Witamy Fora Rozmowy DDA/DDD rozwód z rodzicami

Przeglądasz 8 wpisów - od 1 do 8 (z 8)
  • Autor
    Wpisy
  • victoria
    Uczestnik
      Liczba postów: 65

      Witajcie…
      dzis moj ojciec swoja wypowiedzia spowodował, że mam ochotę pojechac do rodzinnego domu (250 km), spakowac resztę moich rzeczy, ktora jest u nich, zabrać psa (moj) i uciać z nimi kontakt raz na zawsze…
      Mam zwyczjanie dość traktowania mnie jak popychadła i szmatki, ciagle wieczna krytyka, wyolbrzymianie wad, niezauważanie pozytywnych cech…. wieczne podcinanie skrzydeł… To BOLI…. i dłużej tak nie wytrzymam :’-(
      ¯adnego wsparcia duchowego czy psychicznego… O materialnym nie mowię, bo to akurat tak ¼le nie jest, wchodza nawet w grę pożyczki, gdy w razie czego jest pilna potrzeba na jakiś większy wydatek.
      Ale jak przetłumaczyć choremu ojcu, że tak nie można?…. ¯e dorosła, czy nie – jestem jego corka i zasługuję na szacunek z jego strony?…
      ¯e jest alkoholikiem i powinien się leczyć?…
      Każdorazowa proba delikatnego przetłumaczenia mu, że jest alkozależny, konczy się awantura i wyzwiskami pod adresem osoby, ktora chce mu to "wmowić".
      Co robić w tej sytuacji?.
      Czy będę wyrodna corka, jeśli zabiorę resztę rzeczy z rodzinnego domu i będę kontatkować się z nimi przy okazji świat albo i rzadziej?….
      Co o tym myślicie?…

      sztywny
      Uczestnik
        Liczba postów: 409

        Hej victoria.
        Ja 9 lat temu zrobiłem to samo, spakowałem swoje rzeczy i powiedziałem "wychodzę", niestety to nie rozwiazało problemy, nadal czuję się tak, jakbym tam mieszkał. Z rodzinnego domu nikt nie telefonuje do mnie ot tak sobie, tylko wtedy jak ojciec coś nabroił, albo znowu wyladował w szpitalu. Chciałbym nie wiedzieć co sie tam u niego dzieje, chciałbym się całkowicie od tego odciać, ale niestety to nie jest możliwe. Po 30-tu latach pijanstwa i awantur zdecydowaliśmy się na doprowadzenie go przed sad i leczenie zamknięte.
        Pozdrawiam.

        Anonim
          Liczba postów: 20551

          Czesc Victoria!
          Ja tez od jakiegos czasu w domu nie mieszkam, ale co z tego jak caly czas mysle o nich.Taka ucieczka nie jest rozwiazaniem a co jest nie wiem moze wiara w sama siebie i uswiadomienie sobie, ze jest sie odpowiedzialnym za wlasne zycie.Moj ojciec ma za soba juz leczenie zamkniete i kilka innych terapii ale niestety u niego jest ten sam problem nie zdaje sobie sprawy ze jest alkoholikiem, wiec nikt mu pomoc nie moze…Moja mama nareszcie zdecydowala sie na eksmisje i separacje gdyz wlasnym zdrowiem przyplacila 25 lat malzenstwa z alkoholikiem.
          Jednak wydaje mi sie ze chociaz chce sie odseparowac od domu to i tak trudno przeciac ta pepowine
          A jezeli chodzi o jaka kolwiek motywacje czy wsparcie to nigdy tez nie mialam go w domu to boli, ale dobrze ze spotkalam na swojej drodze ludzi dzieki ktorym czuje sie potrzebna to pomoglo mi przetrwac
          Teraz staram sie poznac wlasna wartosc, poznac siebie, zeby nikt nie mogl podciac mi juz skrzydel chociaz latwe to nie jest
          Pozdrawiam

