Witamy Fora Rozmowy DDA/DDD Stracić nadzieję i być wolnym chyba

Przeglądasz 10 wpisów - od 11 do 20 (z 31)
  • Autor
    Wpisy
  • dorotaa77
    Uczestnik
    Liczba postów: 171

    I jeszcze do tej koszuli się odwołam (w filozoficzny nastrój wpadłam).
    Wolisz chodzić w wymiętej i śmierdzącej czy może wyprasowanej i pachnącej koszuli? W czym się czujesz lepiej?

    Jasne, możesz nie preferować zakładania koszul, bo może wolisz bardziej wygodny i komfortowy styl.

    Wydaje mi się, że czasem warto założyć coś innego, w czym nas dotychczas nikt nie widział, zrobić to dla samej siebie, spróbować przełamać dotychczasowy styl, poeksperymentować, kupić sobie coś nowego i jaka z tego radocha 🙂 Mało tego, może się nagle okazać, że nawet ten nowy styl polubię. 🙂

    A jak wyciągnę z szafy starą koszulę sprzed iluś tam lat, którą zakładałam kiedyś na egzaminy, to ani parzyć ani mnie ziębić będzie ta koszula… a może jednak uwierać też będzie…

    Tymczasowy
    Uczestnik
    Liczba postów: 127

    Kontynuując filozofię, dzisiaj mnie olśniło

    Że to nadzieja daje szczęście, a nie to czy się spełni

    Poszedłem sobie w pewne miejsce, pewna myśl mnie naszła, pomyślałem że coś może być możliwe.. krótko mówiąc miałem nadzieję. No i uruchomił się racjonalizm „wiesz że to się nie spełni”. I ja wiem, nawet nie próbuje się przekonywać. Tylko źe.. to nie ważne czy się spełni czy nie. W momencie gdy miałem nadzieję, byłem szczęśliwy, pełny energii. I wtedy do mnie dotarło, że właśnie o to chodzi.

    Nadzieja nie jest ani zła ani dobra. Tylko przywiązanie do jej wyniku. To przywiązanie jest źródłem cierpienia. Buddyjsko brzmi.

    A nadzieja.. może przedłużać ciepienie i być najgorszą torturą.

    A może być szczęściem. Sama w sobie. Jak ktoś kiedyś powiedział, to droga jest celem

    Goscislaw
    Uczestnik
    Liczba postów: 21

    Dla mnie nadzieja jest waleniem głową w ścianę. Jest to moje odczucie. Byc może inaczej rozumiemy to słowo. Ja nadzieje rozumiem jako oczekiwanie czegoś w przyszłośći z zewnątrz, że poczuję sie lepiej w życiu. Być może w głebi duszy chcę zyć nadzieją, że to co robię wywrze na kims tak pozytywne wrażenie, ze powie mi- jesteś cudowny-kocham cię. Za tym właśnie tęskniłem w dzieciństwie. Chcę, aby to we mnie wypaliło się na zawsze, umarło śmiercia naturalną. Mam juz tej nadziei po dziurki w nosie. Chcę w zyciu robić to, co chcę z głębi serca.A wiem, że boje się tego jak ognia. Cholerstwo powinności i zasługiwania tak mocno wryło sie w moja psychę, że nie chce sie odczepić.

    Tymczasowy
    Uczestnik
    Liczba postów: 127

    Wiem co jest, cały ambaras w tym że startujemy z pozycji że czegoś nam brakuje i coś jest „nie tak”. Ciągle czegoś chcemy – tyle że nie tak, że jesteśmy zachłanni, my chcemy „minimum”, tylko podstawowe rzeczy po to by mieć spokój.

    I ten cykl „ciągle czegoś chcenia” jest beznadziejny i nieskończony nawet nie dlatego, że coś zdobywamy czy tracimy i ciągle nam mało. Tzn to też, nic nie zadawala wiecznie, ale to nie główny problem.

    Głównym problemem jest pozycja startowa, że coś jest nie tak, wobec tego czegoś potrzebuje.

    Np potrzebuje sie wyleczyc. Potrzebuje sie pozbyc zlych nawykow. Potrzebuje czyjes uwagi. Potrzebuje pieniedzy. Potrzebuje mieszkania. Żeby ktoś pocieszył. I tak w kolko.

    Tylko ze na cholere? I tak zawsze bedzie czegos brakowac i zawsze bedzie cos ze mna „nie tak” i bede sie czul do dupy. Krótko mówiąc rzucic wszystko w cholere i zaakceptowac to ze nigdy nic sie nie stanie, nigdy nic sie nie spelni, nigdy nikt mnie nie zaakceptuje. Uwolnic sie od tego i zobaczyc, ze przeciez… wcale nic nie brakuje i nigdy nie brakowalo i moge robic co lubie bo mnie nie ogranicza to piętno.

    W sumie zamiast walić tą głową w ścianę można stwierdzić że ta ściana jest ładna i nie trza psuć. I olać ścianę.

