Witamy Fora Rozmowy DDA/DDD Stracić nadzieję i być wolnym chyba

Przeglądasz 10 wpisów - od 21 do 30 (z 31)
  • Autor
    Wpisy
  • dorotaa77
    Uczestnik
    Liczba postów: 171

    Tymczasowy,

    napisałam to co napisałam nie po to, aby się z tobą porównywać. Raczej chciałam dać do zrozumienia, że ciężko mi zrozumieć twój tok myślenia.

    Niestety tak mam, że rzadko rozumiem ludzi i mam jakiś inny sposób spostrzegania życia, często też spotykam się z brakiem zrozumienia. Ale przecież nie po to się tutaj udzieliłam aby wylewać swoje żale…

    Raczej dostrzegam pewien rodzaj obojętności w twoim wpisie a obojętność w pewien sposób mnie razi, denerwuje, złości. Mówienie, że ktoś kogoś ma w tyłku może i jest prawdą ale po co na ten temat pisać, jaki w tym cel?

    Tymczasowy
    Uczestnik
    Liczba postów: 127

    to nie ma celu

    każdy tu pisze z podobnym motywem, chce wyrzucić coś z siebie (czasem z nadmierną frustracją jak ja wcześniej), szuka wsparcia lub chce podzielić się doświadczeniem bo nuż komuś pomoże. Albo wszystko naraz.

    Chłopiec Papuśny
    Uczestnik
    Liczba postów: 3706

    Tylko trzeba chcieć tego wsparcia i się tym dzielić. Większość ludzi nie odpowiada na maile, czy na GG. Trudno wspierać kogoś, gdy mówi że chce, a gdy dochodzi do konfrontacji to wymięka.

    dorotaa77
    Uczestnik
    Liczba postów: 171

    Wymięka albo zwyczajnie nie chce, przecież to jest decyzja, czy chcę z kimś korespondować czy nie. Nie po rozmowie z każdym mogę poczuć się lepiej.
    Ja to zauważam coś takiego w sobie, że ludzie przede mną lubią się otwierać, opowiadać o sobie.
    Ale jak przyjdzie co do czego i to ja zaczynam o sobie mówić, to nagle cisza, normalnie czasami czuje się jak powietrze.
    I to mnie denerwuje. Już się nie wstydzę swojej złości czy frustracji. Jest i z jakiegoś powodu się pojawia.
    Nie każdy też jest w stanie dać mi wsparcie, poprzez wchodzenie w kontakt z osobami widzę, czy ta osoba jest w stanie mi pomóc czy nie. Czy jest w stosunku do mnie obojętna czy złośliwa. Jeżeli tak, to jest to relacja toksyczna i jeżeli jest taka możliwość, to 'brać nogi za pas’ i ewakuować się.

    magnolia102
    Uczestnik
    Liczba postów: 20

    WITAM. CZYM SIĘ MOGĘ PODZIELIĆ,NA PEWNO TYM,ŻE DZISIAJ NIE CZUJĘ SIĘ NIEPOTRZEBNA,SAMOTNA I INNA.DZIĘKI TEMU,ŻE MOI RODZICE SĄ ALKOHOLIKAMI I SZUKAŁAM POMOCY DLA MAMY TRAFIŁAM DO WSPÓLNOTY AA I AL-ANON,A POTEM NA MITINGI DDA/DDD I TAM POCZUŁAM,ŻE TO JEST MOJE MIEJSCE.WYJŚCIE Z IZOLACJI I KONTAKT Z LUDŻMI,KTÓRZY PODEJMUJĄ SIĘ ZMIANY SIEBIE,SWOJEGO NASTAWIENIA DO ŻYCIA I LUDZI ZAOWOCOWAŁO TYM,ŻE TEZ TEGO ZAPRAGNĘŁAM I POPROSIŁAM OSOBĘ,ABY PRZEPROWADZIŁA MNIE PRZEZ PROGRAM 12-STU KROKÓW.MIAŁAM TO SZCZĘŚCIE,ŻE BYŁ TO MITING NA KTÓRYM BYLI TZW.SPONSORZY.PRACA NA PROGRAMIE POZWOLIŁA MI ZAMKNĄĆ PRZESZŁOŚĆ,POZNAĆ SIEBIE I ZOBACZYĆ,ŻE NIE JESTEM SAMA I INNI TEŻ PRZEŻYWALI LUB PRZEŻYWAJĄ PODOBNIE.ZYSKAŁAM POGODĘ DUCHA,RADOŚĆ,CHĘĆ DO ŻYCIA,SPOKÓJ.POZNAŁAM MNÓSTWO FAJNYCH OSÓB I CAŁY CZAS POZNAJĘ I NAJWAŻNIEJSZE NIE MAM STRACHU PRZED PRZYSZŁOŚCIĄ,NIE ZAMARTWIAM SIĘ.MÓJ PESYMIZM ZAMIENIŁ SIĘ W OPTYMIZM. OTWORZYŁAM TEŻ MITING DDA/DDD BO CHCĘ POMAGAĆ INNYM I CHĘTNIE DZIELĘ SIĘ SWOIM DOŚWIADCZENIEM PO TO BY POMÓC INNYM.ZAPRASZAM DO ROZMOWY,NAJLEPIEJ TELEFONICZNEJ-606447419.INACZEJ PATRZĘ NA ŚWIAT I NA LUDZI.LUBIĘ MOJE ŻYCIE I CIESZĘ SIĘ,ŻE MOGĘ DZIELIĆ SIĘ SWOIM DOŚWIADCZENIEM.POZDRAWIAM I ZACHĘCAM DO UDZIAŁU W MITINGACH DDA/DDD I PODJĘCIA PRACY NA PROGRAMIE 12-STU KROKÓW.TO NAPRAWDĘ DZIAŁA.

