Witamy Fora Rozmowy DDA/DDD Rozwód z powodu uwiklania w rodzinę pochodzenia

Przeglądasz 8 wpisów - od 1 do 8 (z 8)
  • Autor
    Wpisy
  • bluelagoon12
    Uczestnik
      Liczba postów: 5

      Cześć,

      Maz zlozyl pozew o rozwód (wg tego co mowi, jeszcze nie dostałam pozwu).

      Jest mi bardzo przykro, bo byliśmy razem 8 lat, dla mnie to kawal czasu i to za dluga i za powazna relacja, by tak latwo ją zakonczyc. Co prawda nie była to relacja zdrowa, tylko toksyczna i przemocowa, ale i tak nie mogę jej przeboleć.

      Ja nie czuję, że to jest jednoznacznie zły człowiek, mam do niego sprzeczne uczucia, dużo złego zrobil, ale darzę go jakimś uczuciem.

      Dlatego tak ciężko mi odżalowac stratę… Mamy też dziecko, synka, 7 lat.

      Zamieszkaliśmy na początku u rodziny męża, bo nie mieliśmy pieniędzy, a ja pracy. To było jedyne wyjście, żeby być razem. Myślę, że oboje się bardzo kochaliśmy- przynajmniej mąż tak deklaruje, a ja mówię za siebie, ze tak, bardzo go pokochałam, choć z czasem, bo na początku naszej znajomosci nie chciałam z nim byc, widziałam że dużo manipuluje i to mnie odstraszyło.

      Mimo to udało mu się wciągnąć mnie ponownie do relacji no i zostaliśmy parą, głównie dzięki jego naciskom.

      Jak zamieszkaliśmy u jego rodziny na początku było dobrze (bo byliśmy zakochani, świeżo po ślubie), a potem zaczął się mój horror.

      Maz twierdzi, że jego też… Tyle że będziecie znać relację z mojej strony.

      Zaczęliśmy się potwornie kłócić, on się ode mnie izolował i uciekał, ja na niego napieralam, bo chciałam bliskości itd.

      Mam problemy z gniewem, z panowaniem nad złością.W złości potrafię wyzwać ludzi pd najgorszych, wszystkimi możliwymi epitetami.

      Wyzywalam też jego rodzinę, zwłaszcza rodziców. Może mi się nie zdziwicie czemu….

      Otóż oni stosowali na mnie przemoc psychiczna, dyskredytację mojej osoby, wysmiewali się ze mnie, krytykowali, kontrolowali całe nasze małżeństwo, bylam na ich celowniku.

      Cały czas kierowali mężem, jak ma postępować w tym małżeństwie, także a raczej przede wszystkim wobec mnie.

      Jak mezowi jeszcze na mnie zależało, wymuszałam na nim, by z nimi rozmawial. Zawsze go to kosztowało wiele stresu i unikał tego.

      W końcu się wyprowadziłam.Maz wcale nie dążył, bym wróciła, zważa na to, że mamy dziecko i ono nas bardzo kocha (jest bardzo wrażliwym chłopcem).

      Maz zaprzecza, że kierują nim rodzice.

      Właściwie wszystkiemu, co mówię zaprzecza. Także argumentami na pewno go nie naklonie do powrotu

      Żyliśmy w takim zawieszeniu 1.5 roku.

      Ja przez ten czas, gdy mąż przychodził do mieszkania, w którym mieszkam z synem widzieć się z nim, wyrzucałam na niego wszystkie swoje złe emodje, swoją złość.

      On chyba nie wie, skąd one się biorą.. myśli że to z powodu choroby psychicznej ja dostaje takich histerii.

      Płaczę, histeryzuję, czasem go desperacko zatrzymywałam w drzwiach.

      Wiem, że to żałosne, ale wiecie doskonale czemu tak robiłam- powodu lęku przed odrzuceniem.

      Maz mysli, że to dlatego że mi na nim tak zalezy, podbudowywal się tym z bratem.

      On na nasze spotkania zaczął brata przyprowadzać, bym nie zaczela swoich ataków na niego, gdy wchodzi.

