Witamy Fora Rozmowy DDA/DDD ……samotność……

Przeglądasz 5 wpisów - od 11 do 15 (z 15)
  • Autor
    Wpisy
  • schism
    Uczestnik
      Liczba postów: 7

      „Samotnosc wsrod najblizszych bolala.”
      Dokładnie tak było i jest dla mnie w mojej rodzinie. I to pownie jest przyczyna, przez ktora prawie zawsze w towarzystwie ludzi czuję się nie na miejscu, nie pasujaca do nich, do samej sytuacji przyjemnego, bardziej zaangażowanego emocjonalnie przebywania z nimi. Kiedy tylko poczuję się gdzieś dobrze z miejsca powraca uczucie pustki i osamotnienia.

      „Bliscy mi dali dobry trening samotnosci, a obcy "przygarneli".”
      Echh… "Z rodzina to najlepiej na zdjęciach….. 😉

      Pozdrawiam

      Edytowany przez: Schism, w: 27.10.2006 22:05

      Anonim
        Liczba postów: 20551

        to jest już jakaś epidemia…
        kogo by tu nie zapytać to w głębi duszy "nie lubi" przynajmniej połowy swojej rodziny -sam nie lubię – przyznam się… ale to i tak jest jedna wielka patologia, ktorej Miłościwie Nam Panujacy choćby chciał – nie zwalczy – może jedynie zminimalizować jej przyczynę.

        Anonim
          Liczba postów: 20551

          a ja wam opowiem jak to ze mna było. W szkole uważano mnie za świetna uczennicę bez jakichkolwiek problemow. pewnie dalej by tak było gdyby ktoregoś dnia moj ojciec w czasie pijackiej awantury nie wyciagnał noża na mamę a ja go nie probowała mu zabrać. Po tym incydencie z poklejonymi palcami poszłam na religię a tam katechetka zaczęła temat o miłości do rodzicow, jak się domyślacie tego było już dla mnie za dużo. Skonczyło się na pierwszym publicznym płaczu i moim głośnym proteście, lekcja nie wyszła. A le od tego dnia powstała w moim życiu nisza, azyl gdzie mogłam przyjść po to tylko by być, z innymi, wśrod innych ludzi ktorzy nic o mnie nie wiedzieli i nie pytali ale jak ich potrzebowałam byli przy mnie. Jeśli myślicie że szybko weszłam w to środowisko to sie mylicie. Moim ulubionym miejscem był kat pod szafa z ksiażkami. Tam w fotelu czytałam i przygladałam sie ludziom wokoł siebie. Byli to w większości studenci teologii potem i innych uczelni. Gdy potrzebowałam pomocy technicznej przy pisaniu pracy maturalnej skierowano mnie do chłopaka ktory nie tylko pomogł mi ale zadbał by atmosfera przy pisaniu była dla mnie miła. Pierwszy raz ktoś zatroszczył sie o moje samopoczucie, pamiętam każdy szczegoł tego dnia i jestem mu wdzięczna. Do tej pory jesteśmy przyjaciołmi , a był dla mnie też nauczycielem, niczyich nauk nie ma we mnie więcej niż jego. nie był jedynym przez moje warunki (proby) przeszło niewiele osob ale przyja¼nie te trwaja do dziś. Jednemu przed chwila złożyłam życzenia imieninowe. wiele osob jest bardzo niecierpliwych chcieli by szybko kogoś poznać i mieć a na to trzeba czasu i cierpliwości czego wam wszystkim życzę . :rolleyes:

          _JULIA_
          Uczestnik
            Liczba postów: 13

            Też coraz częściej czuję się samotna…
            wcześniej sama siebie okłamywałam, że nie potrzebuję ludzi, nie potrzebuję kogoś bliskiego, nie mam z tym problemow.
            teraz częściej zdaje sobie sprawę, że to była obrona przed moim lękiem przed bliskościa…
            Wcześniej całe życie czułam się opuszczona, samotna w rodzinie, wśrod najblizszych.Teraz poczucie opuszczenie zamieniło się w samotność.Moja terapeutka twierdzi, że to bardzo duży postęp,bo poczucie opuszczenia było zwiazane z dziecinstwem, z przeszłościa, ktora cały czas wpływała na aktualne moje życie. to w dziecinstwie czułam się opuszczona, nie teraz aktualnie, że przeszłość w koncu po mału zostaje tak gdzie jej miejsce.ITeraz jestem dorosła i poczucie samotności jest jak najbardziej naturalne w mojej sytuacji, jeśli jestem sama i boję się bliskiego zwiazku.hmm…
            Dotychczas to ja czulam się opuszczana przez ludzi, to ja byłam ta ofiara, biedna, opuszczana.Okazało się inaczej, że często to ja pierwsza opuszczałam, w życiu to ja raczej izolowałam się od ludzi, trzymalam ich na dystans.Nie potrafiłam być w bezpiecznej relacji, w bliskim zwiazku, nie potrafiłam czerpać z tego wszystkiego pozytywow.
            Bo może bardzo pragnę i potrzebuję bliskości, to tez jej się cholernie boję…
            znowu sprzeczność…
            Teraz uczę się bliskości, uczę się ufać, uczę się siebie, tak jak dziecko uczy się chodzić.Na nowo, od poczatku…Mam super nauczyciela-moja terapeutkę!!!!!
            I wierzę, że mi się uda, mam nadzieję!!!!!!!!
            pozdrawiam ciepło.

