Witamy › Fora › Rozmowy DDA/DDD › Spieszmy się kochać ludzi, tak szybko odchodzą…
-
AutorWpisy
-
Minęło parę dni, a czuję, jakby to była cała wieczność…
Pożegnałam moją Mamę. Była wspaniałą, ciepłą i wrażliwą kobietą zanim zaczęła pić.
Mam wrażenie, że choroba alkoholowa pozbawia człowieka człowieczeństwa…
Choć mama zmarła , ocalawszy swoją tożsamość po trochu.Jest mi bardzo przykro, że moje ostatnie słowa do Niej nie były takie, jakie być powinny…Ale nie wiedziałam, nikt nie wiedział, że to było pożegnanie.
W ostatnim roku dużo zrobiłam dla siebie i mam wrażenie, że "to" właśnie mnie trzyma.
A łzy leją się – bo to była moja mama,bo bardzo ją kochałam, bo nie potrafiłam Jej ostatnimi czasy przytulić. Musiał wystarczyć dotyk zimnego Jej ciała.
Ale obok Niej leży teraz anioł. Mój anioł. Anioł, który zrobiłam w innych okolicznościach…Wam, sobie i Naszym bliskim, którzy odeszli zacytuję słowa A. Różanek –
"Serce zwycięża nawet gdy przegrywa".Luckra
Luckra, kilka miesięcy temu przeżywałam to samo, nagle zmarł mój ojciec alkoholik. Też nie miałam szansy pożegnać się z nim tak jakbym chciała. Miałam wyrzuty sumienia, że źle go traktowałam i że może mogłam go jakoś 'uratować’. Z drugiej strony poczułam też ulgę, że w domu zapanuje spokój, nie będzie już awantur, nikt nie będzie przepijał pieniędzy….straszne to ale prawdziwe. Po rozmowie z psychologiem wiem, że nie miałam żadnych szans wyciągnąć ojca z nałogu, to zależało tylko od niego i że mam prawo być na niego zła, za to co robił. Nauczyłam się rozdzielać tak jakby dwa oblicza mojego ojca: trzeźwego, kiedy był naprawdę w porządku i można było z nim normalnie porozmawiać, od tego po alkoholu, którego mi nie brakuje. I staram się pamiętać właśnie tego trzeźwego. Trzymaj się ciepło.
Ja ze swoim ojcem nie odzywałem się 10 lat ,choc mieszklaiśmy w jednym domu.
Właściwie to do samej śmierci.Pamiętam jak raz przyszedł do mnie jak myłem samochód,pijany był.Wyciągnął do mnie rękę i mi powiedział :"Wybacz mi synu"
A ja uciekłem,choć miałem wtedy 24 lata,wstydziłem się.Ja wiedziałem ,że jak się pogodzę nie będę miał spokoju.A ja chciałem mieć tylko spokój.
Gdyby dziś ,żył czy podałbym mu rękę ?
Niewiem
Czy mu wybaczyłem ?
Tak
Dlaczego ?
Dlatego ,że sam miał matkę ,która o 2 w nocy trzeżwa wyganiał ich wszystkich z domu.
Jego rodzice bardzo się kłócili.Coś w rodzaju -DDD.
Był dzieckiem ,kóre miało same piątki ,choć się nic nie uczył.
Ożenił się z moją mamą z miłości.
Moja ciotka mi kiedyś opowiadała ,że nigdy nie widziała ,dwoje ludzi tak w sobie zakochanych.Potem było małżeństwo,jego rodzice zaczeli się wtrącać i zaczął pić-bo alkohol go rozlużniał.Zaczął pić ,bo nie wiedział czym to grozi.
Dawniej tak nie było to co teraz.że alkohol uzależnia.Społeczeńswo nie miało takiej świadomości.Pijak to pijak.Cieszę ,że potraficie równiesz dostrzeć w swoich rodzicach ,równiesz to co dobre.
A to jest bliższe prawdy ,niż mówienie że oni całkowicie są żli.
Oni tak jak my mieli marzenia,nie tylko my cierpimy-z niemi życie obeszło się równie brutalnie.Polecamy się waszej pamięci
Pięknie napisałes Maniek..az mi się łezka zakreciła w oku…tak rzeczywiście jest, moment odejścia uzaleznionego, czy tez krzywdzącego rodzica jest bardzo trudny… trzeba jakoś ogarnąc emocje i uczucia,które nami targają…. tyle niedopowiedzeń i żalu,świadomośc,że tak wiele w tym życiu umknęło…
Trudne to jest…..
