtrudniej jest się w życiu pogodzić, zwłaszcza, kiedy samemu jest się stroną pokrzywdzoną…

                      Przepraszam, że zboczę na chwilę z tematu, ale czy słyszeliście może takie imię i nazwisko jak Stuart Howarth? Wydał dwie książki, obie serdecznie polecam, chociaż to straszne wyciskacze łez i są brutalne. Ogólnie w tych książkach opisał swoje życie, a lekko mu nie było – miał koszmarne dzieciństwo, zabił swojego ojca, miał problemy z używkami, trafił do więzienia… Ostatecznie wyszedł na prostą, ale teraz zmaga się z rakiem.
                      Kiedy czyta się te książki, to widać, jak bardzo wpływ na jego zachowanie miały przeżycia z dzieciństwa. Nie usprawiedliwiam takich zachowań, ale próbuję zrozumieć, a zrozumienie może otworzyć drogę do przebaczenia….

                      Winić, nie winić… na to pytanie Ci nie odpowiem, ważne, żebyś sama sobie przebaczyła pewne rzeczy i może się zrehabilitowała. Ale właściwie nie mogę się na ten temat wypowiadać, bo nie znam Twojej historii 🙂

                      lol
                      Uczestnik
                        Liczba postów: 5504

                        Millcia wypowiadając sie co do propozycji książkowych hehe założe sie że mi łza nie pocieknie. Ja mam tak serce zaciśniete, z enawet choroby śmiertelne w rodzinie mnie nie pędzą do smutku. Ogólnie rzecz biorąć jeszcze nawet lubie czytać, oglądać dramty, na swój sposób mnie ciesza. Ze mnie to taki dziwak, kompletnie nie rozumiem tych moich emocji związanych z trudnymi sprawami, krzywdzącymi sprawami.
                        Co prawda mam doś brutalne doświadczenia na różnych sferach, ale przemoc nie robi na mnie wrażenia. To znaczy nie robi na mnie wrażenia, jak ktoś jest ofiarą.

                      Przeglądasz 10 wpisów - od 1 do 10 (z 21)
                      • Musisz być zalogowany aby odpowiedzieć na ten temat.