Witamy › Fora › Rozmowy DDA/DDD › ŚWIĘTA
-
AutorWpisy
-
Jaki macie stosunek do świąt chodzicie do kościoła obchodzicie je?
Witaj,
myślę, że jestem ciągle poszukującą osobą. Wierzę, lecz co do instytucji kościoła, to mam mieszane uczucia. Nie mniej zdarzają się w moim życiu chwile, gdzie z wielką potrzebą przekraczam mury kościoła i odnajduje – spokój. Wiem, że w te święta pójdę do kościoła, bo czuję taką potrzebę.
Pozwolę sobie podpiąć się do Twojego wątku i zapytać jeszcze – Jak w te święta zadbamy o siebie?
Ze swojej strony mogę powiedzieć, że są to pierwsze święta, które spędzam poza domem. Zaprosiłam do siebie (niepijącego) tatę i razem w ciszy spędzamy okres przedświąteczny. Cieszę się, że w końcu nie jestem świadkiem pijaństw mojej mamy. Dziwnym trafem moja rodzina jakoś szczególnie nie miała do mnie pretensji, że postanowiłam zostać u siebie 🙂
Anonim
3 kwietnia 2010 o 10:56Liczba postów: 182Witajcie
Dla mnie święta od zawsze były koszmarem. Główny gośc świat to alkohol. 11 lat temu ten koszmar sie skonczył ,ale napięcie ,lęk i ból pozostały i towarzysza mi nieustannie w okresie przedswiatecznym ,bywa ,że nie radze sobie z tym cięzarem 🙁Ja też nie lubię świąt bo nienawidzę patrzeć jak mój ojciec się upija a później wiadomo co jest 🙁 ale wierzę w Boga i wiem że dzięki temu co przeżyłam będę silniejsza w dalszym życiu pozdrawiam i Wesołych Swiąt
Ja też nie lubię świąt bo nienawidzę patrzeć jak mój ojciec się upija a później wiadomo co jest 🙁 ale wierzę w Boga i wiem że dzięki temu co przeżyłam będę silniejsza w dalszym życiu pozdrawiam i Wesołych Swiąt
Ja też nie lubię Swiąt. Kojarzą mi się z napięciami, awanturami, wyjazdami rodziców – mama do swojej rodziny, tata do swojej, a ja zostawałam w domu. Mój mężczyzna wyjechał na Swięta do mamy i wszystko wróciło… Teraz to rodzice chcą, by spędzać z nimi Swięta… Brat w szpitalu… A ja czuję lęk i zagubienie małej dziewczynki… A obiecałam sobie, że spędzę dobrze sama te Swięta – kino, ksiązki, może rower. U rodziców tylko śniadanie jutro… Zobaczymy, jak to wyjdzie… Pozdrawiam wszystkich ciepło!
święta spędzam jak zwykle sama, lecz mam problem, jak reagować na rozmowy poświąteczne w pracy. Przed świętami jakoś mi się udało wymigać od odpowiedzi, z kim i gdzie spędzasz święta przez zmianę tematu lub zwykłą ucieczkę od pytającego, ale jak któraś z koleżanek po świętach nie odpuści i zapyta, to się spalę ze wstydu, na co dzień noszę maskę ,,Jestem silna i sobie ze wszystkim radzę" i uśmiech przyklejony do twarzy, udaje mi się to udawanie, a może podejrzewają, że jestem sama, może powiedzieć prawdę, wstydzę się.
Anonim
3 kwietnia 2010 o 19:30Liczba postów: 869Aneczka.
ja też okłamałam w pracy i nie powiem prawdy, dziś byłam w knajpce z siostrą, do rodziców nie pojadę,jutro pójdę do kina,a w poniedziałek spotkam się z kumpelą.Mam prawo spędzić święta, tak jak JA chcę!
Część świąt już za nami. Dziwnie się czuję. Zawsze było i u mnie tak, jak piszecie…ciągłe awantury, alkohol i płacz. W te święta obiecałam sobie, że już nie będę zgadzała się na to, co nie było moim wyborem. Zostałam u siebie. Tata mnie odwiedził. Jutro rano wyjeżdża, a więc cały dzień spędzę sama, z czego się w gruncie rzeczy cieszę:-) Czas ten spędziliśmy na spacerach i na zwiedzaniu ciekawych miejsc. Wieczorem zaprosiłam go do kina na film R.Polańskiego.
Dziwnie się czuję z taką formą spędzania świąt. Cieszę się, że w końcu udało mi się zadbać o siebie. Tego i Wam życzę.
Pozdrawiam jeszcze świątecznie.
LuckraZawsze w okolicy swiat mam dola. Nie jestem do nich przygotowana, nie umiem sie zorganizowac, nie umiem wytworzyc atmosfery swiatecznej. Nie lubie swiat. Wszyscy sie ciesza, zjezdzaja sie rodziny, a u mnie pusto i smutno.
Jako dziecko obiecywalam sobie, ze w moim domu swieta beda magiczne: ze bedzie duzo ludzi, ze bedzie rodzinnie i ze bede sie czuc kochana, wazna i potrzebna. I nie umiem. I to mnie dobija.
Swieta nie kojarza mi sie tak bardzo z awanturami, czy alkoholem. Przynajmniej nie bardziej, niz kazda inna impreza. Ale swieta kojarza mi sie z bylejakoscia, z samotnoscia. Jakos nie czulam atmosfery swiatecznej. No jedynie co, to zarcie, zarcie, zarcie. Siedzenie przy stole i zarcie na okraglo. Ale nie kojarzy mi sie z niczym podnioslym, z niczym waznym, z niczym, co czyniloby te dni swiatecznymi. Poza tym zawsze czulam sie wtedy jakos szczegolnie samotna. NIe wiem czemu. Moze dlatego, ze wszyscy umieli sie cieszyc swietami, a ja nie.
I dzis tez nie umiem sie nimi cieszyc. Czuje, ze gdybym sie starala, to oszukiwlaabym sama siebie. A takie sztuczne wysilanie sie nigdy nie dziala.
Edytowany przez: savanna, w: 2010/04/04 23:12
-
AutorWpisy
- Musisz być zalogowany aby odpowiedzieć na ten temat.