Witamy Fora Rozmowy DDA/DDD Skąd się bierze ta samoagresja?

Przeglądasz 5 wpisów - od 1 do 5 (z 5)
  • Autor
    Wpisy
  • babsy
    Uczestnik
      Liczba postów: 155

      Właśnie doszłam do wniosku, że największym moim problemem jest agresja wobec samej siebie, autonienawiść, która jest tak silna, że niszczy mnie od środka i niszczy również moich najbliższych. Czasem myślę sobie, że nikt obcy ie byłby w stanie mnie tak nie lubić, jak ja sama. Czy to jest możliwe, że wszystkiemu winna jest "tylko" rodzina alkoholowa, czy to może jeszcze coś więcej? I w ogóle skąd się to wzięło?
      Kiedy mam zły nastrój, coś mnie zasmuciło, coś wybiło z równowagi, zaraz myślę sobie : "Jesteś za gruba (to ciekawe, że ten argument pojawia się często jako pierwszy), jesteś głupia i beznadziejna, jesteś bezwartościowa, twoje życie kompletnie nie ma sensu". Po prostu nie umiem inaczej, wydaje mi się, że to jest jedyna dobra postawa. Jedyna, którą znam, którą potrafię zrealizować. Tak sobie myślę, że gdybym kiedyś spotkała siebie ot tak, jak się spotyka obcego człowieka na ulicy, to na pewno bym siebie nie polubiła. Wiem, że w powierzchownych kontaktach mogę być nawet fajna, ale jak tak pogrzebać głębiej, to obraz nędzy i rozpaczy (pewnie dlatego nie mam kompletnie żadnych przyjaciół).
      Gdyby nie ta nienawiść do samej siebie, wszystko byłoby inaczej. Latwiej byłoby mi pokonywać przeciwności losu, łatwiej byłoby mi sstawiać czoła wyzwaniom. A tak, to byle co, byle krytyczna uwaga wytrąca mnie z równowagi i przyciąga myśli samobójcze. Na prawdę brak mi siły, żeby znosić tę "psychiczną chłostę", jaką sama sobie funduję. Sabotuję każdy swój ruch przez tą surowość wobec siebie. Ostatnio w moim życiu pojawiło się bardzo wiele problemów "zewnętrznych", a ja nie mam siły ich pokonywać, bo od wewnątrz jestem słaba i nie potrafię sama siebie wesprzeć.

      _teresa_
      Uczestnik
        Liczba postów: 264

        nie wiem skad to sie bierze ale jest we mnie głeboko zakodowane
        ostatnio jedna z dziewczyn na czacie powiedziała mi ze mam tak mocno zakodowane w sobie że kiedys ktoś powiedział do mnie kurwo ze nie dopuszczam do siebie nawet mysli o tym ze ktos mógłby sie mna zainteresowac , szukac mojego towarzystwa, lubic mnie czy nie daj boze kochac.
        ja jestem , byłam i pewnie umre niczym.
        uciekając od uczuc, ciepła, serdeczności, drugiej osoby i od lustra by nie zobaczyc w nim czasem jakiejs rysy ze moze ten ktos miał racje i jestem nia naprawde
        w sytuacjach trudnych…. o jesli chodzi o kogos innego , jeśli kto inny ma problemy to jestem z nim i walcze, ale o siebie????? po co , nie warto zachodu, nic mi nie bedzie , niech po mnie depcza , niech mnie ponizaja , ja wytrwam, ale nie bede walczyc, bo o co skoro jestem niczym.
        czy to jest to samo co ty przezywasz???
        pozdrawiam

        starling
        Uczestnik
          Liczba postów: 197

          nie mogę spokojnie czytać takich rzeczy. Zresztą sypnęło dziś podobnymi wątkami…
          Nie akceptuję idei pogodzenia się z faktem ze czyjaś glupota miałyby przekreslić mozliwość dobrego, szczęsliwego życia innej osoby. Jasne że wiem skąd sie to wzięło, mdli mnie juz czasem od terminów 'niska samoocena’ 'krytyk wewnętrzny’. Jest mi strasznie szkoda że tak o sobie musicie myslec, ale jedna rzecz to wspólczucie a inna że cokolwiek się nie wydarzyło w przeszłości, jesli ma to jednoznacznie destrukcyjny wpływ na teraźniejszośc trzeba odciąć sie od tego i zacząć od nowa, moge to napisac jeszcze 100 razy i wisi mi że to frazes, tak samo 2×2 jakby nie liczyć zawsze da wyświechtane 4.