          Edytowany przez: Khanitta, w: 23.05.2006 14:33

          victoria
          Uczestnik
            Liczba postów: 65

            Khanitta i Sztywny – dziekuję za Wasze odpowiedzi…
            Macie rację, to chyba niewiele da, nawet gdy mocno ograniczę kontakty z rodzicami, jakaś wię¼ ciagle będzie mnie ku nim ciagnać… Pomimo, że jestem przez nich bolesnie raniona, to jednak sa moi rodzice…
            Jest ciężko jednym słowem. Moim marzeniem jest, żeby ojciec zaczał terapię ale nie mam już odwagi wspominać o tym, bo w odpowiedzi słyszę, że jestem "nawiedzona histeryczka, dziwaczka, nienormalna fanatyczka i beznadziejna kobieta tak ogolnie"… Mama też boi się cokolwiek wspominać ojcu o jego alkoholizmie, udaje, że wszsytko jest w porzadku i świetnie gra swoja rolę w tym chorym teatrze… Rodzenstwo niby widzi problem, niby przytakuje, ale jak przychodzi co do czego, to każdy spuszcza głowę i milczy… Boimy się powiedzieć prosto w twarz tacie, że jest alkoholilkiem, bo jego reakcja na to słowo jest nieobliczalna….
            🙁

            ankakz
            Uczestnik
              Liczba postów: 9

              a ja nie mieszkam z ojcem, ktory jest alkoholikiem na poziomie, jak ja to nazywam i uważam, że jest to super, bo daje możliwość oderwania się od starej rodziny (ba ja już szczęsliwie mam swoja). Ja mam 29 lat i dopiero teraz, kiedy trafiłam na terapię dla dda uświadomiłam sobie, że jestem dorosła, i że moj ojciec też jest dorosły, i że ja go nie zmienię. Mogę zmienić siebie. I dzięki terapi naprawdę całkiem nie¼le mi idzie.
              Na terapie trafiłam, bo tak jak ty szukałam pomocy dla ojca, bo chciałam żeby mnie akceptował z moimi pomysłami na życie, z moimi wartościami, pogladami itp, a uważałam, że to jego alkoholizm mu na to nie pozwala. Wyobra¼ sobie, kobieta lat prawie trzydziesci, kochajacy maż, dwoje dzieci i płacze, bo jej tatusiowi coś się nie podoba. Odkad na terapi uświdomiłam to sobie potrafię przejść spokojnie ponad jego krytyka.
              Alkoholizm mojego ojca to jego problem, ja go naprawdę kocham, ale nie mam czasu się nim zajmować. Może wyda Ci sie to okrutne, ale pomyśl jak wiele czasu zajmuje nam myślenie o naszych chorych tatusiach. Jak ich wyleczyć , jak ich namowić, jak ich przekonać i gdzie w tym wszystkim my – ich corki, ktore powinny być przez nich wspierane a nie odwrotnie?
              Zrobisz jak zechcesz, ale ja się cieszę, że z nim nie mieszkam – musiałam stoczyć ciężka walkę o nie wrocenie do domu po studiach, musiałam znosić urazę, musiałam znosić wieczne wypominki przy byle jakim problemie z obecnym mym miejscem życia, ale warto , naprawdę. Bo w domu u ojca ciagle byłabym coreczka, a z dala od niego jestem kobieta dorosła.
              Teraz coraz częściej jetem dorosła i w jego obecności. 🙂
              Aż się uśmiecham na tę myśl. 🙂
              To, że nie mieszkam z ojcem i że nie wczuwam się w jego picie nie znaczy że go nie kocham. Ja nie jestem jednak przyczyna jego choroby ani tym bardziej jego lekarstwem. Dlatego nic tam po mnie.
              Pozdrawiam Cie goraco i życzę siły przy podejmowaniu trudnych decyzji.

              victoria
              Uczestnik
                Liczba postów: 65

                Witaj Ankakz 🙂 Dziekuje Ci za te wypowiedz, bardzo mi to pomoglo i podnioslo na duchu. Jestem w terapii już 9 miesiac i widzę u siebie ogromna poprawę, rownież w relacjach z ojcem. Ale jednak najwyrazniej jeszcze sie do konca nie wyleczylam z syndromu DDA, bo jak wczoraj sie zorientowalam, raniace i okrutne slowa mojego ojca wywoluja u mnie ciagle ogromne i bolesne emocje…
                Mam nadzieje, ze juz niedlugo bedzie ze mna coraz lepiej. Etap nienawisci do taty mam juz za soba. Teraz jest to glownie wspolczucie i chec calkowitego zerwania kontatku z tym chorym domem. Na szczescie mieszkam daleko od nich i ostatnio udaje mi się za często do nich nie je¼dzić. Czuje sie coraz czesciej dorosla kobieta a nie corka mojego taty. I widze, ze jemu sie to nie podoba. To, ze nie dzwonie do niego z pytaniem o rade w sprawie np. samochodu. Wie, ze ktos inny mi doradza i wyprowadza go to z rownowagi. Sa wtedy krzyki, ze to przeciez jego powinnam zapytac, ze jest moim ojcem i ma prawo wiedziec z czym mam problem. Im bardziej staje sie dorosla w relacji z nim tym wiecej agresji wystepuje z jego strony. Stad pomysl calkowitego juz tym razem uciecia kontaktow z tym czlowiekiem, nie chce ciagle byc raniona i ponizana. Mam swoje zycie, plany i marzenia. No trudno, moj tato traci w tym momencie corka (podobno ta najukochansza o ironio losu). Jego wybor. Pa

