Witamy › Fora › Rozmowy DDA/DDD › Sens trudnych doświadczeń
Otagowane: praca nad sobą walka
-
AutorWpisy
-
Często w dda pojawia się patrzenie na problem i tkwieniu w nim, albo rozpamiętywaniu w złym kontekście. Chciałem poruszyć temat ostatnio dla mnie ważny tzn. znalezienie sensu w tym co przeszedłem jako osoba żyjąca w dysfunkcyjnej rodzinie. Myślę że dostrzeżenie sensu w tym co się przeszło ma ogromne znaczenie, zamiast skupiać się na tym czego nie zrobiłem warto sobie zadać pytanie czego mnie dana trudna sytuacja nauczyła? Albo co dzisiaj w takiej sytuacji bym zrobił? Jak się zachował? Nasze doświadczenia z dda można rozwinąć w pozytywny sposób. Ostatnio próbuje to dostrzec i tym się chciałem podzielić jeszcze w tym roku:)
Na pewno moje doświadczenia z dzieciństwa ukształtowały mój charakter, moje postawy wobec pewnych spraw- poczucie, że tak naprawdę mogę liczyć tylko na siebie i jeżeli sama o siebie nie zawalczę o nikt inny tego za mnie nie zrobi. Gdybym tego horroru nie przeżyła, byłabym zupełnie innym człowiekiem, co mogłoby mnie doprowadzić do zupełnie innego życia. Tego już się nie dowiem, bo czasu się nie cofnie, ale wiem jedno- nie zależnie od tego ile osiągnęłam nie życzę nikomu takiej lekcji życia. Ciężko doszukiwać mi się sensu w tym co przeszłam, dzięki „najbliższym”…
Trudne dzieciństwo wbrew pozorom ma swoje plusy, może uczyć dużej zaradności, samodzielności, pracowitości, maskowania emocji (uważam, że umiejętność maskowania emocji to przydatna umiejętność), bycia ambitnym człowiekiem.
(I definitywnie uważam, że rodzice patologiczni są lepszymi (mniej negatywnymi) rodzicami, niż rodzice, którzy we wszystkim usługują dziecku i cały czas cackają się z nim).
Paradoksalnie, nauczyło mnie wrażliwości,empatii, zaradności nie poddawania się,kiedy inni rozmyślają, załamują się jak idę do przodu, przeciwności przeżywam tylko chwilę potem szukam rozwiązań.Przychodzi uczucie ulgi i jeszcze większej siły.Byłam bohaterem rodzinnym.Pracuję nad swoim rozwojem wewnętrznym.Z tym jest mi dobrze, bo nie boję się życia.(sama wychowuję syna).Natomiast błędy mnie bolą,chcę wszystko robić idealnie, może to że moja mama nie daje mi prawa do błędów tak je przeżywam, choć to są czasem bzdury…czasem mam ochotę pobyć małą bezradną dziewczynką, żeby ktoś mną się zaopiekował, żebym mogła popłakać…(byłam bohaterem rodzinnym).W gruncie rzeczy nie umiem nią być, czasem chcę udać, że czegoś nie wiem i nie potrafię,ale wtedy to nie ja, nie czuję się komfortowo.Jestem silna.A jaka bym była, gdybym miała inny dom, niealkoholowy? może też niezadowolona z siebie? Myślę, że w każdej z sytuacji ważne jest poczucie, że chcesz żyć i nie poddawać się.
W maskowaniu emocji jestem najlepsza .Tego nauczyło mnie trudne dzieciństwo .Dziekuje .Szczesliwego Nowego Roku Kochani;Wytrwałości !Sobie i Wam życzę
szukam właśnie takich ludzi,aby pomóc swoim dzieciom,które sa dorosłe,mają 27 i 29 lat.Moja córka,27 latka z dwójka dzieci zdaje sobie chyba sprawę,z tego co działo sie w neszej rodzinie,myślę,że mój 29 letni syn nie.Nie wiem,jak do niego dotrzeć.potrzebuje kogos w jego wieku,z niestety przykrym doświadczeniem.
Moje doświadczenia DDA, powiększone są o rozwód i obecnie zajmowanie się synem z problemami, schizofrenia. Zajmowałam odpowiedzialne stanowiska w różnych pracach i jestem bardzo wytrzymała na cierpienie oraz przejawy pogardy ludzi na osoby a.a. i z rodziny alkoholowej i opiekujące się chorym umysłowo . Myślę, że gdybym była z normalnej rodziny nie wytrzymałabym presji otoczenia, najbardziej osób uważanych przeze mnie za przyjaciół i krytykującego księdza, bo być może moje zachowanie odbiega od normy. Na wiele tych i innych upokorzeń nie mam wpływu ale cieszę się z życia mojego i z każdego dnia i jestem z siebie dumna, że rozumiem co się dzieje wokół, kogo unikać, nauczyłam się szukać nawet nędznego ale swojego grona gdzie ja się dobrze czuję.Umiem sobie umiem radzić i nie zmarnuję żadnej chwili radości. Takie podejście polecam z osobom jak ja z a.a. i d.d.a.
ja tez bedę się radować z każdego dnia
,Człowiek ,czyli np.ja,kiedy coś dostał, bo sam tez wywalczył,umie moim zdaniem Bardziej docenić
ja mam byt zapewniony,mam dach nad głową ,mam pracę i kącik koleaznki ,a gdybym miała nadopiekunczych cackających się ze mną rodziców,mieszkałabym z Nimi do 50 i nie chciała ani pracować ani się pewnie zmieniać
Miło się czyta Twoją wypowiedź ewamalinowska, to właśnie zawdzięczamy siłę i radzenie sobie w każdej sytuacji.Przeciwności losu nas rozwijają, jeśli oczywiście tego chcemy .Ja wstaję rano i biorę życie każdego dnia codziennie od nowa…
Jedyna pozytywna rzecz, którą dało mi moje dzieciństwo, to świadomość, że rodzina, w której jedno z rodziców to pijak, a drugi to nadopiekuńczy rozjemca, funduje dziecku bardzo poważne trudności w każdym aspekcie dorosłego życia; lekcja na ewentualne przyszłe założenie rodziny, że należy unikać jak ognia, aby rodzina funkcjonowała w ten sposób.
-
AutorWpisy
- Musisz być zalogowany aby odpowiedzieć na ten temat.