Witamy Fora Rozmowy DDA/DDD Rozwód z powodu uwiklania w rodzinę pochodzenia

Przeglądasz 2 wpisy - od 1 do 2 (z 2)
  • Autor
    Wpisy
  • bluelagoon12
    Uczestnik
      Liczba postów: 1

      Cześć,

      Maz zlozyl pozew o rozwód (wg tego co mowi, jeszcze nie dostałam pozwu).

      Jest mi bardzo przykro, bo byliśmy razem 8 lat, dla mnie to kawal czasu i to za dluga i za powazna relacja, by tak latwo ją zakonczyc. Co prawda nie była to relacja zdrowa, tylko toksyczna i przemocowa, ale i tak nie mogę jej przeboleć.

      Ja nie czuję, że to jest jednoznacznie zły człowiek, mam do niego sprzeczne uczucia, dużo złego zrobil, ale darzę go jakimś uczuciem.

      Dlatego tak ciężko mi odżalowac stratę… Mamy też dziecko, synka, 7 lat.

      Zamieszkaliśmy na początku u rodziny męża, bo nie mieliśmy pieniędzy, a ja pracy. To było jedyne wyjście, żeby być razem. Myślę, że oboje się bardzo kochaliśmy- przynajmniej mąż tak deklaruje, a ja mówię za siebie, ze tak, bardzo go pokochałam, choć z czasem, bo na początku naszej znajomosci nie chciałam z nim byc, widziałam że dużo manipuluje i to mnie odstraszyło.

      Mimo to udało mu się wciągnąć mnie ponownie do relacji no i zostaliśmy parą, głównie dzięki jego naciskom.

      Jak zamieszkaliśmy u jego rodziny na początku było dobrze (bo byliśmy zakochani, świeżo po ślubie), a potem zaczął się mój horror.

      Maz twierdzi, że jego też… Tyle że będziecie znać relację z mojej strony.

      Zaczęliśmy się potwornie kłócić, on się ode mnie izolował i uciekał, ja na niego napieralam, bo chciałam bliskości itd.

      Mam problemy z gniewem, z panowaniem nad złością.W złości potrafię wyzwać ludzi pd najgorszych, wszystkimi możliwymi epitetami.

      Wyzywalam też jego rodzinę, zwłaszcza rodziców. Może mi się nie zdziwicie czemu….

      Otóż oni stosowali na mnie przemoc psychiczna, dyskredytację mojej osoby, wysmiewali się ze mnie, krytykowali, kontrolowali całe nasze małżeństwo, bylam na ich celowniku.

      Cały czas kierowali mężem, jak ma postępować w tym małżeństwie, także a raczej przede wszystkim wobec mnie.

      Jak mezowi jeszcze na mnie zależało, wymuszałam na nim, by z nimi rozmawial. Zawsze go to kosztowało wiele stresu i unikał tego.

      W końcu się wyprowadziłam.Maz wcale nie dążył, bym wróciła, zważa na to, że mamy dziecko i ono nas bardzo kocha (jest bardzo wrażliwym chłopcem).

      Maz zaprzecza, że kierują nim rodzice.

      Właściwie wszystkiemu, co mówię zaprzecza. Także argumentami na pewno go nie naklonie do powrotu

      Żyliśmy w takim zawieszeniu 1.5 roku.

      Ja przez ten czas, gdy mąż przychodził do mieszkania, w którym mieszkam z synem widzieć się z nim, wyrzucałam na niego wszystkie swoje złe emodje, swoją złość.

      On chyba nie wie, skąd one się biorą.. myśli że to z powodu choroby psychicznej ja dostaje takich histerii.

      Płaczę, histeryzuję, czasem go desperacko zatrzymywałam w drzwiach.

      Wiem, że to żałosne, ale wiecie doskonale czemu tak robiłam- powodu lęku przed odrzuceniem.

      Maz mysli, że to dlatego że mi na nim tak zalezy, podbudowywal się tym z bratem.

      On na nasze spotkania zaczął brata przyprowadzać, bym nie zaczela swoich ataków na niego, gdy wchodzi.

      Dlaczego mam do niego tako żal?

      Dlatego, że mam wrażenie, że on się mną bawi.

