Witamy › Fora › Rozmowy DDA/DDD › Sami na planecie ziemia
-
AutorWpisy
-
Witajcie
Przeczytałam już mnóstwo wątków na przeróżnych forach tego typu. Do stworzenia własnego skłonił mnie ten straszny stan, który zapewne część z was doskonale zna. Stan, który stawia między nami a światem grubą, zabrudzoną szybę, który nakłada na nas ciemny i ciężki ołowiany płaszcz, stan który oblepia ciemną smołą…przez ten czas w mojej głowie pojawiało się mnóstwo określeń tego typu.
Depresja – bo o niej mowa, stała się moją przyjaciółką zapewne już dawno temu, ale żyłyśmy tak nie wchodząc sobie wzajemnie w drogę.
Dwa lata temu zawitały do mnie stany lękowe. Uczucia, że „umieram” nie mogłam już zignorować. Po krętych ścieżkach samodiagnozy w końcu trafiłam do gabinetu psychiatry, wiedziałam już co i jak ponieważ na wszystko jestem w stanie się przygotować, wiedziałam, że potrzebuje farmakoterapii. Dostałam paroksetynę, nie na długo, pół roku. Odstawiamy – usłyszałam na ostatniej wizycie. Odstawiłam stopniowo bez skutków ubocznych. I choć od tamtego czasu w moim życiu nie zaszły jakieś znaczące zmiany, wciąż bez pracy, bez znajomych w życiu realnym, z niechęcią do wchodzenia w relacje bo „jeszcze za wcześnie i muszę poukładać sobie życie”, to muszę powiedzieć, że na lekach żyło mi się znacznie lżej. Lekkość w głowie, stabilny nastrój, cieszenie się życiem i przestałam tak wszystko analizować co dawało ogólne poczucie wolności. Kiedy leki przestały działać wkradły się nieco stare nawyki, strach i wycofanie, natomiast wciąż dużo wyniosłam z tego zaburzenia i uważałam, że w życiu radzę sobie już lepiej i powolutku sobie je w końcu posklejam.
4 miesiące temu mój los się odmienił gdy na mojej drodze pojawił się ON. Tak, wciąż nie chciałam nikogo poznawać, ale miłość nie pyta o takie rzeczy. Najważniejszą przeszkodą był fakt, że znajomość choć niezwykle intensywna, emocjonalna to…wirtualna. Dla mnie mur nie do przeskoczenia, ale liczyłam, że z czasem POWOLUTKU przekonam się i do tego, wierzyłam w to mocno. Niestety druga strona miała inną perspektywę. I tutaj zadziało się dużo złego, nie będę wdawać się w szczegóły. Nie miałam w tamtym momencie nic, ale on był moim światełkiem na przyszłość. Po raz pierwszy pomyślałam – jeszcze będzie pięknie. Brak pracy, pieniędzy i ogólnego poczucia stabilności w życiu bardzo mi w tym wszystkim przeszkadzał, wstyd i poczucie bezwartościowości wystukiwały mi w głowie znaną melodię – nie nadajesz się. Wtedy zaczęłam czuć się gorzej; pojawił się jadłowstręt, brak energii, spadek nastroju, a samoocena mocno w dół. Pomyślałam – wyzwanie, miłość, zmiany w życiu – normalka. Jednak te objawy się pogłębiały, czułam się coraz gorzej. 2 miesiące temu było już na tyle kiepsko, że z powodu mojego złego samopoczucia ta relacja się rozpadła. Mieliśmy coś zaplanowane i nie podołałam temu, nie spotkaliśmy się nigdy. Usłyszałam wtedy, że wybrałam swoje lęki zamiast nas. Nie miałam nawet siły walczyć. Tutaj też była jakaś próba zrozumienia przeze mnie sytuacji i tego co mi tak właściwie jest…Z początku nawet odczułam jakąś ulgę, jednak po kilku dniach wszystkie objawy fizyczne i psychiczne przygniotły mnie z podwójną mocą.