      Dlaczego mam do niego tako żal?

      Dlatego, że mam wrażenie, że on się mną bawi.

      Jeszcze podczas tej separacji, wielokrotnie wspolzylismy, on potrafił po 2 dniach od tego, powiedzieć ze chce rozwodu. Czułam się oszukana, upokarzana tym, wykorzystywana. Teraz już z nim tego nie robię, ale myślałam po prostu że dla niego coś to znaczy, przecież byliśmy razem wiele lat, mieszkaliśmy razem 4.

      Maz spędzał też czas ze mną i synkiem, jak twierdzi po to, by nie było mi przykro, ale on mówi tak roznie, że nie wiem co jest prawda, a co nie. Pytałam, czy tylko dlatego, to czasem mówi, że jemu wtedy też jest miło i ma namiastkę rodziny.  Rozumiecie coś z tego?

      Ta relacja jest jak rollercoaster, on zmienia do mnie stosunek, nie wiem od czego to zależy, ja wtedy jestem cala rozhuśtana, rozchwiana.

      Pytałam go wielokrotnie, czy mnie kocha, mówił często że nie, ale jednocześnie on się w jakiś sposób o nas troszczy, przesyła nam pieniądze (inaczej za bardzo nie umie), czasem jak ma lepszy humor, to się do mnie zbliża (tak emocjonalnie lekko też, ale jest bardzo na dystans). Udzielał mi na to różnych odpowiedzi, że nie chce ze mną być i mnie nie kocha, ale często też mówił że nie wie, czy mnie kocha.

      Wydaje mi się, że to drugie jest bliżej prawdy, ale może się oszukuję.

      Często też mówi mi, abym poszukała kogoś dobrego, lepszego , jednocześnie wyczuwam zazdrość o mnie, jak o tum mowi, widać że mu przykro jest, że nie jest do końca z tym pogodzony.

      Wiem, że nie jestem mu całkiem obojętna, ale jednocześnie nie decyduje się ze mną żyć.

      Jego rodzina mnie nienawidzi, nie akceptuje – niestety cala. On jest z nimi bardzo związany.

      Szkoda, ze nie umiał nigdy tego wszystkiego rozdzielić- mógłby żyć ze mną żyć i synem, bo to my jesteśmy teraz jego rodzina, a ich odwiedzać.. nie zabronilabym mu tego (on mnie ma za zaborczą).

      On tak nie chciał. Chciał, abyśmy mieszkali tam wszyscy razem, z jego rodziną, choć wiedział, ze tam cierpię. Wręcz mnie do tego przymuszał.

      Nawet, gdy mieliśmy już lepsze możliwości finansowe.

      Jego matka mnie nie znosi, manipuluje nim bardzo, żeby miał zły obraz mnie – ja nie mam nałogów, nie zdradziłam też go nigdy, ale ona i tak wynalazła moje braki , a najbardziej to chyba to, że jestem „zaburzona”/chora.

      On też mnie nie zdradził, mimo iż 1.5 roku już nie jesteśmy razem, tzn. Osobno mieszkamy. Tak przynajmniej twierdzi, a ja mam intuicję że też tak jest, może jestem strasznie naiwna, trudno. Wiem, że on pije alkohol, prawie codziennie.

      On nie chce opuścić swojej rodziny i się jej przeciwstawić.

      Mówi, że w relacji ze mną jest cierpienie i dlatego nie chce jej ( moje chore emocje, ale one wiaza się właśnie z tym jak on mnie traktuje i jego rodzina – całkowicie mnie ignorują, nie liczą sie ze mną, a gdy próbowałam się im postawić, śmiali mi się w twarz, a Maz potem ich przepraszał, że awantury im robię.

      Ja go w jakiś sposób kocham, ale nie mogę tak żyć dłużej, jestem jeszcze mloda.

      On chce zakończyć to cierpienie rozwodem, ale zastanawiam się, jak on może nie rozumieć tego, co ja mu piszę ? Przecież dokładnie mu opisuję, co czuję i dlaczego się tak zachowuję.

