Witamy › Fora › Rozmowy DDA/DDD › Seks
-
AutorWpisy
-
oczywiście ze nie są w tej sytuacji zaburzeni, ale wydaje mi sie ze tylko w przypadku gdy rezygnują świadomie z życia seksualnego jest wszystko ok, a nie np oszukują samych siebie
W pierwszej chwili zainteresowałam się rzeczywiście tematem nadużywania seksu. Myślałam że seks może być dla wielu DDA środkiem do osiągnięcia bliskości, oczywiście tylko pozornie…Z drugiej strony jest oczywiście przeciwny biegun – całkowitego wyzbycia się swojej seksualności.
Podobnie jak Wy uważam, że na określanie "norm" nie ma miejsca w tym temacie. Moja prowokacja miała na celu zastanowienie się – czy seks jest obecny w naszym życiu i do czego on nam służy.
Pamiętam w swoim życiu moment, w którym sięgałam do seksu po to, aby choć na chwilę zbliżyć się do drugiego człowieka, aby zarówno poczuć, jak i przestać czuć. Do dzisiejszego dnia pamiętam ogrom bólu po wszystkim … jeszcze większe poczucie smutku i osamotnienia.
Dziś już wiem, że nie tędy droga. Niestety, musiałam tego doświadczyć, aby się o tym przekonać.
U mnie jest wręcz odwrotnie.
Emocjonalnie związuję się przeokrutnie. Ale seks istnieje dla mnie tylko na początku. Potem mógłby nie istnieć.
Potrzeby seksualne są naturalnymi, biologicznymi potrzebami każdego człowieka (i w sumie nie tylko ludzi). Mają jeden zasadniczy cel: przedłużenie gatunku, przekazanie genów. Wraz z okresem dojrzewania te potrzeby się w nas uruchamiają i są obecne aż do przekwitania. W przypadku normalnej rodziny (czyli sytuującej się mniej więcej pośrodku na osi zdrowie – choroba z drobnymi wahnięciami), seksualność dziecka jest akceptowana przez rodziców. Dziecko, a potem dorastająca dziewczyna, chłopiec nie boją się tej sfery, seksualność jest dla nich czymś normalnym (tak jak była czymś normalnych dla ich rodziców), również wszystkie uczucia z seksualnością związane są dla nich bezpiecznie, nie boją się odczuwać pożądania, fascynacji drugą płcią itd. itd. Jeśli natomiast rozwój psychoseksualny dziecka zostaje zaburzony, a tak często bywa w rodzinach z problemem alkoholowym, dorosła osoba może mieć trudności adaptacyjne w tej sferze. Może nie mieć zaufania do swojej seksualności, może na nią reagować np. lękiem.
Pozostaje jeszcze kwestia mechanizmu obronnego zwanego seksualizacją (instynktualizacją). Polega on na tym, że jednostka zamienia trudne uczucia smutek, żal, rozczarowanie, złość itp. w pobudzenie seksualne. Ten mechanizm nierzadko występuje u osób, ktore doświadczyły traumy (albo żyły w stanie permanentnej traumy), często osoby takie cechuje hiperseksualność… Nic nie stoi również na przeszkodzie aby dana osoba hiperseksualnością zagłuszała swój lęk przed własną seksualnością, to ten sam mechanizm…. Albo wypierała swoje potrzeby seksualne jako zagrażające.Oczywiście zainteresowanie sferą seksualną również w znacznym stopniu uwarunkowane jest temperamentem, nasze potrzeby w tej materii są zróżnicowane. Natomiast jeśli ich nie ma w ogóle…ja bym się zaniepokoił… Zadałbym sobie pytanie co takiego się dzieje z moim popędem, że go nie czuję? Gdzie on jest?
