Witamy Fora Rozmowy DDA/DDD Sami na planecie ziemia

Przeglądasz 6 wpisów - od 1 do 6 (z 6)
  • Autor
    Wpisy
  • jagodowaszarlotka
    Uczestnik
      Liczba postów: 1

      Witajcie
      Przeczytałam już mnóstwo wątków na przeróżnych forach tego typu. Do stworzenia własnego skłonił mnie ten straszny stan, który zapewne część z was doskonale zna. Stan, który stawia między nami a światem grubą, zabrudzoną szybę, który nakłada na nas ciemny i ciężki ołowiany płaszcz, stan który oblepia ciemną smołą…przez ten czas w mojej głowie pojawiało się mnóstwo określeń tego typu.
      Depresja – bo o niej mowa, stała się moją przyjaciółką zapewne już dawno temu, ale żyłyśmy tak nie wchodząc sobie wzajemnie w drogę.
      Dwa lata temu zawitały do mnie stany lękowe. Uczucia, że „umieram” nie mogłam już zignorować. Po krętych ścieżkach samodiagnozy w końcu trafiłam do gabinetu psychiatry, wiedziałam już co i jak ponieważ na wszystko jestem w stanie się przygotować, wiedziałam, że potrzebuje farmakoterapii. Dostałam paroksetynę, nie na długo, pół roku. Odstawiamy – usłyszałam na ostatniej wizycie. Odstawiłam stopniowo bez skutków ubocznych. I choć od tamtego czasu w moim życiu nie zaszły jakieś znaczące zmiany, wciąż bez pracy, bez znajomych w życiu realnym, z niechęcią do wchodzenia w relacje bo „jeszcze za wcześnie i muszę poukładać sobie życie”, to muszę powiedzieć, że na lekach żyło mi się znacznie lżej. Lekkość w głowie, stabilny nastrój, cieszenie się życiem i przestałam tak wszystko analizować co dawało ogólne poczucie wolności. Kiedy leki przestały działać wkradły się nieco stare nawyki, strach i wycofanie, natomiast wciąż dużo wyniosłam z tego zaburzenia i uważałam, że w życiu radzę sobie już lepiej i powolutku sobie je w końcu posklejam.
      4 miesiące temu mój los się odmienił gdy na mojej drodze pojawił się ON. Tak, wciąż nie chciałam nikogo poznawać, ale miłość nie pyta o takie rzeczy. Najważniejszą przeszkodą był fakt, że znajomość choć niezwykle intensywna, emocjonalna to…wirtualna. Dla mnie mur nie do przeskoczenia, ale liczyłam, że z czasem POWOLUTKU przekonam się i do tego, wierzyłam w to mocno. Niestety druga strona miała inną perspektywę. I tutaj zadziało się dużo złego, nie będę wdawać się w szczegóły. Nie miałam w tamtym momencie nic, ale on był moim światełkiem na przyszłość. Po raz pierwszy pomyślałam – jeszcze będzie pięknie. Brak pracy, pieniędzy i ogólnego poczucia stabilności w życiu bardzo mi w tym wszystkim przeszkadzał, wstyd i poczucie bezwartościowości wystukiwały mi w głowie znaną melodię – nie nadajesz się. Wtedy zaczęłam czuć się gorzej; pojawił się jadłowstręt, brak energii, spadek nastroju, a samoocena mocno w dół. Pomyślałam – wyzwanie, miłość, zmiany w życiu – normalka. Jednak te objawy się pogłębiały, czułam się coraz gorzej. 2 miesiące temu było już na tyle kiepsko, że z powodu mojego złego samopoczucia ta relacja się rozpadła. Mieliśmy coś zaplanowane i nie podołałam temu, nie spotkaliśmy się nigdy. Usłyszałam wtedy, że wybrałam swoje lęki zamiast nas. Nie miałam nawet siły walczyć. Tutaj też była jakaś próba zrozumienia przeze mnie sytuacji i tego co mi tak właściwie jest…Z początku nawet odczułam jakąś ulgę, jednak po kilku dniach wszystkie objawy fizyczne i psychiczne przygniotły mnie z podwójną mocą.
      Trwa to już jakieś 1,5 miesiąca na pełnych obrotach. Książkowe objawy depresji od umiarkowanej do ciężkiej. Za parę dni psychiatra, na którego zresztą czekałam też długo. Cierpię i nie widzę innej drogi dla siebie niż to cierpienie. Zawalam życie już od dawna. Ono także nie było dla mnie łaskawe od dziecka. W terapie trochę nie wierzę, przepraszam, aczkolwiek jeśli tylko będę miała kiedyś możliwość to skorzystam.
      Chciałam pogadać o tych zmaganiach z życiem, mam 29 lat, ale bez znaczenia właściwie. Takich osób jest mnóstwo, tylko co z tym właściwie zrobić? Nie wiem czy słyszeliście, ale gdyby zebrać nas wszystkich to powstałoby całkiem pokaźne miasto o nazwie Lękowo. Bo ja też jestem z Lękowa. I Ty być może też. Wiem, że trochę niepotrzebnej prywaty tu wylałam, ale napisz jak cokolwiek tu jest Ci znajome. Zapraszam do dyskusji