      Piszę mu przykre rzeczy na temat jego i jego rodziny, to prawda, ale prawdziwe. A on nazywa mówi, że przez to cierpi.

      On cierpi ? A co ja mam powiedzieć?

      Zostałam sama z dzieckiem, wychowuje syna właściwie od urodzenia, bo mąż nie za bardzo się do tego garnął, a jego matka tylko wtedy gdy miała akurat kaprys, bym przyprowadziła wnuka.

      Oni nawet ze mną nie rozmawiają- wszystko załatwiają jego rękoma, także spotkania z wnukiem. Mnie od 1.5 roku olewają, jakbym umarła.

      Ja już sobie z tym wszystkim nie radzę, dlatego tak wybucham.

      Matka i brat go umacniają w przekonaniu, że jestem świrnięta, że będzie do końca życia ze mną cierpiał, że ma jedno życie, że po rozwodzie trochę pocierpi, a potem nasz relacje się polepsza.

      On w to uwierzył, a jak pisze, wyrzucam na niego negatywne emocje, bo mnie rani. Prosiłam, żeby przestał, ale to nie skutkuje, więc moja frustracja rośnie.

      Jest mi przykro z powodu pozwu rozwodowego, bo chciałam to jeszcze naprawić, a on mówi że już nie chce.

      Jednocześnie czasem jego zachowania wskazują, że coś do mnie czuje.

      Nie wiem, co mam zrobić, zgodzić się na rozwod ?

      Opisać w Sądzie, jak nasze pożycie wyglądało?

      On by chciał oczywiście po cichu się rozwieść, żeby nie ciągnąć tego i nie przechodzić stresu.

      Ale dla mnie to niesprawiedliwe- za dużo cierpienia przeszłam, bym to miala ukrywać.

      Od razu mowie, bo wiem że zaproponujecie terapię- terapia z nim to tylko ponowne odtwarzanie cierpienia, on manipuluje terapeutami, a że jest wtedy spokojniejszy i zrównoważony, a ja cala napięta i zestresowana, wręcz krzycząca, mają go za ofiarę przemocy , a nie odwrotnie. Jak poznaliśmy osobę, terapeutę, który na te gierki się nie nabierał, a starał się być obiektywny, bo oboje zawiniliśmy, to mąż już nie chce, ze juz mu się odechcialo, że już chce to zakończyć. Boli mnie to, bo właśnie ten człowiek mógł nam pomóc. Maz sabotuje proces terapii, póki mówiono tam o mnie źle, chodził chętnie, bo czuł się ofiarą. Gdy tylko ktoś go skrytykował, nie radził sobie i potem wyładowywał na mnie swój gniew. Boli mnie to, bo narobił mi nadziei – próbowaliśmy z wieloma terapeutami, ale to ja rezygnowałam, bo nie mogłam znieść, jak on mnie tam przedstawia, a terapeutki mu wierzą bezkrytycznie, wręcz mnie atakowały- pani jest zaburzona, pani maz płakał przez panią… Ja po tych terapiach czułam jeszcze większą złość.

      Czy myślicie, że faktycznie chodzi o moje emocje i dlatego on nie chce ze mną być, bo boi się, że będę takie napady miała co jakiś czas, czy bardziej chodzi o to, że chce zostać z rodziną?

      Dlaczego on boi się i nie chce się im postawić?

      Co by się musiało zdarzyć, by on chciał takiej terapii i przyjął prawdę o sobie, ze też coś wniósł negatywnego do tej relacji I też mogłam cierpieć przez niego? Czy to w ogóle możliwe?

      Co mam zrobić, odpuścić mu, opłakać tę relację? Widzicie po moim wpisie, że była dla mnie cenna, bardzo ważna i szczerze go kochałam. Nie rozumiem, dlaczego on tak postępuje, jednocześnie nie rozwodzil się ze mną tyle czasu.

