Witamy Fora Rozmowy DDA/DDD Stracić nadzieję i być wolnym chyba

Przeglądasz 10 wpisów - od 1 do 10 (z 31)
  • Autor
    Wpisy
  • Tymczasowy
    Uczestnik
    Liczba postów: 127

    Zastanawiam się jak to ująć, bo to proste ale i złożone, wyjątkowe i nie

    Generalnie zaczynając i przyznając się do bycia DDA/AA/cokolwiek, czy w jakikolwiek inny sposób podejmując wysiłek związany z rozwijaniem siebie i swojej świadomości zaczyna się od bólu i tego że życie pokopało tak mocno że ból stał się nie do zniesienia i osiągneło się jakieś dno i dłużej już tak nie można.

    I na początku to wyglądało jak takie typowe motywacyjne gadanie: wyłaź ze strefy komfortu, musisz zapierdalać, nie wolno Ci ufać samemu sobie bo kierujesz się złymi schematami, tysiące haseł i afirmacji itd, możesz więcej niż Ci się wydaje itd. Przede wszystkim niecierpliwość

    Potem było pokonanie niemożliwych nałogów i bitew i jakieś poczucie że coś mi się należy od innych za to wszystko, odcięcie się od starych znajomych. Poczucie wyższości i bycia innym niż ludzie się zwiększyło jeszcze bardziej

    Potem było poszukiwanie nowych znajomych i depresja, uświadomienie sobie że nie ma sensu żyć dla innych i oczekiwać od nich potwierdzenia swojej wartości. Odkrycie DDA i że inni też tak mają, i że moja walka nie jest czymś niezwykłym

    Potem pęknięcie jakieś nabrzmiałej bańki i stwierdzenie że pierdole to wszystko, nie muszę być miły, nie muszę zadowalać innych, w ogóle nie muszę. Nie czuję się już jak dziecko.

    I teraz tak sobie czuję.. wyszedłem na prostą, mam fajną pracę, jestem fajny, nie mam znajomych z którymi się spotykam ani dziewczyny bo ogradza mnie wszędzie jakaś niepisana siła ale po prostu nie ma sensu ich szukać, bo i tak nie znajdę a tylko się dobiję niepotrzebnie stwarzając sobie jakieś wymagania. Natrafiłem ostatnio na fragment z filmu Fight Club i tekst „utrata wszelkiej nadziei była wolnością” trafił kurczę do mojego nastroju. Kiedyś to byłby opis dna i porzucenie dotychczasowego światopoglądu i początek drogi do wyzwolenia.

    Ale teraz myślę, czy to po prostu nie jest ten czas żeby odrzucić wszelką nadzieję i zaakceptować że zawsze będę odludkiem… tak było i będzie zawsze i nie jestem w stanie tego zmienić, mogę to tylko zaakceptować. A tylko nadzieja i krótkie przelotne okresy łudziły mnie że będzie inaczej, tylko po co? A mogę być wolny i przestać chcieć.

    A jak z wami?

    „Iść w stronę słońca”
    Uczestnik
    Liczba postów: 203

    Bycie indywidualistą, ja tak to nazywam. Też nie mam znajomych z którym się spotykam po pracy. Wystarcza mi relacja w pracy. Zaakceptowałam siebie, pokochałam bycie samemu. (mam syna). Natomiast życie tak szybko biegnie, że skupiam się na swoim uśmiechu danego dnia, na kwiatach, które zakwitają w moim ogródku. Czy muszę być jak inni, mieć dużo znajomych, chodzić na imprezy…nie muszę…?jestem sobą i lubię taka być. Akceptacja siebie jest ważna. Bycie DDA to też dobre strony: osiągniecie dna, wybija mnie tak wysoko, zaradność życiowa, wrażliwość, niezależność (nie finansowa). Jaka jest recepta na życie? Na Twoje życie?

    dorotaa77
    Uczestnik
    Liczba postów: 171

    Hej,

    Zamiast cieszyć się z tego, że udało ci się przejść przez to wszystko, to wyciągasz na wierzch negatywy w tym poście.

    Najwyraźniej nie jesteś zadowolony z relacji, które stworzyłeś z ludźmi, tak mi się przynajmniej wydaje…

    Zarzucasz sobie bycie odludkiem. A co w tym złego?

    Może to pora na zaakceptowanie własnej samotności, człowiek powinien przede wszystkim czuć się bezpiecznie sam ze sobą a nie opierać to poczucie na byciu z innymi, nierzadko toksycznymi ludźmi.

    Wydaje mi się, że w twoim przypadku mogą pomóc informacje nt. introwertyzmu.
    Jest taka książka „introwertyzm to zaleta” Marti Olsen Laney. Polecam:)
    Chodzi o to, żeby nauczyć się dostrzegać pozytywy w tym, co tylko na pozór wydaje się czymś negatywnym.

