Witamy Fora Rozmowy DDA/DDD Samotne wieczory

Przeglądasz 10 wpisów - od 11 do 20 (z 25)
  • Autor
    Wpisy
  • kaktus
    Uczestnik
      Liczba postów: 694

      Dzięki za komplement:) Racjonalność pomaga mi się pozbierać i nauczyć życia na nowo…. jest dla mnie megatrudna, bo naturę mam zupełnie odwrotną…Fajnie, że jest tyle wypowiedzi w tym temacie…jest bardzo symboliczny i wiele o nas mówi…

      joannadarc
      Uczestnik
        Liczba postów: 13

        witaj dalio. to co piszesz o masce.. zaobserwowalam to u pewnych osob iz po zblizeniu sie nastepuje ucieczka, po otwarciu sie nastepuje ucieczka po chwili szczerości nastepuje ucieczka, zamkniecie. jakby z obawy ze wystawilo sie jakis swoj czuly punkt na swiatlo dzienne. z obawy ataku? a moze tez odrzucenia? a moze ze strachu przed powstającą więzią? stajesz odkryta bez skorupy i co teraz? czego mozna sie spodziewać? niezrozumienia? pogardy? chyba przewidujemy to bo taki mamy wgrany program. a jesli sytuacja przypadkowo okazalaby sie inna? co bedzie? co sie moze stac? a moze uzaleznimy sie wtedy od tej bliskosci? zaczniemy tego swiadomie potrzebowac? a jesli ona naprawde powstanie to co? co z tym zrobimy? jak bedzie mozna zyc w prawdziwej bliskiej i szczerej relacji? i znowu przychodza do glowy stare odpowiedzi i znowu przychodza do glowy stare pytania.

        BlackDalia
        Uczestnik
          Liczba postów: 25

          Witam:)
          Ja zaobserwowałam to u siebie. Jak pokaze,że mi zależy, jak poprosze o coś, jak odsłonie słabość – uciekam lub chociaż uchylam się w oczekiwaniu na cios. To niestety łatwo wytłumaczyc- w domu za próby okazywania uczuc dostawaliśmy po głowie, strasznie trudno uwierzyc, że cały świat nie rządzi sie tymi zasadami.A jak już się oswoimy to faktycznie się uzależniamy – wtapiamy się w tę osobę, co nam trochę serca okazała, rezygnujemy z siebie, zatracamy się. Dlatego boimy się bliskości, nie zdając sobie sprawy, ze to nie jakaś osoba nas zniewala, ale my sami – poprzez nią.Myśle, ze najpierw trzeba nauczyc sie stawiać zdrowe granice a dopiero wchodzic w związki. My się za bardzo boimy ze za każdą słabośc będziemy ukarani, że ktoś odejdzie, że będziemy czuć się winni."Mamy czarny pas z poczucia winy" – jak mawiał dr House:) I jak trafimy na manipulatora, który to zauważy, to cieżko się z jego sideł wyplątać. Wierzę, że dzięki terapii będziemy bardziej świadomie wybierać ludzi przed którymi się otworzymy. Jak patrzę na swoje relacje to nic dziwnego, ze mam awersję do bliskości.
          Nie dręcz sie tymi pytaniami:)
          Pozdrawiam serdecznie:)

          mala*
          Uczestnik
            Liczba postów: 702

            Ja tam lubię wieczory. Właściwie wtedy najlepiej mi się książki czyta albo siedzi przed komputerem Nikt mi nie przeszkadza w domu spokój bo wszyscy śpią. Czego chcieć więcej.
            Mam propozycję przestańcie się przejmować w kółko tym, że inni mają rodzinę i kochającego męża przy boku. Za każdym razem to właśnie patrząc na nich czuję się smutna i boje się samotnych wieczorów.
            Czasami wydaje mi się, że ludzie ścigają się między sobą a samotnych uważają za gorszych od siebie. NIe raz spotkałam się już z opinią – "Jak to nie masz chłopaka?" a potem było swatanie mnie z kimś tam kogo wcale nie chciałam. Strasznie to smutne i upokarzające. Wydaje mi się, że to właśnie przez "presję otoczenia", "ze strachu przed "samotnością" i "opiniami pozostałych" wybieramy niewłaściwych partnerów. Spieszymy się na oślep w wybieraniu nie raz zupełnie nie zastanawiająć się czy rzeczywiście tego chłopaka chcemy.

            agus
            Uczestnik
              Liczba postów: 3567

              Po części się z Tobą mała zgadzam… z tym użalaniem 😉 …
              To, ze ktoś ma rodzinę nie znaczy, że nie czuje się samotny… Samotnosć w zwiazku jest jeszcze gorsza jak bycie samemu :)… Ja staram się zmienić, to uczucie samotnosci w związku, m.in bardzo pomaga mi w tym terapia 🙂 ale i tak jest mi ciężko…
              A jak słyszę w rozmowach z samotnymi, że ja too mam dobrze bo mam dzieci i rodzine to irytuje się strasznie… bo patrząc ze swojej perspektywy uważam, że Ci samotni nie potrafią docenić to co mają (nie muszą być odpowiedzialni za innych-dzieci, mogą robić sobie spontaniczne wypady, szukać pracy gdzie tylko mają ochote, nie maja żadnych zoobowiazan róznego rodzaju itd.). Zawsze staram się dać wykład typu, że nie wiesz co masz i posiadasz będąc samemu… ale i tak słowa moje są jak "Grochem o ściane’"… Prawda jest taka, bo wiem po sobie, że takie osoby najpierw pragną rodziny, męża, partnera… a później się duszą takim życiem…
              Przerabiam to teraz na terapii ….