Trwa to już jakieś 1,5 miesiąca na pełnych obrotach. Książkowe objawy depresji od umiarkowanej do ciężkiej. Za parę dni psychiatra, na którego zresztą czekałam też długo. Cierpię i nie widzę innej drogi dla siebie niż to cierpienie. Zawalam życie już od dawna. Ono także nie było dla mnie łaskawe od dziecka. W terapie trochę nie wierzę, przepraszam, aczkolwiek jeśli tylko będę miała kiedyś możliwość to skorzystam.
Chciałam pogadać o tych zmaganiach z życiem, mam 29 lat, ale bez znaczenia właściwie. Takich osób jest mnóstwo, tylko co z tym właściwie zrobić? Nie wiem czy słyszeliście, ale gdyby zebrać nas wszystkich to powstałoby całkiem pokaźne miasto o nazwie Lękowo. Bo ja też jestem z Lękowa. I Ty być może też. Wiem, że trochę niepotrzebnej prywaty tu wylałam, ale napisz jak cokolwiek tu jest Ci znajome. Zapraszam do dyskusjiHej,
Mnie się najbardziej kojarzy, że nie wspominałaś o innych ludziach niż ten wybranek, a samo poleganie tylko na jednej osobie w życiu już brzmi bardo ryzykownie. Nawet gdyby był najlepszym człowiekiem na świecie, to strasznie dużo na niego odpowiedzialności spada za twoje szczęście, a przecież szansa, że to akurat właśnie najlepszy człowiek, jest już nikła. Dopóki ty nie stoisz sama na własnych nogach i nie masz różnych kontaktów w życiu – i tych bliskich, i tych średnich, i tych dalszych – to nie wiem jak miałoby być spokojnie, a co dopiero szczęśliwie.
Druga rzecz – zaciekawiło mnie czemu nie chcesz psychoterapii? Nie wspominasz o swojej rodzinie, ale zakładam, że jesteś DDA/DDD. A jeśli tak, to ta szyba jest całe życie, nawet jeśli nie dojdzie depresja, bo nauczyliśmy się w domu dysfunkcyjnych zachowań, które nam szkodzą nawiązywać dobre relacje z ludźmi. Trudno ją nawet zobaczyć samemu, bo przecież jest cały czas i jeśli nie ma kogoś z boku, to też nie wiem jak niby można to najpierw zobaczyć, a potem zmienić. Terapia właśnie do tego służy, żeby na chwilę w ogóle wyjrzeć z boku tej szyby, trochę sobie urealnić widok, a potem jeszcze zastanowić się co z tym można zrobić, żeby było mi lepiej. Leki nie zmienią dogłębnie wyuczonych zachowań, a bez tego właśnie trudno liczyć na trwałą zmianę – tak, jak to właśnie opowiedziałaś.
U mnie lęk nie zmniejszył się od razu, ale właśnie na dłuższą metę się obniżył jak sobie zmieniam życie po terapii, bo przychodzą w końcu efekty zmian.
Ja też jestem załamana i modlę się w kółko z bezradności choć w to nie wierzę bo naprawdę już nie mam co ze sobą zrobić i ze swoją głową . Teraz tym bardziej jakoś dopada mnie stan że jakoś inni wszyscy dookoła mnie sobie radzą a ja jestem w czarnej dziurze i nie ma wyjścia z niej :/ tu na forum „miło „ (proszę nie zrozumieć mnie źle 🙂 poczytać że nie jestem sama ale jak wyjdę do pracy i na ulice to czuje się jakaś naznaczona 🙁 ale myślami jestem z kadym kto o tej porze szczególnie źle się czuje , nie poddawajcie się .:)
Hej, Anastazja!
No, to powszechne poczucie, jak się nie ma okazji pogadać z innymi ludźmi czy mają problemy. Terapia pomaga się zorientować, że inni też sobie nie ze wszystkim radzą (tak jak ty nie ze wszystkim sobie nie radzisz) i jest raźniej przekonać się, że nie jesteśmy z tym sami.
w pewnym sensie u mnie było podobnie nie potrafiłem sobie pomóc jednak uświadomiły to ustawienia hellingerowskie i psychoterapia a nawet pisanie pamiętnika jako terapia trwało to długo jesteś młoda więc warto źyć mimo tego co było mam dobrą pamięć która mi odblokowała to co było prawie 40 lat temu
-
AutorWpisy
- Musisz być zalogowany aby odpowiedzieć na ten temat.