          Babsy, nie ma znaczenia czy rodzina była alkoholowa, jesli dziecko nie było traktowane z szacunkiem i wystarczająco dojrzałą miłością nie miało szansy wyrosnąć na stabilną psychicznie, silną osobę i koniec, nie ma sie nad czym zastanawiać. A jedynym winnym jest tu rodzic, wbrew bzdurom propagowanym przez psycho-szarlatanów z piekła rodem, jak choćby Hellinger o którym w osobnym wątku. Pytasz czy ‘coś więcej’ pewnie częśc zaburzeń ma źrodła genetyczne, czy okołoporodowe np. różne odmiany autyzmu. Z tym że, hmm, osoba autystyczna nie zadaje raczej takich pytań jak ty 😉

          Ten film Koszałki 'takiego pięknego syna urodziłam” kończy się sceną kiedy syn zadaje matce pytanie : mamo, widziałaś materiał, co i nim sądzisz? – matka wyraźnie podłamana mówi : no cóż, nie wiedziałam że to tak wygląda. Syn: no ale masz jakieś wnioski ?
          matka: wnioski, to chyba takie że najbardziej ranimy tych których kochamy.
          Jaka inteligentna kobieta.

          To co nazywacie ‘nienawiścią do samej siebie’, wewnętrzny głos narzucający chore obce kryteria to największy, śmiertelny wróg , z jego istnieniem nie ma co się godzić tylko dowiedzieć się jakie mechanizmy tu działają, wytoczyć mu wojnę i zniszczyć, nie piszę tego w przenośni tylko najzupełniej powaznie.
          W ‘sztuce wojny ‘ Sun Zi mówi :
          „Znaj wroga i znaj siebie a choćbys stoczył sto bitew nic ci nie grozi.
          Kiedy nie znasz wroga a siebie znasz , masz szansę raz przegrac a raz wygrać.
          Kiedy nie znasz ani wroga ani siebie pewne jest że każda bitwa okaże się dla ciebie groźna’
          😉

          JaAga
          Uczestnik
            Liczba postów: 218

            A tak mnie teraz olsniło, czy to nie jest złość na rodzica, która nie mogła byc na niego skierowana, więc jest skierowana na samego siebie?

            Tak jak Starling napisała, jeśli nie było sie kochanym dojrzałą miłościa, to trudno pokochac siebie, skoro dzieci uczą się od rodziców i widza swoje odbicie w nich jak w lustrach, jak się widziało nienawiśc, to się siebie nienawidzi.

            Ale na poczatek to pomaga zewnetrzna "samoocena" od przyjaciół. Skoro ktoś tak wspaniały jak wasi przyjaciele was lubi, to znaczy, ze wy tez nie jestescie tacy baznadziejni za jakich sie uwazacie. Ze jednak sa osoby, dla których jesteście wazni.
            Pewnie sa tez momenty, w których wiecej rzeczy wam wychodzi niz nie wychodzi.

            Nie wiem czy to ma jakieś znaczenie, ale ja was bardzo lubię i uwielbiam z wami rozmawiac i mam nadzieje, ze bedziecie miec wiecej momentów, w ktorych bedziecie z siebie zadowoleni a coraz mniej takich gorszych dni, a z czasem staniecie sie kochajacymi siebie silnymi osobami.

            yenny
            Uczestnik
              Liczba postów: 21

              babsy, przeżywam podobne katusze do ciebie, a raczej przeżywałam, bo teraz jestem na lekach antydepresyjnych.Nie wiem czy chodzisz do jakiegoś psychologa lub psychiatry, jak nie to polecam sie wybrać, oceni czy masz depresje czy nie. Jeśli masz to raczej nie dasz rady sama z tego wybrnąć.
              Ja jeszcze przed leczeniem pomagałam sobie w ten sposób że wyobrażałam sobie że jestem dwiema osobami. Wtedy jedna mówiła drugiej że ją kocha bez względu na to jaka jest i wybacza jej wszytkie błędy 🙂

            Przeglądasz 5 wpisów - od 1 do 5 (z 5)
            • Musisz być zalogowany aby odpowiedzieć na ten temat.