Witamy › Fora › Rozmowy DDA/DDD › relacje z innymi ludzmi- normalne zachowania?
-
AutorWpisy
-
To się z czasem zmienia. Mi się to kojarzy z oswajaniem Lisa z "Małego Księcia" – codziennie jeden mały krok. Wydaje mi się też, że tutaj bardzo ważna jest osoba terapeuty, bo z nim buduje się więź i jeśli jemu się nie zaufa, to może być ciężko wejść w relację z innymi ludźmi.
….chyba dobrze to ująłeś …"jestes odpowiedzialny za to co oswoiłeś"…
ja boję się podejść i po prostu zagadać do koleżanek z klasy. czuję, jakby mnie nie chciały, jakbym była niepotrzebna. zawsze czekam, aż któraś z nich podejdzie, porozmawia. izoluję się i nie umiem tak po prostu sobie z kimś nawiązać kontakt 🙁
Ciezko jest tak…..ludzie nas nie znaja, nie wiedza co czujemy , co myslimy….wiec oceniaja nas po tym co widza….niestety w dzisiejszych czasach nikt nas nie bedZie nianczyl….szczegolnie w szkole…..pewnie jest Ci ciezko…jak sie nie usmiechasz to mysla ze taka jestes…..a mozesz miec tysiace powoddow dla ktorych sie nie usmiechasz…ja uciekalam w szkole w nauke….chlonelam wszystko co mnie interesowalo…czytalam wiele ksiazek….potem koledzy sie znalezli…bo pomagalam im odrabiac zadania domowe….tlumaczylam im wiele….i tak jakos mnie zaczeli przez to poznawac…mialam w klasie 20 chłopaków…wiec tym bardziej bylo mi ciezko, bo to mezczyzni a ja taka niesmiala, niewierzaca w swoj wyglad…z kompleksami…. Pozniej po kilku latach dowiedzialam sie nawet, ze jeden z nich byl we mnie zakochany…..co wogole by mi nie przyszlo do glowy….ze jak ktos moze sie we mnie zakochac…..ale tak bylo….. Nadal mam takie zachowania…mimo uplywu czasu….. Dzisiaj tak nad tym myslalam, gdy czytalam wasze odpowiedzi…., ze to wynika z tego, ze ja nie wierze w siebie, ze ja siebie nie akceptuje i nie kocham….. Jak mnie moze ktos pokochac, jak sama siebie nie kocham do konca….. Musze najpierw uwierzyc w siebie i siebie pokochac… praca nad soba… jezeli to mi sie uda, to uda mi sie pokonac wszystko albo wytrwac we wszystkim , w chorobach, problemach, nawet te bariery moje mysle, ze wtedy znikna……. Juz dwa kroki w tym kierunku postawilam….. i jest ktos kto mnie bardzo w tym wspiera, ktoremu za to jestem bardzo wdzieczna…
mam to samo- niby gadam zl udźmi ale podchodząc do jakiegoś grona odnoszę wrażenie, że nie jestem tam mile widziana, że jestem piątym kołem u wozu. W naukę już nie umiem uciekać bo… nic mi nie zostaje w głowie i nie mogę sięskupić, nawet teraz przerwałam lekcje bo od godziny próbuję obkuć jedną kserówkę a mam ich chyba z 10 a w środe sprawdzian i to z przedmotu rozszerzonego- nie umiem znaleć tej siły którą miałam kiedyś chociażby żeby uciec w naukę byle nie myśleć o tym jak mam spieprzone zycie
Mi często jest trudno – ale z biegiem czasu coraz łatwiej i łatwiej też jest być sobą. Owszem – uśmiechniętą, ale też jak jest mi smutno to mówię, że smutno (ale nie że od razu koniec świata i jestem najbardziej nieszczęśliwą osobą pod słońcem), albo jak jestem zła. Potrafię powiedzieć w pracy, że miałam ciężką noc, albo jestem podirytowana. Bez jakiś wielkich zwierzeń, taki ogólny "komunikat pogodowy".
Też czasem jestem skrępowana, żeby do innych podejść i ta po prostu zacząć rozmowę, nigdy też nie wiem co powiedzieć na sakramentalne "co słychać?" – ostatnio z uśmiechem mówię "nie lubię tego pytania bo nigdy nie wiadomo co powiedzieć :)". Ogólnie staram się nie szukać w panice tematów do rozmowy "na siłę", ale jak zaczynam to staram sie jakoś nawiązać do czegoś co możemy mieć wspólnego lub bieżących wydarzeń. Czasem w większym towarzystwie ciężko jest mi się "przebić", szczególnie ostatnio kiedy zwykle mam raczej kiepski nastój … Czuję się nieśmiała, choć jak o tym mówię w tak zwanym otoczeniu to mi przeważnie nie wierzą…
O ile tak zwaną sferę społeczną jakoś ogarniam to z bliskością problem jest ogromny. Po prostu nie umiem tak funkcjonować… Często w rodzinach alkoholowych są relacje, chore ale są – na przykład matka zwierza się córce jak przyjaciółce, dochodzi do różnych zależoności… u mnie emocji pozytywanych bliskich nigdy nie było – jeśli te pozytywne ti zdystansowane. Za to mnóstwo negatywych, kłótnie, awantury, bicie, wyzwiska. Potem wszystko jakby "znikało", nigdy nie było godzenia się, przepraszania, procesu wybaczania, dochodzenia do siebie. Po prostu albo awantura albo nie ma temetu. Wiele z tych wzorców niestety przejęłam…
W bliskich relacjach jest mi trudno – poztywne emocje nie za bardzo wiem jak wyrażać w jakiś rozsądny sposób (bo też niesety jak się przywiązuję to za bardzo), nie radzę sobie z negatywnymi. Nie wiem, kiedy moje odczucia sytuacji są prawdziwe kiedy nie, kiedy powinnam złość i żal w sobie stłumić, kiedy wyrazić i w jaki sposób… Często zgaduję co jest nornalne, nie chcę nikogo zniechęcać do siebie swoim dda – tylko nie wiem, gdzie są granice…
Inna rzecz, która mnie zastanawia ostatnio – w jaki sposób rozsądnie wyrazić to, że czuję się zaniedbywana, zapomniana, jak wyrazić żal na przykład w sytuacji, kiedy ktoś mi obiecał być w szpitalu a nie przyszedł. Tak, żeby szanować swoje uczucia ale "skutecznie" – to znaczy, tak, żeby następnym razem te osoby przyszły… Bo jasne, że mam rację, że jak ktoś obiecał, że do szpitala przyjdzie to powinien przyjść, tylko że moją racją niczego nie załatwię, żeby na przyszłość było lepiej.
-
AutorWpisy
- Musisz być zalogowany aby odpowiedzieć na ten temat.