Witamy Fora Rozmowy DDA/DDD Rozstanie

Przeglądasz 10 wpisów - od 1 do 10 (z 21)
  • Autor
    Wpisy
  • Avatartom567
    Uczestnik
    Liczba postów: 8

    Witam. Jestem Tomek mam 32 lata. Problem DDA/DDD nazwałem u siebie dosyć późno, bo dopiera przed rokiem i to tylko dzięki pomocy koleżanki, z którą niestety nie utrzymuję kontaktu, a która również jest DDA.

    W domu ojciec pił i pije, chociaż z zewnątrz nasza rodzina jest niby normalna, porządna, niczego materialnie nigdy nie brakowało. Od kiedy pamiętam zawsze czułem się inny od reszty, izolowałem się. Z jednej strony czułem się niby lepszy, ale prawda była inna. Czułem się bardzo samotny i nadal się tak czuję. Po ponad 5 latach związku i  roku bycia zaręczonym odeszła ode mnie po raz drugi moja narzeczona. Niestety również z rodziny z problemami, bo to chyba bardzo normalne, że takie osoby się przyciągają, a może aż tyle ich jest sam do końca nie wiem. Mieliśmy, a może raczej należałoby napisać, że ona miała plany na naszą wspólną przyszłość, bo ja ostatnimi czasy byłem całkiem obok tego wszystkiego. Ustalony termin ślubu, załatwiona sala itp.  Ona się bardzo na to wszystko cieszyła, ja niespecjalnie. Uczęszczaliśmy na kursy przedmałżeńskie w sumie z jej inicjatywy, chociaż ja też nie miałem nic przeciwko i to mnie utwierdziło w przekonaniu, że nie pasujemy do siebie, a rzeczą która nas najbardziej łączy jest łóżko. Postanowiłem, że zrobimy sobie abstynencję i z początku było trudno, bo bardzo ciężko odzwyczaić się od „dobrego”, od czegoś co ma się na co dzień. Jednak im mniej seksu tym więcej widać było czego nam brakuje, a tak naprawdę brakowało dużo- szczerej rozmowy. Wyszło, że nie potrafimy ze sobą normalnie rozmawiać. W naszym związku na palcach jednej ręki wyliczył bym wszystkie kłótnie, które przez czas bycia razem nam się przytrafiły. Nie potrafiliśmy powiedzieć sobie w cztery oczy co nam leży na sercu, dopiero gdy wszystko zaszło za daleko, że nie potrafiliśmy z sobą przebywać przyszedł moment refleksji i pisząc powiedzieliśmy sobie wszystko co tak naprawdę myślimy i tym sposobem się rozstaliśmy.

    Pisząc to szukam, zrozumienia, pocieszenia, porady, na pewno czegoś więcej niż jestem w stanie napisać.

    Avatardda93
    Uczestnik
    Liczba postów: 407

    Witaj Tomku,

    Niestety, jeśli chciałbyś usłyszeć słowa typu „Dobrze zrobiłeś” czy „Postąpiłbym tak samo na Twoim miejscu”, to ode mnie ich nie usłyszysz.

    Dlaczego? Dlatego, że moim zdaniem DDA/DDD bywają mistrzami w niszczeniu swoich związków. To, co zrobiłeś, wydaje mi się nieprzemyślane i brutalne. Będąc po wielu godzinach terapii i mityngów, sam bym NATYCHMIAST odszedł od kogoś, kto by mnie postawił w takiej sytuacji jak Ty Twoją narzeczoną. Dlaczego? Bo takich rzeczy się zwyczajnie nie robi. I tyle.

    Ludzie mówią, że tak jak ryba psuje się od głowy, tak rozpad związku zaczyna się od końca seksu. Ty zaś tę głowę po prostu odciąłeś, nie dając szans temu związkowi, niezależnie od tego, czy pozostała część „ryby” była dobra, czy zła, czy rokująca…

    Mam wrażenie, że po prostu zrobiłeś sobie symulację, jak mogłoby być między Wami za lat kilka, kiedy największy seksualny płomień wygaśnie. Nie biorąc jednak pod uwagę tego, że w tym czasie obojgu Wam charaktery mogą się zmienić, czy że pojawienie się potomstwa może wnieść coś nowego.

    Z tego co piszesz, Twoja narzeczona wymogła na Tobie parę rzeczy, na które tak naprawdę wcale nie miałeś ochoty. Ceremonia ślubna, okazałe przyjęcie, wspólne chodzenie na nauki (a może w ogole się z tą religią nie utożsamiasz?). Ty w mocnym odwecie odebrałeś bliskość fizyczną jej i sobie, co dla mnie nabiera wymiaru eksperymentowania na ludziach.

    Pomiędzy Wami zabrakło gdzieś dialogu. Każde z Was tworzyło swoją bajkę – a może zabrakło tej bajki wspólnej.