    Goscislaw
    Uczestnik
    Liczba postów: 21

    Moim zdaniem można całkowicie zintegrowć (emocjonalnie doprowadzić się do poczucia spełnienia i spokoju w sobie) nasz syndrom DDA. Furtka leży w dotarciu do naszego autentycznego „CHCĘ” czyli tego, co w głębi duszy naprawdę pragniemy. Wtedy jeszcze trzeba sie pozbyć lęku przed realizacją tego CHCĘ. Jeśli to nastąpi, wtedy z automatu ciało, dusza i myśli podążają za realizacją SWEGO CHCĘ (pragnień). W ten sposób zaspokaja sie swoje prawdziwe potrzeby z poczuciem niewinności i życie swobodnie płynie. Ja z odnalezieniem autentycznego chcę miałem spore problemy. Dopiero od niedawna odkrywam, czego naprawdę chę od zycia, siebie itp, Konfrontowanie sie z moim chę jest wielką przygodną. Bardzo często chcę zwykłe drobnostki po które łatwo mi siegnąć typu własny dotyk, pójście za ciekawością, sprawianie sobie przyjemności. Po większe CHCĘ jest mi jeszcze ciężko signąć. Czuję potworny lęk. A gdy już sięgnę, czuje sie winny. Nad tym obecnie pracuję afirmacyjnie. Daje powolne, ale efekty pozytyne dla mnie.

    dorotaa77
    Uczestnik
    Liczba postów: 171

    Tymczasowy

    Jestem całkowitym przeciwieństwem ciebie. Ja raczej mało i praktycznie nic nie chcę od życia. Zwolenniczka całkowitego minimalizmu. Niewiele też oczekuję od życia. Chcę, to coś robię, nie chcę, to się wycofuję. I mam podobnie jak Gościsław – kiedy dostaję to, czego chcę, to pojawia się
    poczucie winy. (mam nad czym pracować)

    Wydaje mi się, że w twoim przypadku istotne jest przeniesienie punktu odniesienia z innych na siebie.
    No bo patrząc na innych, na to co mają, to wtedy automatycznie włącza się, czego nie mam.
    Ona to ma, ja tego nie mam. Ona ma, to ja też chcę to mieć.

    Ale czy faktycznie chcę to mieć? A może chcę, bo ona ma?

    Jako dda mogę mieć ciąg do tego, aby oceniać swoje potrzeby poprzez pryzmat tego, co mają inni.

    A więc wychwytuję ten moment „CHCĘ”.
    Mówię STOP. (zatrzymuję się).
    Czy to faktycznie jest MI potrzebne? (…?)

    ***

    Być może dlatego przyciągam do siebie Narcyzów. A Narcyz to osoba, która uważa, że dostała od życia za mało.

    „Przeciwieństwa się przyciągają”.

    Tymczasowy
    Uczestnik
    Liczba postów: 127

    Ja nie widzę przeciwieństw w tym co piszemy 😮

    Porównywanie z innymi rodzi rozczarowanie/pychę owszem, pisałaś o przejściu od innych do siebie – ja to widzę jeszcze inaczej, że to nie i tak nie ma znaczenia.

    Mam coś, fajnie, ale nie opieram się na tym, to mnie nie definiuje i moze zaraz zniknac albo mi sie wydawac ze mam
    Nie mam czegoś, też fajnie, nie opieram się na tym bo to i tak bez znaczenia, bo to tez w porządku

    babol
    Uczestnik
    Liczba postów: 3

    Wyzbycie się pragnień, oczekiwań zrezygnowanie z rozczarowania, a co za tym idzie i z radości że się udało to co zaplanowałem/łam. Jest wiele filozofii życiowych jak osiągnąć szczęście. Moją jest to, że nie możesz być szczęśliwy, bo nikt nie jest. Ocieramy się czasami o euforię, radość i miłość. Znajdujemy swoje ukojenie w rzeczach, o które byśmy o to niepodejrzewali..Szczęście to chwila, dotyk motyla a reszta to pogoń za tym szczęściem:) ale na tym polega proces życia, by dążyć do czegoś, zdobywać i zmieniać. Nawet żywność w odchody:)

    „Iść w stronę słońca”
    Uczestnik
    Liczba postów: 203

    Szczęście nie jest kolorowym motylem, za którym musisz pobiec, jeśli chcesz go złapać.
    Szczęście jest jak cień: podąża za tobą nawet wtedy, gdy o nim nie myślisz./Phil Bosmans

    Student.ka
    Uczestnik
    Liczba postów: 15

    Witam. Wiem że takie wpisy są dla was bardzo irytujące, ale potrzebuję waszej pomocy! Jestem żoną DDA (dlatego wasze problemy nie są mi obce) oraz studentką ostatniego semestru studiów magisterskich. Piszę pracę dyplomową na temat DDA i szukam osób chętnych do wypełnienia anonimowej ankiety, która jest mi potrzebna do badań. Bardzo proszę o poświęcenie kilku chwil. Potrzebuję jeszcze tylko kilkunastu wypełnionych ankiet. Z góry bardzo dziękuję za pomoc. Poniżej podaję link do ankiety:
    https://www.interankiety.pl/i/wa8lO4a9

Przeglądasz 10 wpisów - od 11 do 20 (z 31)
  • Musisz być zalogowany aby odpowiedzieć na ten temat.