      Jeszcze podczas tej separacji, wielokrotnie wspolzylismy, on potrafił po 2 dniach od tego, powiedzieć ze chce rozwodu. Czułam się oszukana, upokarzana tym, wykorzystywana. Teraz już z nim tego nie robię, ale myślałam po prostu że dla niego coś to znaczy, przecież byliśmy razem wiele lat, mieszkaliśmy razem 4.

      Maz spędzał też czas ze mną i synkiem, jak twierdzi po to, by nie było mi przykro, ale on mówi tak roznie, że nie wiem co jest prawda, a co nie. Pytałam, czy tylko dlatego, to czasem mówi, że jemu wtedy też jest miło i ma namiastkę rodziny.  Rozumiecie coś z tego?

      Ta relacja jest jak rollercoaster, on zmienia do mnie stosunek, nie wiem od czego to zależy, ja wtedy jestem cala rozhuśtana, rozchwiana.

      Pytałam go wielokrotnie, czy mnie kocha, mówił często że nie, ale jednocześnie on się w jakiś sposób o nas troszczy, przesyła nam pieniądze (inaczej za bardzo nie umie), czasem jak ma lepszy humor, to się do mnie zbliża (tak emocjonalnie lekko też, ale jest bardzo na dystans). Udzielał mi na to różnych odpowiedzi, że nie chce ze mną być i mnie nie kocha, ale często też mówił że nie wie, czy mnie kocha.

      Wydaje mi się, że to drugie jest bliżej prawdy, ale może się oszukuję.

      Często też mówi mi, abym poszukała kogoś dobrego, lepszego , jednocześnie wyczuwam zazdrość o mnie, jak o tum mowi, widać że mu przykro jest, że nie jest do końca z tym pogodzony.

      Wiem, że nie jestem mu całkiem obojętna, ale jednocześnie nie decyduje się ze mną żyć.

      Jego rodzina mnie nienawidzi, nie akceptuje – niestety cala. On jest z nimi bardzo związany.

      Szkoda, ze nie umiał nigdy tego wszystkiego rozdzielić- mógłby żyć ze mną żyć i synem, bo to my jesteśmy teraz jego rodzina, a ich odwiedzać.. nie zabronilabym mu tego (on mnie ma za zaborczą).

      On tak nie chciał. Chciał, abyśmy mieszkali tam wszyscy razem, z jego rodziną, choć wiedział, ze tam cierpię. Wręcz mnie do tego przymuszał.

      Nawet, gdy mieliśmy już lepsze możliwości finansowe.

      Jego matka mnie nie znosi, manipuluje nim bardzo, żeby miał zły obraz mnie – ja nie mam nałogów, nie zdradziłam też go nigdy, ale ona i tak wynalazła moje braki , a najbardziej to chyba to, że jestem „zaburzona”/chora.

      On też mnie nie zdradził, mimo iż 1.5 roku już nie jesteśmy razem, tzn. Osobno mieszkamy. Tak przynajmniej twierdzi, a ja mam intuicję że też tak jest, może jestem strasznie naiwna, trudno. Wiem, że on pije alkohol, prawie codziennie.

      On nie chce opuścić swojej rodziny i się jej przeciwstawić.

      Mówi, że w relacji ze mną jest cierpienie i dlatego nie chce jej ( moje chore emocje, ale one wiaza się właśnie z tym jak on mnie traktuje i jego rodzina – całkowicie mnie ignorują, nie liczą sie ze mną, a gdy próbowałam się im postawić, śmiali mi się w twarz, a Maz potem ich przepraszał, że awantury im robię.

      Ja go w jakiś sposób kocham, ale nie mogę tak żyć dłużej, jestem jeszcze mloda.

      On chce zakończyć to cierpienie rozwodem, ale zastanawiam się, jak on może nie rozumieć tego, co ja mu piszę ? Przecież dokładnie mu opisuję, co czuję i dlaczego się tak zachowuję.

      Piszę mu przykre rzeczy na temat jego i jego rodziny, to prawda, ale prawdziwe. A on nazywa mówi, że przez to cierpi.

      On cierpi ? A co ja mam powiedzieć?

      Zostałam sama z dzieckiem, wychowuje syna właściwie od urodzenia, bo mąż nie za bardzo się do tego garnął, a jego matka tylko wtedy gdy miała akurat kaprys, bym przyprowadziła wnuka.