      • Ten temat został zmodyfikowany rok, temu przez bluelagoon12.
      Jakubek
      Uczestnik
        Liczba postów: 932

        Ja bym radził indywidualnie spotkać się z terapeutą. Zadbać o własny psychiczny dobrostan. Na terapię par może być za wcześnie, jeśli uczestnicy jeszcze nie poukładali się z sobą samym. Nie patrz na męża. Może on jeszcze nie ma gotowości do takiej pracy. Koncentrując się na własnej terapii możesz zyskać inne spojrzenie na Wasze małżeństwo, może pojawią się nowe rozwiązania, kiedy Ty będziesz bardziej świadoma cała Wasza Trójka na tym zyska.

        dda93
        Uczestnik
          Liczba postów: 641

          Hej, bluelagoon12,

          Z boku wygląda to tak: Zaczęliście Wasz związek od bardzo toksycznej sytuacji – mieszkania u rodziców, tym gorzej dla Ciebie, że u tej drugiej, nieprzychylnej Ci strony.

          Do tego masz podejrzenie, że Twój mąż jest zewnętrznie sterowany – to byłoby trudne i złe w każdym związku.

          Wasze dziecko na pewno ma niełatwo, bo oboje rodziców ma w rozsypce. Z tego co piszesz mąż za dużo pije i ma duże problemy z samoświadomością. O sobie piszesz zaś, że masz chorobę psychiczną (jakaś diagnoza była, leczysz się na coś?) i wykazujesz cechy osoby współuzależnionej lub osobowości zależnej. Macie więc dużo do roboty, czy to razem, czy każde z osobna.

          Rozumiem, że z tym rozwodem nikt Was nie goni, więc można to odłożyć na później i zrobić już na spokojnie, nie w emocjach?

          Dużo napisałaś, ale w końcu nie usłyszałem, które z Was jest DDA – podejrzewam, że oboje?

          Nic tu nie będzie łatwo ani szybko, ale żeby się poprawiło trzeba iść do psychologa i w ogóle zacząć. Z sądem zaś zawsze zdążycie.

           

           

           

           

          bluelagoon12
          Uczestnik
            Liczba postów: 5

            Hej, ja napisałam, że mąż myśli, że jak ja mam histerię i napady złości, to to jest choroba psychiczna.

            A ja nie wiem, czemu on i jego rodzina tak to postrzega, to że ktoś w chwilach naprawdę silnego stresu, albo gdy go coś boli, nie panuje nad sobą, nie znaczy, że jest chory.

            Nie pisałam nic , że jestem chora i mam diagnozę.

            Masz rację, naszemu dziecku na pewno jest trudno. Dlatego chodzimy do psychologa w dwójkę, a on ma to w dupie mam wrażenie, nigdy nie zagaduje o to.

            Ja męża w ogóle nie rozumiem i w tym rzecz. Nie rozumiem, czemu się tak odsuwa, aż do takiego stopnia, czemu nie chce z nami mieszkać.

            Pomyślałam, że skoro straszy mnie co jakiś czas pozwem, a go nie składa, to może jednak coś tam mnie kocha. Tyle razy już mnie nim szantażowal, właściwie od kilku lat. Żeby to nie było tak, że on na piśmie ma żonę, oficjalnie, a nieoficjalnie sobie mnie zdradza od lat, a ja frajerka jeszcze się czymś ludzę…

            Ja rozumiem, że on sobie nie radzi, że te emocje wywalam bezpośrednio do niego, ale z drugiej strony – ja żyję w strasznych toksynach. Może go kocham, a może tylko jestem uzależniona od niego. Toksyny te polegają na tym, że on nie rozmawia ze mną o mnie, tylko ze swoimi rodzicami o mnie, o moich zachowaniach, najgorszych problemach, słabościach, wadach. Wstydzę się tego okropnie, on mnie tym odziera z godności. Jak zaufać takiemu facetowi, który notorycznie przekracza moje granice ?

            To nie jest fair, co on robi. Nie ma 15 lat. Komunikacja idzie przez jego rodziców , on zamiast problemy ze mną rozwiązywać ze mną, omawia je szeroko z matka.

            Jego matka jest kontrolująca i nadopiekuńcza, mam wrażenie, ze go zawłaszczyła i go chroni.

            Uważam też, że psuje związek.

