Witamy › Fora › Rozmowy DDA/DDD › spokój, jak wytrzymać?
-
AutorWpisy
-
Czasami mi się wydaje że mam wielkiedo doła,
najchętniej położyłbym się spać i nic nie robił
nie ruszył palcem i wsłuchiwał się w kompulsyjny rytm serca
Ale widzę że jak się coś dzieje, ktoś się kłóci,
np moi rodzice to przybywa we mnie życiaZazwyczaj musiałem się uczyć jak oni się kłucili.
Te ich kłótnie nigdy nie miały zadnego sensu
do niczego jeszcze nie doprowadziły
przez dwadziescia pare lattylko wzajemne oskarżanie
"o kokusz i gradobicie"
Bardzo mnie zawsze to bolało
Bo gdyby nie ja to w ogóle by ze sobą nie rozmawiali
i każde poszłoby w swoją stronę …
oj biedne te dzieci z przypadku…nie wiem jak to jest kogoś kochać
wiem natomiast doskonale jak doprowadzić do szewskiej pasji
innym udaje się jakoś żyć, lepeij lub gorzej
a ja się bardzo boję że mnie się nie uda w ogóle..ale tutaj przynamniej komóś mogę o tym powiedzieć …
a oni sa oporni
na wszelką wiedzęnajwyzej matka odpowie
"bedziesz miał swoje życie to bedziesz miał lepiej"
przez nich
nie będe miał lepiej
bo jak próbuję to oni wszystko skutecznie niszcza
aż nie wiem czy mogę kiwnąć palcem, ziewnąć
bo może wywołam tsunami na TajwaniePowoli, powoli i zaakceptujesz spokój… Jeśli chcesz do tego dążyć, chodzisz na terapię, próbujesz… Trzeba też trochę dystansu do siebie, takiego " Nie udało się tym razem? To trudno, zaczynam od nowa i może następnym razem mi wyjdzie".I tyle, koniec, zamknąć temat, próbować bez zamartwiania się, bez perfekcjonizmu… Mnie też wkurza spokój, nie mogę sobie znaleźć miejsca, jak nic,ale to zupełnie nic się nie dzieje, nie ma nic ciekawego do zrobienia, i tak dalej… Próbuję zaakceptować spokój, to inne, tak bardzo inne, nowe życie, do którego dążę, skutki są różne. Cierpliwość, dodajmy, nie jest moją mocną stroną, natomiast mogę próbować do skutku i na tym opieram swoją walkę…W ogóle, wyplątać się z tych wspomnień, z tego dziwnego życia, w którym nic nie jest dla mnie, za to ja dla innych, w którym mam tylko obowiązki – to jest wyzwanie, i nie na raz, nie na pół roku. Nie odrobi się dzieciństwa od razu, nie wyleczy urazów tak po prostu, czekając… Może to truizmy, co piszę… Dzielę się tylko tym, na czym ja sama się opieram.A opierać się muszę co dzień – głównie swojemu brakowi wiary że moje działania mają sens, znaczenie i nie muszę być ciągle krytykowana.
Moim "dobrym" spokojem jest czas, który spędzam poza domem. Poniewaz studiuje, nie mieszkam z rodzicami. Wiec pozornie moze sie wydawac, ze tego czasu jest dużo… Jednak nie zawsze udaje mi sie odnalezc wewnętrzny spokój. W swoim życiu nie znajduje wartości. widze je natomiast w życiu innych ludzi. Skoro więc potrafię dać coś innym ludziom, to także przyczynić sie do ich szczescia, co z koleji jest czymś dobrym i czymś dlaczego warto żyć. Jednak obecnie mimo tego, iż żyje z ludzmi, przebywam z nimi, nie mam osoby, z którą jestem bardzo blisko zawiazana. Wiec mój spokój bywa zakłócany przez mysli ..dlaczego jest tak, iż sama musze sobie ze wszystkim radzić? W żyiu onalazałm swój cel, jest on niewątpliwie zwiazany z dziećmi, które kocham ponad wszytsko:) Mam nadz, ze jak tylko uda mi sie znalezc porządnego faceta, to urodze całą ich mase:) To mi pomaga, intencjonalność. Jeśli pojawia się etap niepokoju to staram sie myslec o dobrej przyszłości. Dla mnie spokój nie jest czasem, gdy sie nic nie dzieje. Spokój jest dla mnie stnem dusznym, który wyzwala pewna refleksje i który mi sprzyja.
Czasem bywa i tak, ze moja współlokatorka uleci mi gdzieś z mieszkania, a ja zostaje sama. Jesli to czas, gdy nie mam za dużo nauki , to ok, bowiem uciekam od samotności do innych ludzi…Jesli jednak mam co robić, to moja praca przerywana jest przez masę wszelkich kryzysów…Sytuacja sie diametralnie zmienia, gdy mam świadomość, że obok w pokoju ktos jest..wtedy jakos sobie radze, a życie nie wydaj sie jakis straszne…
W domu nigdy nie byłam doceniana, zawsze w cieniu osiagnieć siostry…Mijały lata, a ja żyłam ciągle w uczuciu beznadziejności i bezsensowności swojego życia…Kiedyś jednak usłyszałam słowa, które zminiły moje życie: Zostaw dom ( pod wzgledem psychicznym ) , bo on Ciebie niszczy. Albo bedziesz żyła osobno , albo nie – żyła. Nie stało się tak od razu, iż udało mi się wcielić w to w życie. Lecz w pewnym momencie zrozumiałam : albo teraz psychicznie się oderwe, albo nigdy..teraz mysle, ze tamta chwila miała decydujacy wpływ na moje życie…Poweidziałam sobie, ze bede walczyła o moje prawo do swojego zycia, które niewatpliwie mam bez wzgledu na wszystko …
Cokolwiek nie usłyszymy o tym, jacy bezandziejni jestesmy…to nie jest prawda. Nie ma ludzi bezwartościowych, sa jedynie ludzie zagubieni i tylko tacy mogą tak straszne rzeczy mówić. Czas zaczac wierzyc – w siebie. Pozd.Popieram to, co mówi moja poprzedniczka,ratuj się Gonzo, stworz sobie własne życie, to nie jest łatwe ,ale mozna to zrobić, trzeba to zrobić.Walcz o siebie GOnzo, to Twoje prawo i obowiazek,Jestem z Tobą, i trzymam kciuki.
„przez nich
nie będe miał lepiej
bo jak próbuję to oni wszystko skutecznie niszcza
aż nie wiem czy mogę kiwnąć palcem, ziewnąć
bo może wywołam tsunami na Tajwanie”Uwierz mi , ta opinia na twój temat jest z góry tobie narzucona. Każdy człowiek może i potrafi się zmienić…i wcale nie jest tak, że do końca zycia jesteśmy tacy sami.
Nie wierz w to co ci mówią na twój temat. uwierz w siebie i nie słuchaj tego co ci próbuja wmówić idź przed siebie do przodu. -
AutorWpisy
- Musisz być zalogowany aby odpowiedzieć na ten temat.