    Podsumowujac, być może ten związek miał marne szanse przetrwania i warto było go zakończyć. Ale może jednak nie w ten sposób, bo być może tym co zrobiłeś wdrukowałeś w dziewczynie traumę (zależy od jej wrażliwości), a sobie zrobiłeś plamę na honorze, którą możesz wspominać latami. Wiem coś o tym, bo sam nie zawsze rozstawałem się w „fajny” sposób.

    Przyjrzałbym się natomiast temu, czy przypadkiem podświadomie nie sabotujesz swoich związków. Bo może Ci się trafić kiedyś większa miłość. I zrobisz to samo. I możesz wtedy dużo bardziej żałować.

    Czasem warto używać słowa „nie”. Zanim dojdziemy do fazy, gdy robimy dla kogoś coś, czego naprawdę nie chcemy. I zanim jedynym dostępnym wyjściem z tej sytuacji stanie się zniszczenie wszystkiego.

    • Ta odpowiedź została zmodyfikowana 2 tygodni, 1 dzień temu przez Avatardda93.
    AvatarAggy
    Uczestnik
    Liczba postów: 15

    Cześć tom567

    uświadomiony problem DDA nie jest równoznaczny z tym, że coś z tym robisz. To samo nie przejdzie niestety. Co do poczucia samotności, wyobcowania, to jeśli występuje ono zawsze, niezależnie od tego czy jesteś sam czy z kimś bliskim (np. w obecności narzeczonej) to chyba problem leży w Tobie, w tym nieszczęsnym syndromie, którego jest to typowy objaw. Myślę, że nikt tego dla Ciebie nie zmieni,  nie poczujesz się mniej samotny, dopóki nie dopuścisz do siebie kogoś  Ale jak to zrobić, mające te wszystkie mechanizmy obronne DDA? No właśnie, tu trzeba pytać specjalistów. Idź na terapię – polecam. Być może nie pasowaliście do siebie z narzeczoną, a być może nikt nie może do Ciebie pasować, dopóki się sam nie naprawisz. Nie szukaj winy w partnerce, zrób to co ty możesz po swojej stronie dla siebie i wszystkich osób, które spotkasz na swojej drodze. To samo doradziłabym Twojej byłej narzeczonej.

    Powodzenia 🙂

    • Ta odpowiedź została zmodyfikowana 2 tygodni, 1 dzień temu przez AvatarAggy.
    Avatartom567
    Uczestnik
    Liczba postów: 8

    Niestety nie uczęszczam na żadną terapię, a czuję, że powinienem. Jedyne co zrobiłem to rozmowa z księdzem, który ma doświadczenie w pracy z osobami uzależnionymi, ale to jakoś niewiele mi dało, a może nie odebrałem tego jak powinienem.

    Tylko czy na samym seksie można oprzeć cały związek, jeżeli nie za bardzo jest coś więcej między dwojgiem ludzi? Ostatnio już nawet seks był słaby nie taki jak kiedyś. Zacząłem za dużo myśleć, co będzie i czy na pewno tego chcę. Zacząłem jeszcze bardziej bać się życia, a może też i odpowiedzialności. Gdyby pojawiło się potomstwo to na pewno inaczej by się życie potoczyło, ale to tylko przypuszczenie. Wydaje mi się, że od początku za bardzo wszystko poszło w jedną stronę, zamiast poznawać się i rozmawiać przeszliśmy do sfery fizycznej, która nas zgubiła, bo było przyjemnie, a nikt nie pomyślał, czy aby na pewno jesteśmy w stanie z sobą żyć bez tego i jak później będzie wyglądało nasze życie. Nigdy nie było między nami jakiegoś większego dialogu, wspólnych zainteresowań, które mogłyby nas zbliżać na co dzień. Brakowało mi tego bardzo, ale nie umiałem tego zmienić.

    Dzięki mnie moja była zaczęła chodzić do kościoła, więc utożsamiam się z Tą religią. Wcześniej moja była, była wierząca, ale nie praktykująca, bo taki przykład wyniosła z domu. Cieszyłem się bardzo z tego, że ją przekonałem do czynnego życia religijnego, bo wiara ma u mnie duże znaczenie.

    Przeżywam bardzo nasze rozstanie, chociaż tak naprawdę jestem z tym całkiem sam. W ciągu naszej znajomości było dużo szczęśliwych chwil, których nigdy nie zapomnę do końca życia.

    Avatardda93
    Uczestnik
    Liczba postów: 407

    Tomku, żebyś mnie źle nie zrozumiał. Nie widzę nic niegodziwego w tym, że ludzie się rozstają, bo uznali, że do siebie nie pasują – to bolesne, przykre, ale też uczciwe.

    Natomiast przeraża mnie możliwość dzielenia związku na seks i nie-seks. Bo na przykład jak zakwalifikujesz czułe przytulenie – jako seks czy nie-seks? Dla mnie to jedno i drugie zarazem. A bez bliskości fizycznej związek to nie związek, a raczej platoniczna przyjaźń lub… kółko dyskusyjne.