             

            Uważam też, że skoro zdecydował się kiedyś mnie poślubić, to powinien mnie wspierać, skoro mam ewidentne problemy z impulsywnością, a nie odsuwać się ode mnie i obgadywać , to napędza konflikt. On albo tego nie rozumie, albo ma to gdzieś.

            Poza tym mowi mi przykre rzeczy, nie wiem, czy je realizuje, ale bardzo mnie nimi poniża- że chce poznać kogoś spokojnego, że będzie kiedyś z kimś innym, że na razie żadna go nie chce.

            Co chce mi przez to powiedzieć?

            Bo dla mnie to jest strasznie niedojrzałe i roszczeniowe podejście do związku- chcę być z kimś innym, bo Ty nie jesteś spokojna, przy Tobie czuję się źle i nie chcę tego znosić, mogę mieć inna, lepsza. Tak się czuję właśnie. I to nie jest mile uczucie, to ponizajace słyszeć takie teksty. Ja to widzę inaczej, skoro się kochaliśmy, to mieszkany razem, wspieramy się i skoro ktokolwiek  z nas ma problem, to nie odsuwamy się od siebie, tylko wspieramy emocjonalnie w leczeniu.

            Ja tego nie zrobiłam, nie odsunęłam się od niego, mimo iż ma on mnóstwo problemów, które wypiera i którym zaprzecza-  z alkoholem, cierpi od lat na nerwicę, oczywiście nieleczona, bo cyt. On w to nie wierzy, że terapia cokolwiek pomoże, z agresja (nie kontroluje złości, agresję wyładowuje na mnie i na przedmiotach), z okazywanie uczuc, z emocjami (chyba ma je zablokowane), z matka której nie stawia granic i jest w zażyłym kontakcie. Tego jest więcej, ale opisałam najważniejsze.

            I jak on to rozwiązuje? A no tak, że chodzi od terapeuty do terapeuty i nadaje na mnie, a one mu mówią, żeby dal sobie spokój, bo go niszczę (to tak w skrocie). Może też mnie kłamać, on naprawdę sporo kłamie.

            Do tego jak wyżej, poniża mnie, sugerując że znajdzie kogoś „lepszego”, spokojniejszego. Nie wiem, czy po takich słowach powinnam jeszcze się łudzić nadzieją, czy raczej go pogonić.

            Mówi też bardziej żałosne rzeczy np. A wiesz, że jakby inna dziewczyna podeszła i mnie całowała, też bym ją całował, jakby była taka ładna jak Ty?

            Przecież to jest żałosne, myślę że powinnam po czymś takim sama złożyć pozew, bo on oprócz tych tekstów ma naprawdę dużo za uszami. Prawdę mówiąc każdy mi się stuka w głowę, czemu ja jeszcze sama nie złożyłam tego pozwu, on mnie ewidentnie nie szanuje.

            Nie wiem, czemu on tego nie robi, nie wiemy, czy mnie zdradza, czy nie, czy traktuje na przeczekanie, aż w końcu go zechce ktoś „spokojny”… jeśli tak jest, jest mocno wyrachowany.  A ja nie potrafię tego ocenić, nie siedzę w jego głowie. Na pewno nie traktuje mnie fair, to na pewno.

            • Ta odpowiedź została zmodyfikowana rok, 4 miesięcy temu przez bluelagoon12.
            bluelagoon12
            Uczestnik
              Liczba postów: 5

              Oboje jesteśmy DDA, jak już zauważyliście.

              Tyle, że z nim jest znacznie ciężej niż ze mną i generalnie ja wiem na rozum, że powinnam go pierwsza dawno temu zostawić.

              Nie wiem po co on to ciągnie, jeśli jest jak podejrzewam, że się spotyka z innymi, a na papierze ma rodzinę, to jest to mega wyrachowane, wg mnie. Ja nie jestem aż tak zdesperowana, by to znosić. Nie wiemy jednak, czy tak jest. Niestety obawiam się, że jak zapytam, zaprzeczy, czy to prawda, czy nie. Więc się nie dowiem. On mieszka z rodzicami, ale to nie ma znaczenia, bo może gdzieś łazić przecież.