      truskawek
      Uczestnik
        Liczba postów: 602

        Hej,

        Mnie się najbardziej kojarzy, że nie wspominałaś o innych ludziach niż ten wybranek, a samo poleganie tylko na jednej osobie w życiu już brzmi bardo ryzykownie. Nawet gdyby był najlepszym człowiekiem na świecie, to strasznie dużo na niego odpowiedzialności spada za twoje szczęście, a przecież szansa, że to akurat właśnie najlepszy człowiek, jest już nikła. Dopóki ty nie stoisz sama na własnych nogach i nie masz różnych kontaktów w życiu – i tych bliskich, i tych średnich, i tych dalszych – to nie wiem jak miałoby być spokojnie, a co dopiero szczęśliwie.

        Druga rzecz – zaciekawiło mnie czemu nie chcesz psychoterapii? Nie wspominasz o swojej rodzinie, ale zakładam, że jesteś DDA/DDD. A jeśli tak, to ta szyba jest całe życie, nawet jeśli nie dojdzie depresja, bo nauczyliśmy się w domu dysfunkcyjnych zachowań, które nam szkodzą nawiązywać dobre relacje z ludźmi. Trudno ją nawet zobaczyć samemu, bo przecież jest cały czas i jeśli nie ma kogoś z boku, to też nie wiem jak niby można to najpierw zobaczyć, a potem zmienić. Terapia właśnie do tego służy, żeby na chwilę w ogóle wyjrzeć z boku tej szyby, trochę sobie urealnić widok, a potem jeszcze zastanowić się co z tym można zrobić, żeby było mi lepiej. Leki nie zmienią dogłębnie wyuczonych zachowań, a bez tego właśnie trudno liczyć na trwałą zmianę – tak, jak to właśnie opowiedziałaś.

        U mnie lęk nie zmniejszył się od razu, ale właśnie na dłuższą metę się obniżył jak sobie zmieniam życie po terapii, bo przychodzą w końcu efekty zmian.

        Anastazja2777
        Uczestnik
          Liczba postów: 1

          Ja też jestem załamana i modlę się w kółko z bezradności choć w to nie wierzę bo naprawdę już nie mam co ze sobą zrobić i ze swoją głową . Teraz tym bardziej jakoś dopada mnie stan że jakoś inni wszyscy dookoła mnie sobie radzą a ja jestem w czarnej dziurze i nie ma wyjścia z niej :/ tu na forum „miło „ (proszę nie zrozumieć mnie źle 🙂 poczytać że nie jestem sama ale jak wyjdę do pracy i na ulice to czuje się jakaś naznaczona 🙁 ale myślami jestem z kadym kto o tej porze szczególnie źle się czuje , nie poddawajcie się .:)

          truskawek
          Uczestnik
            Liczba postów: 602

            Hej, Anastazja!

            No, to powszechne poczucie, jak się nie ma okazji pogadać z innymi ludźmi czy mają problemy. Terapia pomaga się zorientować, że inni też sobie nie ze wszystkim radzą (tak jak ty nie ze wszystkim sobie nie radzisz) i jest raźniej przekonać się, że nie jesteśmy z tym sami.

            mirasek71
            Uczestnik
              Liczba postów: 7

              w pewnym sensie u mnie było podobnie nie potrafiłem sobie pomóc jednak uświadomiły to ustawienia hellingerowskie i psychoterapia a nawet pisanie pamiętnika jako terapia trwało to długo jesteś młoda więc warto źyć mimo tego co było mam dobrą pamięć która mi odblokowała to co było prawie 40 lat temu

              mirasek71
              Uczestnik
                Liczba postów: 7

                NIE JESTEŚ SAMA !!!!!!

              Przeglądasz 6 wpisów - od 1 do 6 (z 6)
              • Musisz być zalogowany aby odpowiedzieć na ten temat.