              Aga;)

              kaktus
              Uczestnik
                Liczba postów: 694

                Małżeństwo nie jest – jak się wydaje – związkiem dwóch osób. Być może na początku wierzymy, że jesteśmy tylko we dwoje, ale wkrótce pojawia się wielu konkurentów domagających się naszej lojalności. Rodzice, siostry, bracia, teściowie… Po czyjej stronie mamy stanąć?

                W dzisiejszych czasach małżeństwo stało się chyba najpopularniejszą formą psychoterapii – stosowaną doraźnie i często bez głębszego zastanowienia. Ludzimy się, że odmieni ono nasze życie i sprawi, że poczujemy się lepiej. Współmałżonek ma zaspokoić samotność, dać nam siłę, gdy czujemy się słabi, i pocieszyć, gdy dopada nas smutek. Wierzymy, że „tak” wypowiedziane na ślubnym kobiercu magicznie przekształci rzeczywistość. Wystarczy posłuchać słów popularnych piosenek albo obejrzeć kilka romantycznych komedii, by uświadomić sobie, jak powszechne są te oczekiwania.

                Bycie z kimś „dopóki nas śmierć nie rozłączy” jest jednak wielkim wyzwaniem i niezwykle trudnym przedsięwzięciem. Co zrobić, aby małżeństwo było trwałe? Jak sprawić, by związek był naprawdę partnerski?

                agus
                Uczestnik
                  Liczba postów: 3567

                  Dokładnie jest tak, jak zacytowałaś Kaktus …

                  Pozdrowionka
                  😉

                  Ps. Koniecznie muszę przeczytać tę ksiażke, o której pisałaś żonie DDA… tylko moja terapeutka prosiła mnie abym na czas terapii nie czytała Mądrych Książek… ale chyba złamie umowe i jak wróce do Polski to natychmiast ją zakupie …;)

                  kaktus
                  Uczestnik
                    Liczba postów: 694

                    Mnie ciekawi,czy Mądre Książki w końcu poskutkują jakimś lepszym życiem…Chciałabym bardzo…A czuję się uwięziona między swoim lękiem i marzeniami, a ambicją moich starszych…Wiedzieć mogę dużo, robić mogę dużo, a czuję się jak NIC.Bo dla nich moje życie nie istnieje-mam spełniać ambicje wytyczone przez ich problemy i ich życie…To,co moje,radość,marzenia,może nawet jakiś plan-napotyka wielki mur obojętności, gorzkiego żalu w rodzaju"jak dorośniesz, to się przekonasz"/hmmm?!/,zagubienia wewnętrznego…Gorzki żal, zazdrość o moją młodość,która przecież nie istnieje,jestem stara i bardzo często zdarza mi się myśleć o rezygnacji z siebie…Wiedza bez wsparcia i miłości niewiele mi robi. Jestem współuzależniona.

                    agus
                    Uczestnik
                      Liczba postów: 3567

                      Wydaje mi się, że trzeba w tym wszystkim odnaleźć siebie, swoją wartość, robić i postępować w zgodzie z samą sobą… a resztę i innych zepchnąć na dalszy plan… Nabrać dystansu …Mnie tego uczy terapia… sama niestety nie byłam w stanie… a czy się nauczę ? nie wiem, czas pokaże… wiem, że MAM JUZ DOSC TEGO ABY ROBIC TAK ABY WSZYSCY W OKÓL BYLI ZADOWOLENI… TYLKO NIE JA…CZUC SIĘ JAK POPYCHADLO…
                      I STRESOWAC SIĘ NIEPOTRZEBNIE CZYIMIS OPINIAMI, HUMORKAMI…

                      😉

                      Anonim
                        Liczba postów: 20551

                        Czarna Dalio, skąd Ty to wszystko wiesz? 🙂 Granice, własnie, ale ja nie wiem jak je tworzyć? Wymyśliłam coś takiego przewrotnego że na potrzeby ochrony swoich cienkich i niestabilnych granic wybieramy osoby z ktorymi ciągle bedziemy "sie zblizac i oddalac". Albo "bezpieczne relacje" w ktore nie bedziemy mieli szans wejscia za gleboko. Może? Nasuwają mi sie rozne przyklady, ale trzebaby w tym celu napisac chyba cala powieść 😉 Ale takie "falowanie" daje jednak chyba poczucie zachowania granic. Moje dotychczasowe relacje przewaznie byly w większości gorzej niz zle, jednak teraz widze je jako jakies czarne wraki ktore gdzies tam sobie płyną daleko, daleko beze mnie. nowych nie unikam, ale staram sie obserwować siebie i reagowac jesli mi sie uda , inaczej niz do tej pory. Zdrowa granica to chyba umiejetnosc rozpoznania, wyboru i ochrony w sytuacjach prawdziwego zagrożenia, straty a nie "pozornego" przez zbliżanie sie do innego człowieka?
                        Kaktusie nie porzucaj siebie! I tak to co robimy naprawde nikogo poza nami samymi nie obchodzi wiec…

                        pozdrowienia od joannydarc na stosie (emocji?)

                      Przeglądasz 10 wpisów - od 11 do 20 (z 25)
                      • Musisz być zalogowany aby odpowiedzieć na ten temat.