Tyle teoretyzowania, choć powyżej przedstawiłem mój punkt widzenia oparty na konkretnej wiedzy, a teraz jak to u mnie:
Właściwie wszystko zaczęło się zmieniać w terapii…
Był czas czegoś co można nazwać hiperseksualnością, moje potrzeby seksualne były całkiem spore, nadmiarowe rzekłbym, ale z perspektywy czasu widzę, że seks traktowałem instrumentalnie, jako drogę do rozładowania napięcia. Później nastąpiło coś w rodzaju wycofania, w którym od czasu do czasu pojawiała się nadmiarowość. W tej chwili ze smutkiem dostrzegam, że pod tymi falowaniami w gruncie rzeczy kryje się lęk przed moją własną seksualnością, mam całkiem sporo przekonań na ten temat, które mi się bardzo niepodobają. Seksualność w moich przekonaniach jest czymś złym, grzesznym, brudnym, obrzydliwym, czymś czego nie powinno być, czego w ogóle nie powinienem mieć. Co ciekawe jeszcze kilka lat temu do głowy by mi nie przyszło, że noszę w sobie taką część, która się mną brzydzi, która uważa, że każdy facet to świnia i zboczeniec. Ale tak jest, spoglądam na siebie, swoje ciało i swoją seksualność oczami znaczących kobiet w mojej rodzinie. Niestety dla nich mężczyźni kojarzyli się z jednym – z zagrożeniem. Ubolewam nad tym i staram się zmienić mój prywatny pogląd na tą sferę: po prostu wiem, że moja seksualność jest w porządku, mogę odczuwać pożądanie, mogę pragnąć seksu, mogą mi się podobać kobiety i mogę mieć dziką ochotę na seks z jakąś niewiastą. Nie ma w tym absolutnie nic złego, są to naturalne uczucia, które jawią się w głowie zdrowego samca. Natomiast nie czuję się niewolnikiem mojego popędu, cieszę się, że go mam, że dziewuchy mi się podobają, ale latać z wywieszonym jęzorem za wszystkimi nie muszę 🙂 I tak sobie myślę, że to jest zdrowy objaw. Jeśli chcę realizować swój popęd seksualny, mogę to zrobić, jeśli nie chcę, nie robię. Ale to ja wybieram między tymi dwoma możliwościami. Nie jestem skazany ani na unikanie seksu, ani na kompulsywne z seksu korzystanie. No i powiem Wam w tajemnicy, że sprawia mi seks przyjemność, mam czasem wrażenie, że uczę się go od zera.Rozpisałem się, bom dawno nic na forum nie napisał 🙂
Pozdrowienia
BronekU mnie jest podobnie jak u Kasiuli, emocjonalnie związuję się bardzo mocno (choć jest to proces bardzo… długotrwały), ale seks postrzegam jak zło konieczne – niezależnie od etapu znajomości.
Dobrze, że mam wyrozumiałego chłopaka 🙂 choć czasem zastanawiam się ile On to wytrzyma – w końcu jest tylko człowiekiem i też ma swoje potrzeby 😛
Fajnie, ze sie odezwales bronislavus, dawno cie nie bylo!
U mnie w domu seks byl zawsze troche na poziomie disco polo. Tzn. moj ojciec uwielbial przasne, lubiezne dowcipy, wszedzie szukal podtekstow, zartowal sobie, robil dowcipy, potrafil prawie kazda konwersacje gdzies tam sprowadzic do poziomu rozporka. A mama to byla jego wdzieczna publicznosc, ktora chyba niegdy go nie zawiodla, jak trzeba bylo to i swoje dolozyla. Ja sie tak dobrze zastanowic: dwoje dzieci. Dla nich seks kojarzyl sie z zabawa doroslych, za zamknietymi drzwiami (na szczescie, choc niestety nie zawsze). Riki tiki tiki, majteczki w kropeczki, daj buziaka itp. itd. Jakos nigdy nie u nich nie laczylo mi sie, ze seks moze byc zwiazany z miloscia, z bliskoscia, z potrzeba bycia razem z drugim czlowiekiem.O nie. Raczej byla to wlasnie jedna z form rozrywek dla doroslych. A dzieciom nic do tego. Bueeeeee. Na sama mysl niedobrze mi sie robi.
Ja bylam od dziecka bardzo wrazliwa. Niestety pech chcial, ze dojrzalam bardzo szybko,o wiele za szybko. Bylam jeszcze dzieckiem. Emocjonalnie nie bylam na to gotowa w zadnym stopniu, a moi rodzice nie potrafili mnie na nic przygotowac. Jako panienka marzylam o wielkiej milosci, najlepiej tak bezpiecznej, zeby byla to milosc platoniczna, bez zadnego dotykania, ktory kojarzyl mi sie wlasnie z tym, ze musialabym nosic majteczki w kropeczki sialalalala i dawac jakis znak, jak bede miala ochote.
Dzis mam swoja rodzine, dziecko. Niby wiem, co to jest seks, ale tak naprawde to jestem zielona, jak wiosenny lisc. W duchu czuje sie 100% dziewica.
Szkoda. Wydaje mi sie, ze seks to taka fajna czesc zycia. Dla mnie jednak zepsuta od poczatku. Bronislavus, tchneles jednak we mnie troche nadziei. Moze z czasem, jak czlowiek troche nad soba popracuje, moze okaze sie, ze jeszcze nie wszystko stracone.
Dziekuje za watek.
Hmm temat bardzo ciekawy i tak zastanawiałam się jak to wyglądało u mnie…
Moja mama chyba nigdy nie miała przyjemności z tego typu zbliżenia, mój etap dojrzewania kręcił się wokół rozmów o tym jaki to seks jest wstrętny a facet to zachowuje się jak (sorki za określenie) pies, zrobi swoje i tyle. I tak to sobie kodowałam, układałam i obrzydzałam słuchając mamy. Miłość owszem, ale najlepiej bez seksualności (tak to widziałam) . Nie tolerowałam głupich żartów z podtekstem seksualnym, a rozmowa o samym seksie??? ze mną była niemożliwa. I ktoś tu wcześniej pisał, że ma 27 lat i jest czystszy niż niejeden ksiądz…. nie mnie oceniać co faktycznie pod tym się kryje, ale ja mogę napisać co sama czułam będąc 26 letnia dziewicą… Wypierałam z myśli to, że naprawdę pragnę bardzo kogoś pokochać poczuć tą bliskość seksualną. Kiedy poznałam mój "ideał" i całkowicie zakręciło mi w głowie nie miała żadnych oporów by po jakimś tam czasie doszło do zbliżenia. Wiecie co było najciekawsze w tym wszystkim??? Reakcja mojego byłego, ze jestem 26 letnią "czyścioszką" a sam seks za pierwszym razem??? nie był czymś w czym się spełniłam a raczej czymś co przywiązało mnie do faceta. Wierzcie mi, że nigdy nie miałam żadnej satysfakcji w pełnym tego słowa znaczeniu, choć dla mnie seks wtedy był momentem kiedy mogłam czerpać całymi garściami z bliskości .