               

              Z nim jest znacznie ciężej, bo ja nie zaprzeczam problemom i chcę się leczyć, czekam na terapię indywidualna, jestem już po grupowej, a niebawem mam też spotkania z psychologiem DDA (w klubie dla alkoholikow) – ja sama nie piję.

              Problem też w tym, ze on wszelkie problemy zrzuca na mnie, jestem po prostu „nieodpowiednią kobietą”, najpiew był mną zauroczony (ale to dawno temu, póki nie wyprowadziłam się), teraz widzi wszystko co złe- dewaluacja ?

              Wydaje mi się, że jakby miał mnie całkowicie gdzieś, to by już to zakończył. Czego on chce nie wiadomo.

              Ja wiem, że nie chcę żyć z nieuczciwym gościem, a mam wątpliwości co do jego lojalności. Pamietam, że jak coś się psuło między nami, to zaczynał się rozglądać za innymi, przeglądać ich zdjęcia i marzyć o „lepszym zwiazku”.

              Pamiętam też, że jak miałam z nim kiedyś przerwę, to od razu się zaczął logować na portalach randkowych, pisać do jakiś starych dziewczyn, z którymi miał kontakt. Dlatego boję się, że teraz też to robi, a przy moim lęku przed odrzuceniem, to nie jest mile, bo na podstawie jego wcześniejszych odpałów, mam lęki, że teraz to robi, a nawet więcej, a czemu ze mną nie kończy ostatecznie, nie wiem. Obawiam się, że to żadna miłość z jego strony, tylko ja chciałabym tak myśleć.

              Wiem, że te zachowania są mocno niestabilne, ale to śmieszne, bo on widzi niestabilność głównie we mnie, u siebie nic nie widzi…

              A i jeszcze na terapii się nauczył- wpędzasz mnie w winę! I tym się broni ciągle. Jego terapię trwają parę spotkan i są tylko o mnie, dziwię się ze psychologowie na to się godzą- może w tym też mnie kłamie…

              • Ta odpowiedź została zmodyfikowana rok, 4 miesięcy temu przez bluelagoon12.
              dda93
              Uczestnik
                Liczba postów: 641

                OK. Skoro nie masz żadnych poważnych zaburzeń psychicznych, to już jest dobrze. To znaczy, że wiele Twoich zachowań może być powodowane Twoim byciem DDA. Zachowania histeryczne mogą wynikać z poczucia bezwartościowości, bezsilności, odrzucenia, braku poczucia bezpieczeństwa. Agresja może być skutkiem długotrwałego kumulowania się problemów, własnych traum, braku umiejętności postępowania w różnych sytuacjach i radzenia sobie z emocjami.

                Masz spory problem z Twoim mężem, bo wygląda, że ma nieodciętą pępowinę od mamy i reszty rodziny. Nie decyduje o własnym życiu. Podlewanie DDA i niedojrzałości emocjonalnej alkoholem dodatkowo mu szkodzi.

                Niepokoją mnie też bardzo manipulacyjne zachowania tego faceta. Raz Ci mówi, że nie jest Ciebie godny i Ty zasługujesz na kogoś lepszego. Za chwilę podkłada Ci pod nos wizerunek kogoś, kto miałby być „lepszą przyszłością” dla niego. To zachowanie bardzo toksyczne dla związku, które nie robi niczego dobrego.

                Tak samo z tym pozwem. Normalny człowiek albo by go złożył, albo nie złożył. Takie przedłużanie i trzymanie Cię w niepewności służy temu, żeby on miał Cię w garści i czuł, że ma nad Tobą kontrolę.

                Twój mąż stosuje emocjonalny szantaż, próbuje Cię wpędzić w złe myślenie o sobie, manipulować Tobą i kontrolować. To marne przejawy miłości. Do tego zdaje się używać formy przemocy teraz zwanej „gaslighting”, która polega m.in. na uporczywym wmawianiu drugiej osobie choroby psychicznej.