Chyba bardziej ich widzimy wówczas jako ludzi po prostu, bo jako rodzice zawiedli…Nikt nie jest z gruntu zły … na nasze postepowanie i decyzje ma wpływ wiele czyników, wiele zależności . Ale możemy podejmowac decyzje jak kształtujemy realcje z innymi i jakie słowa wypowiemy . Kilka lat temu przekroczona została granica porozumienia między mną i moim ojcem . Przestał pić , ale nie dlatego ,że zrozumiał ,że krzywdzi innych , ale dlatego ,że zachorował . Okazało się ,że potrafi przestac pić , ale nie dla nas . Kiedy chorwał miałam mozliwość zobaczyć jak silne więźi sa między moimi rodzicami , więzi współuzależnienia . Im bardziej ojciec był chory tym bardziej potrzebował obecności mojej mamy i ona mając coraz bardziej ograniczony czas bez niego pomagała ale czuła też ograniczenie , ale nie potrafiła odmówić .
Widziałam jak ojciec się męczy i nie mogłam uwierzyć ,że człowiek jest w stanie tyle wytrzymać . Było współczucie dla chorego człowieka , który walczy z chorobą .
Kiedy rozmawialiśmy we dwoje po raz ostatni , mówił o wielu rzeczach , ale nic o nas …
Kiedy umarł poczułam ulge ,ze już tak nie cierpi , ale i żal ,że tak to się skończyło …Dziękuję za wypowiedzi. Są one dla mnie niezwykle ważne.
A ja pamiętam jedną z grup terapeutycznych. Moment, w którym zaczęliśmy mówić o naszych rodzinach, przedstawiać relacje panujące m między poszczególnymi jej członkami. Pamiętam swoje zdziwienie, jak wiele z pośród nas utraciło rodziców przez chorobę alkoholową. Przywołuje też w pamięci kolejne spotkania, na których padały słowa – marskość wątroby, kolejne i to kolejne diagnozy.
A teraz i moja mama podzieliła los tych ludzi, nad którymi alkohol zwyciężył. Ona przegrała ta walkę. Staram się jednak myślami sięgać dalej. Tu, na Ziemi miała ciężkie życie. Utraciła cząstkę samej siebie. Skrzywdziła przede wszystkim siebie i ponosiła tego konsekwencje. Ale w wymiarze duchowym myślę, że przyjęła na siebie swój los.
Moc ciepłych myśli dla Was-
Luckra
Mój ojciec żyje, ale jest we mnie lęk że nie zdążę mu wybaczyc, że nie zdążę się z nim pojednac, że mogę przegapic ten moment. Bardzo bym tego nie chciała. Bardzo chcę umiec mu przebaczyc. Co do mamy, boję się że nie zdążę przełamc w sobie oporu przed przytuleniem jej, przed powiedzeniem że ją kocham.
Trzymaj się Luckra. Pozdrawiam Cię serdecznie.
Moj ojciec tez nie zyje,zmarl na raka pluc.Picie i palenie przez lata zrobily swoje.Ja w memencie gdy dowiedzialam sie,ze to tak powazna choroba,wybaczylam mu.Wybaczylam,choc nie zapomnialam…opiekowalam sie nim do ostatniej minuty zycia i pomimo tak wielu krzywd,ktore mi wyrzadzil po pijanemu,w chwili gdy odchodzil,czulam wielki bol i smutek,bo to przeciez moj kochany tatus,ktory mnie nosil na barana,ktory mimo wszystko mnie kochal…
Moj ojciec tez nie zyje,zmarl na raka pluc.Picie i palenie przez lata zrobily swoje.Ja w memencie gdy dowiedzialam sie,ze to tak powazna choroba,wybaczylam mu.Wybaczylam,choc nie zapomnialam…opiekowalam sie nim do ostatniej minuty zycia i pomimo tak wielu krzywd,ktore mi wyrzadzil po pijanemu,w chwili gdy odchodzil,czulam wielki bol i smutek,bo to przeciez moj kochany tatus,ktory mnie nosil na barana,ktory mimo wszystko mnie kochal…
-
AutorWpisy
- Musisz być zalogowany aby odpowiedzieć na ten temat.