    dorotaa77
    Uczestnik
    Liczba postów: 171

    Mitingi swoją drogą. Jednak wracając do problemu, który opisał tutaj Tymczasowy, wydaje mi się że to toksyczny wstyd.
    Są placówki w Polsce, które zajmują się leczeniem tego problemu.
    I przy okazji znalazłam dość dobry artykuł na ten temat.
    Kto jest zainteresowany, może się z nim zapoznać.
    http://www.cps.org.pl/czytelnia/psychoterapia/186-toksyczny-wstyd

    Chłopiec Papuśny
    Uczestnik
    Liczba postów: 3706

    Mi się wydawało, że ludzie się otwierają przede mną. Prawda była taka, że to ja mało mówiłem, bo zastanawiałem się często czy ja w ogóle mam coś do powiedzenia, czy to zainteresuję drugą stronę, że tyle co ja mam problemów o czym ja będę mówił, nie miałem żadnych zainteresowań, że o czym będę mówić: o długach, o tym że źle się czuję? Było tego sporo. Teraz będąc na kolejnej ścieżce wiem, jak już mam rozmawiać, co chcę i jakie mam cele. Zostaje jeszcze ich realizacja.

    dorotaa77
    Uczestnik
    Liczba postów: 171

    Ja raczej robię na ludziach wrażenie takiej osoby, której można zaufać. Coś takiego jest we mnie i wydaje mi się, że to przez to ludzie chętnie mi opowiadają o sobie. Jest to może i plus ale nie w moim przypadku… Bo to tak naprawdę rola niewidzialnego dziecka z dzieciństwa. To wyuczony schemat działania, który obecnie bardzo mnie uwiera. Dobrze, że to widzę.

    Cerber
    Uczestnik
    Liczba postów: 106

    Odgrzewam temat

    @Tymczaswy

    Potem pęknięcie jakieś nabrzmiałej bańki i stwierdzenie że pierdole to wszystko, nie muszę być miły, nie muszę zadowalać innych, w ogóle nie muszę. Nie czuję się już jak dziecko.

    I teraz tak sobie czuję.. wyszedłem na prostą, mam fajną pracę, jestem fajny, nie mam znajomych z którymi się spotykam ani dziewczyny bo ogradza mnie wszędzie jakaś niepisana siła ale po prostu nie ma sensu ich szukać, bo i tak nie znajdę a tylko się dobiję niepotrzebnie stwarzając sobie jakieś wymagania. Natrafiłem ostatnio na fragment z filmu Fight Club i tekst „utrata wszelkiej nadziei była wolnością” trafił kurczę do mojego nastroju. Kiedyś to byłby opis dna i porzucenie dotychczasowego światopoglądu i początek drogi do wyzwolenia.

     

    Właśnie dopada mnie myśl czy nadzieja może być deresyjna ? Albo wywołująca presje ?  I może niszczyć ?

    A poddanie się , załamanie się i czekanie na śmierć może przynieść coś dobrego ?