                Co w tej sytuacji możesz zrobić? Pójść do terapeuty – najlepiej, gdyby się specjalizował we współuzależnieniach, pomocy ofiarom przemocy, terapii par. Zajrzeć na mityng Al-Anon lub DDA. Zadzwonić na Niebieską Linię i spytać o możliwości pomocy w radzeniu sobie z cudzą przemocą i Twoim gniewem – bo Twoje wybuchy złości w rękach osób Ci nieprzychylnych stanowią broń przeciwko Tobie. I mogą stanowić pretekst do np. ograniczenia Ci praw rodzicielskich. Dlatego powalcz trochę o siebie, nie myśl cały czas tylko o związku (którego być może już nie ma). Bo stawka jest wysoka.

                 

                 

                bluelagoon12
                Uczestnik
                  Liczba postów: 5

                  Dzięki dda93, na terapię indywidualną już czekam.

                  A mój mąż…Nie wiem, czy z mojej strony to jest miłość, może tylko współuzależnienie.

                  To co on mi robi, to jest przemoc emocjonalna i jest to toksyczne, masz rację.

                  I masz racje, że on sam mnie nie kocha, zresztą często nawet tak mówi.

                  Pytasz o moje diagnozy – mam zaburzenia osobowości, ale nie chcę pisać dokładnie jakie tu na forum (mieszane) jedna z nich jest właśnie chwiejna emocjonalnie.

                  Tak, mój mąż to kawal drania.

                  Czemu go kocham, to pytanie już do terapeuty. Z tą kontrolą masz całkowicie rację, on jest niestety mocno zaburzony. Na terapię swoją nie pojdzie, chyba że Sad go przymusi, na przemoc dowodów jako takich nie mam, chyba że prawnik coś doradzi z tymi dowodami. Sama osobiście bylam z nim u psychiatry, ale poszedl tylko na jedną wizytę, stwierdzone zaburzenia osobowości, jakie dokładnie jeszcze nie stwierdzono. Maz chodzi po terapeutach i manipuluje nimi, nie wiem czy to źle świadczy o terapeutach, czy o nim samym, że się wciągają w jego gierki.

                  Masz rację, uświadamiasz mi coś, co ja sama doskonale wiem i mówią mi to „wszyscy „. W nim milosci nie ma, jest za to manipulacja, szantaz, straszne kompleksy i niskie poczucie własnej wartości. Ale połknęła rybka haczyk – ja nią jestem. Póki ją ma, pewnie jej łatwo nie wypusci, choć zastrasza mnie tym ciągle.

                  Dzięki za odpowiedzi.

                  bluelagoon12
                  Uczestnik
                    Liczba postów: 5

                    Hej, wracam do wątku, bo nadeszły zmiany.

                    Maz zlozyl pozew o rozwód.

                    O dziwo ja nawet z tego powodu nie płacze, jakbym wiedziała, że ten moment nadejdzie.

                    Ogólnie, aż mnie dziwi moja reakcja, bo mam duży lęk przed odrzuceniem i te histerie, o których wcześniej pisałam, były właśnie powodowane tym, że jego zachowanie mnie odrzucało (czułam się odrzucona) – lekceważenie, niesłychanie mnie, ignorowanie.

                    To chyba najgorsze, co można zrobić człowiekowi- ignorowanie.

                     

                    On widział, że mi w jakiś sposób jeszcze na nim zależy, przychodził do dziecka.

                    Gdy się pojawiał w drzwiach, próbowałam z nim gadać.

                    Może to nie miejsce i moment, ale on nawet nie odbiera ode mnie telefonów, mówi że się boi moich nerwów.

                    Fakt, ja mam problem duży z negatywnymi emocjami, czasem wręcz zaczynam krzyczeć, a tego wcale nie odbieram jako krzyk.

                    Tak mnie emocje kontrolują..

                    Wiem, że dużo pracy przede mną, wiem że kolejny związek mi nie wyjdzie jak będę tak dala się ponosić emocjom.

                     

                    Ale z drugiej strony, jak macie taka zimna rybę jak mój mąż po drugiej stronie, to możliwe że on mnoe po prostu triggeruje, wyzwala najgorsze instynkty.