    Anonim
    Liczba postów: 64

    A może nie trafiłeś na ludzi ,wśród ,których być się czuł okej? Czasami jakaś osoba,dłuższa ,krótsza znajomosc nawet rozmowa mogą nam dać coś „nowego do myslenia” czy cos ale myśle,że każdy tak naprawde chicałby po prostu mieć kontakt z ludźmi,którzy w pełni akceptowali by to jakim jest na daną chwile,ludzi przy których można by sie po prostu czuć,po prostu być,nie robić nic na siłe itp.a to też jest trudne czasami z naszego własnego powodu bo w głowie z roznych powodfow myslimy sobie ,że musimy to powinnismy tamto itp i czesto nawet jesli poznamy kogos i „mamy” ta znajomosc to moze byc tez tak ze np taka sooba nawet jesli goolnie jest fajna ale jednak cos tam udajemy,bo np,myslimy sobie co ona powie,albo po prostu przybieramy maski to po jakims czasie najzwyczajniej mimo nawet jakiejs sympatii mozemy czuc sie zmeczeni tym,To ze w tej chwili nie masz znajomych to nie znaczy ze tak bedzie zawsze,moze zaakcpetuj nie to ,że jestes odludkiem ale ja bym nazwala to raczej faktem ,że w tej chwili nie masz znajomych.Zycie jednak sie stale zmienia,nikt nie da Cui gwarancji ,że trafisz na osoby przy ktorych bedziesz sie odbrze czuc czy bedziesz po prostu tak najzwyczajniej w swiecie je lubic i ze bedziecie do konca waszych dni w dobrym, kontakcie ale jest takie prawdopodobienstwo.Nigdy nie miałam dobrych ocen z matematyki – no moze wtedy jak naprawde zaczelam sie do niej przykladac to wtedy tak 🙂 ale prawdopodobienstwo ze spotkasz ludzi z ktorymi bedziesz chcial spedzac czas jest 🙂

    dorotaa77
    Uczestnik
    Liczba postów: 171

    Karolalove

    To o czym piszesz, to jest wypisz wymaluj Przekleństwo Bycia Miłym. 🙂
    Jest taka książka „Bycie miłym to przekleństwo” Jacqui Marson i tam jest wiele o tym napisane. Komunikaty typu: muszę, powinnam, zawsze, nigdy… to kluczowe komunikaty, które przekazywały nam osoby dorosłe czy opiekunowie w dzieciństwie. I potem schematy działania w życiu dorosłym wyniesione z dzieciństwa: robienie wszystkiego aby zadowolić innych kosztem siebie. Bo tak zostaliśmy wychowani. Takie zachowanie bardzo wyczerpuje energię. Jest też o miłości warunkowej i „myśleniu magicznym”, o rozpoznawaniu swoich dawnych przekonań i wzorców zachowań a następnie ich zmianie.

    Anonim
    Liczba postów: 64

    o ciekawie brzmi – dzięki za tytuł.
    Myśle,że bycie miłym jest po prostu ludzkie i normalne.Np bycie miłym i naiwnym jednocześnie może sprawić ,że „obrywamy” od innych ludzi ,którzy tą naiwność po prostu wykorzystają świadomie bądź nie.Ale top tez może być dla nas cenna lekcja żeby sie dwa razy zastanowić czy napewno jesteśmy „tylko” miłymi czy już może zakrawa to o naiwność czy zbytnią ufność.Tak mi się wydaje,tak czy inaczej po książke moze kiedyś sięgne

    dorotaa77
    Uczestnik
    Liczba postów: 171

    Tu bardziej może chodzi o to, że lekceważysz np. swoje zdrowie i zamiast iść do lekarza, to komuś pomagasz bo cię o to prosi i udajesz że wszystko ok. Albo nie potrafisz odmawiać i przez to zadowalasz czy spełniasz zachcianki wszystkich wokół a swoje sprawy sprawy odkładasz na potem/na bok. Albo masz zaplanowany dzień, ktoś dzwoni i o coś cię prosi i to ci kompletnie rozwala plany, bo ci do do głowy nie przyszło, że można to było przełożyć…

    „Czyli o tym, jak wyzwolić się od bezustannego spełniania próśb i oczekiwań innych i nauczyć się mówić NIE.”

    Tymczasowy
    Uczestnik
    Liczba postów: 127

    A powodem bycia „nadmiłym” jest oczywiście uzależnienie od opinii innych, bo „jak nie zrobię tego czy nie zachowam się siak, to inni będą źli czy mnie nie polubią”. Co z kolei ma źródło we wzorcach z dzieciństwa wspierane przez nieakceptację siebie, itd blabla.