      Oni nawet ze mną nie rozmawiają- wszystko załatwiają jego rękoma, także spotkania z wnukiem. Mnie od 1.5 roku olewają, jakbym umarła.

      Ja już sobie z tym wszystkim nie radzę, dlatego tak wybucham.

      Matka i brat go umacniają w przekonaniu, że jestem świrnięta, że będzie do końca życia ze mną cierpiał, że ma jedno życie, że po rozwodzie trochę pocierpi, a potem nasz relacje się polepsza.

      On w to uwierzył, a jak pisze, wyrzucam na niego negatywne emocje, bo mnie rani. Prosiłam, żeby przestał, ale to nie skutkuje, więc moja frustracja rośnie.

      Jest mi przykro z powodu pozwu rozwodowego, bo chciałam to jeszcze naprawić, a on mówi że już nie chce.

      Jednocześnie czasem jego zachowania wskazują, że coś do mnie czuje.

      Nie wiem, co mam zrobić, zgodzić się na rozwod ?

      Opisać w Sądzie, jak nasze pożycie wyglądało?

      On by chciał oczywiście po cichu się rozwieść, żeby nie ciągnąć tego i nie przechodzić stresu.

      Ale dla mnie to niesprawiedliwe- za dużo cierpienia przeszłam, bym to miala ukrywać.

      Od razu mowie, bo wiem że zaproponujecie terapię- terapia z nim to tylko ponowne odtwarzanie cierpienia, on manipuluje terapeutami, a że jest wtedy spokojniejszy i zrównoważony, a ja cala napięta i zestresowana, wręcz krzycząca, mają go za ofiarę przemocy , a nie odwrotnie. Jak poznaliśmy osobę, terapeutę, który na te gierki się nie nabierał, a starał się być obiektywny, bo oboje zawiniliśmy, to mąż już nie chce, ze juz mu się odechcialo, że już chce to zakończyć. Boli mnie to, bo właśnie ten człowiek mógł nam pomóc. Maz sabotuje proces terapii, póki mówiono tam o mnie źle, chodził chętnie, bo czuł się ofiarą. Gdy tylko ktoś go skrytykował, nie radził sobie i potem wyładowywał na mnie swój gniew. Boli mnie to, bo narobił mi nadziei – próbowaliśmy z wieloma terapeutami, ale to ja rezygnowałam, bo nie mogłam znieść, jak on mnie tam przedstawia, a terapeutki mu wierzą bezkrytycznie, wręcz mnie atakowały- pani jest zaburzona, pani maz płakał przez panią… Ja po tych terapiach czułam jeszcze większą złość.

      Czy myślicie, że faktycznie chodzi o moje emocje i dlatego on nie chce ze mną być, bo boi się, że będę takie napady miała co jakiś czas, czy bardziej chodzi o to, że chce zostać z rodziną?

      Dlaczego on boi się i nie chce się im postawić?

      Co by się musiało zdarzyć, by on chciał takiej terapii i przyjął prawdę o sobie, ze też coś wniósł negatywnego do tej relacji I też mogłam cierpieć przez niego? Czy to w ogóle możliwe?

      Co mam zrobić, odpuścić mu, opłakać tę relację? Widzicie po moim wpisie, że była dla mnie cenna, bardzo ważna i szczerze go kochałam. Nie rozumiem, dlaczego on tak postępuje, jednocześnie nie rozwodzil się ze mną tyle czasu.

      • Ten temat został zmodyfikowany 1 tydzień, temu przez bluelagoon12.
      Jakubek
      Uczestnik
        Liczba postów: 879

        Ja bym radził indywidualnie spotkać się z terapeutą. Zadbać o własny psychiczny dobrostan. Na terapię par może być za wcześnie, jeśli uczestnicy jeszcze nie poukładali się z sobą samym. Nie patrz na męża. Może on jeszcze nie ma gotowości do takiej pracy. Koncentrując się na własnej terapii możesz zyskać inne spojrzenie na Wasze małżeństwo, może pojawią się nowe rozwiązania, kiedy Ty będziesz bardziej świadoma cała Wasza Trójka na tym zyska.

      Przeglądasz 2 wpisy - od 1 do 2 (z 2)
      • Musisz być zalogowany aby odpowiedzieć na ten temat.