                Anonim
                  Liczba postów: 20551

                  zaja mnie do rozstroju nerwowego, do tego naturalnie regularnie doklada reke moj ojceic, od zawsze wmawiano mi, ze nie potrafie podjac zadnej slusznej decyzji, wiec radzilam sie madrzejszych- efekt skonczylam studzia, ale wybralam mniejsze zlo, mam prace, ale nie jest to ta wymarzona, skonczylo sietotalnym skolowaniem, bo spod ich opiekunczych skrzydelek, chcialam uciec piod inneskrzydelka – faceta, ktory chyba tez miala swja koncepcje, obawiam sie niepodwazalna, ale tego nie wiem, nie udalo mi sie sprawdzic, tak na prawde to chyba niewiele mie to obchodzio, myslalam, ze jak mznajde faceta, wystarczajaco bogoatego, to sie wreszcie ode mnie odczepia i beda zadowoleni- otoz nie i ten okazal sie nie wystarczajaco dobry.obie nieszczesliwe, ojciec tez, ale przyzzli sobie prawo ingerowania w kazda sfere mojego zycia i nie chca z tego przywileju rezygnowac, jezeli pozwalaja mi na samopdzelnosc, to tylko po to, zeby wytknac mi bledy – a nie mowilam, ze tak bedzie, teraz wiesz, ze mozesz liczyc tylko na nas.wszyscy inni sa zli.i tak zyje sobie nieszczeliwa, terapia tez jest naturalnie – be, najpierw mnie na nia wysylali.mam tego mdosc po dziurki w nosie, do tej pory brakowalo mi odwagi, zeby sie sprzeciwic, postawic im, poniewaz bojkotowali nawet nak=jmniejsza probe z takiej reakcji z mojej strony, szantazujac mnie jaka to ze mnie niewdziecznica, teraz chyba powoli zaczynam czuc, ze mam inne wyjscie, nie jestem na nich skazana, znajda sie ludzie, ktorzy mnie zaakceptuja i uszanuja moje zdania, a ja bede musiala odpowiedziec im tym samym, do cholery mam przeciez prawo do popelniania bledow,mimo, ze oni regularnie mi je odbirali wmawiaja, ze jestem do niczego, ciekawe co oni takiego osiagneli, co zrobili, zeby byc szczesliwymi, ponoc zawsze wszystkiego bylo mi malo i nie docenialam, tego co mialam, czyli ich staran.
                  Czas przerwac te pepowine-kompletnie nie wiem co w zamian, poniewaz nie znam innych sposobow funkcjonowania, to mnie przeraza, bo wieje pustka, ale chce ta pustke wypelnic po swojemu, ale bez pomocy mi sie nie uda. boje sie co dalej, to strach powoduje, ze od kilku tyg tkwie w tym mniejscy, ponoc stawiam sobie poprzeczki, ktorych nie widac, powinnam zaczac od czegos mniejszego, ale potrzrebuje pomocy i wsparcia. i troche radosci i usmiechu

                  Anonim
                    Liczba postów: 20551

                    poczateczek wiidze mi uciekł, wlasciwie to chcialam napisac o dobrych radach jakich udzielaja nam inni, najczesciej nie pytajac nas o zdanie i daja sami sobie nie wiadomo na jakiej podstawie takie prawo, w moim wypadku, to moja matka, siostra i ojciec, najgorsze jes t w tym wszystkim to, ze kazde z nich ma swoja koncepcje jak ma wygladac moi=je zycie i wzajemnie zarzucaja mi brak wlasnego zdanie i uzaleznienie od opini swego przeciwnika.czyl matka, z ojcem, ze siostra, siostra, ze matka, mnatka chorobliwie zazdrosna o ojca, wciaz knuje, ojcie dla swietego spokoju woli ochrzanic mnie niz matke, wciaz nie pojuja, ze jestem dorosla i nie dam soba juz pomiatac, ciezko idzie im pogodzenie sie z tym.
                    Brrrrrrrrrrr, ale sie wscieklam – WRESZCIE na wlaściwe osoby i z slusznego powodu 😉

                  Przeglądasz 8 wpisów - od 1 do 8 (z 8)
                  • Musisz być zalogowany aby odpowiedzieć na ten temat.