    Wygląda że w moim przypadku tak bywa , w moim życiu bywało  tak że kiedy miałem dość , przestawałem wierzyć w jaką kolwiek poprawę losu , a wręcz ustalałem sobie dzień swojej śmierci. Ustalałem sobie dzień kiedy popełnie samobójstwo robiłem tak chyba 3 lub 4 razy . I mówiłem sobie że od teraz lub konkretnego dnia zabije się. ten czas ustalałem sobie różnie od 2-3 miesięcy do pół roku . W sumie nie pamiętam dlaczego odkładałem to . Raz (ten najdłuższy okres ) ustaaliłem sobie że jeśli nic w moim życiu się nie zmieni niema sensu dalej ciągnięcie tej farsy i ustaliłem że po urodzinach zakończę to .

    I wtedy działy się cuda , moje życie odmieniało się , a to dziwnym trafem spotykałem grópkę ludzi dzięki której znów zachciało mi  się żyć . A to spotkałem dziewczynę z którą byłem jakiś  czas.

    Przeglądam ten temat i skłaniam się do tego co napisł póżniej @Tymczasowy

    Nadzieja nie jest ani zła ani dobra. Tylko przywiązanie do jej wyniku. To przywiązanie jest źródłem cierpienia. Buddyjsko brzmi.

    A nadzieja.. może przedłużać ciepienie i być najgorszą torturą.

    że w moim przypadku to tortura.

    Ale bezniej mam wrażenie bycia odrentwiałym , uczucie bezcelowośi i bez sensu istnienia.

    a może tędy droga ?:


    @Goscislaw

    Moim zdaniem można całkowicie zintegrowć (emocjonalnie doprowadzić się do poczucia spełnienia i spokoju w sobie) nasz syndrom DDA. Furtka leży w dotarciu do naszego autentycznego „CHCĘ” czyli tego, co w głębi duszy naprawdę pragniemy. Wtedy jeszcze trzeba sie pozbyć lęku przed realizacją tego CHCĘ. Jeśli to nastąpi, wtedy z automatu ciało, dusza i myśli podążają za realizacją SWEGO CHCĘ (pragnień). W ten sposób zaspokaja sie swoje prawdziwe potrzeby z poczuciem niewinności i życie swobodnie płynie. Ja z odnalezieniem autentycznego chcę miałem spore problemy. Dopiero od niedawna odkrywam, czego naprawdę chę od zycia, siebie itp, Konfrontowanie sie z moim chę jest wielką przygodną. Bardzo często chcę zwykłe drobnostki po które łatwo mi siegnąć typu własny dotyk, pójście za ciekawością, sprawianie sobie przyjemności. Po większe CHCĘ jest mi jeszcze ciężko signąć. Czuję potworny lęk. A gdy już sięgnę, czuje sie winny. Nad tym obecnie pracuję afirmacyjnie. Daje powolne, ale efekty pozytyne dla mnie.

    Może tę nadzieje mi wdrukowano , a  ona nie moja ?

    Jakubek
    Uczestnik
    Liczba postów: 842

    Ten rodzaj przytłaczającej „nadziei”, to chyba ciągłe oczekiwanie, że wydarzy się „coś” dobrego. Życie staje się frustrujące, bo skupiamy się na niepewnej i nieokreślonej przyszłości. Ogarnia nas lęk, że ona rozminie się z naszymi oczekiwaniami. Nie będzie dobra. Nie będzie szczęśliwa.

    Tymczasem, chodzi o to, żeby pogodzić się z chwilą obecną, z teraźniejszością, dostrzec wszystkie aspekty „tu i teraz” (w kazdym dniu jest przecież też wiele powodów do wdzięczności).

    Ciekawa jest ta historia z wyznaczaniem daty samobójstwa (do czego nie namawiam). Może widząc kres swego życia, człowiek wreszcie zaczyna doceniać znaczenie tych chwil, które mu pozostały, zaczyna traktować je z uwagą, wyzbywa się ograniczających lęków o przyszłość, żyje pełniej i prawdziwiej. I dzieją się cuda.

    Mądry człowiek wie, że jego życie i tak ma kres.

    Myślę, że trzeba pogłębiać swój kontakt z chwilą obecną. Z czasem ta przygnębiająca nadzieja (oczekiwanie) na „lepszą” przyszłość, zmieni się w spokojną pewnośc, że po prostu „będzie dobrze”.

    • Ta odpowiedź została zmodyfikowana 2 miesięcy, 3 tygodni temu przez Jakubek.
Przeglądasz 10 wpisów - od 21 do 30 (z 31)
  • Musisz być zalogowany aby odpowiedzieć na ten temat.