Witamy › Fora › Rozmowy DDA/DDD › Samobójstwo – jedyny ratunek dla mnie??
-
AutorWpisy
-
"Jestem romantykiem, nadwazliwym, z samooceną na minusie"
"Na moje szczescie jestem cholernie przystojny i nie musze uborykac sie jeszcze z problemem urody.Widze, ze kobiety sie na mnie patrza
jak gdziekolwiek sie przejde"
Buhaha samooceny na minusie to Ty raczej niemasz ;PJestem przystojny bo widze, jak kobiety na mnie patrza, a pozatym bylem wice misterem szkoly. Mysle, ze jakby nie bylo to urdoa ma jakies znaczenie. A wlasciwie to dbam tez o siebie i swoj wizerunek. To moze jedyna rzecz ktora mi sie w sobie podoba….
Ale to itak nie wazne akurat w tym przypadku…
Znam pewna osobe. Tez DDA. Ma 35 lat i ugania sie za malolatami bo sie boji stabilizacji. On bierze a nie daje nic od siebie. Nie traktujcie mnie jak egoisty ;/ bo tak nie jest. Ja chcialby poswiecic cale swoje zycie osobie ktora bym pokochal z wzajemnoscia.Ja89 zapisz:
„Nie traktujcie mnie jak egoisty ;/ bo tak nie jest. Ja chcialby poswiecic cale swoje zycie osobie ktora bym pokochal z wzajemnoscia.”zwiazek dwojga osob nie wymaga poswiecen.
zwiazek dwojga osob opiera sie na wzajemnym zaufaniu, komunikacji, wsparciu, uczciwosci.
i bedziesz gotowy stworzyc taki zwiazek i znalezc taka kobiete, ktorej wzajemnosc zyskasz kiedy uporasz sie ze swoimi "demonami".
terapia daja taka szanse.
pozdrawiama jak terapia mi nie pomoze to co mi pozostaje ;(??
TO SIĘ WTEDY PRZEKONASZ ZE NIE POMOGLA.
nie ma innej drogi, nie licz na cud, choć w Boga wierze (staram się). coś zmieniłoby się gdybyś wygrał np. w totolotka w Twoim myśleniu? pewnie byłoby jeszcze gorzej. ja jestem starszy od Ciebie ok 10lat i mam podobne problemy do Twoich. dużo dziewczyn przez tę spuściznę po nienormalnym dzieciństwie odeszło, kochałem one kochały mnie a ja – mnie głowa bolała, że to nie ta, że jestem za cienki dla takiej, że gdy się dowie to i tak zostawi, że PSYCHICZNIE ZROBIĘ JEJ KRZYWDĘ.
zmagasz się z bólem, który jest bardzo ciężko unieść. ale przestań pieprzyć o samobójstwie o tym, że masz najgorzej. tu na forum jest dziewczyna, która nie widzi. znajomy ze studiów zbierał pieniądze bo możliwości leczenia jego raka w kraju skończyły się. oni wymagają większej pomocy nie Ty czy ja.masz u mnie zrozumienie i pomoc. u innych z forum sądzę ze też. pójdź na tę terapię, DAJ SZANSĘ SOBIE I TERALPEUCIE. jeśli będzie bardzo kiepski, po jakimś czasie zmień. ale nie podejmuj pochopnych decyzji, bo to dda za Ciebie wtedy myśli nie Ty. pozdrawiam trzymaj się VisAnonim
8 grudnia 2007 o 13:09Liczba postów: 20551Szacunek Vis, sama chciałam napisać coś podobnego, ale szczerze mówiąc nie miałam odwagi, z przyczyn takich, że sama nie jestem wyleczona i mam swoje kłopoty. Ale czuję, że muszę coś powiedzieć, czuję, że wsparcie nie polega tylko na głaskaniu po głowie i kierowaniu się w stronę tego co miłe, łatwe i przyjemne.
Ja 89. Wiesz, ja Ciebie rozumiem, naprawdę, jesteś na początku bitwy o siebie i nie wiesz czy w ogóle warto zacząć tę bitwę. Chcesz wiedzieć co się stanie jeśli terapia się nie uda.
Otóż NIC się nie stanie, nic się nie zmieni i nikt prócz Ciebie samego Ci nie pomoże, jeśli ty sam nie zawalczysz przeciwko wszystkim zmorom w Twojej duszy (oczywiście po kolei a nie z wyszystkimi na raz). Możesz szukać obrońcy przed światem, możesz szukać sojusznika, ale nikt, zapewniam Cię, nie zagłębi się zamiast Ciebie w Twoją dusze i nie oświetli jej, nikt Cię nie uratuje przed sobą samym.Terapeuta może pomóc, może wyjaśnić i wesprzeć, ale nie zrobi niczego za Ciebie. Wiem, że to trudna wiedza i bolesna, ale ja czuję, że Ty bardzo o nią podświadomie prosisz, sam idziesz w kierunku wiedzy, omijając wspierające słowa, zadajesz pytania choć nie wiem czy jesteś gotów usłyszeć na nie odpowiedz. Pytałeś, odpowiadam bardzo szczerze jak to jest z mojego doświadczenia. Sama na terapii przez kilka tygodni wałkowałam "okrucieństwo" tego terapeutycznego procederu. Uważałam za bardzo krzywdzące i niesprawiedliwe to, ze my, ludzie skrzywdzeni musimy stanąć samotnie, twarzą w twarz z naszą krzywdą.
Teraz wiem, że nie musimy, możemy nic nie robić, możemy się nawet zabić, ale wtedy NIC SIĘ NIE ZMIENI.
Pozdrawiam
yuccaAle ja ide na terapie. To jest juz pewne na 100%. Tylko mam to do siebie, ze martwie sie na zapas. I stad moje pytanie, co dalej jezeli terapia mi nie pomoze??
Jeny facet, no nie dociera do Ciebie? Co dalej? Nic dalej, będzie tak jak jest, nic się nie zmieni, będziesz siedział i płakał zadając pytania i czekając na księżniczkę z bajki. Nic Ci to nie da, ale nikt Cię nie będzie z tego ratował, koniec kropka.
-
AutorWpisy
- Musisz być zalogowany aby odpowiedzieć na ten temat.