            mariuszekgarnuszek
            Uczestnik
              Liczba postów: 339

              Witajcie

              To co pisała aapaa jest także mi bliskie. Do niedawna było tak ze zamęczałem przyjaciół, znajomych czułem się tak okrutnie samotny ze jeśli nie odpisywał ktoś na smsa 10 minut czułem lek i przygnębienie; oto następny mnie odżucil, oto znów jestem sam. W domu rodzinnym wmawiano niż e wszyscy mnie opuszcza, ze nikt do mnie dobrego słowa nie powie, ze wszyscy się ze mnie śmieją, ze… można mnożyć by te okrutnie bolesne zdania nieskończoność. Ja w to uwierzyłem. Smutek, depresja oraz ogromna gorycz była wręcz wymalowana na mojej twarzy. Nawet uczęszczając już na mityngi nie czułem się pewnie. Myślałem ze znów mnie skryty koja. Pech chciał ze trafiłem na grupę gdzie uczęszczali ludzie którzy nie powinni uczęszczać na żadne grupy pracojace na 12 krokach ale to już inna historia. Tak wiec czułem się ogromnie samotny, i odczuwałem ogromny lek przed tym ze strącę tych kilku ludzi co znam, a innych już nie będzie; na zdrowy rozum nierealne bo zawsze znajdzie się ktoś kto będzie przy człowieku ale tak nadal myślę gdzieś tam w środku. Miałem kilka partnerek, zamęczałem je często smsami w środku nocy i robiłem awantury jeśli nie odzywały się przez np. pól godziny, chociaż wiedziałem co robią. To samo było z przyjaciółmi. Wszystko dla tego ze czułem pustkę, chciałem uciec od pustki w kontakt z innymi ludźmi. Niby słusznie jednakże sam ze sobą źle się czułem wiec inni ze mną także źle się czuli. Ale sporo zmieniło się w ostatnich dwóch latach. Jakoś spokojniejszy się stałem, przestało mi tak zależeć na kontaktach z innymi, powoli zaczynam czuć się deobze sam ze sobą, powoli także zaczyna mi kiełkować myśl ze jednak nie jestem sam. Ale bywają stany ogromnego napięcia, leku bardzo silnej nerwicy (napinanie mięśni karku, dolegliwości ze strony układu pokarmowego) ale teraz widzę ze mogę doświadczać stanów pełnego relaksu, spokoju i pogody ducha. I to mnie napędza. Tak samo jak jedna z moich przed mówczyń już doświadczam uczucia wściekłości, takiej zdrowej bez poczucia winy kiedyś to tłumiłem, Dziś fajnie się czuje czasami jak dojdzie mi do głowy ze ktoś ze mnie frajera chciałl zrobić, a ja to odkryłem. Niby jest takie przekonanie ze facetom łatwiej gniew wyrażać, nie wiem ale mi akurat trudno. Od niedawna zaczolem się autentycznie wściekać. Wmawiali mi w domu ze to „be”, ze „piekłem pachnie” a kurde sami wyzywali swojej dzieci od najgorszych. Ale czasami pomimo kusz lepszego samopoczucia mam stany kapletnej depresji, a deprecha idzie mi w kompletną niemoc. Był czas gdy pomimo tegoż e żadnej chemii nie brałem chodziłem jak zamroczony, tak sobie myśleniem zawaliłem samopoczucie. Jeszcze mzoe odniose sie do postu "agus", otoz niewiem jak to jest, jednakze ja jestem przy swojej partnerce wszedzie che byc z nia (jeli ja mam w danej chwili) i cieszyc sie razem z nia, niestety byc moze trafialem na takie kobiety ale jakos wiele z moich partnerek nie umailo docenic ze zamiast isc sobie w diably jak boli je glowa biegalem po w zasadzie malo znanym mi miescie w poszukiwaniu apteki. Byc mzoe tu jest moj blad ze okazalem sie zbyt malo "meski".

            Przeglądasz 5 wpisów - od 11 do 15 (z 15)
            • Musisz być zalogowany aby odpowiedzieć na ten temat.