Jestem wdzięczna narzeczonemu. Dopiero on mi pokazał, że jestem kobietą. Może i przez te uszczypliwe uwagi, ale także że traktuje mnie w ten sposób: otwieranie drzwi, wieszanie i pomoc w zakładaniu kurtki, zarzucane marynarki na ramiona. Dla mnie to trochę takie dziwne, a jednocześnie jakie fajne. Jakże niewiarygodnie miło i jakoś tak nadzwyczajnie poczułam się, gdy zaczął zdejmować mi buty z nóg, bo bolał mnie brzuch, a on chciał, żebym się położyła. Dopiero on udowadnia mi, że jednak jestem kobietą, a nie kumplem od meczów żużlowych, choć akurat na to nie narzeka. Ma z kim na nie chodzić :cheer: Dziękuję wszystkim za pomoc 🙂