                     

                    Z reguły jest niby pozornie spokojny, opanowany i kulturalny.

                    Ale on moim zdaniem ma techniki manipulacyjne jak lekceważenie, ignorowanie co mówię, udawanie że nie słyszy.

                    To sprawia, że dosłownie się gotuje.

                     

                    On chodził na terapię ze mną, pan mówił mu – jakby Pan tak żony nie traktował, nie zamykał przed nią drzwi, gdy dostaje ataku , to by tego nie było. Mówił mu, że jak bedzie olewał mnie i unikał interakcji (czuje się wtedy jak gowno, po prostu niewazna), wybuchy złości będą się nasilać.

                    Efekt – był miły jeden dzień, na drugi wszystko wróciło do normy.

                    Podejrzewam u niego osobowość narcystyczna, pan na terapii mu mówił, że on tłumaczenie się przed żona, przepraszanie jej, bądź po prostu takie przyznawanie się, k.. mac źle coś zrobiłem, dlatego cierpisz, uważa za słabość.

                     

                    Wywnioskowałam po wielu jego zachowaniach, że on ma co najmniej rys narcystyczny.

                    Bo jak facetowi zależy, to chyba jakoś się nauczy zmodyfikować zachowanie, by nie krzywdzić żony?

                     

                    A może z tego co piszę Wam tutaj, można wywnioskować, że on nie jest w stanie zmienić swojego zachowania ?

                    Dziwi mnie to, bo kiedyś „na rękach mnie nosil”, czuję się tak, jakbym mu się zwyczajnie znudziła.

                     

                    On mówi „relacja go przeciazyla”, ale się czuję przez niego jak smiec, bo on już dawno temu mówił, że ze mną nie bedzie, podejrzewam że mu wiele rzeczy się we mnie nie spodobało, m.in. te wybuchy emocjonalne, czy on nimi gardzi?

                    To znaczy mną, poprzez to że widzi mnie jako agresywna wariatkę?

                     

                    Czy wiecie, jak to mniej więcej wygląda?

                    Że ja wychodzę z siebie, przy nim to nawet rzucałam się na podłogę, a on sobie stał, albo ubieral buty i wychodził bez słowa, albo mówił cześć.

                    Prosiłam , błagałam, zostań, a on podejmował decyzję i miał w dupie moje szlochy.

                     

                    Mnie to zachowanie wygląda na narcyza.

                    Najlepsze że on się miał za bardzo wrażliwego faceta i że kobiety takich jak on ponoć nie lubią.

                    Na koniec jeszcze się dowiedzialam, że przeze mnie on się nie czuje mesko.

                     

                    Oczywiście. Wszystko o nim.

                    Mam wrażenie, że jest totalnie na sobie skoncentrowany i co kobieta ma mu dać, a jak się nią rozczaruje, to odchodzi. Powiedzcie, czy dobrze to widzę.

                    I czy możliwe by same trudności z kontrolowaniem emocji go tak odstraszyły?

                     

                    Jest mi przykro, bo pomimo iż swoich problemów jeszcze nie przepracowałam, to k.. kupowałam książki, choćby o leku przed bliskością, który to moim zdaniem ma on, starałam się go rozumieć.

                    On mnie nie, takie mam wrażenie.

                    Mam wrażenie, że jest roszczeniowym gościem, którego partnerka ma spełniać konkretne żądania, by było mu dobrze.

                    I oczywiście usłyszałam, ze nie byl ze mną szczęśliwy i nie czuł się kochany.

                    Teraz pytanie, czy ja taka beznadziejna bylam (wiem, nie znacie mnie), czy gość miał wielkie ego i nie spełniłam jego oczekiwan co do związku.

                    Boli mnie to trochę, o dziwo za nim nie płacze, jak go nie widzę kilka dni to nawet jakoś nie tęsknię, a te pozytywne wspomnienia jakoś bledna.

                    Może przestaję go kochać.

                  Przeglądasz 8 wpisów - od 1 do 8 (z 8)
                  • Musisz być zalogowany aby odpowiedzieć na ten temat.