Skoro pisze jak zauważyliście że jest to były to można się domyślić że nie przetrwało to…. czy żałuje??? nie, i nie pisze tego żeby się usprawiedliwić. Dzięki temu doceniam moje słonko z którym jestem obecnie, potrafimy o wszystkim rozmawiać i nie jest to już tylko satysfakcjonujące dla jednej strony. Dla mnie seks nadal w pierwszej kolejności jest momentem kiedy mogę poczuć silną bliskość i więź a później cieszyć się z satysfakcji seksualnej.
Pozdrawiam 😉Czytam sobie ten wątek od jakiegoś czasu…az w głowie mam teraz kołomyję. To co tu piszecie jest bardzo podobne do moich przeżyć-dopiero w dorosłym/bardzo:)/zyciu zdaję sobie sprawę,jak bardzo skrzywione jest i było moje spojrzenie na sex. W moim rodzinnym "alkoholowym" domu sex był czyms wstretnym,mama wyrażałą się o nim z obrzydzeniem, o moim ojcu również, ośmieszała lub deptała moja kobiecość. W czasach licealnych miałam paru kolegów,ale w momencie,gdy któryś proponował mi tzw. chodzenie-wycofywałam się natychmiast.
Teraz wiem,że to był mój strach przed zbliżeniem. Bałam się meżczyzn, ukrywałam też skrzętnie swa kobiecość pod sportowymi ciuchami.Seksowne ciuszki, kosmetyki, wogóle dbanie o siebie kojarzyło mi się, przepraszam, z k..stwem. Teraz wiem,że to straszne, odebrałam sobie szansę przezywania moze jakichs fajnych chwil z meżczyznami,traciłam kolegów, bo nawet jak się ktos we mnie zakochał, to natychmiast uciekałam. Powodem zapewne jest również krzywda, którą wyrządził mi TATUS w dziecinstwie, ale ze strony Mamy tez nie miałam wsparcia.
Skutki tego są takie,że nie potrafiłam dać facetom,ani sobie pzrzede wszystkim szczęścia, hehhe, teraz odkryłam, jak na rękę był dla mnie związek z moim mężem alkoholikiem, kiedy za jego picie mogłam go karać brakiem sexu. PORAZKA
:huh:
Niezwykły temat. Mogłabym się podpisać pod tym co napisały savanna i trynyti. O seksie rozmawiać nie umiem. Dowcipy na ten temat powodują, że czuję się zażenowana i chowam się w swojej skorupie (ciekawa sprawa, której nie umiem zrozumieć: moja mama, która nie ma zbyt wielkiego poczucia humoru, opowiada i śmieje się do rozpuku tylko z dowcipów na tematy seksualne, innych chyba nie rozumie). Ludzi, którzy często schodzą podczas rozmowy na ten temat po prostu unikam. Mimo, że mój mąż pije bardzo rzadko i nie ma problemu z nadużywaniem, to nawet jak jest tylko po jednym piwie, a ja też coś wypiłam, odsuwam się od niego i nie dopuszczam do siebie, bo niecierpię zapachu faceta po alkoholu, tych zwolnionych reakcji…
Seksowne ciuszki, kosmetyki, wogóle dbanie o siebie kojarzyło mi się, przepraszam, z k..stwem. Teraz wiem,że to straszne, odebrałam sobie szansę przezywania moze jakichs fajnych chwil z meżczyznami,traciłam kolegów, bo nawet jak się ktos we mnie zakochał, to natychmiast uciekałam. Powodem zapewne jest również krzywda, którą wyrządził mi TATUS w dziecinstwie, ale ze strony Mamy tez nie miałam wsparcia.
Skutki tego są takie,że nie potrafiłam dać facetom,ani sobie pzrzede wszystkim szczęścia, hehhe, teraz odkryłam, jak na rękę był dla mnie związek z moim mężem alkoholikiem, kiedy za jego picie mogłam go karać brakiem sexu. PORAZKA
Muma, podpisuje sie pod tym, co napisalas.
A tak w ogole, to zdaje sobie sprawe, ze tak naprawde nigdy nie stalam sie kobieta. Wygladam raczej, jak wyrosniete dziecko. Ja nigdy po prostu nie przeszlam przez etap psychicznego dorastania i utknelam gdzies na poziomie lat dziesieciu. Jak napisala Alice Miller, "Cialo nigdy nie klamie."
-
AutorWpisy
- Musisz być zalogowany aby odpowiedzieć na ten temat.