Witamy › Fora › Rozmowy DDA/DDD › rozpadam sie
-
AutorWpisy
-
Heja,
Zaczalem grupe DDA i mityngi na poczatku grudnia. Teraz pracowalem nad krokiem 4tym, dokladny rachunek tego, co nam sie stalo, jacy w rezultacie tego jestesmy, i co zrobilismy innym.
Zrobilem dokladna analize (dokladna na tyle, na ile potrafie), mojego poczucia porzucenia, gniewu i zalu, tego, co innym zrobilem, itp…
Znowu co raz wiecej widze, rozumiem, co czuje, dlaczego, dlaczego zwiazki mi sie rozpadaly… Tylko jest problem… 🙁
Mianowicie mam wrazenie, ze sie rozpadam, czy tez nikne jak przekluty balon.. Jakby moja osobowosc sie rozpadla i mnie nie ma… nie wiem, czy to dobrze opisuje… Mam wrazenie, ze moje "zycie" jest bez sensu, zyje jakimis odruchami, refkleksami, schematami myslowymi, ktore naprawde nie sa moje…
To moje "ja" ktorym bylem, kiedy bylem nieswiadomy, niknie, ale nie mam zadnego innego ja… Zal mi siebie, i pogardzam soba, mam wrazenie, ze jestem fundamentalnie skazony i nic nie wart… Mam wrazenie, ze nie jestem wart, zeby ktos sie mna zainteresowal, kochal mnie, czy o mnie zabiegal, okazywal mi milosc… To uczucie, ktore jako dziecko wypchnalem do podswiadomosci, zeby przezyc, teraz wraca z taka straszna moca, ze nie wiem, co z nim robic… Czuje sie taki beznadziejny i nic nie wart…
Mam taki wielki zal i smutek, ze o DDA sie dowiedzialem tak pozno, ze tak wiele stracilem, tez z wlasnej winy… mam ochote plakac i nie wychodzic z domu…
Sorry, ze tak sie obnazam, ale wszystkie te uczucia powoduja, ze juz nie wiem powoli, kim i czym jestem …
Czy to "normalne" uczucie na tym etapie? Jesli go doswiadczaliscie, jak sobie z nim radziliscie?
Pozdrawiam,
WWitaj wojtek
Ja osobiście nie zaczęłam jeszcze nawet terapii, po prostu teraz nie mogę, ale podpisuję się pod Twoim wpisem, dokładnie tak się ostatnio czuję i kompletnie nie wiem jak sobie z tym poradzić… 🙁
Ty już idziesz dobrą drogą więc życzę wytrwałości;)Te uczucia i wrażenia są normalne w tej sytuacji, dopóki nie "wejdą" nowe wzory, będą się działy takie rzeczy.
A mozesz napisac pokrotce, jakie sa te nowe wzory i jak one "wchodza"?
O co chodzi? O umiejetnosc nazywania i wyrazania uczuc?
"Uczucia nie są wieczne. Dobrze przeżyte odchodzą":)
Całkiem niedawno przeszłam przez coś podobnego do tego co opisałeś Wojtku. Mój nieprawdziwy obraz samej siebie runął i stanęłam oko w oko z moją wrogością. Znacznie łatwiej było mi widziec sobie jako ofiarę, bo to wyzwalało we mnie współczucie, smutek, żal też gniew. Ale dogrzebanie się do ogromnych pokładów wrogości wywołało we mnie przerażenie, obrzydzenie. Czułam wtedy, jakby wrogośc była jedynym uczuciem jakie mam, jakbym cała była z niej zbudowana i nie posiadała nic innego. Tak silne było to uczucie. Było, bo już odeszło. Wybrzmiało z całą swoją siłą i odeszło.
To bardzo trudne ale przełomowe momenty w procesie zdrowienia:)
wojteksk zapisz:
„A mozesz napisac pokrotce, jakie sa te nowe wzory i jak one "wchodza"?O co chodzi? O umiejetnosc nazywania i wyrazania uczuc?”
W części też, ale generalnie o "zobaczenie" starych nieprawidłowych przekonań i zastąpienie ich nowymi.
wojteksk zapisz:
„A mozesz napisac pokrotce, jakie sa te nowe wzory i jak one "wchodza"?O co chodzi? O umiejetnosc nazywania i wyrazania uczuc?”
W części też, ale generalnie o "zobaczenie" starych nieprawidłowych przekonań i zastąpienie ich nowymi.
Też to miałem. Zobaczyłem całe rusztowanie mojego życia jako rusztowanie oparte na nałogach i krzywdzie i w środku… nic.
Dobrze w takiej sytuacji uświadomić sobie swoje mocne strony LUB uciec do ról (rola studenta, rola ojca, rola partnera) – czyli w środku cierpieć, ale jednak funkcjonować, znajdując w tej roli oparcie.
A co do mocnych stron to też pomocni bywają ludzie. Ja po czasie sajgonu w moim życiu gadam z kumplem, opowiadam co i jak u mnie, a on że zawsze mi zazdrościł, że dawałem sobie radę sam (finansowo) bez pomocy rodziców – uśmiechnąłem się w duchu ("jestem dda, jasne, że sobie daję radę w każdej sytuacji") – ale bardzo podbudował mnie tą uwagą, nie zdawałem sobie sprawy, że daję radę tak bardzo.
Do dziś sobie nie zdaję.
Być może Ty też sobie nie zdajesz z tego sprawy, jak bardzo dajesz radę.
Zobacz, jeżeli czujesz, że Ciebie nie ma, że znikłeś… to gratuluję, właśnie ruszyłeś o jeden krok dalej w stronę zdrowienia! Dobrze, że to czujesz, bo jeszcze jakiś czas temu pewnie byś tą sytuację zdławił!
Przechodzilam przez ten etap, miałam uczucie bezsensu życia , czułam lęk, czułam sie niepotrzebna .Ciągle katowalam sie pytaniem "po co żyć ?" , to był horror. Przezylam. Teraz czuje sie osobą wartosciowa, nadaje sens swojemu zyciu. Pytam siebie JAK żyć, co chce dalej robić , co chce zmienic….
-
AutorWpisy
- Musisz być zalogowany aby odpowiedzieć na ten temat.