    Czy Ty doświadczyłeś kiedyś bliskości fizycznej (pogłaskanie, przytulenie, dotyk), która była zarazem miłością?

    Avatartom567
    Uczestnik
    Liczba postów: 8

    Ja ostatnimi czasy za bardzo od strony wiary chciałem do tego wszystkiego podejść. Życie do ślubu, a właściwie to już tylko przed ślubem bez seksu. Chciałem zobaczyć, (może to brutalne po takim czasie, ale mnie w takim samym stopniu to dotknęło jak i ją) czy jest coś jeszcze co nas łączy. Może to też był jakiś pretekst, żeby pokazać, że coś między nami się wypaliło i dłużej nie potrafię udawać, że wszystko jest dobrze.

    Chciałem, żebyśmy umieli się dogadywać i żeby było kolorowo. Chciałem, żebyśmy umieli się kłócić i godzić, ale nie było kłótni. Nie było wspólnego dialogu.

    AvatarAggy
    Uczestnik
    Liczba postów: 15

    Ja myślę, że seks jest pewną formą wyrażania uczuć – bliskości, oddania, zaangażowania i miłości.

    Jeśli to były prawdzie „zbliżenia” (to słowo bardzo tu pasuje) to takie doznania działają kojąco na duszę. Manifestują więź. Najlepiej byłoby rozciągnąć to uczucie więzi na inne sfery życia, choć może to przychodzić mniej naturalnie – rozmowy i dialogu, które dają poczucie bycia zrozumianym trzeba się nauczyć.  Szkoda że w momencie kiedy udało wam się „porozumieć” pisząc, doprowadziło to jednocześnie do kulminacji wyznań, a w konsekwencji do rozstania.

    Ksiądz to nie psychoterapeuta, rozmowa z nim może cię pokrzepić, ale nie da konkretnych narzędzi na to jak radzić sobie z emocjami, które towarzyszą ci na codzień.

    Współczuję ci tych wątpliwości, wydaje mi się, że sam jesteś dla siebie zagadką. To jest stresująca sytaucja takie rozstanie z zaangażowanego związku. Nie powinieneś być sam. Nikt Ci nie odpowie czy Twój związek był rokujący a ty go właśnie własnymi rękami zniszczyłeś ze strachu. Czy też nie był to dobry związek i intuicja ci podpowiedzała żeby z niego odszedł. Terapia jest naprawdę kluczowa dla DDA żeby życie przestało być taką zagadką.

    Być może ten kryzys właśnie ma cię doprowadzić do punktu kiedy zdecydujesz się sięgnąć po pomoc –  na formu znajdziesz informacje gdzie jej szukać.

    Avatardda93
    Uczestnik
    Liczba postów: 407

    Tak sobie właśnie uświadomiłem, że religia, którą oboje wyznajecie, raczej nie przewiduje w swoich dogmatach seksu przed ślubem. Zastanawiam się więc, czy to rozstanie nie jest dla Ciebie prostym sposobem na wyzbycie się poczucia winy, że zrobiłeś coś nieodpowiedniego wraz z osobą, która je spowodowała.

    Choć z drugiej strony, ponoć sednem tej religii (jeśli dobrze zgaduję o którą chodzi) są dwa przykazania miłości – i wszystkie inne dogmaty są mniej istotne.

    Często ludzie z tzw. dobrych, ale „zimnych” domów mają problem z otrzymywaniem i dawaniem bliskości, a seks bywa jedynym sposobem w jaki potrafią to robić. Lecz to wymaga pracy nad sobą, a nie potępienia.

    Co do wspólnych zainteresowań, nie przesadzałbym… Portale randkowe pełne są notorycznie samotnych osób, dla których najważniejsze w kandydacie na partnera jest „żeby lubił bluesa i chodzić po górach tak jak ja”.

    Moim zdaniem ważniejsze są wspólne wartości. To, czy zamierzamy chrzcić dzieci. Czy nie jest tak, że jedna osoba chce pójść na spacer, a druga pić, palić i imprezować. Czy jedna nie goni za pieniędzmi, gdy druga woli życie proste, spokojne, ale uczciwe. Czy możemy mieć trzy psy w domu i kłaść się w butach na łóżko. Na takich „banałach” wykłada się wiele związków…

    P.S. Być może właśnie zaczynasz uczyć się tego, że odpowiedzialność nie polega na ucieczce, gdy coś się wymknie spod kontroli, ale na wzięciu odpowiedzialności za szczęście i los swój i drugiej osoby.

    AvatarAggy
    Uczestnik
    Liczba postów: 15

    Trzymaj się Tomek, w ogóle fajnie że pojawiłeś się na forum.

    To już jest jakiś krok w kierunku szukania wsparcia.

    Avatartom567
    Uczestnik
    Liczba postów: 8

    Dziękuję. Ty również się trzymaj. Pozdrawiam

Przeglądasz 10 wpisów - od 1 do 10 (z 21)
  • Musisz być zalogowany aby odpowiedzieć na ten temat.