    Tylko że tak naprawdę ludzie mają innych kompletnie gdzieś, ani ich nie grzeją ani ziębią. Nikt tak naprawdę nas nie lubi, najwyżej ma pozytywne skojarzenia. Nikt tak naprawdę nas nie nienawidzi, tylko ma złe skojarzenia.

    Wszyscy mają nas, Ciebie i mnie w dupie tak naprawdę – dzięki temu jesteśmy wolni, bo możesz mieć innych w dupie i się nie przejmować.

    Jedyny powód dla którego nie ma anarchii jest taki że miło jest być miłym.

    Jak w przypowiastce zen o prasowaniu koszul – to czy koszula jest wyprasowana czy nie, nie ma żadnego znaczenia, ona jest niczym. Wszystko jest niczym. Ale innym miło Cię widziec w wyprasowanej koszuli, więc prasuj koszule.

    talithakum
    Uczestnik
    Liczba postów: 8

    Coś mądrego przeczytałam ostatnio- Jest jedna rzecz odróżniająca życie od śmierci- nadzieja 🙂

    Myślę, że natury nie pokonamy. A natura jest taka, że jesteśmy stworzenie do relacji. Cały świat kręci się na 'relacyjności’. Samotność jest, jest to fakt, powiedziałabym, że jest potrzebna, że jej trzeba dla równowagi pewnej, dla pewnej przestrzeni. Ale do niej się wskakuje na chwilę, na zasadzie- potrzebuję teraz spotkania ze sobą, pogadać ze sobą, dogadać się, na zasadzie 'hej, o co Ci chodzi? gdzie Ty chcesz iść, czemu się tak miotasz. Dogadajmy się, czego potrzebujesz na czym Ci zależy. Taki dorosły Ty gadający z dzieckiem. Tak ja to widzę.
    I teraz, jak się tak wszystko jednak zaczyna kręcić w samotności, to zostaje Ci jeden kompan do dialogu. Ty sam. A gadać ze sobą tylko na dłuższą metę trąci chorobą:)
    Dla mnie i samotność i relacyjność potrafi być zabójcza. Cały czas szukam balansu, odbijam się od bandy do bandy. Ale mam coś w stylu wstępnego zarysu- samotność krótka aczkolwiek intensywna, relacje płytkie tj. praca, relacje poziom wyżej-koleżanki/koledzy już gorzej…, rodzina-bez komentarza na tę chwilę, przyjaźnie? niektóre umarły, a nie które się odradzają. Stawiaj na przyjaźń, ale bez oczekiwań że sam dużo dasz. Ci prawdziwi wytrzymają Twoje jazdy, będą Cię wzmacniać. Ja wczoraj mocno myślałam mrocznie, bardzo mocno, powiedziałabym mega ból, po czym po krótkiej wymianie zdań, ale w szczerości, przeczytałam na FB- przetrwasz wszystko. No i poszłam spać na całą noc- bez leków i bez melisy 🙂 A to rzadkość.
    Dla mnie przyjaźń jest mega dziwną sprawą, bo patrzę na siebie jak na jakiegoś ułoma, a ta osoba cały czas widzi więcej, i mi to komunikuje. A ja się dziwię co ona widzi. Patrzy na mnie w ten sposób w jaki ja nie potrafie patrzeć. Liczę, że się nauczę kiedyś tak patrzeć. Jak się nauczę, to też coś jej dam konkretnego. Nawet mam pomysł, ale na razie zero środków by to zrealizować, bo jestem za słaba życiowo.
    Powodzenia.
    ps. zainwestowałam kiedyś w relacje w pracy, bardzo później odchorowałam. Teraz idę do roboty z przyjemność roboty. Nauczyłam się, że w bardzo prosty sposób odbierasz sobie przyjemnośc pracy- czy to korpo, czy sprzątanie toalet. Relacje ze współpracownikami pozbawione dystansu i rozsądku. Pomyśl o tym. pa

    dorotaa77
    Uczestnik
    Liczba postów: 171

    Dla mnie problem bycia 'nadmiłym’ (jak to określiłeś) wiąże się bardziej z brakiem realizacji własnych potrzeb a może bardziej ich nieświadomością.

    Tutaj też nie chodzi o brak akceptacji siebie, tylko bardziej o kluczowe komunikaty, które zostały zakodowane w dzieciństwie przez osoby dorosłe/opiekunów. Idzie potem człowiek przez życie i zastanawia się co jest nie tak? Nosi w sobie w sobie iluzję nieprawdziwych przekonań zakomunikowanych w przeszłości. To są tzw. kluczowe przekonania. Książka do pracy: zauważam kluczowe przekonanie (pierwszy krok) a następnie podejmuję próbę zmiany zachowania poprzez inne niż dotychczas postępowanie (drugi krok i kolejne).

    I to wszystko.

Przeglądasz 10 wpisów - od 1 do 10 (z 31)
  • Musisz być zalogowany aby odpowiedzieć na ten temat.